- Jeśli chodzi o mecz, to były to bardzo dobre zawody w naszym wykonaniu. Zwycięstwo przekonujące. Byliśmy bardzo skuteczni, zagraliśmy z polotem. Kibice mogą być z nas zadowoleni. Mecz był jednak specyficzny, bo niestety doszło do tragedii i nie mogliśmy się w pełni cieszyć. Nie było dopingu, trzeba było uszanować sytuację, która się wydarzyła. Takie wydarzenie musiało naszą stonować radość - powiedział trener Legii, Marek Papszun.
Podziękowania
To była udana runda za nami. Średnia 1,9 punktu na mecz w całym sezonie dałaby wiadomo jaki wynik. Dźwignęliśmy się po słabej rundzie i to była największa wartość. Wprowadziliśmy fundamenty pod kolejny sezon i standardy pracy, jeśli chodzi o zespół i sztab. Myślę, że to był owocny czas. Wprowadziliśmy do gry trzech młodych zawodników. W tak trudnej rundzie to wymagająca sprawa i rzadkość. Chcę podziękować piłkarzom, sztabowi, zarządowi, szeroko pojętym pracownikom oraz wszystkim, którzy nas wspierali, a także fantastycznym kibicom. Wiadomo, że w Legii są inne oczekiwania, a my razem pociągnęliśmy to z 18. na 6. miejsce. To jest pozytywne.
Myślę, że taką Legię chcemy oglądać na co dzień - skuteczną w obronie, grającą z polotem i dobry futbol. Do tego trzeba dążyć, budować na fundamentach. Cieszę się, że możemy odpocząć. To był wymagający sezon. Daliśmy dużo z siebie, żeby taki był finisz i żeby cisnąć do końca. Nie chcieliśmy się tylko utrzymać, wierzyliśmy w puchary. Jeden strzał zdecydował, że będzie inaczej. Natomiast tak - tak powinna grać Legia. Jak w tej piosence: Legia walcząca do końca. To powinno być widoczne. Niezależnie od tego, co będzie się działo, będziemy walczyć w każdym meczu.
Podsumowanie wiosny
Co bym zrobił lepiej? Nie dopuściłbym do meczu z Koroną. Powinienem mocniej naciskać, bo takie były warunki pogodowe. Poza Lechem była to nasza jedyna porażka. Są różne drobne rzeczy, które można było zrobić lepiej, ale globalnie myślę, że dobrze poprowadziłem całość jako lider. Codzienność, personalia, taktykę - zawsze można poprawić, szczególnie gdy się nie wygrywa. Przyznam, że początek był słaby. Z Koroną było słabo. Nie pamiętam takich sytuacji, żebym jako trener nie miał wpływu na to, co się dzieje na boisku. Panował taki chaos, że zespół wyglądał jak bez trenera. Co innego wypracowywaliśmy, a co innego widziałem w meczu. To pokazało, jak duża presja ciążyła na zawodnikach i jak niewiele wdrożyli z tego, nad czym pracowaliśmy.
Nie jest tak, jak panuje opinia, że my gramy pragmatycznie - to nie wygląda w ten sposób. Na treningach gramy tak, jak pokazaliśmy dzisiaj. Jednak trening to jedno, a potem trzeba to potwierdzić w meczu. To pokazuje, jaką drogę przeszliśmy. Od pierwszego meczu aż do spotkania z Motorem, gdy mogłem spokojnie siedzieć i oglądać drużynę. Może poza początkiem dzisiejszego meczu, kiedy źle weszliśmy w spotkanie. To był efekt pracy. Te bramki zdobywane w końcówkach nie były dziełem szczęścia ani przypadku. Nie jestem w czepku urodzony - wszystko muszę wypracować.
Sytuacja zawodników
Kacper Chodyna miał bardzo dobre mecze i połówki, jak choćby w Białymstoku czy przy wygranej z Wisłą Płock. Rozwinął się kompleksowo, złapał pewność siebie. Zobaczymy. Do sprzedaży są wszyscy - to kwestia ceny. Zobaczymy, jak sytuacja się potoczy.
Jean-Pierre Nsame i jego przyszłość... Trudno powiedzieć, bo to złożona sytuacja. Nie chodzi o formę, ale o układ całej kadry. Chciałbym, żeby został, ale to nie jest prosta sytuacja. Trudno powiedzieć, czy jest bliżej odejścia czy zostania. Muszą wydarzyć się pewne rzeczy na jego korzyść, żeby tak było.
Przyjście Ivana Brkicia
Pozycja bramkarza jest bardzo istotna w zespole, wręcz kluczowa. Wykorzystaliśmy okazję, bo to była okazja na rynku i pozyskaliśmy Ivan Brkicia. Cieszę się, że do tego doszło. Będzie rywalizacja. To doświadczony i ambitny bramkarz. Na dziś Otto jest numerem 1, jednak nikt nie odbiera Ivanowi szansy gry. Różne są sytuacje w sporcie. Musimy mieć dwóch zawodników na wysokim poziomie. Odchodzi Kacper, więc musimy mieć kogoś na jego miejsce.
Wydarzenia w Szczecinie
Oglądaliśmy to, co się tam działo. Miałem złe przeczucia, gdy nie została uznana bramka na 2-0. Przy wyniku 1-0 wystarczyła jedna bramka dla GKS-u. Nasze rozczarowanie było spore i to jest zrozumiałe. Byliśmy o krok od zrobienia czegoś niesamowitego. Nie wyszło. Nie wszystko zależało od nas. Zrobiliśmy bardzo dużo, grając naprawdę dobrze, i z tego jestem zadowolony. Niedosyt jest i... dobrze, bo jesteśmy ambitnymi ludźmi. Ta radość w szatni była najmniejsza ze wszystkich, które wcześniej przeżywaliśmy.
Plan na najbliższe tygodnie
Nie mamy jeszcze wszystkiego dopiętego do końca. Pojutrze zamykamy kwestie dotyczące okresu przygotowawczego. Zaczniemy około 20 czerwca - tydzień u siebie, potem zgrupowanie w Niemczech, a następnie praca na własnych obiektach.
