Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Lechem

wtorek, 28 kwietnia 2026 09:16
Plusy i minusy po meczu z Lechem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
28
Legia Warszawa otrzymała bolesną lekcję futbolu od lidera Ekstraklasy, Lecha Poznań, z którym przegrała aż 0-4. Tym samym doznała najwyższej porażki w historii warszawsko-poznańskiej rywalizacji. Legioniści byli bezradni przy koncertowej grze gospodarzy, pozwalali im na wiele, samemu nie mając żadnego pomysłu na grę. Patrząc na przebieg meczu, nawet gra w 11 nie zmieniłaby sytuacji, a może jedynie zmniejszyłaby wymiar kary. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy warszawiakom za mecz, który zakończył ich serię 10 spotkań bez porażki z rzędu.

Otto Hindrich - Chociaż musiał wyciągać piłkę z siatki aż cztery razy, nie można mieć do niego większych pretensji o stratę którejkolwiek z bramek. Co więcej, można nawet stwierdzić, że jako jeden z nielicznych legionistów wyszedł po tym meczu z twarzą. Pierwszego gola stracił już w 3. minucie. Mimo że dobrze przesuwał się za akcją i wyciągnął się jak struna, nie miał najmniejszych szans, by poradzić sobie ze strzałem Aliego Gholizadeha. Przy drugim trafieniu gospodarzy można mieć zarzuty do interwencji. Golkiper zareagował zbyt wcześnie, rzucił się w wybranym przez siebie kierunku, jednak kiks Mikaela Ishaka przy strzale spowodował, że piłka powędrowała w drugą stronę i wtoczyła się do bramki obok bezradnego już bramkarza. W tym przypadku Hindrich mógł chwilę wstrzymać się z interwencją i miałby szansę spokojnie złapać futbolówkę. W 38. minucie już zachował czujność, wyszedł odważnie z linii bramkowej i na 5. metrze świetnie wybronił sytuację sam na sam z Patrikiem Walemarkiem. Niestety, do pustej bramki piłkę dobił Michał Gurgul. Cztery minuty później w podobnej sytuacji Hindrich musiał uznać wyższość Ishaka, który uderzył znacznie lepiej niż jego rodak, choć reakcja bramkarza również była dobra. Oko w oko z napastnikiem Lecha legionista stanął również na początku meczu. W 11. minucie Ishak dopadł do prostopadłego podania na lewą stronę pola karnego, ale Hindrich skutecznie skrócił mu kąt strzału, wyłożył się i przyjął na ciało strzał atakującego. W drugiej połowie golkiper miał już znacznie mniej pracy, jednak bez problemu poradził sobie z celnym uderzeniem z 63. minuty. Dobrze wyglądały jego reakcje na przedpolu, a także dalekie wybicia piłki, którymi próbował uruchomić ataki Legii, lecz bez powodzenia, gdyż jego partnerzy nie korzystali z tych podań. Hindrich robił co mógł, by pomóc zespołowi i zapobiec stracie bramek, choć nie mógł za wiele, szczególnie przy trzech trafieniach. Tak, jak jednak stwierdził dyrektor sportowy Legii - Michał Żewłakow - bez niego w bramce, mogłoby się skończyć jeszcze wyższym wynikiem.

 

Rafał Adamski - Napastnik padł ofiarą czerwonej kartki dla Rafała Augustyniaka i został zmieniony już w 22. minucie. Czy to jednak właśnie Adamski zasługiwał na zmianę? Trener Marek Papszun rzeczywiście ma rację - atakujący nie wyglądał najlepiej w tych pierwszych minutach i tracił większość piłek. Łącznie przy 7 kontaktach stracił posiadanie aż 5 razy. Ocenić trzeba jednak momenty, w których Adamski dochodził do podań. Większość z nich to były długie zagrania, przy których Adamski miał problemy z opanowaniem futbolówki bądź wygraniem walki o górną piłkę. Momentalnie miał też podwajane krycie, przez co miał spore problemy, by poradzić sobie z rywalami. Trzeba powiedzieć jednak wprost - był jednym z najaktywniejszych zawodników w ofensywie, który z czasem mógł w końcu osiągnąć jakąś korzyść. Trener Papszun zmianę argumentuje tym, że "chciał mieć więcej jakości z piłką". Pozostaje pytanie, czy tak faktycznie było.

