Pierwszą groźną akcję tego wieczoru stworzyli legioniści. Do prostopadłego podania wyszedł Mileta Rajović, znalazł się niemal sam na sam z bramkarzem, jednak jego strzał w krótki róg udanie sparował na rzut rożny Bartłomiej Drągowski. Był to dobry sygnał i prognostyk na to, że Legia od samego początku będzie dążyła do szybkiego strzelenia gola. Na odpowiedź Widzewa nie trzeba było długo czekać. Niebawem mocno zza pola karnego uderzył Emil Kornvig i na całe szczęście zabrakło mu precyzji i Otto Hindrich nie musiał nawet interweniować. W 14. minucie ponownie było groźnie pod bramką gospodarzy, kiedy z rzutu wolnego dobrze zacentrował Fran Alvarez, lecz główka Sebastiana Bergiera minęła słupek.
Potem gra mocno się uspokoiła. Żadna z drużyn nie odważyła się otworzyć, przez co brakowało strzałów i jakichkolwiek sytuacji bramkowych. Stroną przeważającą mimo wszystko byli legioniści. Widzew na murawie praktycznie nie istniał, nie mogąc przedrzeć się nawet przez drugą linię swoich rywali. Niewiele przed końcem pierwszej połowy kontuzji doznał Paweł Wszołek, przez co musiał zejść z boiska. Na nim zastąpił go Arkadiusz Reca. Arbiter zakończył drugą połowę przy stanie 0-0, który idealnie odwzorowywał to, co tego dnia działo się na murawie przy Łazienkowskiej.

Kwadrans drugiej połowy nie przyniósł zbyt wielu emocji. Potem niespodziewanie z boiska zszedł Reca, który w sumie spędził na nim zaledwie kilkanaście minut. Patrząc na reakcję lewego obrońcy, to jego zejście na pewno nie było spowodowane urazem. Zaraz potem szansę stworzył sobie Widzew. Błąd w wyprowadzeniu piłki popełnił jeden z graczy Legii i szczęśliwie Bergier nie podjął dobrej decyzji, decydując się na uderzenie z ostrego kąta.
W 63. minucie wreszcie groźnie było w szesnastce Widzewa. Po wrzutce z rzutu rożnego główkował kompletnie niepilnowany Kamil Piątkowski, ale niestety defensorowi nie udało się trafić piłką w światło bramki. Goście nie zamierzali się poddawać i skupiać tylko na obronie. 20 minut przed końcem regulaminowego czasu gry z dystansu mocno strzelił Mateusz Żyro. Hindrich był dobrze ustawiony, więc nie pozostało mu nic innego, jak spokojna interwencja.
Kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry znakomitą okazję miał Jean-Pierre Nsame. Napastnik z bliska oddał mocne uderzenie, które zostało zablokowane przez obrońców. Przez ostatnie kilkanaście minut oglądaliśmy na boisku sporo walki, z której nie wynikało zbyt wiele. W doliczonym czasie gry "Wojskowi" mieli piłkę meczową. Po dośrodkowaniu z prawej strony najlepiej w polu karnym odnalazł się Rafał Adamski, jednak jego strzał głową wpadł wprost w ręce Drągowskiego. Kiedy wydawało się, że na boisku nic się nie zmieni, to w ostatniej sekundzie gola na wagę trzech punktów strzelił wspomniany wcześniej Adamski! Napastnik został niemal trafiony piłką przez Bartosza Kapustkę, który zdecydował się na odważne uderzenie z półwoleja! Brawo!







