- Dużo się działo — niestety prawie nic dobrego dla nas. Słabo weszliśmy w mecz, w 3. minucie straciliśmy bramkę. To nie było zaskoczenie. Jesteśmy na takim etapie jako drużyna, że potrafimy wyjść z trudnych sytuacji. Kluczowa była 20. minuta i czerwona kartka z VAR-u. W mojej opinii zupełnie nieuzasadnione było wezwanie sędziego — nie było podstaw do interwencji VAR. Mam nadzieję, że kartka będzie anulowana. Będziemy walczyć, żeby August mógł grać w następnym spotkaniu - powiedział trener Legii, Marek Papszun.
Papszun: Dobrze, że drużyna nie skompromitowała się bardziej
Kamyczek, a może nawet głaz, do naszego ogródka: między 30. a 45. minutą zachowywaliśmy się jak nie my. Zespół nie jest na takim poziomie, żeby w ten sposób tracić trzy bramki. Do przerwy było praktycznie po meczu — został zamknięty. Pochwała dla drużyny, że nie skompromitowała się jeszcze bardziej i nie dała sobie strzelić bramki w drugiej połowie. Graliśmy lepiej — to na plus. Historia została opowiedziana, musimy myśleć o ultraważnym meczu z Widzewem. Wierzę, że wspólnie z kibicami, którym dziękuję za postawę i przybycie, zdobędziemy trzy punkty, bo to ultraważny mecz pod kątem walki o utrzymanie. To nie był nasz dzień i musimy wrócić do swojego poziomu.
W pressingu byliśmy o tempo spóźnieni, tak samo w niskiej obronie. Jakbyśmy przyjechali tu na zaciągniętym ręcznym i chcieli dalej grać na tym hamulcu — a z Lechem tak się nie da. Trzeba grać pełną parą i z pedałem do dechy. Wszystkie bramki straciliśmy, gdy byliśmy pod piłką. Już w ostatnim meczu bardzo ciężko było stworzyć sytuacje, a dziś Lech wjeżdżał jak w przysłowiowe masło. Może popełniłem błędy w przygotowaniu, skoro zespół nie wyglądał jak w poprzednich meczach.
Nie wyglądaliśmy dobrze. Z piłką byliśmy nerwowi, szybko ją traciliśmy. Gdyby nie kartka, mecz mógłby wyglądać inaczej — Lech zawsze zaczyna mocno, a potem bywa różnie — ale w 20. minucie mecz się zamknął. My musimy zrobić swoją robotę, a sędziowie swoją — dziś ani my jej nie robiliśmy, ani sędziowie.
Musiałem w przerwie zwrócić zawodnikom uwagę na błędy w obronie — żebyśmy nie dopuszczali Lecha tak łatwo do sytuacji — oraz na to, co robić z piłką: być odważnym. Każdy z piłkarzy musi dać więcej, wziąć grę na siebie. Nie chodzi tylko o utrzymanie się przy piłce, ale też o to, żeby nie tracić jej po jednym czy dwóch kontaktach. Była bardzo mocna mobilizacja zespołu, żeby się nie skompromitować. Cieszę się, że druga połowa wyglądała przyzwoicie.
Musimy pracować, żeby kolejny mecz nie wyglądał jak ten — żeby być lepiej przygotowanym. Nie mam obaw o mental, ale ciśnienie będzie coraz większe, bo to końcówka sezonu. Wierzę jednak w codzienną pracę. Przez 10 meczów nie przegraliśmy, ta seria się skończyła, więc od meczu z Widzewem musimy zacząć budować ją od nowa.
Nie ma aż takiej różnicy między Legią a Lechem, jak wskazywałby wynik, ale nie możemy mieć takich 15 minut — to jest dla mnie nie do przyjęcia i to musimy zmienić. Ten mecz był specyficzny, źle się ułożył od początku, wpadliśmy w taki wir. Trzeba było go po prostu dograć, bo było wiadomo, że nie mieliśmy szans walczyć o korzystny wynik. Lech w pierwszej połowie grał bardzo dobrze i zasłużenie prowadził — to nie tylko nasze błędy o tym decydowały.
O Nsame
Gra się nie układała pod niego. Albo wygrywamy i zmiany są pod zarządzanie wynikiem. Dziś miał wejść, ale Pankov zgłosił uraz i musiałem wpuścić Recę. On dobrze wygląda, trzeba się zastanowić, czy nie dać mu szansy.
O Urbańskim
Miał dobry mecz z Lubinem, dziś trudno było zrobić więcej. Była to zmiana taktyczna w przerwie, środkowi pomocnicy wykonali największą pracę, bo graliśmy jednego mniej. Zrobił progres w ostatnim czasie i myślę, że wkrótce będzie to widoczne.
O kartce dla Augustyniaka
Trzeba w tej sytuacji zobaczyć impet wejścia, bo na zdjęciu nie widać, że nie było tam dużej siły. Ja widziałem dynamikę ruchu i to absolutnie nie jest czerwona kartka, bo był atak kolanem drugiej nogi. Takie rzeczy się zdarzają. Na zdjęciu wygląda to nie najlepiej, ale zahaczył go kolanem drugiej nogi — to absolutnie nie było na czerwoną kartkę.
O zejściu Adamskiego
Adamski wyglądał słabo. Co prawda grał 20 minut, ale stracił większość piłek. Nie miałem problemu z wyborem, który napastnik ma zostać na boisku — tak to dziś wyglądało. Chodziło o elementy piłkarskie i chciałem mieć więcej jakości z piłką. W innych meczach może być inaczej.