Rafał Augustyniak  - Będący w ostatnich tygodniach liderem defensywy Legii Augustyniak, od początku meczu w Poznaniu miał wyraźne problemy. Nie radził sobie z dynamicznymi ofensywnymi zawodnikami Lecha, gubił krycie i był spóźniony w reakcjach. Problem pojawił się w 18. minucie, kiedy Augustyniak nerwowo zareagował na niedokładne podanie Juergena Elitima, próbował dobiec do piłki, jakby do jednej nogi miał przywiązany kilkukilogramowy głaz, który nie pozwala mu swobodnie poruszać się po murawie. Widząc, że zostanie uprzedzony przez Leo Bengtssona, zdecydował się na ryzykowną interwencję wślizgiem, która była już spóźniona. Augustyniak nie trafił w piłkę, choć również nie trafił w nogi zawodnika Lecha, jednak drugą, zgiętą nogą wjechał w kostkę Szweda. To, czy był to faul na czerwoną kartkę, jest sprawą kontrowersyjną, szczególnie, że nie została ona pokazana obrońcy w pierwszym momencie przez arbitra głównego, a dopiero po konsultacji VAR. 32-latkowi po raz kolejny zdarzył się poważny błąd, który osłabił drużynę na znaczną część ważnego meczu, a może i 2 kolejne, jeśli napomnienie nie zostanie anulowane. 

Kamil Piątkowski  - Obrońca Legii miał ogromne problemy z utrzymaniem równowagi, co powodowało problemy w defensywie i otwierało przestrzenie dla lechitów. Największe zagrożenie przyszło w 11. minucie, kiedy po potknięciu Piątkowskiego gospodarze wyprowadzili akcję lewą stroną, zakończoną sytuacją sam na sam Mikaela Ishaka z Otto Hindrichem. Defensor miał też spore problemy z koncentracją, ustawianiem się i trzymaniem krycia. Jego chaotyczna gra była jednym z powodów straty dwóch bramek. Przy golu Ishaka z 31. minuty Piątkowski biegał po polu karnym jak poparzony, nie wiedział czy próbować dojść do dośrodkowania, czy przykryć któregoś z gospodarzy. Przez brak decyzji odpuścił krycie strzelca gola, a reakcja wślizgiem, którym próbował zablokować Szweda, była po prostu dziwna. Zawinił również przy trzecim trafieniu Lecha. Widząc, że do sytuacji oko w oko z bramkarzem dochodzi Patrik Walemark... stanął w miejscu. Gdy się obejrzał, zobaczył wbiegającego za nim Michała Gurgula, który już bez krycia wbił piłkę do pustej bramki. Piątkowski zdecydowanie nie pomagał w wyprowadzeniu piłki, notując zaledwie nieco ponad 70-procentową skuteczność podań przy tylko 35 próbach. Brakowało również jego zaangażowania w ofensywie, które szczególnie w pierwszej połowie było znikome.

Radovan Pankov  - Serb miał duże problemy z odczytywaniem zamiarów gospodarzy przy ich przyspieszeniach ataków. Wielokrotnie opuszczał swoją strefę, pozostawiając wolne przestrzenie i pozwalając graczom Lecha na dostarczenie piłek na pole karne poprzez najprostsze środki, czyli prostopadłe podania za wysuniętego Serba. Właśnie w taki sposób, po przeszywających zagraniach przez strefę Pankova, padły dwie z czterech bramek poznańskiego zespołu w tym spotkaniu. Szczególnie zaspał przy trafieniu z 42. minuty, gdy był ustawiony blisko Patrika Walemarka, ale przez spóźnioną reakcję pozwolił mu wyjść do sytuacji sam na sam i nie zdążył już z interwencją. Przez znaczną część spotkania był odpowiedzialny za krycie Mikaela Ishaka. Napastnik jednak, szczególnie w pierwszej połowie, wielokrotnie urywał się serbskiemu defensorowi, a także przewyższał go fizycznością, dzięki czemu z łatwością wygrywał pojedynki toczone z Pankovem. Jak praktycznie wszyscy zawodnicy Legii w tym meczu, również i Pankov w wielu sytuacjach był spóźniony, a w jego przypadku szczególnie brakowało determinacji i agresywności. Po słabym występie został zmieniony w 72. minucie.

