Świetny finał; podawaliśmy tlen; wstawaj samuraju mamy puchar do zdobycia; różnica między NAPASTNIKIEM, a napastnikiem; król środka pola; szacunek - to najważniejsze punkty po finale Pucharu Polski, w którym Legia wygrała 4-3 z Pogonią Szczecin.
Punkty po meczu z Pogonią Szczecin
1. Świetny finał
Trzeba przyznać, że tegoroczny finał Pucharu Polski był znakomity — nie tylko ze względu na wynik końcowy, ale przede wszystkim na widowisko i jego intensywność. Obie drużyny od pierwszych minut dążyły do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść, co przekładało się na liczne sytuacje bramkowe, świetne interwencje bramkarzy i naprawdę wysoki poziom gry. Zarówno jedna, jak i druga ekipa może ten mecz zapisać na plus — zaskoczyli kibiców i udowodnili, że kiedy się zmobilizują, potrafią stworzyć widowisko na najwyższym poziomie.
Miałem momentami deja vu z meczu ligowego za kadencji trenera Kosty Runjaicia, kiedy również udało nam się pokonać Pogoń. Oczywiście tamto spotkanie miało swoją specyfikę (choćby czerwoną kartkę dla Jędrzejczyka), jednak intensywność była porównywalna. Obie drużyny walczyły do samego końca i stworzyły widowisko, które śmiało można uznać za jedno z najlepszych finałów Pucharu Polski ostatnich lat.
Za to należą się brawa dla obu zespołów, szczególnie że można się było spodziewać ostrożnego podejścia, cofnięcia do defensywy i kolejnego nudnego meczu w tych rozgrywkach. Tymczasem dostaliśmy futbol emocjonujący, dynamiczny i pełen pasji.
2. Podawaliśmy tlen
Legia sprawiała wrażenie zespołu bardziej zmotywowanego i zdecydowanego, by wygrać to spotkanie. Niestety, mimo ogólnej przewagi, pojawił się jeden istotny mankament — szczególnie bolesny dla kibiców Legii, choć zapewne satysfakcjonujący dla postronnych obserwatorów. Chodzi o zbyt głębokie cofanie się po zdobyciu bramek, co oddawało inicjatywę Pogoni. Drużyna ze Szczecina potrafiła szybko wykorzystać przestrzeń i zamienić ją na konkretne okazje bramkowe.
To z pewnością punkt krytyczny w grze Legii, ponieważ — patrząc na przebieg meczu — można było spokojnie kontrolować wydarzenia na boisku. Warszawiacy dominowali przez znaczną część spotkania, jednak ponownie zawiodła skuteczność zawodników trenera Gonçalo Feio. Cofnięcie się po strzelonych golach okazało się dla nas zbyt kosztowne.
Nie da się też pominąć niewykorzystanego rzutu karnego przez Marca Guala — to wydarzenie wyraźnie tchnęło nowe siły w rywali i pozwoliło im wrócić do gry. Wydaje się, że przy prowadzeniu 2-0 Pogoń nie miałaby już tylu okazji pod naszym polem karnym i nie stwarzałaby tylu zagrożeń.
Oczywiście należy docenić Pogoń — sytuacje boiskowe trzeba umieć wykorzystywać, a oni zrobili to bardzo dobrze. Niemniej jednak większość tych okazji wynikała z naszych błędów — zarówno w ustawieniu, jak i indywidualnych pomyłek poszczególnych zawodników.
3. Wstawaj samuraju mamy puchar do zdobycia
W ostatnim czasie często krytykowałem Morishitę — jego występy pozostawiały wiele do życzenia, a momentami wręcz irytowały. Notował sporo niedokładności, a w prostych, podbramkowych sytuacjach podejmował złe decyzje, które kończyły się niekorzystnie dla Legii. Tym większe było zaskoczenie, gdy w piątek rano "obudził się" zupełnie odmieniony — jakby coś przestawiło mu się w głowie i postanowił zostać najlepszym zawodnikiem „Wojskowych” w jednym z najważniejszych spotkań tego sezonu.
To właśnie on zaliczył dwie asysty — pierwszą po efektownym dryblingu, drugą po świetnym, prostopadłym podaniu, które otworzyło drogę do bramki. Do tego dołożył jeszcze gola, zdobytego zaledwie kilka sekund po rozpoczęciu drugiej połowy. To trafienie nie tylko dało Legii prowadzenie, ale również pozwoliło zespołowi przejąć większą kontrolę nad meczem.
Wreszcie zobaczyliśmy Japończyka w formie, do jakiej zdążył nas już kiedyś przyzwyczaić — będącego kluczową postacią Legii i realnie wpływającego na losy spotkania. Tym bardziej cieszy, że zagrał w ten sposób właśnie teraz, w tak istotnym meczu dla przyszłości klubu.
4. Różnica między NAPASTNIKIEM, a napastnikiem
Nie odkryję Ameryki, pisząc, że był to kolejny bardzo słaby mecz w wykonaniu Marca Guala. Hiszpan już w poprzednim spotkaniu, wchodząc z ławki, potrafił zirytować kibiców swoją postawą, ale w meczu z Pogonią przeszedł samego siebie. Odnosiłem wrażenie, że kompletnie nie miał ochoty grać – poruszał się po boisku bez zaangażowania, unikał pojedynków i sprawiał wrażenie, jakby ten mecz go zupełnie nie obchodził.
