Bartek Bojko w piątkowym meczu kolejny raz potwierdził swoją wysoką formę - był nie do przejścia dla podkoszowych Noteci. Ci odbijali się od niego jak od ściany, a mnóstwo piłek na tablicach padało jego łupem. "Bojo" od kilkunastu tygodni zarzekał się, że wywiadu udzieli dopiero po awansie. Po piątkowym spotkaniu porozmawialiśmy z nim krótko. Na dłuższą rozmowę (Po bloku) będzie czas w najbliższym tygodniu.
Bojko: Dla Legii zawsze warto wylać pot
Chyba warto było wylać z siebie trochę potu dla takiej fety?
Bartłomiej Bojko: Dla Legii zawsze warto wylać pot.
Krótko i węzłowato. Podczas dzisiejszego meczu [rozmawialiśmy bezpośrednio po zakończeniu spotkania – przyp. LL!] postawiłeś naprawdę niesamowite warunki – dwanaście zbiórek i ostra walka na bieżąco.
- Taką mam markę, że w ataku staram się robić, co mogę, a w obronie... Cóż, zawsze byłem bardziej 'obroną' niż 'atakiem'.
Chyba zgodzisz się z tym, że Wasi rywale praktycznie w ogóle dzisiaj nie istnieli?
- Tak. W pierwszej kwarcie postawiliśmy twarde warunki, pokazaliśmy im, że dominujemy i że nie mają z nami szans, no i wyszło. Swoją cegiełkę do końcowego wyniku dołożyli też nasi kibice, którzy pomagali nam przez cały mecz.
Jak się czuliście, kiedy zabrzmiała ostatnia syrena?
- Naprawdę trudno w słowach opisać radość, jaką odczuwaliśmy. Serce mieliśmy w gardle. To było coś niesamowitego. Co prawda osobiście drugi raz z rzędu świętuję koszykarski awans, ale ten jest wyjątkowy ze względu na zaangażowanie i postawę kibiców.
Warto było przegrać w Inowrocławiu, żeby móc przeżywać u siebie tak emocjonujące chwile?
- W hali Noteci przegraliśmy dwudziestoma punktami, tu prawie tyloma wygraliśmy. Każda porażka czegoś uczy i tamta też nas sporo nauczyła.
Co będzie robić w ciągu najbliższego czasu? Kreuje się jakiś odpoczynek?
- Częściowo odpoczynek, ale część zawodników, w tym także i ja, mamy do rozegrania spotkania w ramach ligi akademickiej w najbliższy weekend. Gramy po dwa mecze w sobotę i niedzielę oraz jeden w poniedziałek. Następnie będziemy mieć najprawdopodobniej z tydzień bądź dwa tygodnie przerwy, a potem, jeśli awansujemy, co mam nadzieję się stanie, czekają nas finały.