Paweł Wszołek  - Pod każdym względem był to dla Wszołka fatalny występ. Przede wszystkim mowa tu o koncentracji. Należy zadać sobie pytanie, jak tak doświadczony zawodnik w dwóch akcjach bramkowych niweczy starania reszty defensorów, kompletnie nie kontrolując swojej pozycji i łamiąc linię spalonego. Tak było przy drugim i ostatnim trafieniu gospodarzy. W drugim z tych przypadków od początku był ustawiony źle i w ogóle nie zareagował, widząc, że reszta defensorów stara się założyć pułapkę ofsajdową. Przy pierwszej sytuacji natomiast nie tylko pozwolił zawodnikom Lecha na kontynuację akcji, ale również odpuścił krycie wbiegającego w pole karne Michała Gurgula i przy walce o górną piłkę był już spóźniony i od początku na przegranej pozycji. Przykryć obrońcę Lecha mógł również przy jego dobitce na pustą bramkę na 3-0, gdyż również był ustawiony dość blisko niego, a nie zareagował w momencie prostopadłego podania do Patrika Walemarka. Wszołek miał wiele problemów przy ofensywnych rajdach tego zawodnika, ale także innych ofensywnych graczy Lecha. Nie miał także zbyt dużego wkładu w ofensywę, a że był jednym z aktywniejszych zawodników Legii pod tym względem, to tylko dużo mówi o grze ofensywnej warszawiaków. Wszołek miał momenty, gdy pracował w ataku, szczególnie w drugiej połowie, ale najczęściej wybierał najprostsze rozwiązania, a jego próby centr były zazwyczaj zbyt wysokie lub przeciągnięte. Ten występ tylko potwierdził, że reprezentant Polski jest daleko od swojej optymalnej dyspozycji.

Juergen Elitim  - Kolumbijczyk chyba zawiódł nas najbardziej ze wszystkich legionistów. Liczyliśmy w tym meczu na jego kreatywność, umiejętność utrzymania się przy piłce, wzięcie na siebie ciężaru gry, ale także na skuteczną pomoc w destrukcji i obronie własnego pola karnego. Tymczasem zobaczyliśmy mnóstwo niedokładności oraz bojaźni. Kolumbijczyk wielokrotnie nie miał pomysłu na grę, zbyt długo holował piłkę, by ostatecznie podjąć najprostsze decyzję bądź w ogóle wycofać futbolówkę. Mimo to popełniał sporo błędów, w tym jeden znaczący z 18. minuty, gdy naciskany pressingiem, niedokładnie dograł piłkę do Rafała Augustyniaka, a ten, również po swoim błędzie, ratując się wślizgiem zarobił czerwoną kartkę. Kolumbijczyk po prostu w żaden sposób nie potrafił przejąć kontroli w środkowej strefie boiska, wyjść skutecznie z piłką z własnej połowy i przegrywał rywalizację z pomocnikami Lecha, notując aż 18 strat. Był od nich gorszy nie tylko pod względem kreacji, ale także pod kątem fizycznym. Kolumbijczyk odbijał się od nich jak od tyczek, był przez nich dominowany, wygrywając zaledwie 6 ze wszystkich 14 pojedynków. Elitim miał także kłopoty z przesuwaniem się na boisku i odpowiednim doskokiem do rywali, co miało swoje konsekwencje aż przy 3 z 4 akcji bramkowych gospodarzy. Pomocnik wypadł w Poznaniu naprawdę rozczarowująco.