Nie będę się rozwodził nad niewykorzystanym rzutem karnym — choć widać było pewność siebie Guala, to po raz kolejny obróciła się ona przeciwko niemu. Jednak najbardziej irytujące było to, że nie wykazał żadnej woli walki, nie próbował nawet zagrać jednej czy dwóch dobrych piłek. Znów "przeszedł obok meczu".
Tymczasem zmieniający go Ilja Szkurin pokazał, jak powinien zachowywać się zawodnik, który ma coś do udowodnienia. Białorusin wychodził do piłek, walczył z obrońcami, był aktywny. Co prawda nie trafił w bardzo dogodnej sytuacji, ale zamiast się załamywać czy gestykulować, podniósł głowę i już chwilę później zdobył bramkę — świetnie minął bramkarza i umieścił piłkę w pustej siatce. Mógł również zaliczyć asystę, ale Kacper Chodyna zmarnował doskonałą okazję po jego mocnym dograniu w sytuacji sam na sam.
W kilka minut Białorusin pokazał więcej niż Gual przez cały mecz — przede wszystkim zaangażowanie i chęć walki. Mam nadzieję, że w kolejnym spotkaniu nie będzie miejsca w składzie dla Guala „z urzędu”. Jeśli ma grać, niech najpierw zapracuje na to na treningach i w końcu pokaże coś na boisku. Bo grając w dziesiątkę od pierwszej minuty, naprawdę trudno będzie o zwycięstwo.
5. Król środka pola
Powtórzę się, ale Juergen Elitim to prawdziwy szef środka pola. Bez niego obecna Legia miałaby spore problemy z utrzymaniem płynności w grze i kontrolą tempa meczu. Wrócił po kontuzji, co samo w sobie jest wyzwaniem, a mimo to już teraz prezentuje się lepiej niż niejeden zawodnik, który przez cały sezon był zdrowy. Choć widać jeszcze, że nie jest w optymalnej formie, to w spotkaniu z Pogonią był jednym z głównych architektów zwycięstwa.
To on dyktował tempo rozegrania, uspokajał grę, kiedy trzeba było, i przyspieszał, gdy nadarzała się okazja. Pracował na całej długości i szerokości boiska – pojawiał się zarówno w okolicach własnego pola karnego, jak i pod bramką rywali. W wielu sytuacjach był tym „niewidocznym” łącznikiem między defensywą a ofensywą, dzięki czemu Legia mogła płynnie przechodzić z jednej fazy gry do drugiej.
Szczególnie warta odnotowania jest jedna akcja — tuż po golu na 2-1 dla Legii, kiedy Pogoń ruszyła do odrabiania strat. Wydawało się, że może dojść do szybkiego wyrównania, ale to właśnie Elitim wykonał kapitalny, choć ryzykowny wślizg w polu karnym, który przerwał groźnie zapowiadającą się kontrę. To była interwencja z gatunku tych, które nie trafiają na skróty meczowe, ale mają ogromne znaczenie dla losów spotkania.

Kolumbijczyk imponował walecznością, inteligencją boiskową oraz zdolnością do odbiorów i odczytywania gry rywala. W środkowej strefie boiska praktycznie nie dawał Pogoni pola do manewru — ograniczał ich swobodę, uprzedzał zagrania, był zawsze o krok przed przeciwnikiem. Trener Feio z pewnością zdaje sobie sprawę, jak dużą wartość ma w zespole taki zawodnik — nie tylko jako wykonawca zadań taktycznych, ale też jako lider i stabilizator całej drużyny.
W meczu z Pogonią Juergen Elitim nie tylko „wrócił do gry”, ale przypomniał wszystkim, jak ważną postacią jest dla Legii. I jeśli będzie systematycznie odbudowywał formę, może się okazać absolutnie kluczowy w przyszłym sezonie.
6. Szacunek
Na koniec chciałbym krótko, ale wyraźnie docenić to, co wydarzyło się po ostatnim gwizdku ze strony zarówno Legii, jak i Pogoni. Obie drużyny ustawiły się w szpalerze, oddając sobie wzajemny hołd — gest, który, choć powszechny w świecie piłki nożnej, nie przestaje być wyrazem sportowej klasy i wzajemnego szacunku.

To symboliczne zachowanie pokazuje, że mimo ogromnych emocji i stawki, zawodnicy i sztaby potrafili docenić wzajemny wysiłek i wkład w stworzenie finału godnego pamięci. Bo ten mecz rzeczywiście dostarczył kibicom prawdziwego piłkarskiego widowiska, pełnego zwrotów akcji, walki i pasji.
Można mówić i pisać różne rzeczy, ale jedno jest pewne — należą się ogromne brawa i szacunek dla obu zespołów oraz ich trenerów za stworzenie tak emocjonującego finału. Na szczęście, dla nas, zakończonego zwycięstwem Legii.
Kamil Dumała
