Uciekli spod topora; GKS wysoko; Legia ma kłopot; lewa strona Legii? Otwarta autostrada dla rywali; w końcu!; szef - to najważniejsze punkty po niedzielnym meczu Legii z GKS-em Katowice, w którym legioniści wygrali 3-1.
Punkty po meczu z GKS-em Katowice
1. Uciekli spod topora
Miesiąc miodowy się skończył. Po serii efektownych, wręcz pocztówkowych zwycięstw Legia złapała lekką zadyszkę. Najpierw bezbramkowy remis z Arką Gdynia, potem bolesna lekcja od AEK Larnaka, a teraz mecz z GKS-em Katowice, który długo wyglądał tak, jakby gospodarze zapomnieli, że to oni są faworytem.
Do 43. minuty spokojnie mogliśmy mówić o tym, że goście dyktują warunki. Tobiasz ratował sytuację jak strażak na wezwaniach, ale nie da się wiecznie polegać na bramkarzu, zwłaszcza, że nie zawsze „Tobi” pewnie interweniuje. Gol do szatni dał nadzieję, że po przerwie „Wojskowi” włączą tryb kontroli meczu. I tak było do czasu - wystarczyły trzy podania, żeby całe prowadzenie wyparowało.
I tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej. Owszem, w doliczonym czasie gry Legia pokazała charakter i dwa razy uderzyła tak, że GKS padł na deski jak bokser po nokaucie w ostatniej rundzie. Tylko pytanie: po co to wszystko trzymać na koniec?
Taktyka „wygrywamy 1-0 i gasimy światło” może wygląda elegancko na papierze, ale w praktyce bywa zgubna. GKS potrzebował tylko chwili, żeby wyrównać. Mocniejsze drużyny będą potrzebować jeszcze mniej. Jeśli Legia chce grać jak mistrz, to musi dominować od pierwszej minuty, a nie odkładać futbol na ostatni kwadrans.
Brawa za walkę i za punkty — bo te w tabeli liczą się najbardziej. Ale jeśli ta drużyna ma faktycznie bić się o najwyższe cele, to zamiast zasypiać na boisku i budzić się dopiero na doliczenie, powinna od początku grać tak, jak kończyła w niedzielę. Inaczej „miesiąc miodowy” zamieni się w „rok z wahaniami nastroju”.
2. GKS wysoko, Legia ma kłopot
Trzeba przyznać, że GKS obrał na mecz z Legią ciekawą i odważną taktykę. Zamiast czekać na „Wojskowych” na własnej połowie, postanowił sam narzucić im warunki gry. To goście chcieli dominować, a Legia, choć miała przewagę na własnej połowie, miała ogromny problem z powstrzymywaniem akcji podopiecznych trenera Rafała Góraka. Wystarczyły dwa–trzy podania, by katowiczanie byli już pod bramką Legii.