Damian Szymański  - Nie zrobił zbyt wiele, by pomóc Legii w przejęciu środka pola. W zasadzie brakowało mu w tym meczu wszystkich jego atutów. Grał bez większego zaangażowania, zadziorności i skutecznych, agresywnych doskoków. Człapał bo boisku, kompletnie nie nadążając i gubiąc się przy szybkich atakach gospodarzy. Brał czynny udział przy aż trzech z czterech trafieniach gospodarzy. W tych sytuacjach podejmował tylko błędne decyzje. Przy golu Aliego Gholizadeha zareagował "na raz", próbując odebrać piłkę Joelowi Pereirze, który uprzedził pomocnika Legii i rozpoczął koronkowe rozegranie akcji. W dwóch następnych sytuacjach w zasadzie jego reakcji zabrakło. Zarówno przy drugiej, jak i trzeciej akcji bramkowej gospodarzy był ustawiony daleko od rozgrywających, zostawił im mnóstwo wolnej przestrzeni, a jego bierność pozwoliła im na dogranie piłki na pole karne. Szymański był po prostu bezradny, udało mu się wygrać tylko 1 ze wszystkich 7 pojedynków. W 49. minucie dobrze poszedł za akcją i wybiegł za linię obrony do piłki zgranej głową przez Miletę Rajovicia. Pomocnik jednak chyba zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału, a licznymi przyjęciami, po pierwsze, wygonił się do boku, a po drugie, dał się dogonić i zablokować. Opuścił murawę w 65. minucie.

Patryk Kun  - Lewy wahadłowy słabo wszedł w ten mecz. Był zamieszany w stratę pierwszego gola, nie odebrał Irańczykowi piłki, pozostawił wiele wolnej przestrzeni za plecami i zmusił innych zawodników do przesunięcia się ze swoich pozycji. Potem był aktywny, zbierał drugie piłki i wykonał z nimi kilka rajdów, a jeden z nich zakończył się dośrodkowaniem na dalszy słupek, które nie zostało wykorzystane. Ten moment trwał jednak może kwadrans, a później aktywność Kuna drastycznie spadła i w zasadzie nie można było zobaczyć go już w ofensywie i z futbolówką przy nodze zbyt często. W defensywie także brakowało mu pewności. Nie potrafił odczytywać zamiarów gospodarzy, często jedynie biegał za nimi, a oni wykorzystywali przestrzenie, które im pozostawiał. Kun po prostu dostosował się do jakości reszty zespołu, nie był w stanie powstrzymywać lechitów i zaliczył chyba pierwszy słaby mecz w swoim wykonaniu pod wodzą trenera Marka Papszuna. 

Kacper Urbański  - Był niezaangażowany i nie chodzi tu o ofensywę, w której Legia była w tym meczu bezzębna. Urbański był po prostu niewidoczny, nie wspomagał asekuracji i w zasadzie można było odnieść wrażenie, że nie ma go na boisku. Gdy już legionistom udało się odzyskać futbolówkę, Urbańskiego także brakowało. W żadnym stopniu nie szukał gry, nie pokazywał się do podań, a gdy już otrzymał futbolówkę, to nie wiedział zbytnio co z nią zrobić. Taka sytuacja zresztą miała miejsce w tym meczu tylko 14 razy, a i tak aż połowa jego kontaktów z piłką zakończyła się stratami. Był w fatalnej dyspozycji i nie wybiegł już na murawę po przerwie.

Mileta Rajović  - Jedynym pomysłem Legii na grę w tym meczu były dalekie piłki posyłane bezpośrednio na połowę Lecha. Duńczyk miał odpowiadać za ich przejmowanie czy zgrywanie. Był w tym elemencie jednak beznadziejny. Przegrywał rywalizację powietrzną i fizyczną z obrońcami, a gdy już udawało mu się pierwszemu doskakiwać do piłki, to zgrywał ją zazwyczaj tam, gdzie akurat ustawiony był inny z rywali. Nawet w bardziej swobodnych sytuacjach nie potrafił opanować piłki, zastawić się z nią, przytrzymać przy sobie. Notował notoryczne straty i błędy - zanotował aż 18 strat na jedynie 35 kontaktów z piłką. Kilka razy udawało mu się dojść do wrzutek w polu karnym rywali, ale Rajović nie potrafił trafić dobrze w piłkę i zazwyczaj przenosił ją ponad albo obok bramki, nie potrafiąc choćby raz trafić w jej światło. Wszystkie te uderzenia miały zresztą taką siłę, że nawet jeśli, to bramkarz łapałby futbolówkę jedną ręką. Trener Marek Papszun zdecydował się zostawić go na boisku kosztem Rafała Adamskiego, gdyż liczył na jakość z piłką. Rajović odwdzięczył mu się natomiast zaledwie 27-procentową skutecznością podań na połowie rywala.

