Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Relacja z trybun: 14-godzinna wyprawa do Łodzi

sobota, 17 maja 2025 09:49 galeria wideo
Relacja z trybun: 14-godzinna wyprawa do Łodzi
870 fanów Legii na stadionie Widzewa - fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
BodziachLegionisci.com

Pierwotnie wyjazdowy mecz z Widzewem miał być rozgrywany 4 maja, ale ze względu na występ Legii w finale Pucharu Polski, spotkanie przełożono na czwartek, 15 maja. Dzisiaj te spotkania piłkarsko nie mają takiego ciężaru jak przed laty, ale dla fanów obu ekip są bardzo ważne. Obustronna nienawiść jest chyba nawet większa aniżeli w przypadku lokalnych, derbowych rywali.


Nic więc dziwnego, że zainteresowanie meczem było spore. Dla legionistów ten jeden z najbliższych wyjazdów trwał ponad 14 godzin. Mogliśmy podejrzewać, że gospodarze chcieli się "odwdzięczyć" za ostatni mecz przy Ł3, na który ostatecznie nie weszli. W związku z tym, choć na parkingu przy sektorze gości byliśmy 3 godz. 30 minut (!) przed pierwszym gwizdkiem, ledwo ledwo przed rozpoczęciem spotkania nasza grupa weszła na trybuny. Organizatorzy meczu robili wszystko, by wkurzyć nas niemiłosiernie.


Do Łodzi wyruszyliśmy pociągiem specjalnym z dworca Warszawa Gdańska o godzinie 14:51. Bardzo wcześnie biorąc pod uwagę godzinę rozpoczęcia meczu (20:30). Do Łodzi Niciarnianej dotarliśmy zgodnie z planem - o 16:54 i po kilku minutach w solidnej obstawie psiarni przeszliśmy kilkaset metrów w stronę stadionu RTS-u. Na 3,5 godziny przed meczem, cała nasza grupa była zebrana (i zamknięta) na placu przylegającym do sektora gości. I tam spędziliśmy dwie godziny, zanim gospodarze rozpoczęli wpuszczanie nas na sektor, co czynili jak najwolniej i jak najdokładniej.



Wchodzenie wyglądało zupełnie inaczej niż w poprzednim sezonie, kiedy przeszukiwanie miało miejsce już za bramofurtami. Teraz widzewska ochrona rozstawiła barierki i były trzy kolejki do szczegółowej kontroli jeszcze przed bramkami. Wybrane osoby brane były na tzw. kontrolę osobistą, tj. jeszcze bardziej wnikliwą. Oczywiście wszędzie kręciły się psy tropiące, które sprawdzały m.in. legijne bębny. Do szczegółowej kontroli szły m.in. kanapki - zapewne sprawdzano, czy są koszerne. Na szczęście większość z nas zdołała wejść na trybuny przed pierwszym gwizdkiem.



W sektorze gości było nas ostatecznie 870. Wywiesiliśmy 5 flag: CWKS Legia, Legia UZL, Żyrardów, Sochaczew i Grójec. Oczywiście przez całe spotkanie było mnóstwo wzajemnych uprzejmości. Naszym dopingiem kierował Michał, ale wielokrotnie wspierał go w tym "Szczęściarz". Kiedy piłkarze wyszli na rozgrzewkę przywitaliśmy ich głośnym "Hej Legio, jazda z k....!". Później na ten sam nasz okrzyk, miejscowi odpowiedzieli: "Zaraz z wami pojedziemy". Przed meczem miejscowi przygotowali pośmiertne odznaczenie dla Franciszka Smudy - przy tej okazji legioniści skandowali "Artur Boruc! Smuda ch...!". Później zaś, jeszcze przed wyczytywaniem składów, miała miejsce minuta ciszy dla zmarłych ostatnio widzewiaków (sportowców i kibiców), którą uszanowaliśmy. Tego dnia wokół boiska co i rusz skakała widzewska maskotka - Pejsik.


Tego dnia w naszych pieśniach było całkiem sporo modyfikacji. I tak śpiewana była pieśń "Gdziekolwiek Legia będzie grać, blisko, czy daleko stąd..." z wstawką "A Widzew ch..., a Ruch to cw...", czy "Nasza Legia najlepsza w Polsce jest, pier... RTS, pier... RTS". Legioniści odnieśli się także do spotkania na trasie z obecnego sezonu, kiedy jechaliśmy do Legnicy: "Widzew ku...ie, dostałeś wpier...l na trasie" i "Spier...cie, hej ku...y spier...cie!".



