Pod kontrolą; długie podania; świetny debiut; lider środka pola; hermano - to najważniejsze punkty po niedzielnym meczu Legii Warszawa z Radomiakiem Radom w którym legioniści zwyciężyli 4-1.
Punkty po meczu z Radomiakiem Radom
1. Pod kontrolą
Mecz z Radomiakiem Radom był pod kontrolą Legii. Podopieczni trenera Edwarda Iordănescu przez niemal całe spotkanie panowali nad wydarzeniami na boisku. Oczywiście, gra nie stała na najwyższym poziomie, ale goście praktycznie nie zagrażali bramce Kacpra Tobiasza, który spokojnie mógł obserwować kolejne akcje swojego zespołu.
Legii brakowało jednak przyspieszenia – wszystko odbywało się w jednym, dość powolnym tempie. Można wręcz powiedzieć, że „Wojskowi” grali w trybie slow motion, momentami w tempie truchtu. Spokojne rozgrywanie piłki mogło uśpić wielu kibiców, bo tak naprawdę dopiero pod koniec pierwszej połowy Legia zaczęła atakować odważniej, a po przerwie kontynuowała to, choć sporą „pomoc” zapewnił Radomiak swoimi indywidualnymi błędami.
Moim zdaniem sędzia powinien podyktować rzut karny dla gości po faulu Rubena Vinagre, który zachował się bardzo nieodpowiedzialnie. Wtedy mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej. Na szczęście dla Legii, poza tą sytuacją i bramką straconą w końcówce, Radomiak nie miał zbyt wielu argumentów.
Świetnie wyłączony z gry został Capita – jeden z najlepszych piłkarzy Radomiaka. Goście nie mogli grać ani długich piłek, ani wyprowadzać kontr, bo Legia dobrze prezentowała się w defensywie i skutecznie uniemożliwiała rywalom grę w ich ulubionym stylu.
2. Długie podania
Odniosłem wrażenie, że w pierwszej połowie Legia nie miała większego pomysłu na ofensywę, poza jednym elementem, który szczególnie rzucał się w oczy. „Wojskowi” opierali swoje ataki głównie na długich podaniach za linię obrony Radomiaka, kierowanych do ofensywnych zawodników.

Widać było, że w tym fragmencie gry dobrze czuli się Kamil Piątkowski, Damian Szymański i Kacper Tobiasz. Cała trójka regularnie posyłała długie, precyzyjne piłki, które same prosiły się o brawa – zarówno za odwagę, jak i za jakość ich wykonania. To właśnie od takiej akcji Legia zaczęła mecz: Tobiasz zagrał daleko do przodu, Krasniqi szybko podał do Vinagre, a jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę Radomiaka. Był to jasny sygnał, że gospodarze chcą od początku szukać prostszego rozwiązania i przełamywać obronę rywali z pominięciem środkowej strefy. Z czasem jednak Radomiak zaczął coraz lepiej odczytywać intencje rywali i ograniczać ich swobodę w tym elemencie.
Problem w tym, że Legii trudno było znaleźć inne warianty rozegrania. Brakowało przyspieszenia, kombinacyjnej gry na małej przestrzeni, a skrzydła – które w teorii powinny być jednym z mocniejszych punktów drużyny – praktycznie nie funkcjonowały. Środek pola, zamiast kreować i szukać nieszablonowych rozwiązań, ograniczał się raczej do bezpiecznych podań i oddawania inicjatywy kolegom z defensywy. W efekcie ofensywa była dość przewidywalna, a kibice mogli odnieść wrażenie, że Legia gra jednowymiarowo.
Na plus należy zapisać też ruchliwość ofensywnych graczy Legii – szczególnie Rajovicia, który aktywnie szukał wolnych przestrzeni za plecami obrońców, często zmuszając ich do biegu w kierunku własnej bramki. Takie zachowania otwierały możliwości dla drugiej linii, choć niestety rzadko były w pełni wykorzystane.
3. Świetny debiut
Szansę od pierwszych minut otrzymał Kamil Piątkowski i trzeba przyznać, że był to bardzo udany debiut nowego zawodnika przy Łazienkowskiej. Już od początku widać było doświadczenie zdobyte za granicą – pewność w prowadzeniu piłki, spokój przy rozgrywaniu od tyłu i brak kompleksów w podejmowaniu odważnych decyzji.
Piątkowski kilkukrotnie posłał ciekawe podania otwierające drogę do ofensywy, a w pojedynkach z rywalami prezentował się bardzo solidnie. Statystyki tylko to potwierdzają: na osiem starć na ziemi przegrał zaledwie jedno, a w powietrzu było podobnie – wygrał jeden na dwa pojedynki. Do tego dołożył 82% celnych podań, co świadczy o jego dużej precyzji i koncentracji w rozegraniu.
