Na zakończenie sezonu 2025/26 Legia Warszawa pokonała przy Łazienkowskiej Motor Lublin aż 4-0. Legioniści już do przerwy prowadzili 2-0 po bramkach Jean-Pierre'a Nsame oraz Kacpra Chodyny. W drugiej części bramkę pożegnalną zdobył Juergen Elitim, a dublet skompletował kameruński napastnik. Wobec wyników innych meczów warszawski klub zakończył sezon na 6. miejscu.
Fajerwerki na zakończenie sezonu
Trener Marek Papszun w ostatnim meczu sezonu i walce o miejsce w europejskich pucharach postawił na już sprawdzoną "jedenastkę" w meczu z Lechią Gdańsk. Dokonał tylko jednej roszady, zmieniając Ermala Krasniqiego na Rafała Adamskiego. Kolejną szansę na grę dostali młodzi - Jan Leszczyński oraz Jakub Żewłakow. Pożegnalny mecz od pierwszych minut rozegrał również Juergen Elitim. Przed samym meczem kibice warszawskiego klubu także ciepło przywitali właściciela Legii, wywieszając na trybunie wschodniej transparent - "Mioduski, w 110-letniej historii Legii nie było takiego nieudacznika, jak ty".
Choć to Legia grała w tym meczu o coś, to goście narzucili swoje tempo od samego początku. Już w 3. minucie do sytuacji strzeleckiej tuż sprzed pola karnego doszedł Fabio Ronaldo. Skrzydłowy uderzył mocno, kierując piłkę w górną część bramki, ale skuteczną interwencją popisał się Otto Hindrich. Motor nadal kontynuował swoje ataki. Cztery minuty później świetne prostopadłe podanie w kierunku Karola Czubaka w ostatnim momencie przeciął Kamil Piątkowski. Dominacja lublinian nie trwała jednak szczególnie długo, a legioniści zaczęli dochodzić do głosu jeszcze przed upłynięciem pierwszego kwadransa, choć pod jego koniec to goście ponownie zaatakowali. Lewą stroną popędził Mbaye Ndiaye, jednak dośrodkował niezbyt celnie. Futbolówkę przejął Ronaldo, wystawił ją na skraj pola karnego do Sergiego Sampera, a Hiszpan posłał mocny strzał w światło bramki, z którym ponownie poradził sobie bramkarz "Wojskowych". Po chwili podobny strzał z drugiej strony oddał Elitim, lecz niecelnie.
Późniejsza część pierwszej połowy była już znacznie mniej ciekawa i obfita w sytuacje strzeleckie. Aż do 32. minuty. Dośrodkowanie z lewej strony na pole karne posłał Rafał Ausgustyniak, piłkę głową zgrywał Kamil Piątkowski, a na dalszym słupku całą akcję zamknął Jean-Pierre Nsame, zdobywając swoją 10 bramkę w tym sezonie. Choć wydawało się, że napastnik mógł być w tej sytuacji na minimalnym spalonym, sędziowie nie dopatrzyli się błędu i uznali bramkę. W 35. minucie z odpowiedzią mógł pójść Motor. Górne podanie na prawej stronie pola karnego odebrał Ndiaye, jednak strzałem z powietrza zdecydowanie przestrzelił obok bramki. Trzy minuty później legioniści mogli wykorzystać stały fragment gry. W tłoku o piłkę powalczył Augustyniak, odzyskał ją i odegrał przed pole karne do Żewłakowa. Młodzieżowiec bez większego namysłu uderzył technicznie prawą nogą, ale większych kłopotów z interwencją nie miał bramkarz gości.
Po chwili Legia cieszyła się już z drugiego gola. Świetnym indywidualnym rajdem na prawym skrzydle popisał się Kacper Chodyna - wahadłowy poszedł na przebój, dryblingiem, choć z dużą dozą szczęścia, pokonał dwóch obrońców Motoru i mocnym strzałem na dalszy słupek pokonał Gašpera Tratnika. Po strzeleniu gola 26-latek cieszynką oznajmił, że spodziewa się dziecka. Legioniści chcieli iść za ciosem. Szybko przejęli piłkę i w szybkim tempie oddali dwa celne strzały - najpierw Nsame głową, a chwilę później Bartosz Kapustka z dystansu. W 44. minucie warszawiacy ponownie zaatakowali. Po składnej, szybkiej akcji szansę bramkową miał Nsame, jednak nie trafił w piłkę. Strzałem z dystansu próbował poprawić Kapustka, jednak świetną interwencją popisał się bramkarz gości. Do uderzenia sprzed pola karnego złożył się jeszcze Elitim, lecz jemu brakowało już celności. Pierwszą połowę w kontekście dobrych akcji zamknął Motor mocnym strzałem ze skraju "szesnastki" Bartosza Wolskiego, z którym spokojnie poradził sobie Hindrich.

