Nagroda MVP finałów Orlen Basket Ligi trafiła we właściwe ręce, czyli ręce Andrzeja Pluty. Lider „Zielonych Kanonierów” poprowadził Legię Warszawa do obrony tytułu mistrzowskiego po morderczej, siedmiomeczowej batalii z Zastalem Zielona Góra. Tuż po decydującym zwycięstwie na Bemowie, prosto z mistrzowskiego parkietu, Pluta podsumował ten historyczny sukces i odniósł się do swojej przyszłości w klubie.
Pluta: Robota skończona!
Robota skończona i back-to-back na Bemowie
– W końcu można powiedzieć, że czuję pełną satysfakcję. Tak jak to się mówi w żargonie: robota skończona, robota zrobiona. Na pewno była to niezwykle ciężka seria. Znowu graliśmy pełne siedem meczów. W tym momencie brakuje mi aż słów, żeby to opisać. Emocje są niesamowite, cieszymy się bardzo, że udało nam się zrobić "back-to-back". Jestem dumny w sumie z całej naszej drużyny. Cudownie, że mieliśmy okazję przypieczętować to tutaj, na Bemowie, przed własną publicznością. Bardzo się z tego cieszę.
Mentalność mistrzów w ciężkich momentach
– To był bardzo długi i ciężki sezon. Sama seria finałowa była niesamowicie mordercza. Ale wiecie co? Dla takich momentów, jak ten dzisiejszy, naprawdę warto to wszystko znosić. Podniesienie się po porażce w ostatniej sekundzie poprzedniego meczu pokazuje najlepiej, z jakich ludzi została stworzona ta drużyna.
- Jestem dumny przede wszystkim z tego, jak wróciliśmy mentalnie po meczu numer sześć. Przecież tam mieliśmy już zwycięstwo w kieszeni. I nagle, ostatnim rzutem – niezwykle ciężkim rzutem Garrisona – przegraliśmy spotkanie. Jestem nieopisanie dumny z tego, że podnieśliśmy się po takim ciosie. Dzisiaj zrobiliśmy swoje i to jest powód do ogromnej dumy.
- Od samego początku, jeszcze kiedy trwał preseason, mocno wierzyliśmy w ten sukces. Po to właśnie wszyscy ci zawodnicy zostali tutaj sprowadzeni do Warszawy – żeby w tych najcięższych, kryzysowych momentach odpowiedzieć na boisku jak najlepiej. I dzisiaj nam się to w stu procentach udało.
Podsumowanie sezonu i świętowanie
– Dobry rok, choć pełen wzlotów i upadków. Myślę jednak, że te gorsze momenty również nas zbudowały i przygotowały na ten ostateczny sprawdzian w finale. Koszykówka to sport, w którym kontuzje są rzeczą normalną – czasami trafia się ich mniej, czasami więcej. Przechodziliśmy przez to w tym sezonie. Mieliśmy też serię meczów, które przegrywaliśmy, i atmosfera wokół zespołu nie była wtedy zbyt dobra. Ale to wszystko zahartowało nas do tego, żeby w kluczowych momentach, dokładnie takich jak teraz, wygrać i wspólnie się cieszyć.
- Ten sukces kosztował mnie ogromnie dużo emocji – wydaje mi się, że nawet jeszcze więcej niż w tamtym sezonie. Naprawdę tak potwornie mocno mi na tym zależało... Tak jak powiedziałem wcześniej: obrona tytułu to był nasz główny cel na ten sezon. Nic innego się nie liczyło. I udało się go zrealizować. To mistrzostwo znaczy dla mnie bardzo dużo. Dedykuję je naszej pięknej stolicy. Za tym sukcesem stoi mnóstwo ciężkiej pracy. Nie tylko nas, zawodników, ale wszystkich ludzi, którzy pracują w klubie – od prezesów, po każdego pracownika. Dla nas wszystkich to jest coś niesamowitego. Cieszę się, że mogliśmy dokonać czegoś takiego.
- To niesamowite, jak duża moc bije od kibiców. To była dla nas bardzo ważna rzecz. Po moim pierwszym mistrzostwie tutaj, celem było wrócić i obronić tytuł dla tego klubu.
Co przyniesie przyszłość?
– Czy powalczę z Legią o hat-tricka, czy spróbuję swoich sił gdzieś indziej? A, to już czas pokaże. Dzisiaj jest moment na świętowanie.
