Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu z FK Aktobe

sobota, 12 lipca 2025 08:00
Punkty po meczu z FK Aktobe
fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com

Skromny powrót; problemy w środkowej strefie; większa odpowiedzialność; szybciej; chaos w pressingu; boczni na plus - to najważniejsze punkty po czwartkowym zwycięstwie 1-0 Legii Warszawa z kazachskim FK Aktobe w pierwszym meczu I rundy eliminacyjnej Ligi Europy.

1. Skromny powrót


Rozpoczęliśmy nowy sezon w wykonaniu Legii Warszawa. Wydawało się, że na inaugurację czeka nas łatwa przeprawa z kazachskim zespołem Aktobe. Niestety — nic bardziej mylnego.


Legia dłużej utrzymywała się przy piłce, jednak końcowy wynik do samego końca wisiał na włosku. Spotkanie równie dobrze mogło zakończyć się remisem 1-1, jak i znacznie wyższym zwycięstwem legionistów. I właśnie tu pojawia się słuszna pretensja do drużyny — nie potrafiła wykorzystać stworzonych sytuacji bramkowych.



Rezultat mogli poprawić zarówno Marc Gual, Ilja Szkurin, jak i Bartosz Kapustka czy Juergen Elitim. Piłka jednak nie chciała wpaść do siatki, a kibice mogli odczuć swoiste déjà vu z minionego sezonu, gdy do ostatnich minut trzeba było drżeć o wynik.


Rozumiem, że początki sezonu — szczególnie w europejskich pucharach — często bywają trudne. Niemniej jednak granie na minimalizm, szczególnie w końcówce spotkania (próby "urywania minut"), może się zemścić w meczu rewanżowym.


2. Problemy w środkowej strefie


Obserwując zwłaszcza pierwszą połowę w wykonaniu Legii, gołym okiem było widać poważne problemy w środkowej strefie boiska. Brakowało przyspieszenia gry, szybkiej wymiany podań, mobilności, a przede wszystkim — chłodnej głowy. Zespół gości bardzo dobrze radził sobie w środku pola i skutecznie neutralizował nasze skrzydła.


Aktobe mocno pressowało naszych obrońców i bramkarza, a styl gry Rafała Augustyniaka tylko ułatwiał im zadanie. Porównując go z Maximillianem Oyedele, różnice są widoczne na pierwszy rzut oka — i właśnie jego najbardziej wczoraj brakowało.


„Maxi” to zawodnik znacznie bardziej mobilny od „Augusta”, świetnie antycypujący ruchy przeciwnika, a do tego potrafiący przyspieszyć grę jednym podaniem, kierując piłkę do przodu. Augustyniak to natomiast typowy gracz do walki — fizyczny, często grający na alibi, skupiony na odbiorach i podaniach do najbliższego partnera.


W czwartkowym meczu w środku pola zabrakło dynamiki i odpowiedniego tempa. Bartosz Kapustka nie zaliczy tego występu do udanych — dopiero w drugiej połowie był bardziej widoczny, głównie dlatego, że Aktobe się cofnęło i nie było już tak skonsolidowane w środku.


Coś próbował zdziałać Juergen Elitim, ale był w tych działaniach osamotniony. Legii brakowało w środku takich graczy jak Oyedele czy Gonçalves — zawodników, którzy nie stoją w miejscu, tylko aktywnie szukają przestrzeni i są w stanie rozruszać ofensywę zespołu.


fot. Mishka / Legionisci.com
fot. Mishka / Legionisci.com


3. Większa odpowiedzialność
Jeśli miałbym wskazać jedną, najważniejszą zmianę w grze Legii w porównaniu do czasów Gonçalo Feio, byłaby to większa odpowiedzialność za piłkę. Legia była mocno statyczna — i to nie bez powodu. Zespół wyraźnie starał się szanować piłkę i nie wyprowadzać jej zbyt szybko do przodu. Niestety, często skutkowało to utratą tempa, a niekiedy wręcz błędami, o których za chwilę.


Statyczność wynikała również z innego istotnego czynnika — wielu zawodników potrzebowało zbyt dużo czasu, by zdecydować, komu zagrać piłkę. Wynikało to z ograniczeń technicznych. Brakowało piłkarza, który potrafiłby zagrać dokładnie z pierwszej piłki i tym samym przyspieszyć akcję lub stworzyć klarowną sytuację podbramkową.
Udało się to raz — po akcji Kapustki i Morishity, gdy dobrą okazję zmarnował Gual. Niestety, nawet przeciwko zespołowi pokroju Aktobe to zdecydowanie za mało.


Na plus trzeba jednak zapisać organizację gry przy podłączaniu się do ofensywy. Gdy boczni obrońcy ruszali do przodu, byli asekurowani przez innych zawodników, co stanowi istotną zmianę względem poprzednich miesięcy. W przeszłości, gdy Vinagre, Wszołek czy Kapuadi wychodzili wysoko, na ich pozycjach powstawały ogromne luki, których nikt nie zabezpieczał.
Tym razem było inaczej. Zarówno Morishita, jak i Bichakhchyan skutecznie wspierali swoich bocznych defensorów w asekuracji. Legia grała bardziej odpowiedzialnie, choć nie ustrzegła się błędów.


W szczególności zawiodło wyprowadzenie piłki przez dwóch środkowych obrońców — prym w tym niestety wiódł Pankov — oraz przez Augustyniaka. Na szczęście raz rywale byli na spalonym, a w pozostałych przypadkach nie potrafili wykorzystać naszych pomyłek i nie stworzyli realnego zagrożenia pod bramką.


