Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu z Koroną Kielce

wtorek, 29 lipca 2025 12:50
Punkty po meczu z Koroną Kielce
fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com

Wyrachowana Legia; zbyt cofnięci; Burch na nowej pozycji; nowe życie; defensywne SFG; debiut Rajovicia - to najważniejsze punkty po niedzielnym meczu Legii Warszawa z Koroną Kielce.

1. Wyrachowana Legia


Od początku sezonu zespół Edwarda Iordănescu prezentuje się jako drużyna bardzo wyrachowana i świadoma swoich działań. Nie zobaczymy szarż wielu zawodników na defensywę rywala ani wielkich przestrzeni pozostawianych w tyłach, gdy zespół broni dostępu do własnej bramki. Zawodnicy są coraz bardziej odpowiedzialni na swoich pozycjach i konsekwentnie realizują założenia taktyczne trenera.



W meczu z Koroną Kielce gra Legii wyglądała dobrze. W ofensywie drużyna prezentuje styl pragmatyczny – co może się podobać, ale też nie wszystkim. Stwarzamy sobie kilka dogodnych sytuacji bramkowych, choć ponownie zawodzi skuteczność. Zespół nie opiera się jednak wyłącznie na wrzutkach Pawła Wszołka w pole karne. Coraz częściej grający w ofensywie zawodnicy biorą odpowiedzialność za kreowanie akcji, współpracują ze sobą i starają się tworzyć okazje różnymi środkami.


Nie ograniczamy się do ataków jedną stroną boiska – akcje rozgrywane są szeroko, na całej szerokości ofensywy, przez co trudno jednoznacznie wskazać, która flanka dominuje. Powtarza się jednak niepokojący schemat: po zdobyciu bramki zbyt łatwo oddajemy inicjatywę rywalowi, co nie zawsze będzie dla nas korzystne.


2. Zbyt cofnięci


To, do czego muszę się przyczepić, to zbyt duże oddanie pola gospodarzom po strzeleniu bramki na 1-0 przez Nsame. Korona częściej utrzymywała się przy piłce i stwarzała sytuacje podbramkowe, choć brakowało jej zimnej krwi pod bramką Kacpra Tobiasza. Legia natomiast nie tylko straciła kontrolę nad spotkaniem, ale również spokój w rozegraniu. Zabrakło umiejętnego przytrzymania piłki, uspokojenia gry, a także rozgrywania akcji w środku pola lub w defensywie.


Zamiast tego, zarówno obrońcy, jak i pomocnicy zbyt szybko pozbywali się futbolówki, posyłając ją daleko do przodu. Skutkowało to jedynie stratami, ponieważ wszystkie tzw. drugie piłki trafiały do zawodników Korony. Trener Iordănescu wyraźnie się irytował przy linii bocznej – i trudno się temu dziwić. Legia nie była w tak trudnej sytuacji, by w panice wybijali piłkę na oślep. Wręcz przeciwnie – zespół dysponował odpowiednim potencjałem, by kontrolować grę i szukać kolejnych okazji do podwyższenia prowadzenia.


Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie – Legia zaczęła szanować piłkę, a w grze było widać wyraźne korekty taktyczne. Trener dostrzegł problem i odpowiednio zareagował. Musimy jednak unikać podobnych zachowań w przyszłości, bo w starciu z mocniejszym przeciwnikiem możemy zostać szybko skarceni za cofnięcie się i pasywne oczekiwanie na kontratak.


3. Burch na nowej pozycji


Gdy Marco Burch dołączał do Legii, był głównie sprawdzany na środku obrony, jednak jego występy na tej pozycji nie należały do udanych. Później został wypożyczony do Radomiaka Radom, gdzie występował na prawej stronie defensywy. Po powrocie do Warszawy, z powodu braków kadrowych na pozycji numer „6”, Burch otrzymał szansę gry jako defensywny pomocnik w meczu z Koroną Kielce.


Początki były bardzo trudne. Choć nikt nie oczekiwał od niego fajerwerków na nowej pozycji, to Szwajcar wyglądał na całkowicie zagubionego. Często spóźniał się w pojedynkach z rywalami, podawał niecelnie i miał poważne problemy z utrzymaniem się przy piłce. Szczególnie groźna była sytuacja z 15. minuty, gdy po jego fatalnym zagraniu Nikodem Niski oddał groźny strzał – na szczęście świetnie interweniował Tobiasz, a sam Burch naprawił swój błąd, wybijając piłkę po obronie.


Z każdą kolejną minutą jego gra wyglądała jednak coraz lepiej. Przestał jedynie „przemieszczać się” po boisku – zaczął rzeczywiście biegać, aktywnie uczestnicząc w grze. Szczególnie dobrze radził sobie przy stałych fragmentach gry Korony, gdzie często skutecznie wygrywał pojedynki główkowe. To właśnie on miał swój – choć niewielki – udział przy bramkowej akcji na 1-0.


Analizując na statystyki Burcha, jego występ można ocenić jako obiecujący: zanotował 11 strat, 3 przechwyty i osiągnął 82% celności podań. Widać, że może być ciekawą alternatywą na pozycji „6”, przynajmniej w meczach przeciwko słabszym przeciwnikom.


