Legia Warszawa pokonała na wyjeździe Bruk-Bet Termalikę Nieciecza i po raz pierwszy w tym sezonie Ekstraklasy zdołała wygrać drugi mecz z rzędu. "Wojskowi" mieli jednak sporo problemów. Po niezłym początku, okraszonym bramką, cofnęli się nisko do defensywy, oddając pole gry gospodarzom i ofiarnie broniąc się do końca spotkania. Legionistom udało się jednak zachować czyste konto i zdobyć bardzo ważne trzy punkty, praktycznie zapewniające utrzymanie. Warszawiacy przełamali również klątwę z Niecieczy, wygrywając pierwszy mecz ligowy na tym stadionie. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy zawodnikom Legii za niedzielny występ.
Plusy i minusy po meczu z Bruk-Betem
Otto Hindrich - Niedzielny mecz w Niecieczy był prawdziwym sprawdzianem umiejętności rumuńskiego golkipera. W dotychczasowych występach Hindrich zapewniał spokój i pewność, jednak nie miał okazji wykazać się jakimiś spektakularnymi interwencjami. Te przyszły jednak w spotkaniu z Termaliką, a golkiper wychodził z opresji w najlepszy możliwy sposób, zostając bohaterem tego meczu i ratując zwycięstwo Legii. Rumun wykazał się czterema skutecznymi obronami, z czego trzema, z których inni bramkarze mogliby nie wyjść obronną ręką. W 8. minucie Hindrich naprawił błąd Rafała Augustyniaka - w sytuacji sam na sam z Kamilem Zapolnikiem wyczekał napastnika, poczekał nisko na nogach do samego końca i skracając pole do strzału, wybronił strzał atakującego. Podobnie zachował się w 65. minucie, kiedy również zachował przytomność w chaosie i wygrał rywalizację w sytuacji oko w oko ze swoim rodakiem, Radu Bobocem. Jeszcze chwilę wcześniej wykonał świetną robinsonadę przy mocnym strzale Macieja Ambrosiewicza z okolic 11. metra. Wszystkie z tych trzech interwencji były po prostu imponujące i pokazały, jak dużą wartością dodaną jest posiadanie Hindricha między słupkami bramki. Poza tym dobrze reagował na przedpolu, wielokrotnie wyjaśniając liczne dośrodkowania gospodarzy czy to z gry, czy stałych fragmentów, choć nie obyło się bez pomyłek w tym elemencie. Był to bardzo odpowiedzialny i pewny występ w wykonaniu Hindricha, który potwierdził jego duże umiejętności.
Rafał Adamski - Był praktycznie jedyną ofensywną postacią Legii w tym meczu, która gwarantowała jakieś zagrożenie gospodarzom. Od początku meczu był aktywny, pokazywał się do rozegrania i szukał miejsca przed polem karnym zarówno na prawej, jak i lewej stronie, a także w centralnej tercji boiska. Można więc powiedzieć, że starał się być na boisku wszędzie i wspomagać swoich partnerów w budowaniu akcji, co szczególnie na początku meczu przynosiło wymierne efekty. Przede wszystkim jednak po raz kolejny znalazł się w odpowiednim miejscu, o odpowiednim czasie. W 19. minucie napastnik wbiegł w pole karne, wygrał rywalizację z obrońcą bez piłki, uwalniając się na wolną pozycję i skrzętnie z niej skorzystał, pakując piłkę do siatki głową i notując swoją 4. bramkę w barwach warszawskiego klubu. Nieco ponad 10 minut później atakujący wykreował również ostatnią szansę strzelecką dla "Wojskowych" w tym meczu. Adamski dobrze podłączył się do gry na prawym skrzydle, wybiegł za linię obrony, a po prostopadłym podaniu pomknął z piłką, wykorzystując szybkość, wbiegł w pole karne i wystawił futbolówkę do strzału Rafałowi Augustyniakowi, który jednak fatalnie skiksował. W bardziej defensywnej grze i niskiej obronie także wspomagał drużynę, będąc pierwszą linią nacisku na rozgrywających piłkę gospodarzy. Po raz kolejny wniósł konkrety, które pozwoliły drużynie osiągnąć korzystny wynik. Niestety, w 71. minucie musiał opuścić murawę z powodu urazu stawu skokowego. Miejmy nadzieję, że to nie jest poważna kontuzja.
