Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu ze Stalą Mielec

niedziela, 25 maja 2025 18:16
Punkty po meczu ze Stalą Mielec
fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com

Koniec, znów to samo, kto ma kogo kryć?, pożegnania, zmiana pokoleniowa to najważniejsze punkty po sobotnim meczu Legii Warszawa ze Stalą Mielec w którym padł remis 2-2.


1. Koniec
Uff, nareszcie koniec sezonu 2024/2025. Ostatnie tygodnie ciągnęły się niemiłosiernie – momentami można było odczuć wręcz znużenie całym sezonem. Mimo to frekwencja na trybunach dopisała w sobotę, a Legia po raz kolejny mogła pochwalić się kompletem publiczności.


Podopieczni trenera Gonçalo Feio z pewnością mogą zaliczyć na plus występy w Lidze Konferencji oraz realizację planu minimum – dzięki zdobyciu Pucharu Polski zakwalifikowali się do eliminacji europejskich pucharów.


Zdecydowanie gorzej wyglądało to w rozgrywkach Ekstraklasy – „Wojskowi” zakończyli sezon na 5. miejscu, tracąc aż 16 punktów do lidera. Choć mogli pochwalić się drugą najlepszą ofensywą w lidze i jedną z najszczelniejszych defensyw, nie wystarczyło to, by powalczyć choćby o podium. Tym samym Legia zaliczyła jeden z najsłabszych sezonów w XXI wieku.


Przed nami krótka przerwa – już niebawem legioniści wracają do treningów. Przez tydzień lub dwa potrwa jeszcze „telenowela” związana z przyszłością trenera, a potem pozostaną już tylko przygotowania, sagi transferowe i… powitanie nowego sezonu. Oby lepszego niż ten ostatni.



2. Znów to samo
Ileż razy w tym sezonie mieliśmy sytuację, w której to my prowadziliśmy grę, stwarzaliśmy mnóstwo sytuacji podbramkowych, a rywale przeprowadzali jeden-dwa ataki i… zamiast prowadzić, przegrywaliśmy 0-1?


Odpowiem krótko – zbyt często. To był jeden z najczęstszych scenariuszy w minionym sezonie. Legioniści w wielu meczach prezentowali się z całkiem niezłej strony – brakowało jednak skuteczności, trochę szczęścia, a przede wszystkim koncentracji i solidnej gry w defensywie.
W sobotę znów zobaczyliśmy powtórkę z rozrywki. Legia miała sporo sytuacji podbramkowych – ale ani Morishita, ani Szkurin, ani Luquinhas nie potrafili skierować piłki do siatki. Wystarczyła jedna akcja Stali, po której padła bramka – na szczęście Gerbowski był na spalonym, więc gol nie został uznany.


Po przerwie Legia ponownie ruszyła do ataku, kontrolowała grę… i co z tego? Paweł Wszołek zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym – rzut karny, Wolsztyński strzela, goście wyszli na prowadzenie.


Na szczęście legioniści szybko się otrząsnęli i zaczęła się wymiana ciosów. Ale znów – w banalny sposób daliśmy się zaskoczyć w obronie i musieliśmy gonić wynik. A przecież w wielu meczach to właśnie się nam nie udawało.


Ostatni mecz był lustrzanym odbiciem całego sezonu: te same błędy, ta sama nieskuteczność, ta sama nerwowość w defensywie. Żeby strzelić jednego gola, potrzebujemy czterech-pięciu sytuacji. Gdyby nie to wszystko – jestem przekonany, że spokojnie walczylibyśmy o czołowe miejsca
w tabeli.


Czas, by w przerwie przed nowym sezonem coś z tym zrobić – poprawić grę w obronie, zwiększyć skuteczność albo spróbować zmienić taktykę, która pozwoli grać szczelniej i pewniej. Bo potencjał jest – potrzeba tylko, żeby wszystko wreszcie zaczęło działać razem.


3. Kto ma kogo kryć?
Legia i stracony gol po stałym fragmencie gry? Norma. W samej lidze straciliśmy – uwaga, uwaga – aż 19 bramek po stałych fragmentach gry (!), co daje 42% wszystkich straconych goli w Ekstraklasie.


