Legia Warszawa, pokonując Banik Ostrawa w rewanżowym spotkaniu 2. rundy eliminacji Ligi Europy, zrobiła kolejny krok w stronę fazy ligowej tych rozgrywek. W akcji bramkowej, która ustaliła wynik meczu, istotną rolę odegrał Ryoya Morishita – i to właśnie jego występowi przyjrzeliśmy się bliżej.
Pod Lupą LL! - Ryoya Morishita
Na pierwsze ofensywne zagranie Japończyka nie musieliśmy długo czekać. Już w 2. minucie meczu Morishita posłał piłkę w pole karne, ale trafiła ona wprost w ręce Dominika Holca. Trudno jednoznacznie ocenić intencje tego zagrania – być może była to próba dośrodkowania, która zakończyła się nieudaną wrzutką, a być może kiksem w obiecującej sytuacji.
Kolejna ofensywna akcja Morishity miała miejsce już sześć minut później i dobrze oddaje jego dotychczasową grę w barwach Legii. W składnej kontrze przeprowadzonej przez zespół „Wojskowych” Japończyk znalazł się w dobrej sytuacji strzeleckiej, lecz zamiast podać do lepiej ustawionych partnerów, zdecydował się na uderzenie, które zostało zablokowane przez obrońcę Banika. Piłka wróciła pod nogi Juergena Elitima, który odegrał ją do Morishity, a ten z okolic jedenastego metra oddał mocny strzał. Świetną interwencją popisał się jednak Dominik Holec. O ile parada czeskiego bramkarza była efektowna, to można mieć zastrzeżenia do decyzji Morishity – po raz kolejny zlekceważył lepiej ustawionych kolegów. Niestety, to nie pierwszy raz – podobną sytuację pamiętamy z drugiej połowy meczu w Kielcach.

Choć Japończyk najczęściej kojarzy się z grą na połowie przeciwnika, tym razem zanotował również kluczową interwencję w defensywie. W 28. minucie, po nieudanym rzucie rożnym Legii, Czesi ruszyli z kontrą, a ostatnim zawodnikiem, który mógł powstrzymać atak, był właśnie Morishita. To sytuacja znana z zeszłego sezonu – podobne rozwiązania preferował trener Gonçalo Feio. Japończyk wygrał pojedynek biegowy z Matejem Šinem, skutecznie uniemożliwiając mu wyjście na czystą pozycję sam na sam z Kacprem Tobiaszem.
W 49. minucie Morishita ponownie dał o sobie znać – fantastycznym balansem ciała zmylił Boulę i wbiegł z piłką w pole karne. Chwilę później sędzia odgwizdał jednak kontrowersyjny faul skrzydłowego Legii. Wydaje się, że to Boula aktywnie szukał kontaktu i celowo nadział się na otwartą dłoń Morishity, która nie miała wpływu na jego upadek. W tej akcji szczególnie widoczne były atuty Japończyka, które zapewniły mu tytuł najlepszego zawodnika Legii w poprzednim sezonie – doskonały drybling, gra jeden na jeden i zdolność do tworzenia przewagi w bocznych sektorach boiska.
Akcja bramkowa była z kolei pokazem motoryki i zadziorności zawodnika z numerem „25”. Crossowe podanie Steve’a Kapuadiego zostało świetnie przyjęte przez Wahana Biczachczjana, który natychmiast zgrał piłkę do rozpędzonego Morishity. Japończyk błyskawicznie wbiegł w pole karne, wyprzedzając całą linię obrony. Dryblingiem ograł Holca, a mimo ostrego kąta zdołał nabić interweniującego obrońcę Banika, po czym piłka wpadła do bramki. Ta akcja doskonale pokazała, jak wiele Morishita potrafi wnieść swoją dynamiką i nieustępliwością.
Po słabym początku sezonu Ryoya Morishita w końcu rozegrał solidne spotkanie. Wygrał parę ważnych pojedynków, robił przewagę mijając swojego rywala na skrzydle i umiejętnie przedostawał się z piłką w pole karne. Nie obyło się jednak bez błędnych decyzji i strat, jednak wynikały one przede wszystkim z jego chęci zaprezentowania się poprzez indywidualne akcje. Warto, by Japończyk pamiętał, że dobrze rozegrane piłki do partnerów również zwiększają jego wkład w zespół – a kibice to docenią.
Na marginesie warto wspomnieć, że coraz lepsze występy Migouela Alfareli zaostrzają rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce. Być może ta presja pozytywnie wpłynie na Morishitę i zmotywuje go do jeszcze lepszej gry – takiej, jaką prezentował w najlepszych momentach ubiegłego sezonu.