Mecz niespodziewanie rozpoczął się od bramki dla legionistów, którzy w tym sezonie w lidze zupełnie nas nie rozpieszczają. Już pierwszy gol wywołał sporą radość w naszych szeregach. Jeszcze weselej było po drugim trafieniu, jeszcze w I połowie spotkania. Zaraz po drugim golu, kiedy miejscowi trochę przygaśli, miała miejsce kolejna zaczepka z naszej strony - "Coście tak cicho?!".


W trakcie pierwszej połowy widzewiacy zaprezentowali oprawę. Najpierw na trybunie prostej rozciągnęli malowaną sektorówkę przedstawiającą szalik dziergany na drutach oraz na maszynie do szycia oraz hasło "Widzew mistrz" wraz z klubowym herbem. Później z tunelu wjechał wysoki transparent "Łódź tkalnia fanatyzmu" (z dodatkowymi grafikami po bokach), a następnie na koronie tejże trybuny zapłonęło ok. 100 rac. W przerwie meczu miejscowi witali swojego byłego piłkarza, Zbigniewa Bońka. Legioniści nieco inaczej traktują widzewską legendę, więc z sektora gości niosło się - "Zbigniew Boniek - rudy ch...!".



W drugiej połowie oprócz legijnych pieśni, pojawiły się także bluzgi na widzewskich przyjaciół - Ruch, Wisłę i Pogoń. Śpiewaliśmy także "Do boju Legio marsz, zwycięstwo czeka nas, aejao, łódzka k...o!". Kiedy kwadrans przed końcem spotkania gospodarze zdobyli bramkę kontaktową, podniecenie wśród miejscowych sięgnęło zenitu. Odpowiedzieli na pytanie spikera o strzelca bramki, nakręcili już cały stadion do wspólnych śpiewów... Nawet z nim ruszyli, kiedy sędzia Lasyk ruszył w stronę ich pola karnego i wskazał na pozycję spaloną przekazaną z wozu VAR. "Taki ch..., taki ch...!" - niosło się z naszej strony. I zapał miejscowych mocno przygasł, choć ich grajki coś tam próbowały do samego końca odmienić losy spotkania.


My zaś w końcówce, po raz drugi tego dnia ryknęliśmy "Gdybym jeszcze raz...". W samej końcówce zaintonowaliśmy "Śpiewajmy hej sialala...", by po chwili zacząć żegnać gospodarzy opuszczających przedwcześnie stadion pieśnią "Koniec wesela, wracajcie do Izraela". Zapytano jeszcze miejscowych - "Powiedz, czy boli, jak Legia w d... pier...?!". Następnie wraz z piłkarzami pośpiewaliśmy "Gdybym jeszcze raz..." i zapytaliśmy zawodników "Kto wygrał mecz?". Podczas pomeczowych wywiadów nie mogło zabraknąć wielokrotnie tego dnia śpiewanego przez nas "La la la la... j... łódzki Widzew...". Kiedy zaś przed mikrofonem stanął golkiper RTS-u, który w piękny sposób podarował nam drugą bramkę, a w drugiej połowie chciał powtórzyć swój wyczyn (tyle, że machający łapami Gual nie potrafił tego wykorzystać), w tle niosło się głośne "Gikiewicz ch... ci na imię!".


Kiedy miejscowi udali się już do swoich domostw, my jeszcze przez blisko dwie godziny siedzieliśmy na stadionie. Dodajmy, że temperatura w maju tego roku jest mało atrakcyjna - w dniu meczu było zimno i deszczowo, jakbyśmy mieli początek marca. Z sektora zaczęliśmy wychodzić dokładnie minutę po północy. Po krótkim spacerze na pobliską stację, zajęliśmy miejsca w naszym pociągu, który punktualnie o 00:21 wyruszył w stronę stolicy. Tym razem nieco inną, szybszą trasą. Na stacji Warszawa Gdańska zameldowaliśmy się kilka minut po godzinie drugiej w nocy. A już w niedzielę czeka nas ostatni w tym roku wyjazd - tym razem "specjalem" udamy się do Krakowa na mecz z "Pasami".


Frekwencja: 17 492
Kibiców gości: 870
Flagi gości: 5


Autor: Bodziach

Udostępnij