Wielu z tych nich można było uniknąć. Jak? Otóż niemal za każdym razem powtarza się ten sam schemat – ktoś gubi krycie, a któryś z naszych zawodników zostaje sam na dwóch rywali, będąc z góry na przegranej pozycji.


Spójrzmy na bramkę Stali z ostatniego meczu sezonu.


fot. Canal+
fot. Canal+


Na screenie zaznaczyłem dwóch zawodników – Jędrzejczyka i Morishitę. Doświadczony stoper nie kryje nikogo, podobnie Japończyk. W tej sytuacji trudno wymagać od niskiego pomocnika skutecznej walki w powietrzu, dlatego uważam, że skoro za „Jędzą” znajdował się jeszcze jeden zawodnik, to on powinien przesunąć się do przodu, zamiast zostawiać Kapuadiego samego
w polu karnym.


fot. Canal+
fot. Canal+


W momencie, gdy Matras uderzał piłkę głową, Kapuadi próbował jeszcze interweniować, ale był zdecydowanie za daleko od zawodnika Stali. Jedyne, co mógł zrobić, to wyskoczyć i liczyć na cud. Inną sprawą jest brak jakiejkolwiek reakcji Kacpra Tobiasza – nie było nawet próby rzutu czy instynktownej interwencji, która mogłaby uratować sytuację.


4. Pożegnania
Mecz ze Stalą Mielec stał pod znakiem pożegnań. Oficjalnie z klubem żegnają się Tomáš Pekhart, Luquinhas oraz Michał Kucharczyk. Choć wiele wskazuje na to, że nie będą to jedyne zmiany – moim zdaniem z zespołem pożegna się również Vladan Kovačević, wypożyczony do Legii ze Sportingu.


W najlepszy możliwy sposób pożegnał się sympatyczny Czech, który po znakomitym, prostopadłym podaniu od Marca Guala pewnie wykorzystał sytuację sam na sam, doprowadzając do wyrównania. Łącznie spędził w Warszawie 5 lat, stając się jednym z najskuteczniejszych i najbardziej zasłużonych zagranicznych zawodników w historii klubu. W ostatnim pięcioleciu nikt inny nie zbliżył się do niego pod względem liczby zdobytych bramek – w sumie 63 trafienia. Na drugim miejscu jest Paweł Wszołek z 32 trafieniami.


Od pierwszej minuty zagrał także Luquinhas i brazylijczyk był bliski zdobycia bramki. Legia nie zdecydowała się na jego wykupienie z brazylijskiej Fortalezy EC. W zakończonym sezonie „Luqi” zdobył 13 goli i zaliczył 4 asysty, rozgrywając jeden z najlepszych sezonów w swojej dotychczasowej karierze.


Specjalne wyróżnienie spotkało również Michała Kucharczyka, który miał okazję rozegrać 350. mecz w barwach Legii Warszawa. W minionym sezonie występował głównie w trzecioligowych rezerwach, ale w sobotę pojawił się na murawie w końcówce i popisał się m.in. dobrą interwencją we własnym polu karnym. „Kuchy” King – legenda, która zawsze zostanie w sercach kibiców.


Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować wszystkim zawodnikom za godne reprezentowanie barw naszego klubu i życzyć im powodzenia – czy to w nowych klubach, czy na dalszej piłkarskiej drodze. Dzięki za wszystko!


5. Zmiana pokoleniowa
Oficjalnie w barwach Legii zadebiutował 15-letni Aleksander Wyganowski. Młody pomocnik miał w dniu debiutu 15 lat i 347 dni, zostając tym samym najmłodszym debiutantem w historii klubu.


Pamiętam debiut Michała Kucharczyka w barwach Legii, a dziś to właśnie „Kuchy” żegna się z zespołem w wieku 34 lat. Czas nieubłaganie płynie – symboliczna zmiana pokoleniowa stała się faktem. Aleksandrowi życzymy, by jego kariera potoczyła się równie pięknie jak ta Michała, a może i lepiej. Trzymamy kciuki za kolejne mecze z „eLką” na piersi!


Kamil Dumała

Udostępnij