Heatmapa występu Marco Burcha z Koroną:

fot. Sofascore
fot. Sofascore


4. Nowe życie


Nowi gracze Legii, pozyskani w trwającym jeszcze oknie transferowym, nie wywalczyli sobie jak dotąd miejsca w wyjściowym składzie. Dlatego trener Edward Iordănescu konsekwentnie stawia na zawodników, którzy od dłuższego czasu są w kadrze zespołu. Trzeba jednak przyznać, że tchnął on nowe życie w kilku piłkarzy, którzy w zeszłym sezonie nie odgrywali większej roli – a byli wręcz wypożyczeni z klubu.


Mam tu na myśli przede wszystkim Nsame i Alfarelę. Obaj przez część kibiców (w tym mnie) zostali już skreśleni. W zasadzie wszyscy spodziewali się, że lada moment znajdą sobie nowe kluby. Tymczasem, po kilku ostatnich występach, trzeba uczciwie przyznać: mogliśmy się mylić. Obaj pokazali, że mogą być bardzo potrzebni w trakcie sezonu.


Francuz rozegrał kolejny bardzo dobry mecz, w którym udowodnił trenerowi, że może być lepszą opcją na lewym skrzydle niż Morishita. Ten z kolei znajduje się obecnie na drugim biegunie – wygląda na zmęczonego i chyba powinien usiąść na ławce, odpocząć i przemyśleć swoje boiskowe zachowania. To właśnie Alfarela asystował przy golu Nsamego, a w drugiej połowie pięknym strzałem ustalił wynik spotkania.


Podoba mi się w nim to, że walczy o każdą piłkę, nie odpuszcza, potrafi zaskoczyć niekonwencjonalnym zagraniem. Wiem, że nie przepada za grą na skrzydle, ale mam nadzieję, że zdecyduje się zostać przy Łazienkowskiej – bo właśnie takich graczy nam potrzeba.


Nsame natomiast bardzo pozytywnie zaskakuje. Walczy o każdą piłkę, biega (oczywiście w swoim tempie), dobrze się ustawia i – co najważniejsze – ktoś wreszcie potrafi wykorzystać jego największy atut: umiejętność odnalezienia się w polu karnym. Strzelił gola ładnym uderzeniem głową, a mógł zdobyć kolejną bramkę. To nie jest zawodnik od harówki w pressingu, ale od tego, do czego został stworzony – do strzelania goli. I tego mu odmówić nie można, podobnie jak ambicji i zaangażowania.


Widać, że obaj zawodnicy odżyli pod skrzydłami nowego trenera. Jestem bardzo ciekaw, jak potoczy się ich dalsza przyszłość.


5. Defensywne SFG


W minionym sezonie można było mieć sporo pretensji do zawodników Legii za sposób, w jaki bronili przy stałych fragmentach gry rywali. W obecnych rozgrywkach widać jednak wyraźną poprawę – drużyna stosuje inne podejście. Większość zawodników ustawia się we własnym polu karnym i konsekwentnie broni dostępu do bramki. Nie ma już chaosu i niepotrzebnych „wylewów” poza strefę, a co najważniejsze – każdy wie, za którego przeciwnika odpowiada.


W meczu z Koroną Kielce tylko jedna sytuacja po stałym fragmencie gry była naprawdę groźna – w 32. minucie Kóstas Sotiríou oddał strzał głową, który na szczęście minął bramkę.


fot. Canal+ Sport
fot. Canal+ Sport


Analizując to ustawienie, widać, że teoretycznie mieliśmy przewagę liczebną w fragmencie pola karnego, skąd oddano strzał. Znaleźli się tam Wszołek, Jędrzejczyk, Pankov i Gonçalves, natomiast Korona wprowadziła w tę strefę tylko trzech graczy. Niestety, mimo przewagi, zawiodła komunikacja i czujność – szczególnie u Gonçalvesa i Wszołka. Choć winę można rozłożyć, to jednak Portugalczyk w tej sytuacji całkowicie odpuścił krycie rywala, co spowodowało, że Korona miała przewagę przy Wszołku – dwóch na jednego – i jeden z zawodników doszedł do sytuacji strzeleckiej.


Mimo wszystko trzeba przyznać, że Legia znacznie lepiej broni stałe fragmenty gry niż w poprzednim sezonie. Do tej pory żadna drużyna nie potrafiła nas zaskoczyć w ten sposób, choć – jak pokazuje wspomniana sytuacja – nadal są elementy, które wymagają dopracowania.


6. Debiut Rajovicia


W 63. minucie na boisku pojawił się nowy zawodnik Legii – Mileta Rajović. Rosły napastnik nie miał zbyt wielu okazji, by pokazać się z dobrej strony. W trakcie swojego występu wykonał jedynie 9 podań, z czego tylko 4 były celne. Zanotował aż 7 strat i tylko jeden udany odbiór piłki.


Nie było to najlepsze wejście z ławki – widać było, że Rajović jeszcze nie do końca rozumie się z kolegami z zespołu. Nie ma jednak sensu wyciągać daleko idących wniosków po kilkunastu minutach na boisku. Ani go skreślać, ani przesadnie oceniać.


Liczymy na to, że w kolejnych meczach będzie już lepiej – a z każdym treningiem i minutą spędzoną na murawie jego zgranie z zespołem będzie rosło.


Kamil Dumała

Udostępnij