Kamil Piątkowski - Po pierwsze był najrówniejszym i najpewniejszym z defensorów w tym meczu, a po drugie pokazał również swoje walory ofensywne. Zaczynając od tego drugiego elementu jego gry - Piątkowski od początku meczu był aktywny na prawej stronie, chętnie współpracował z Kacprem Chodyną, a obiegami za linię obrony rozmontowywał ją i zyskiwał wolną pozycję do dośrodkowań. Po jednej z takich akcji centra defensora okazała się niezwykle celna i ważna w kontekście zwycięstwa. Piątkowski w pełni biegu, praktycznie z linii końcowej dośrodkował idealnie na głowę ustawionego na środku pola karnego Rafała Adamskiego, notując swoją drugą asystę w obecnym sezonie. Piątkowskiego przy tej akcji warto pochwalić nie tylko za końcowe podanie, ale całość tego ataku, bo to on przerzucił ciężar gry na prawą stronę i przyspieszył rozegranie. W obronie natomiast był pewnym i skutecznym elementem, notując 9 skutecznym odbiorów i przechwytów - najwięcej z całego zespołu, a przez jego strefę nie przychodziło praktycznie żadne zagrożenie bramce Legii. Piątkowski znów pokazał, że jest w niezłej formie i może zapewnić zespołowi korzyści na wielu płaszczyznach.
Juergen Elitim - Pierwsza połowa była bardzo dobra i obiecująca w wykonaniu Kolumbijczyka. Elitim rządził w środku pola, operował piłką, a przez jego nogi przechodziła praktycznie każda akcja warszawskiego zespołu. Pomocnik w skuteczny sposób wypełniał rolę cofniętego rozgrywającego, rozrzucając ataki po bokach i nadając im odpowiednie tempo. Jednym z takich skutecznych przegrań na drugą stronę boiska, podaniem w tłoku do niepilnowanego Kamila Piątkowskiego rozpoczął jedyną akcję bramkową legionistów. Wcześniej jeszcze w podobny sposób rozprowadził atak, po którym sytuację strzelecką zmarnował Jean-Pierre Nsame. Pełnił także ważną rolę w przechwycie futbolówki, zgarniając praktycznie wszystkie drugie i bezpańskie piłki, co pozwoliło Legii zdominować środek pola. Wszystkiego tego zabrakło jednak po przerwie. Elitim był już znacznie mniej aktywny, ograniczając swoją pracę jedynie do pomocy w obronie własnego pola karnego. Nie potrafił już tak skutecznie utrzymać się przy piłce, uspokoić gry i wprowadzić jakiejś skutecznej kontry. Z pierwszych 45 minut Kolumbijczyk może być bardzo zadowolony, jednak w drugich trzech kwadransach zagrał poniżej swoich możliwości i wyznaczonego poziomu.
Damian Szymański - Pomocnika można po tym meczu pochwalić za pracę w destrukcji i zaangażowanie w grę obronną. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie był aktywny w tym elemencie gry, schodził nisko pod własne pole karne i skutecznie zabezpieczał tyły. Wielokrotnie dobrze czytał grę i przecinał akcję graczy Termaliki jeszcze w środku pola. Dzięki temu zanotował w tym meczu 3 skuteczne odbiory, 2 udane wślizgi, a także wygrał 6 z 9 pojedynków z przeciwnikami, choć momentami naginał przepisy, popełniając 3 faule, z których jeden zakończył się napomnieniem. Zdecydowanie mniej było go jednak w elemencie rozegrania. Szymański w tym meczu średnio angażował się w budowanie akcji ofensywnych, pełniąc raczej rolę zabezpieczającego tyły. A szkoda, bo m.in. w 30. minucie, rozprowadzając kontratak Legii w środku pola i wypuszczając prostopadłym podaniem na wolną pozycję Rafała Adamskiego czy w 42. minucie wystawiając piłkę do strzału przed polem karnym Patrykowi Kunowi, pokazał, że potrafi być w tym elemencie skuteczny i zaskoczyć rywala. Tak zanotował przydatny w defensywie, choć nieco nijaki występ. Został zmieniony w 78. minucie.
Radovan Pankov - Serb miał w tym meczu dość ciężką przeprawę z Kamilem Zapolnikiem. Obrońca Legii odpowiadał za jego indywidualne krycie i często toczył z napastnikiem Bruk-Betu rywalizację fizyczną. Odbywała się ona nie tylko w polu karnym, ale także poza nim, bo defensor często wychodził wysoko za atakującym i nie pozwalał mu swobodnie dojść do podań. Pankov wychodził z tych pojedynków połowicznie skutecznie. Serb wygrał dokładnie połowę ze swoich wszystkich 12 pojedynków z przeciwnikami, notując do tego cztery skuteczne odbiory i przechwyty. Defensor miał jednak momenty dekoncentracji i błędów w ustawieniu. Szczególnie lepiej powinien zachować się w 34. minucie, kiedy z łatwością dał się przepchnąć Zapolnikowi, przegrał z nim rywalizację o górną piłkę i pozwolił napastnikowi Termaliki na oddanie groźnego strzału, na szczęście niecelnego. Był to po prostu średni mecz w wykonaniu serbskiego defensora.
