Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Relacja z trybun: Kazachstan po raz czwarty

niedziela, 20 lipca 2025 18:53 galeria wideo
Relacja z trybun: Kazachstan po raz czwarty
fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
YetiLegionisci.com

Wyjazdy za Legią do Kazachstanu powoli stają się naszą specjalnością. Po Astanie, Szymkencie i wcześniejszym Aktobe – znów przyszedł czas na podróż do tego wielkiego kraju leżącego w zdecydowanej większości już w Azji. Dla wielu z nas to był czwarty taki wyjazd w ostatnich kilkunastu latach - były pełne atrakcji i wszystkie jeszcze na długo zostaną w pamięci obecnych tam wyjazdowiczów. Po raz drugi odwiedziliśmy Aktobe, które znów przyjęło nas w swoim osobliwym, postsowieckim stylu.



Na mapie Kazachstanu Aktobe wygląda niepozornie. W rzeczywistości – to jedno z trudniej dostępnych miejsc, do jakich można pojechać za klubem z Europy. Półmilionowe miasto jest słabo skomunikowane z Zachodem – nie prowadzą tu bezpośrednie loty z żadnego europejskiego kraju. Dlatego też kibice Legii kombinowali trasę z różnych opcji, głównie przez Kutaisi, Aktau, Atyrau, Astany, a niektórzy nawet przez Stambuł. Trasa z Astany to blisko 1500 kilometrów, więc wielu szukało opcji dolotu już bezpośrednio do Aktobe.


fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com


Większość legionistów ulokowała się w jednym z hoteli w centrum miasta. Aktobe przywitało nas klimatem typowym dla regionu – gorącem i duchotą. Legioniści licznie korzystali z dobrej pogody w miejscowym aquaparku, a ceny w restauracjach zachęcały do kosztowania miejscowej kuchni. W mieście nie ma zbyt wielu atrakcji turystycznych - na pewno warto zobaczyć meczet, cerkiew i typowe postkomunistyczne rozległe parki kultury.



W dzień meczu każda osoba o europejskich rysach, która chciała opuścić hotel, otrzymywała osobistego "ochroniarza", czyli funkcjonariusza miejscowych służb, który towarzyszył każdemu krok w krok. Wczesnym wieczorem (ok. godz. 19 lokalnego czasu) ruszyliśmy zwartą grupą spod hotelu w kierunku stadionu. Przemarsz trwał kilkadziesiąt minut, towarzyszyły nam podczas niego spore zastępy lokalnego specnazu. Po drodze wzbudzaliśmy zainteresowanie przechodniów, a gdy zbliżaliśmy się do stadionu, liczna grupa miejscowych próbowała podejść w naszą stronę, ale zostali skutecznie zatrzymani przez kordony policji.


fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com

fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com


Na stadion weszliśmy bez biletów wąską bramą, poddani drobiazgowej kontroli. Sektor gości mieścił się dokładnie tam, gdzie 11 lat temu – w rogu jednej z trybun za bramką. Już przed meczem musieliśmy wywalczyć możliwość wywieszenia flagi na płocie przed sektorem. Służby upierały się, że pierwsze rzędy mają być „zarezerwowane”... dla nich. Finalnie jednak stanęło na naszym i jedyna flaga, jaką zabraliśmy do Kazachstanu, zawisła na swoim miejscu. W w sektorze zabrało się nas stu, więc wynik taki sam jak dwa lata wcześniej w Szymkencie.


fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com


Stadion Aktobe tego dnia był zapełniony niemal do ostatniego miejsca. Kazachowie zaprezentowali estetyczną oprawę – transparent na całą długość trybuny, a do tego dwie podwieszane sektorówki: jedna z kibicem z megafonem, druga z hasłem "Central Asia Hooligans". Europejskie puchary pełną gębą.


fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com


Doping prowadzili całkiem głośny, część repertuaru poświęcając nam - nauczyli się nawet kilku polskich słów na tę okazję. My nie pozostaliśmy im dłużni. Podobnie jak podczas pierwszej wizyty w tym mieście, żywo reagowali na nasze okrzyki "Boraty! Boraty!" kierowane w ich stronę. Widać, że nie przepadają tutaj za tym dziełem amerykańskiej kinematografii.


Nasz doping tego dnia był sporadyczny, ograniczyliśmy się do kilku przyśpiewek zarzucanych raz na jakiś czas. Gdy jednak śpiewaliśmy, musieliśmy być przez miejscowych słyszalni, bo reagowali na to głośnymi gwizdami.


fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com


Najwięcej radości przyniosła końcówka meczu. Gdy padła zwycięska bramka dla Legii – cały stadion na chwilę zamilkł. Nasza grupa eksplodowała z radości, a do końcowego gwizdka bawiliśmy się już bez presji. Gospodarze – jak to już w Kazachstanie bywa – nie potrafili przełknąć porażki. W kierunku naszego sektora i w stronę piłkarzy poleciały różne przedmioty. My odwdzięczyliśmy się klasycznym „Boraty paszli wy w ch...!”


fot. Woytek / Legionisci.com
fot. Woytek / Legionisci.com


Dosyć szybko po ostatnim gwizdku zostaliśmy wypuszczeni z trybun, a pod stadionem czekał na nas tłum miejscowych. Skierowano nas prosto do dwóch podstawionych autokarów, które sprawnie odwiozły nas wszystkich pod hotel, z którego zaczynaliśmy przemarsz kilka godzin wcześniej.


Następnego dnia rozpoczął się powrót do Polski – w wielu przypadkach oznaczało to nawet trzy przesiadki lotnicze i kilkanaście godzin podróży. Ale – jak to się mówi – dla takich chwil warto!


Frekwencja 12 139
Kibice gości: 100
Flagi gości: 1


Yeti

Udostępnij