W jednej z takich sytuacji, gdyby Marcin Wasielewski lepiej opanował piłkę, miałby przed sobą prostą drogę — albo do podania w pole karne do napastnika, albo do samodzielnego zakończenia akcji strzałem. Legia, mimo że próbowała wyjść pressingiem do zawodników GKS-u na własnej połowie, niewiele na tym zyskiwała. Kończyło się to albo faulem, albo – jak w tej wspomnianej sytuacji – pozostawieniem za plecami aż trzech graczy gości.
Po stracie piłki GKS błyskawicznie doskakiwał do zawodników Legii, ograniczając im pole manewru niemal do zera. Widać było wyraźnie, że pod presją „Wojskowym” trudno było skonstruować klarowną, jakościową akcję.
3. Lewa strona Legii? Otwarta autostrada dla rywali
W meczu z GKS-em lewa strona Legii miała sporo kłopotów. Ruben Vinagre nie przypomina zawodnika z jesieni poprzedniego sezonu — jego forma zjechała jak wagonik w kolejce górskiej. 71% celnych podań i tylko dwa wygrane pojedynki na dziesięć prób to statystyki, które pokazują, że Portugalczyk jest daleko od optymalnej dyspozycji. Problem nie tkwi w jego szybkości czy zwrotności, a raczej w „czytaniu gry” – momentami wyglądało to tak, jakby skupiał się wyłącznie na piłce, zapominając o rywalach wchodzących za jego plecy.
Miguel Alfarela również nie miał najlepszego dnia. Po obiecującym początku sezonu drugi mecz z rzędu nie potrafił w pełni wykorzystać swojego potencjału. W jednej z sytuacji nie opanował piłki, co stworzyło okazję dla Mateusza Kowalczyka, uratowaną przez Kacpra Tobiasza. Francuz próbował, ale jedno groźne uderzenie to za mało, by mówić o dobrym występie.
Reca także nie wypadł najlepiej, choć po prawej stronie Biczachczjan i Wszołek pokazali solidny poziom. Lewa flanka Legii przypominała momentami odcinek drogi w remoncie — da się przejechać, ale rywale mieli tam znacznie łatwiej.
4. W końcu!
Wreszcie Legia przełamała się i zdobyła bramkę po rzucie rożnym. Wliczając mecz z GKS-em Katowice, „Wojskowi” wykonali już niemal 60 rzutów rożnych w tym sezonie — a zagrożenia, które można było policzyć na palcach jednej ręki, to sytuacje Pawła Wszołka z meczu z Lechem Poznań, Rafała Augustyniaka w rewanżu z Banikiem, i wreszcie trafienie w spotkaniu z GKS-em Katowice.

Trzeba pochwalić Legię za pomysł na rozegranie tego stałego fragmentu, ale nadal mam wrażenie, że wrzutki powinny być celniejsze i bardziej precyzyjne — bliżej bramki rywali, a nie tylko na środek pola karnego czy na jego skraj. Na załączonym screenie widać, że Artur Jędrzejczyk próbował uderzyć piłkę bezpośrednio na bramkę, lecz na szczęście futbolówka odbiła się od kolana Wszołka i wpadła do siatki Dawida Kudły. Gdyby nie to, Nsame miałby świetną okazję otwarcia wyniku spotkania.
Fajnie, że bramka wpadła, ale nie możemy ignorować faktu, że niemal 60 rzutów rożnych i tylko jedno trafienie po nich to statystyka poniżej oczekiwań. Legia ma potencjał, by lepiej wykorzystywać te sytuacje — albo trzeba szybko poprawić tę grę przy SFG, albo zatrudnić specjalistę, który pomoże to zoptymalizować. Bo marnowanie takiego atutu nie przystoi drużynie walczącej o najwyższe cele.
5. Szef
Sezon zaczął się dla Artura Jędrzejczyka naprawdę dobrze, mimo że początkowo można było sądzić, że szans będzie miał mniej. Ten doświadczony zawodnik zagrał jednak w każdym meczu Ekstraklasy od pierwszej minuty i trudno mu odmówić solidności.
Jako szef obrony był nie do przejścia w meczach z Arką i GKS-em, skutecznie wywiązując się z zadań defensywnych. Co więcej, dwukrotnie pojawił się w ofensywie, zapisując na swoim koncie asystę oraz ważnego gola.
Artur wyraźnie daje sygnał trenerowi, że w tej chwili jest jednym z najlepszych środkowych obrońców w Legii — a przede wszystkim jednym z nielicznych zawodników będących w dobrej formie.
Oczywiście momentami mogą irytować jego faule, ale najczęściej popełnia je w strefach dalekich od bramki Legii, co minimalizuje zagrożenie dla zespołu. Na potwierdzenie dobrej dyspozycji warto spojrzeć na statystyki: wygrał 9 z 10 pojedynków powietrznych, był cały czas aktywny w grze, zaliczył 49 podań (choć celność na poziomie 76% pozostawia nieco do życzenia), a do tego zanotował przechwyt i zablokował jedno uderzenie rywala.
Heatmapa występu Artura (fot. Sofascore)

Kamil Dumała