Rafał Augustyniak - To był jeden z tych występów w wykonaniu Augustyniaka, po którym można było łapać się za głowę i drżeć przy każdym momencie, gdy miał piłkę przy nodze i był naciskany pressingiem przez rywali. Pokazał, że nie ma w tym meczu odpowiedniej koncentracji i praktycznie żadnej pewności. Objawiało się to w prostych błędach, które mogły być fatalne w skutkach. Pierwszy z nich popełnił już w 8. minucie. W prostym rozegraniu piłki od własnej bramki podał piłkę wprost pod nogi Kamila Zapolnika, "kreując" napastnikowi sytuację sam na sam z Otto Hindrichem. W pierwszej połowie popełnił jeszcze podobny błąd, który tym razem nie przyniósł żadnej korzyści gospodarzom. Te sytuacje pokazały jednak, że Augustyniak był pogubiony i roztargniony. W 48. minucie jednym, prostym zwodem dał się ograć Maciejowi Ambrosiewiczowi i dopuścił pomocnika gospodarzy do groźnego strzału. Pochwalić go można jedynie za grę w powietrzu, gdyż neutralizował sporo dośrodkowań Termaliki, notując 7 wygranych pojedynków powietrznym z 8 i 5 skutecznych wybić. Podejmował próby prostopadłych podań, które były niecelne i nie przynosiły żadnych korzyści, a jedynie głupie straty, których Augustyniak w tym meczu miał aż 21, co jak na stopera jest zatrważającą statystyką. Obrońca zagrał w Niecieczy fatalnie i może dziękować Hindrichowi, że ratował zespół po jego pomyłkach.
Jean-Pierre Nsame - Kameruńczyk w drugim meczu z rzędu otrzymał szansę od pierwszych minut. W przeciwieństwie do spotkania z Widzewem Łódź, w niedzielę, poza może pierwszym kwadransem, był bezproduktywny. W początkowych minutach nawet podłączał się do gry i schodził nieco niżej w poszukiwaniu podań. Szukał także agresywnie swojego miejsca w polu karnym, co w 11. minucie doprowadziło go do jedynej sytuacji strzeleckiej w tym meczu, jednak napastnik nie potrafił głową wykorzystać dośrodkowania Kacpra Chodyny. Z czasem Nsame stał się niewidoczny, a w godzinnym występie zanotował zaledwie 13 kontaktów z piłką. Gdy już nawet próbował powalczyć o piłkę, przegrywał rywalizację fizyczną z defensorami gospodarzy, górując w jedynie 3 ze wszystkich 7 pojedynków, a górne piłki grane w jego kierunku przynosiły tylko straty a nie realne korzyści. Nsame był w tym meczu praktycznie poza grą i nie pomógł zespołowi.
Bartosz Kapustka - Po niezłej i zaangażowanej grze przeciwko Widzewowi liczyliśmy, że pomocnik powtórzy dobry występ w spotkaniu z Termaliką. Niestety, w tym meczu powrócił zdecydowanie bardziej irytujący Kapustka. Mniej więcej do zdobytej bramki jego gra wyglądała jeszcze nieźle - pokazywał się do akcji, starał się uczestniczyć w rozegraniu i skutecznie pomagał budować ataki, szczególnie na prawej stronie. Z czasem jednak jego efektywność spadła, a po przerwie pomocnik notował stratę za stratą. Kapustka był w asekuracji przed własnym polem karnym, zbierał piłki po odbiorach, ale nie potrafił wyprowadzić ich do przodu, bardzo często oddając je pod nogi przeciwników. Łącznie przez cały mecz oddał zaledwie 24 celne podania, a aż 14 straty i licznie przegrane pojedynki z rywalami napędzały gospodarzy i nie pozwalało warszawskiemu zespołowi opanować gry i złapać chwili oddechu. Kapustka grał w tym meczu mało odpowiedzialnie, podejmował ryzykowne decyzje pod presją, zbyt długo holował piłkę i zamiast uspokajać grę, często swoimi niedokładnościami napędzał kolejne ataki rywali.