Na drugą połowę Legia wyszła z jedną zmianą w składzie. Swoją okazję na pożegnanie się z warszawską publicznością dostał Radovan Pankov, który zmienił na murawie Leszczyńskiego. Znów lepiej mogli wejść w nią goście. Po faulu Augustyniaka ok. 25. metrów od bramki Legii do ustawionej na murawie piłki podszedł Wolski, kapitan Motoru uderzył celnie, ale nie na tyle, by zaskoczyć świetnie interweniującego Hindricha. Co nie udało się lublinianom, udało się Legii. W 49. minucie na polu karnym z futbolówką znalazł się Adamski, świetnym prostopadłym podaniem po ziemi znalazł wbiegającego Elitima, który w sytuacji sam na sam strzałem z pierwszej piłki skierował ją do siatki obok bezradnego bramkarza. Trzy minuty później zaskakującym uderzeniem z prawej strony popisał się Żewłakow, lecz trafił wprost do rąk golkipera. Po chwili legionistom udało się wykreować kolejną koronkową akcję. Po zgraniu Nsame indywidualnie na lewej stronie ruszył Ruben Vinagre, wahadłowy zdecydował się samodzielnie wykończyć atak strzałem, jednak trafił jedynie w boczną siatkę.
W 57. minucie Legia prowadziła już czterema bramkami. Na połowie Motoru dobrze z piłką zabrał się Adamski, wybiegł za obrońców i pomknął na pole karne, jednak jeden z defensorów zdołał się za nim wrócić i powstrzymać go przed strzałem. Futbolówka wybita wślizgiem trafiła jednak prosto pod nogi niepilnowanego Nsame, który strzałem do pustej bramki skompletował dublet. Po tym golu tempo gry dość mocno spadło. Legia kontrolowała spokojnie piłkę, jednak nie próbowała zbytnio przyspieszać swoich ataków. W 70. minucie boisko opuścił jeden z bohaterów tego meczu - Jean-Pierre Nsame - za którego na murawie pojawił się Mileta Rajović. Boisko opuścił również Żewłakow, w którego miejsce wprowadzony został Samuel Kováčik. Słowak już chwilę po wejściu mógł zdobyć gola, jednak nie wykorzystał świetnego podania na Pankova na pole karne i został powstrzymany przez obrońcę.
W 79. minucie, w być może swoim ostatnim występie w karierze, na boisku pojawił się Artur Jędrzejczyk. Nie doświadczył jednak dopingu na stadionie przy Łazienkowskiej, gdyż na ostatnie minuty meczu trybuny całkowicie zamilkły z powodu śmierci jednego z kibiców przyjezdnych obecnego na tym meczu. W 89. minucie doszło do kolejnego pożegnania. Na murawie stadionu Legii po raz ostatni w jej barwach pojawił się Kacper Tobiasz. Bramkarz po chwili kapitulował po strzale Czubaka w sytuacji sam na sam, jednak napastnik został przyłapany na pozycji spalonej. Legioniści utrzymali więc świetny wynik i czyste konto do ostatniej minuty, notując bardzo dobry występ na zakończenie sezonu.
Po końcowym gwizdku wszyscy piłkarze Legii czekali na murawie na wieści ze Szczecina. Niestety, GKS-owi Katowice udało się w doliczonym czasie drugiej połowy wyszarpać remis z Pogonią i przeskoczyć warszawiaków w tabeli. Wobec tego Legia z dorobkiem 49 punktów zakończyła sezon na 6. miejscu, choć parę tygodni temu to i tak brzmiało jak mrzonka. Chwilę później swój moment mieli Kacper Tobiasz, Juergen Elitim, Radovan Pankov, Patryk Kun i Ermal Krasniqi, którzy oficjalnie pożegnali się z kibicami i stadionem przy Łazienkowskiej.