Zmiennicy

Bartosz Kapustka - Pomocnik pojawił się na boisku po przerwie. Wydaje się, że nieco ożywił grę Legii. Nie można jego gry nazwać dobrą, ale kilka razy udało mu się zrobić coś z piłką, przytrzymać ją dłużej i wyprowadzić akcję. Szczególnie należy go pochwalić za zagranie piętką z 49. minuty, którym przedłużył i przyspieszył atak, po którym szansę strzelecką miał Damian Szymański. Podłączył się do ataków na prawym skrzydle, podjął również dwie próby centr, które nie były jednak udane. W asekuracji nie można mu zarzucić. Dość dobrze przesuwał się z atakami gospodarzy, choć one nie były tak szybkie i intensywne jak w pierwszej części. 

Samuel Kováčik - Słowak dostał swoją szansę w 65. minucie. Początkowo występował jako lewy wahadłowy, ale po niecałych 10 minutach został przesunięty wyżej, gdyż miał widoczne problemy. Parokrotnie nie radził sobie z graczami gospodarzy, którzy mijali go z łatwością i wykorzystywali wolne przestrzenie, które pozostawiał. Zdecydowanie więcej odwagi pokazywał z piłką przy nodze. Wielokrotnie zabierał się za indywidualne rajdy i kilka razy udało mu się osiągnąć w nich korzyść i przyspieszyć ataki własnego zespołu, choć z czasem i w tym elemencie jego skuteczność spadała. Pokazał jednak ochotę do gry i wniósł sporo świeżości oraz choć trochę niekonwencjonalności. 

Wojciech Urbański - Pojawił się na murawie w 65. minucie. Widać było, że chce coś wnieść do gry i wykorzystać swoją szansę. Był bardzo aktywny, szukał gry i chciał zabierać się za budowanie ataków Legii. Nie bał się odważnych rajdów z piłką w środku pola, choć kończyły się one różnie. W 85. minucie pokazał się na prawej stronie i posłał groźne, płaskie dośrodkowanie na pole karne gospodarzy, które odebrał Mileta Rajović, jednak Duńczyk nie potrafił skutecznie uderzyć z woleja. Urbańskiemu udało się nieco pobudzić ofensywę Legii.

Arkadiusz Reca - Wszedł na boisko w 72. minucie. W zasadzie zbyt wiele o jego zmianie powiedzieć nie można. Nie popełnił większych błędów i nie pozwolił gospodarzom na kolejne zagrożenie jego częścią boiska. Można powiedzieć, że jego zmiana była pozytywna pod tym względem, że odciążyła od zadań defensywnych Samuela Kováčika.

Artur Jędrzejczyk  - Weteran wszedł na boisko po czerwonej kartce dla Rafała Augustyniaka. W zasadzie dostosował się poziomem do reszty zawodników defensywnych i nie był w stanie wprowadzić do tej formacji jakiejkolwiek stabilności i opanowania. Ciężko było mu poradzić sobie z tempem narzuconym przez gospodarzy, przesuwać się w obronie i utrzymywać pozycji oraz krycia ofensywnych zawodników Lecha. Jędrzejczykowi trzeba jednak oddać, że funkcjonował najlepiej pod kątem prób złapania lechitów w pułapki ofsajdowe. W zasadzie przy każdej z trzech akcji bramkowych gospodarzy 38-latek wybiegał wyżej, by zawodnicy Lecha znaleźli się w momencie podania na pozycji spalonej, lecz inni defensorzy nie poszli za nim. Szczególnie nie opłaciło się to przy czwartej bramce gospodarzy, gdyż ryzykując, Jędrzejczyk kompletnie odpuścił krycie wybiegającego za linię obrony Mikaela Ishaka, który nie pewnie wykończył sytuację sam na sam z bramkarzem. W drugiej części "Jędza" także nie emanował pewnością, choć wykonał jedną kluczową interwencję. W 79. minucie w ostatnim momencie zdołał odbić mocny strzał z dystansu Filipa Jagiełły, dzięki czemu piłka powędrowała obok bramki. Nie był to jednak dobry, stabilny i przekonujący występ defensora.

Udostępnij