Kacper Chodyna - Chodyna skorzystał na kontuzji Pawła Wszołka i to on zajął miejsce na pozycji prawego wahadłowego. Był to również jego pierwszy występ w wyjściowym składzie od prawie dwóch miesięcy. W ofensywnych akcjach w pierwszej połowie robił dużo wiatru, ale mało z tego wychodziło. W zasadzie jedynie jego oddania piłki do wybiegającego Kamila Piątkowskiego przynosiły jakieś korzyści, w tym akcję bramkową. W licznych pojedynkach z Damianiem Hilbrychtem był praktycznie bezbronny, przegrywając wszystkie z 5 pojedynków naziemnych i marnując 2 próby dryblingów. Jego dośrodkowania także pozostawiały wiele do życzenia. Chodyna zanotował tylko jedną celną centrę, choć przyniosła ona w 11. minucie sytuację strzelecką dla Jean-Pierre'a Nsame. Nie był też zbytnio skuteczny w elemencie rozegrania - zanotował nieco ponad 75-procentową skuteczność podań i 12 strat przy 43 kontaktach z piłką. W obronie i asekuracji także nie miał odpowiedniej pewności, licznymi momentami pozwalał rywalom na zbyt wiele i zostawiał im zbyt wiele wolnej przestrzeni. Chodyna nie może zaliczyć tego powrotu do pierwszej jedenastki za udany.
Patryk Kun - Lewy wahadłowy dawał od siebie mało argumentów. Jego podłączenia do ataku były bardzo rzadkie, a Legii brakowało jego ofensywnych rajdów. Kun grał bardzo bezpiecznie, bez żadnego polotu i miał bardzo mały udział w budowaniu akcji. Pierwszy raz bliżej pola karnego gospodarzy można było zobaczyć go dopiero w 42. minucie, kiedy dobrze uwolnił się na wolną pozycję na skraju "szesnastki" i mógł uderzyć z wystawionej piłki przez Damiana Szymańskiego, jednak źle trafił i fatalnie skiksował. W elemencie defensywy też miał problemy. W pojedynkach z rywalami miał marną, niecałą 30-procentową skuteczność. Miał też liczne zawahania w doskoku, przez co pozostawiał rywalom zbyt dużo wolnej przestrzeni i pozwalał im na swobodne dośrodkowania ze swojej flanki. Po serii dość udanych meczów Kun w Niecieczy zaliczył lekki spadek dyspozycji.
Zmiennicy
Mileta Rajović - Napastnik pojawił się na murawie w 61. minucie. Nie potrafił zbytnio odmienić oblicza ofensywnej gry zespołu. Walczył jednak o piłkę przy dalekich wybiciach i wchodził w pojedynki z przeciwnikami, jednak jeden z nich skończył się dla niego bardzo źle. Po starciu z rywalem atakujący niefortunnie upadł na murawę, uderzając w nią mocno prawym barkiem i eliminując się z dalszej gry po nieco ponad 15 minutach. Rajović od razu po zejściu z boiska został zaopatrzony w temblak i z dużą dozą prawdopodobieństwa nie wystąpi już do końca sezonu.
Artur Jędrzejczyk - Weteran pojawił się na boisku w 78. minucie, zaliczając 300. mecz ligowy w barwach Legii. Krótkim występem wniósł sporo pożytku w defensywie. Świetnie się ustawiał, odczytywał zamiary przeciwników, dzięki czemu zanotował aż 5 skutecznych wybić. W końcówce dał drużynie potrzebny spokój i doświadczenie, pomagając utrzymać porządek w szykach obronnych.
Wojciech Urbański - Wszedł na boisko w 78. minucie za kontuzjowanego Miletę Rajovicia. Wniósł nieco ożywienia, próbował rozkręcić ofensywne akcje, szukał gry, ale brakowało mu skuteczności. Zanotował 3 straty i 2 nieudane dotknięcia przy 8 kontaktach z piłką, przegrywając do tego 2 ze wszystkich 3 pojedynków z rywalami. Był aktywny i chętny do gry, jednak jego wejście nie przełożyło się na konkretne korzyści dla zespołu.
Ermal Krasniqi - Kosowianin zmienił w 71. minucie kontuzjowanego Rafała Adamskiego. Jego wejście nie przyniosło drużynie praktycznie żadnego impulsu. Legioniści, mając problemy z rozegraniem, często posyłali w jego kierunku dłuższe piłki, lecz Krasniqi zupełnie sobie z nimi nie radził. Przegrał aż 5 z 7 pojedynków i zanotował tylko 1 udany drybling na 3 próby. W 84. minucie miał szansę na przyjęcie piłki w polu karnym po dalekim wybiciu Otto Hindricha i zrobił to skutecznie, jednak chwilę później pogubił się i w prostu sposób stracił posiadanie, marnując okazję. Grał ponad 20 minut, a miał znikomy wkład w grę, nie tylko w ofensywę, ale również obronę własnego pola karnego.
