Nasz ostatni wyjazd na mecz do Płocka miał miejsce blisko 6 lat temu - we wrześniu 2019 roku byliśmy obecni w 1314 osób na starym stadionie Wisły. Później raz jeszcze udaliśmy się do tego miasta - w covidzie, kiedy na stadiony nie wpuszczano publiczności. Wówczas kilkuset legionistów pojechało pod stadion w Płocku w trakcie meczu Legii z miejscową Wisłą. Całą "zabawę" próbowała wówczas zepsuć policja, która ganiała nawet za takie wykroczenie jak brak maseczki. Oficjalnym celem naszej podróży był koncert radomskiego rapera - Kękę, który grał wówczas w plenerze w Płocku.
Relacja z trybun: Pierwsza wizyta na nowym stadionie w Płocku
Nowy stadion Wisły zbudowano w miejscu starego i oddano do użytku, gdy miejscowy klub występował na zapleczu Ekstraklasy. W ostatnią niedzielę, na koniec długiego, sierpniowego weekendu, mieliśmy okazję gościć na nim po raz pierwszy. Na ten jeden z najbliższych dla nas wyjazdów - bliżej mamy tylko na stadion naszych przyjaciół z Radomiaka - wystartowaliśmy o 17:00 spod naszego stadionu. Kawalkada aut ruszyła w krótką, 117-kilometrową trasę. W niedzielę upał wyraźnie zelżał i w porze meczu temperatura była bardziej łaskawa, choć jak się później okazało, piłkarzom niewiele to pomogło.

Cała nasza grupa dotarła pod płocki stadion ok. 50 minut przed pierwszym gwizdkiem. Jako ciekawostkę można podać, że droga prowadząca na parking i sektor gości mogła być pokonywana jedynie samochodami. Ci, którzy chcieli się przespacerować, byli zatrzymywani na bramach. Dwaj ochroniarze wygłaszali wówczas formułkę niczym w "Misiu" - tj. że droga jest tylko dla pojazdów i ze względów bezpieczeństwa nie ma możliwości przemierzyć jej na piechotę. Kazano... dosiadać się do pozostałych pojazdów, bo innej możliwości dostania się na parking i do klatki nie przewidziano. Taka współczesna wersja komedii Barei: "Wczoraj jechałem tędy i tych domów jeszcze nie było. - Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był... To wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!". Jako że zasięg był nie najlepszy, lokalny "Brzoza" nawet nie próbował powiadomić przełożonego, że matka siedzi z tyłu.
Kiedy w końcu dojechaliśmy na miejsce, pod klatką przywitał nas widok zamaskowanych ochroniarzy. Ten nie wróżył najlepiej. Na szczęście tego dnia na ochroniarzy, poza wspominanymi dwoma mędrcami z kosmosu, narzekać nie mieliśmy prawa. Wpuszczanie na obiekt przebiegało bardzo sprawnie. Na sektorze zameldowaliśmy się w komplecie w 10. minucie spotkania i wtedy też rozpoczęliśmy doping, którym kierował "Szczęściarz". Z gniazda, które w ostatnich tygodniach zostało zamontowane w płockiej klatce, z inicjatywy tamtejszego stowarzyszenia kibiców. W sektorze gości wywiesiliśmy trzy spore flagi, które w całości przykryły płot, a dokładnie pleksi, którym otoczona jest "klatka": CWKS Legia, Legia Warszawa, Duma i Sława.

W Płocku zainteresowanie meczem było wyjątkowo duże. Wystarczy powiedzieć, że po raz pierwszy w historii wyprzedano wszystkie wejściówki na nowy stadion (i to 10 dni przed meczem), który otwarty został 2 września 2023 roku. Ustanowiony w niedzielę rekord frekwencji wyniósł 14 256 widzów. Spotkanie poprzedziło odegranie Mazurka Dąbrowskiego z okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej. Zarówno my, jak i młyn gospodarzy, zaśpiewaliśmy cztery zwrotki hymnu. Później płocczanie zaintonowali "Cześć i chwała Bohaterom", do czego również i my się przyłączyliśmy. Trzeba przyznać, że w pierwszych minutach doping ZKS-u stał na bardzo dobrym poziomie. Później jednak przedmeczowy entuzjazm ewidentnie przygasł, i to nawet pomimo korzystnego wyniku. Tak głośno jak w pierwszych pięciu minutach, płocczanie już nie śpiewali później ani razu. Tego dnia mogli liczyć na wsparcie Stomilu Olsztyn. Z młyna, oprócz OKS-u, pozdrawiali także swoich przyjaciół z Nowej Huty.