4. Szybciej
Wszystkie opisane wcześniej czynniki miały wpływ na statyczność w grze Legii. Często aż prosiło się, by nasi pomocnicy zagrywali piłkę szybciej — nawet z pierwszego kontaktu, bez poprawiania i zbędnego kombinowania.
Momentami można było odnieść wrażenie, że to mecz sparingowy — nie tylko ze względu na atmosferę, ale też styl gry obu zespołów. Spokojny, bez większych fajerwerków, z dużą dawką chaosu, małą liczbą składnych akcji i — co najważniejsze — brakiem przyspieszenia.


Legia zdołała je uzyskać dopiero w drugiej połowie, gdy dwukrotnie nasi pomocnicy rozruszali grę w środku pola. Najpierw strzał Kapustki obronił bramkarz, a później uderzenie Elitima zostało zablokowane. Niestety — to było zdecydowanie za mało.


Aktobe dobrze podwajało naszych zawodników, więc często wręcz "prosiło się", by zagrać szybko w miejsce, które zostało odsłonięte. Takich okazji było w meczu kilka, ale nie zostały wykorzystane.
Oczywiście, można zrzucić to na karb pierwszego meczu sezonu, potrzebę zgrywania zespołu — ale pamiętajmy, że w podstawowej jedenastce nie zagrał żaden nowy piłkarz. To wciąż ci sami zawodnicy, którzy powinni lepiej rozumieć się na boisku.


Od Legii w takich spotkaniach należy wymagać nie kalkulowania, lecz zdecydowanego przyspieszenia akcji. Tymczasem momentami wyglądało to jak jałowa wymiana wielu podań, które ostatecznie nie przynosiły żadnego efektu. Nawet Barcelona, słynąca z utrzymywania się przy piłce, w odpowiednim momencie przyspieszała, by rozbić rywala. Legia, grając z przeciwnikiem klasy Aktobe, również powinna to robić — właśnie po to, by zaznaczyć swoją przewagę. Tego elementu zabrakło. A szkoda, bo w drugiej połowie Kazachowie mocno się otworzyli i aż się prosiło, by częściej przyspieszać grę i stosować pressing już na ich połowie.


5. Chaos w pressingu
Za trenera Edwarda Iordănescu Legia miała wywierać intensywny pressing na rywalach, by odbierać piłkę jak najbliżej pola karnego przeciwnika i od razu stwarzać zagrożenie. Tymczasem pressing zaprezentowany w pierwszym meczu sezonu często przypominał jeden wielki chaos.


fot. TVP Sport
fot. TVP Sport


Na załączonym przykładzie widzimy sytuację, w której Marc Gual próbuje samotnie wywierać pressing na rywalu. Spójrzmy jednak na ustawienie pozostałych zawodników — Hiszpan jest osamotniony, otoczony przez trzech przeciwników. Tylko wyjątkowy zbieg okoliczności mógłby sprawić, że Legia odzyskałaby w tej sytuacji piłkę.
Zarówno Morishita, jak i Biczachczjan ustawieni są głębiej, bardziej przygotowani do bronienia ataku pozycyjnego niż do aktywnego doskoku do przeciwnika.


Podobny chaos pojawiał się częściej — choćby przy straconej bramce, gdy dwaj legioniści jednocześnie ruszyli do jednego zawodnika z pressingiem, zostawiając wolną przestrzeń za plecami. Rywale natychmiast to wykorzystali, choć na szczęście padła bramka ze spalonego.


Legia musi unikać takich błędów, bo bardziej jakościowy zespół z pewnością je wykorzysta. Bieganie samotnie za piłką, bez koordynacji i asekuracji, nie tylko nie przynosi efektów, ale dodatkowo kosztuje mnóstwo sił, które w końcówce meczu mogą okazać się kluczowe.


6. Boczni na plus
Za to spotkanie należy pochwalić naszych bocznych obrońców oraz Wahana Biczachczjana. Zarówno Patryk Kun, jak i Paweł Wszołek bardzo dobrze wywiązywali się ze swoich zadań defensywnych. Momentami włączali się również do ofensywy — szczególnie „Wszoła”, który był aktywny i groźny pod bramką Aktobe.


Najważniejsze jednak, że skrzydłowi gości — dysponujący szybkością i techniką, mogący stanowić realne zagrożenie — zostali skutecznie zneutralizowani. Zarówno Kun, jak i Wszołek konsekwentnie pilnowali dostępu do własnej „szesnastki” i nie pozwolili rywalom na zbyt wiele.


Z bardzo dobrej strony pokazał się też Ormianin, który — co zaskakujące — był jednym z najlepszych zawodników ofensywnych Legii. Od początku spotkania intensywnie pressował, walczył o każdą piłkę i, co najważniejsze, dryblował z głową.


To głównie jego stroną Legia konstruowała najlepsze akcje w pierwszej połowie. Ukoronowaniem jego występu był piękny gol, który — miejmy nadzieję — w końcu go odblokuje. Do tej pory były gracz Pogoni Szczecin nie prezentował wysokiej formy, nie należał też do ulubieńców kibiców ani do grona kluczowych zawodników zespołu.


Na uwagę zasługuje również bardzo dobra zmiana Alfareli, który po wejściu na boisko wniósł sporo świeżości, techniki i szybkości na lewej stronie. Morishita nie zaliczy tego meczu do udanych, a jego zmiennik pokazał, że w rewanżu z kazachskim zespołem warto rozważyć jego wystawienie od pierwszej minuty — szczególnie jeśli Legia będzie chciała zagrać bardziej z kontry.


Kamil Dumała

Udostępnij