Kto by pomyślał, że ostatnia ligowa kolejka dostarczy nam tylu emocji? Fani z Łazienkowskiej przeżyli prawdziwy rollercoaster. Jeszcze jakiś czas temu, kiedy ktoś liczył straty do miejsca premiowanego awansem do europucharów, wydawało się, że postradał zmysły. Gdy po przedostatniej kolejce, do realizacji tego celu wymagane były już tylko trzy zmienne, coraz więcej osób zaczynało się łudzić, że można będzie jednak w kolejnym sezonie polatać co nieco po Europie by sławić Legię Warszawa.
Relacja z trybun: Przedwczesna radość
By do tego doszło: Legia musiała wygrać z Motorem, Pogoń (o nic nie walcząca) musiała wygrać z (walczącym o europuchary) GKS-em Katowice, a Zagłębie Lubin nie mogło wygrać wyjazdowego meczu z (walczącą o wicemistrzostwo) Jagiellonią. Ostatnia nasza gra sprawiała, że obawiać należało się choćby tego, czy nasi gracze zdołają wygrać z Motorem. Zainteresowanie meczem było olbrzymie i to nie z powodu ew. awansu do europucharów. Bilety wyprzedane zostały jeszcze przed meczem w Gdańsku. Ostatecznie na stadionie zjawiło się 27,4 tys. fanów. Od godziny 14:00 w dniu meczu w Źródełku miał miejsce kibicowski kiermasz pamiątek. Przy wejściu na stadion prowadzona była zbiórka na oprawy, można było także nabywać koszulki od NS-ów z motywem ostatniej oprawy na 20-lecie tejże grupy.

Kwadrans przed pierwszym gwizdkiem sędziego pożegnaliśmy jednego ze zmarłych ostatnio, zdecydowanie zbyt wcześnie, kibiców. Na Żylecie wywieszony został transparent "ŚP. Maciej Domański "Doman" 1980-2026", na telebimie wyświetlone zostało zdjęcie "Domana", a na środku Żylety odpalone zostały race w kształcie krzyża. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania na trybunie Deyny rozciągnięty został długi transparent "Mioduski, w 110-letniej historii Legii nie było takiego nieudacznika, jak ty". Na Żylecie wywieszone zostały flagi legijnych FC, jak Dęblin, Łuków, Biała Podlaska, Mińsk Maz. Tego dnia obecna była także liczna delegacja FC Den Haag z flagą "Fanatics The Hague". Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem leciały "pozdrowienia" w kierunku przyjezdnych - "Pier... cię lubelski psie", "Motor z Lublina to jest kawał sk...na auu" - śpiewali legioniści.

Kibice Motoru do Warszawy przyjechali pociągiem specjalnym w 1389 osób. Motorowcy w klatce wywiesili 13 flag, w tym: Nieproszeni goście, Banda Motor, Motor Lublin, Ultras, Motor - Niech nas nienawidzą, Bastion Bełżyce, Motor United, Poniatowa, Bychawa, Rejowiec, Stare ReKSy. Ponadto zawisł transparent "Wujo, Królik, Najem, Skali - dziękujemy". Rozpoczęli naprawdę konkretnie - głośno zaznaczyli swoją obecność, machali dużymi flagami na kiju i zapowiadało się na dobrą wokalną rywalizację. I wymianę uprzejmości, bo i tego obie strony sobie nie szczędziły. Niestety w trakcie pierwszej połowy fani z Lublina zaprzestali dopingu, bowiem jeden z ich kibiców potrzebował pomocy medycznej. Sylwester został przetransportowany do najbliższego szpitala, ale jak się okazało, nie udało się go uratować. O tym jednak dowiedzieliśmy się mniej więcej na kwadrans przed końcem meczu. Wtedy motorowcy rozpoczęli zdejmowanie flag, a my zaprzestaliśmy dopingu.