W pierwszej połowie spotkania gospodarze zaprezentowali oprawę upamiętniającą wydarzenia z 18 i 19 sierpnia 1920 roku z Płocka. Biało-czerwona kartoniada pokazana na dwóch trybunach (po raz pierwszy w historii płockiego ruchu ultras) przedstawiała napis "Płock 1920", a pomiędzy nimi rozciągnięta została sektorówka w narodowych barwach. Obchody 105. rocznicy obrony Płocka fani Wisły kontynuowali także po meczu. Przemaszerowali wtedy ulicami miasta w stronę mostu im. Józefa Piłsudskiego, by na tle Tumskiego Wzgórza o godzinie 1 w nocy zaprezentować pokaz pirotechniczny (race, flary i fajerwerki).
Doping w 10. minucie rozpoczęliśmy, tak jak podczas ostatnich meczów, od głośnego "Zawsze i wszędzie...", w nawiązaniu do mundurowych, którzy na polecenie polityków wlepiają nam zakazy. Na przywitanie z płocką publicznością - było nie było, dla części legijnych FC wroga numer jeden - poleciało także co nieco uprzejmości: "Płocka k... aejaejao", "Petrochemia jest zboczona, stara k..., pier...", czy "Będą filmy!". Oczywiście miejscowi nie pozostawali dłużni. Ci mieli tego dnia powody do zadowolenia, bowiem już w 10. minucie spotkania ich zespół wyszedł na prowadzenie. W pierwszej połowie najlepiej w naszym repertuarze wychodził "Hit z Wiednia". Zachęcaliśmy także miejscowych do przyłączenia się do wspólnych śpiewów ("Cały stadion śpiewa z nami") - "Płocka k... aejaejao".

Na początku drugiej części spotkania ultrasi Wisły pokazali drugą tego dnia prezentację. W młynie zapłonęły race tworzące logo grupy Wisła Płock Ultras - "\V P U". Stąd też pierwsza z liter nie wyglądała ani jak W, ani jak V. My z kolei z prezentacją poczekaliśmy chwilę dłużej. W 70. minucie spotkania zaprezentowaliśmy oprawę - pośród ok. 150 dużych flag na kijach, po odliczaniu, odpalone zostały stroboskopy. A z sektora gości niosło się głośne "Gdybym jeszcze raz...". W tym samym momencie wiślacy rozpoczęli bluzgi pod naszym adresem. "Gdybym jeszcze raz" wykonywaliśmy ok. 10 minut, cały czas wierząc, że przyjdzie nam cieszyć się z wyrównującej bramki. Nasz doping był naprawdę solidny. W końcówce nakręceni byliśmy na maksa. Brakowało tylko bramki, by wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Niestety, tej się tego dnia nie doczekaliśmy.

Co ciekawe, miejscowi już kilka minut przed końcem spotkania rozpoczęli zdejmowanie swojego oflagowania w młynie. Po końcowym gwizdku długo świętowali wygraną, napinając się z sektorów najbliższych klatki. Odpowiedzieliśmy krótko - "Od najmłodszych lat, dotykał cię brat...", a chwilę później odnieśliśmy się także do ich rekordowej frekwencji tego dnia, skandując "Przyszliście chamy, dlatego, że my tu gramy!". Kiedy nasi piłkarze przyszli w końcu w okolice naszego sektora, a zdając sobie sprawę, że kolejny raz dali ciała, robili to bardzo ślamazarnie. Tym razem jeszcze zamiast opier...lu, choć ich gra w żaden sposób nie była satysfakcjonująca, usłyszeli "Walczyć, trenować, Warszawa musi panować!". Wciąż liczymy, że legioniści wrócą na zwycięską ścieżkę - zarówno w lidze, jak i w europejskich pucharach. W tych ostatnich zresztą już nie ma miejsca na pomyłkę.
Po meczu dość szybko opustoszały sektory gospodarzy, a i my nie musieliśmy długo czekać na opuszczenia stadionu. Po jakichś 20 minutach, mogliśmy udać się na parking, by 10 minut później ruszyć już w stronę Warszawy. Dawno tak sprawnie nie opuszczaliśmy sektora gości. Policja blokowała pojazdy płocczan, by nie wmieszały się w naszą kawalkadę. Do stolicy wróciliśmy ok. 1:30 w nocy. Teraz przed nami wyprawa do Szkocji na spotkanie kwalifikacyjne do Ligi Konferencji z Hibernianem.
Frekwencja: 14 256
Kibiców gości: 751
Flagi gości: 3
Autor: Bodziach

