Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu rewanżowym z Banikiem Ostrawa

sobota, 2 sierpnia 2025 11:44
Punkty po meczu rewanżowym z Banikiem Ostrawa
Jean-Pierre Nsame - fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com

Legia walcząca; piłeczka chodzi; ostatnie podanie; dwa rodzynki; regularność - to najważniejsze punkty po czwartkowym meczu Legii z Banikiem Ostrawa, w którym legioniści wygrali 2-1.

1. Legia walcząca


Taką Legię aż chce się oglądać! Mądre utrzymywanie się przy piłce, spokojne i skuteczne budowanie akcji ofensywnych – chociaż pojawiły się pewne problemy w defensywie, to jednak Legia na tym etapie sezonu może się podobać, a nawet powinna. Trener Edward Iordănescu stara się wycisnąć maksimum z dostępnej kadry, bo prawda jest taka, że żadne z letnich wzmocnień – poza świetnym podaniem Stojanovicia do Elitima przy golu na 2-2 – nie odegrało większej roli w dwumeczu z Banikiem.



Piłkarze Legii trzykrotnie przegrywali w tym dwumeczu, a mimo to za każdym razem potrafili doprowadzić do remisu i w końcówce zadać decydujący cios, który dał awans do 3. rundy eliminacji Ligi Europy. Legia walczyła i wywalczyła pozytywny wynik. Co istotne, po pierwszej połowie rewanżowego meczu byłem raczej spokojny o końcowy rezultat – widać było, że zawodnicy Legii doskonale wiedzieli, jakie mają zadanie i za wszelką cenę chcieli je zrealizować, by zameldować się w kolejnym etapie rozgrywek.


Szczerze mówiąc, nawet gdyby Banik zdołał wyrównać w końcówce, to jestem przekonany, że Legia i tak strzeliłaby zwycięskiego gola.


2. Piłeczka chodzi


Bramki zdobyte przez Legię w rewanżowym meczu z Banikiem zasługują na brawa – oczy aż się cieszyły, gdy piłka chodziła jak po sznurku między nogami legionistów. Przyjrzyjmy się pierwszemu trafieniu „Wojskowych”.


fot. TVP Sport
fot. TVP Sport


Cała akcja zaczęła się od podania Pawła Wszołka do Rafała Augustyniaka, który przytomnie zagrał do Wahana Biczachczjana. Ormianin zrobił coś, czego jeszcze w barwach Legii nie widzieliśmy – lekko, finezyjnie dotknął piłki, zmylił rywala i przyspieszył akcję ofensywną swojego zespołu.


fot. TVP Sport
fot. TVP Sport


W końcowej fazie akcji Bartek Kapustka, który rozegrał naprawdę dobre spotkanie, świetnie wypatrzył wybiegającego na czystą pozycję Nsame. Warto zwrócić uwagę na błąd zawodnika Banika, który zamiast trzymać krycie, skupił się na odebraniu piłki Kapustce. Dzięki temu otworzyła się przestrzeń, którą skrzętnie wykorzystali zarówno napastnik, jak i kapitan Legii.
Druga bramka była również efektem szybkiej i mądrej akcji, w której ponownie kluczową rolę odegrał Biczachczjan.


fot. TVP Sport
fot. TVP Sport


Steve Kapuadi dostrzegł, że w końcówce meczu Banik mocno zagęścił środek pola, więc trudno było przebić się krótkim rozegraniem. Postanowił zagrać długą piłkę do dobrze ustawionego Wahana, który wybiegł na wolne pole.


fot. TVP Sport
fot. TVP Sport


I znów to właśnie Ormianin był bohaterem – mimo że na plecach miał silnie grającego Patricka Kpozo, zachował spokój, wykazał się sprytem i idealnie zagrał do wbiegającego w pole karne Morishity. Ten minął bramkarza i posłał piłkę wzdłuż pola karnego, a Karel Pojezný – próbując interweniować – niefortunnie wpakował futbolówkę do własnej bramki.