Chociaż Legia miała szansę awansować do europucharów, to jednak przez ostatnie tygodnie drżeliśmy o utrzymanie w lidze. A celem na ten sezon było przecież odzyskanie dawno utraconego mistrzostwa. Według fanów Legii, osobą, która winna jest przede wszystkim całemu syfowi w naszym klubie jest jego właściciel. Oprócz sporego transparentu na wschodniej, na Żylecie zawisło płótno "Pudel WON!", a ponadto w repertuarze pojawiły się przyśpiewki: "Mioduski! Co? Sprzedaj klub i spier...j!", "On jest temu winien, wypier...ć stąd powinien", a następnie "Legia to my, Legia to my, ejaeja, Legia to my!".
Niespodziewanie po raz pierwszy od niepamiętnych czasów byliśmy świadkami meczu, w którym Legia grała tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Płynnie, składnie, ofensywnie i skutecznie. Trochę się odzwyczailiśmy... Niewiele ponad pół godziny musieliśmy czekać na pierwsze trafienie, które wywołało radość. Tuż przed drugim trafieniem dla Legii ruszyliśmy z piekielną mocą z pieśnią "Legia, Legia Warszawa...", którą kontynuowaliśmy także czas jakiś po bramce na 2-0, którą strzelił Chodyna. Przed przerwą mega doniośle niosło się z trybun: "Legia, Legia, Legia, Legia gol...". Tego dnia poziom naszego dopingu był naprawdę ekstra - widać było pełne zaangażowanie, do którego nareszcie dostosowali się także piłkarze. Jako, że wyniki w Szczecinie i Białymstoku były również dla nas korzystne, nadzieja na europuchary wzrosła. Wtedy, niejako awansem, zarzucona została przyśpiewka "Gramy w pucharach, niech Mioduski wypier... auu". Jak się później okazało, podpaliliśmy się nieco za wcześnie. A nasza gra w europucharach w przyszłym sezonie potrwa krócej niż kadencja Rafała Trzaskowskiego w roli prezydenta RP.
Ale po kolei. Kiedy na początku drugiej połowy, nasi gracze strzelili gola na 3-0, przecieraliśmy oczy ze zdziwienia, po czym zarzuciliśmy, wieki niesłyszane - "Wyginam śmiało ciało... trzy zero - mało!". Tuż po tej bramce, od 50. minuty śpiewaliśmy "Gdybym jeszcze raz...". Później zaś rozruszaliśmy pozostałe trybuny, śpiewając na dwie strony "Legia, Legia, Legia" (z szalikami powiewającymi nad głowami) oraz "Warszawę". Były także zgodowe pieśni Legia & Den Haag. W 77. minucie spotkania, prowadzący doping Kamil poinformował o zaprzestaniu dopingu, w związku ze śmiercią jednego z kibiców Motoru, obecnego na tym wyjeździe. Parę minut później informację tę przekazał spiker.
Do końca meczu nie prowadziliśmy już dopingu. Jedynie wchodzący na murawę "Jędza" oraz Kacper Tobiasz, mogli liczyć na skandowanie ich nazwisk. Kiedy spotkanie miało się ku końcowi, coraz bardziej nerwowo spoglądaliśmy na transmisję meczu w Szczecinie. Kiedy arbiter zakończył mecz przy Ł3, musieliśmy czekać na rozstrzygnięcie meczu Pogoni z GieKSą jeszcze dobrych kilka minut. Najpierw miała miejsce nieuznana bramka na 2-0 dla Pogoni. Później bramkarz "Portowców" po reakcji VAR-u wyrzucony został z boiska, a w bramce Pogoni stanąć musiał zawodnik z pola... I na koniec, katowiczanie strzelili wyrównującą bramkę, która zapewniła GKS-owi awans do europejskich rozgrywek (po 23 latach), a nas sprowadziła na ziemię.
Bez sensu pożegnania zawodników po meczu przeciągano w nieskończoność (do czasu zakończenia meczu w Szczecinie). Przez co część osób nie czekała na ten moment. Spośród kilku żegnanych graczy, na skandowanie nazwiska załapali się jedynie Radovan Pankov oraz chłopak z Żylety - Kacper Tobiasz. Nasz człowiek, syn gościa z Żylety, doczekał się licznych okrzyków, zawisł także transparent "Kacper dziękujemy! Powodzenia!", a przemowa samego Kacpra została bardzo dobrze przyjęta przez kibiców.
W sobotni wieczór, pomimo wygranej 4:0, stadion opuszczaliśmy w mocno przeciętnych nastrojach. W przeświadczeniu, że szansa na grę w Europie przeszła nam koło nosa... Oczywiście, Legia w tym sezonie na nie nie zasłużyła i dobrze wiemy, kto jest temu winien, ale dla wyjazdowiczów to jednak bolesny cios... Na pewno jeszcze bardziej przygnębieni byli kibice z Lublina po stracie jednego z kibiców...
Nowy sezon rozpoczniemy w drugiej połowie lipca. Pozostaje wierzyć, że będzie lepszy niż kilka ostatnich. A tymczasem zachęcamy do wspierania koszykarskiej Legii, która walczy o obronę mistrzowskiego tytułu oraz grę w Lidze Mistrzów w roku kolejnym. To jedyne legijne europuchary, jakie czekać nas będą w sezonie 2026/27.
P.S. Na Żylecie wywieszony został także transparent "Adaś, Góral, Bajabongo, Adaś Kanalia, Kanapka, Łubiana, Łętos, Kamyk, Diabeł PDW!".
Frekwencja: 27 432
Kibiców gości: 1389
Flagi gości: 13
Autor: Bodziach