Najbardziej imponujące było jednak coś innego – Piątkowski pokazał cechy przywódcze. Na boisku wyglądał jak naturalny lider defensywy, potrafił ustawić nie tylko siebie, ale i kolegów z linii obrony, skutecznie organizując całą formację. Dzięki jego spokoju i zdecydowaniu Legia nie dopuszczała Radomiaka do groźnych sytuacji pod bramką Kacpra Tobiasza.
Jeżeli Piątkowski utrzyma taki poziom w kolejnych spotkaniach, może stać się jednym z kluczowych graczy drużyny Iordănescu. Przy jego obecności w defensywie oglądanie meczu dawało poczucie większej pewności i stabilności, a to w kontekście długiego sezonu może mieć ogromne znaczenie.
4. Lider środka pola
Sypię głowę popiołem, bo miałem spore wątpliwości przy transferze Damiana Szymańskiego do Legii. Muszę jednak przyznać, że wyrasta on na lidera obecnej drużyny – prawdziwego lidera z krwi i kości, a tego w ostatnich latach przy Łazienkowskiej bardzo brakowało. Zbyt często nie mieliśmy zawodnika, który potrafiłby wziąć odpowiedzialność za grę, zmotywować kolegów do walki i dołożyć do tego jakość na boisku. Szczególnie brakowało nam piłkarza, który odnajdzie się na pozycji numer „6” – takiego, który połączy zadania defensywne z ofensywnymi.
Szymański w spotkaniu z Radomiakiem świetnie asekurował linię obrony, umiejętnie wchodząc między stoperów i dodając całej formacji kilka centymetrów pewności. Mając takiego gracza za plecami, zupełnie inaczej prezentowali się Bartosz Kapustka i Juergen Elitim – mogli w większym stopniu skupić się na ofensywie, zamiast poświęcać energię na defensywne obowiązki.
Nowy zawodnik Legii imponował też w pojedynkach. W powietrzu wygrał trzy z pięciu starć, a na ziemi dwa z sześciu. Co istotne, nie ograniczał się wyłącznie do roli „niszczyciela”. Angażował się także w grę do przodu i udowodnił, że potrafi być wartościowy w ofensywie. Najlepszym dowodem była jego bramka na 2-0, która przypieczętowała zwycięstwo Legii. Warto podkreślić jego dużą zasługę przy bramce na 1-0 i 3-0, kiedy to on odebrał piłkę i posłał ją do ofensywy.
Szymański daje tej drużynie coś, czego brakowało od lat – balans między defensywą a ofensywą, a przy tym charakter przywódcy, którego tak bardzo poszukiwała Legia. Jeżeli utrzyma tę formę, może stać się nie tylko kluczowym graczem, ale i fundamentem, wokół którego będzie budowana przyszłość zespołu.

5. Hermano
Trudno nie lubić Juergena Elitima. To piłkarz, który potrafi przyciągać ludzi na stadion, a aktualnie jest liderem i najlepszym zawodnikiem Legii. W niedzielnym meczu z Radomiakiem po raz kolejny udowodnił swoją wartość – wystarczyło, że przyspieszył grę, a od razu Legia zaczęła stwarzać groźne sytuacje pod bramką rywala.
Tuż przed przerwą popisał się indywidualną akcją, w której minął kilku rywali i precyzyjnym strzałem otworzył wynik spotkania. W drugiej połowie wziął ciężar gry na swoje barki – rozdzielał piłki na obie strony, notując przy tym konkretne liczby: asystował Damianowi Szymańskiemu przy golu na 2-0, a później podał do Bartosza Kapustki, który otworzył drogę do bramki dla Rajovicia.
Elitim zdecydowanie lepiej wygląda, gdy za plecami ma prawdziwą „szóstkę”. Wtedy nie musi koncentrować się na defensywie, która ogranicza jego ofensywne atuty i odbiera Legii płynność w ataku. Kolumbijczyk daje drużynie ogromnie dużo w ofensywie, co widać także w statystykach – w tym sezonie ma już na koncie trzy bramki i trzy asysty, podczas gdy w poprzednich rozgrywkach, przerwanych długą kontuzją, uzbierał jedynie cztery asysty.
Z każdym kolejnym meczem Elitim staje się coraz ważniejszym ogniwem Legii. Jeżeli klub chce budować silną drużynę na kolejne sezony, to właśnie na takich zawodnikach powinien opierać fundamenty. Po przedłużeniu kontraktu przez Kapuadiego kolejnym krokiem powinna być nowa, długoterminowa umowa dla Elitima – bo to gracz, który nie tylko daje liczby, ale przede wszystkim nadaje drużynie rytm i charakter.
Kamil Dumała
