Koszykarze Legii Warszawa pokazali jak należy walczyć. Nawet jak zupełnie nie idzie przez 3/4 spotkania. Fani na trybunach robili wszystko, by głośnym dopingiem wspierać nasz zespół, a to co działo się na trybunach w czwartej kwarcie, nie da się opisać słowami. Ryk, tumult, rwetes... k...a mać, istny rozpier...l!
Doping kibiców i zdjęcia z 5. meczu finałowego z Zastalem
Bilety do naszej skromnej, może ciasnej hali na Bemowie rozeszły się w mgnieniu oka. Ale to tam, a nie na Torwarze, jest atmosfera, o której później mówi się latami. Eksperci, którzy wskazywali, że ze względów ekonomicznych Legia powinna przenieść mecze finałowe (a i półfinałowe z Dzikami również) na Torwar, nie mają pojęcia o czym mówią.
Ponownie do Warszawy zawitała ok. 200-osobowa grupa fanów z Zielonej Góry, którzy mieli ten sam od miesięcy transparent "Zastal Express". My na początek meczu zaprezentowaliśmy chorągiewki w barwach na sektorach za koszem. Mecz poprzedził hymn narodowy, "Sen o Warszawie", a później zaczęliśmy nakręcać naszych koszykarzy do gry o trzecią wygraną w tej serii. Na boisku, szło jak po grudzie. To ewidentnie nie był nasz dzień. Ale co odpaliliśmy w drugiej połowie, to nie było co zbierać. Czwarta kwarta przejdzie do historii. "Legia walcząca, Legia walcząca do końca!" - skandowali kibice.
Nasi koszykarze z -8 wyszli na 10-punktowe prowadzenie, a hala odleciała. I niosła legionistów do samego końca, bo Zastal również walczył, trafił w końcówce trójkę i zmniejszył straty do zaledwie dwóch punktów na 10 sekund przed końcem. "O mistrzostwo walcz, ukochana ma..." - śpiewali fani Legii. A po meczu głośno odpowiedzieli na pytanie spikera "Kto wygrał mecz?!".
Długo dziękowaliśmy zawodnikom za charakter i walkę do końca. "Jeszcze jeden, jeszcze jeden!" - skandowali fani Legii, odliczając liczbę wygranych meczów potrzebnych nam do zdobycia 9. tytuły mistrzowskiego w historii koszykarskiej Legii. Wierzymy, że ten wielki dzień będzie już w piątek w Zielonej Górze.