3. Ostatnie podanie


Legia powinna ten dwumecz wygrać zdecydowanie wyżej – i chyba nie będzie to żadna kontrowersja. Owszem, w dwóch czy trzech sytuacjach dobrze interweniował Kacper Tobiasz, ale to legioniści częściej stwarzali zagrożenie i częściej próbowali konstruować akcje ofensywne. Problemem było jednak ostatnie podanie. Wielokrotnie oglądaliśmy bardzo dobre akcje „Wojskowych” aż do okolic pola karnego, a potem brakowało tego czegoś – konkretnie: dostrzeżenia lepiej ustawionego kolegi i dogrania mu piłki w tempo.


fot. TVP Sport
fot. TVP Sport


Tego typu sytuacji było sporo, zwłaszcza w meczu w Warszawie. Na screenie widać jedną z nich – Wszołek powinien wtedy lepiej dograć w pole karne, bo aż dwóch zawodników pozostawało kompletnie niepilnowanych przez obrońców Banika. Oczywiście, trzeba też wspomnieć o dwóch akcjach, które zakończyły się golami… tyle że nieuznanymi z powodu spalonych. W pierwszym przypadku to Nsame wpakował piłkę do siatki, ale znajdował się na pozycji spalonej, m.in. dlatego że Augustyniak zbyt długo zwlekał z podaniem. W drugim przypadku spalił Wszołek, do którego zagrywał Biczachczjan.


Legia musi to poprawić – bo do „szesnastki” gra naprawdę ładnie, czasem wręcz efektownie, ale w samym polu karnym często brakuje precyzji i chłodnej głowy. To ostatnie podanie bywa zwyczajnie zbyt słabe jak na europejskie granie.


4. Dwa rodzynki


Po tym meczu praktycznie cały zespół zasługuje na pochwały, ale niestety są też dwa wyjątki — „rodzynki” w składzie, które moim zdaniem nie podołały zadaniu i należały do najsłabszych na boisku. Mam na myśli Rafała Augustyniaka i Rubena Vinagre.


Augustyniak już od dłuższego czasu zmaga się z problemami z dynamiką i często jest spóźniony przy interwencjach. Tak właśnie było przy rzucie wolnym dla Banika, po którym padła bramka – wcześniej Rafał źle zachował się także w polu karnym, wybijając piłkę tak, że trafiła prosto pod nogi rywala. Do tego dochodzi zmarnowana świetna okazja strzelecka (nie trafił czysto w piłkę) oraz niedokładne podanie do Nsame w jednej z kluczowych akcji.


Na długo w pamięci kibiców zapadnie też jego nieudana interwencja przy rzucie karnym – poszedł zbyt pochopnie na raz, a zawodnik Banika objechał go z łatwością i pognał na bramkę Tobiasza.


Niestety, również Ruben Vinagre nie zaliczy tego meczu do udanych. Sprawiał wrażenie nieobecnego, jakby głową był gdzie indziej. Popełniał proste błędy, zapominał o powrotach pod własne pole karne, zbyt łatwo dawał się ogrywać rywalom. Portugalczyk od dłuższego czasu jest bez formy – i wciąż widać, że jej szuka.


5. Regularność


Legia jest regularna, ale trzeba przyznać, że jeszcze bardziej regularni są Tobiasz i Nsame.
Ten pierwszy uratował zespół przy stanie 0-1 – gdyby nie jego kapitalna interwencja po strzale głową jednego z zawodników Banika, Legia prawdopodobnie przegrywałaby już 0-2 i jej szanse na korzystny wynik mocno by spadły. Widać, że Tobiasz złapał większy luz – zarówno przy wyprowadzaniu piłki z defensywy, jak i w sytuacjach interwencyjnych. Prezentuje dużą pewność siebie i coraz większy spokój.


Z kolei napastnik Legii zaskakuje chyba wszystkich. Nsame jest niezwykle skuteczny – niezależnie od tego, czy strzela prawą, lewą nogą, czy głową, zawsze potrafi znaleźć drogę do siatki. Co najważniejsze, zaczyna być regularny w zdobywaniu bramek: najpierw trafił z Banikiem, potem z Koroną, a w rewanżu z Czechami był blisko hat-tricka.
Widać, że zależy mu na dobrej grze i coraz lepiej odnajduje się w systemie trenera Iordănescu. Oczywiście to dopiero początek sezonu i wiele może się jeszcze wydarzyć, ale na ten moment jego forma wygląda bardzo obiecująco – zwłaszcza jeśli porównać ją do występów z poprzedniego roku.


Kamil Dumała


Udostępnij