W słoneczną sobotę ruszyliśmy wspierać Legię w Częstochowie. Wyjazdy do "świętego miasta" z reguły nie różnią się znacznie. Ze względu na bardzo mocno ograniczoną liczbę wejściówek na sektor gości, w podróż może jechać mocno wyselekcjonowana grupa. Choć klatka znajduje się bardzo blisko linii końcowej boiska i tak niewiele z niej widać, a i prowadzenie dopingu nie należy do rzeczy łatwych, ze względu na bardzo niską i rozciągniętą trybunę.
Relacja z trybun: Polscy sędziowie...
Start na wyjazd mieliśmy zaplanowany o godzinie 15:00, czyli na nieco ponad 5 godzin przed rozpoczęciem spotkania. Kawalkada naszych pojazdów bardzo sprawnie przemieszczała się w stronę stadionu. Do pokonania mieliśmy 225 km. Kilkanaście kilometrów przed dojazdem na miejsce, okazało się, że za naszą kolumną znalazł się autokar z piłkarzami Legii, których ostatecznie przepuściliśmy, by zdążyli na mecz na czas.
Na parking, odległy ok. 800 metrów od stadionu, policja eskortowała nas ulicą Limanowskiego. Tą samą, którą jeszcze 10 minut wcześniej (przed naszym przejazdem), w drugą stronę (od strony "naszego" parkingu) miał miejsce przemarsz "Medalików" z flagą na przedzie i odpalanymi racami. Cała grupa częstochowian od razu udała się w stronę swojego młyna. My po zaparkowaniu pojazdów, standardową trasą byliśmy eskortowani pod sektor gości. Wpuszczanie przebiegało sprawnie i bez problemu cała nasza grupa zajęła miejsca w klatce przed pierwszym gwizdkiem sędziego z Kluczborka. W sektorze gości wywiesiliśmy jedną flagę na całą szerokość sektora - "Centralny Wojskowy Klub Sportowy".

Na meczu pojawił się komplet publiczności - 5500 widzów. Młyn RKS-u wypełnił do ostatniego miejsca trybunę za przeciwległą bramką. I w pierwszych minutach spotkania zaprezentował oprawę. Na trybunie, na której prezentacja jakichkolwiek opraw na pewno nie jest łatwa. Ekipa "Wieczny Raków" rozwiesiła transparent "Niech będzie pochwalony", z postacią kibica pośrodku, następnie w miejscu dłoni tejże postaci, odpalone zostały świece dymne. Następnie Raków odpalił wyrzutnie fajerwerków, machając w tle chorągiewkami w barwach. Po czym część transparentu została zmieniona na "Niech będzie odpalony" i nad nim odpalono ponad 80 rac. Dym sprawił, że spotkanie zostało na chwilę przerwane.

Na początku spotkania postanowiliśmy urozmaicić pieśń miejscowych "O mój Rakowie". I po śpiewie miejscowych "Od najmłodszych lat", włączaliśmy się z głośnym "dotykał cię brat!". Później jeszcze zaśpiewaliśmy "Ole, Raków pier...ę". Po czym na dłuższy czas skupiliśmy się na dopingu dla Legii. Tym kierował "Szczęściarz", i biorąc pod uwagę warunki (fatalny sektor), wyglądało to przyzwoicie. Bez szału, bo chyba na tym kurniku trudno o jakieś turbo wokalne popisy, ale na naprawdę stałym, porządnym poziomie. Kilka minut przed końcem pierwszej połowy mieliśmy okazję do radości po bramce dla legionistów. Nasza radość niestety nie trwała zbyt długo, bowiem jeszcze w doliczonym czasie gry, sędzia podyktował najpierw z d... rzut wolny dla gospodarzy, a później VAR podpowiedział mu, by gwizdnął karnego z kapelusza. I tak przeważająca przez całą I połowę Legia, schodziła na przerwę z remisem 1-1. Kiedy Przybył korzystał z VAR-u, z naszej strony niosło się "Polscy sędziowie...".
W drugiej połowie jeszcze jedna decyzja sędziego, nieopodal naszego sektora, wzbudziła wkur...nie z naszej strony. Najpierw poleciało "PZPN, PZPN...", a następnie w stronę częstochowskiego symulanta - "Wstawaj, wstawaj, ch... nie udawaj", "Wstałeś, wstałeś, ch... udawałeś". W naszym repertuarze nie zabrakło także nieźle śpiewanej pieśni "Nie poddawaj się...". Śpiewaliśmy także na dwie strony klatki "Warszawę", a w ostatnich minutach mobilizowaliśmy grajków do jeszcze większego wysiłku skandując "Legia walcząca do końca!".

Niestety piłkarze stracili kolejne punkty w tym sezonie i coraz bardziej już na starcie rozgrywek oddalamy się od zapowiadanej walki o mistrzostwo Polski. Tym razem można mówić, że z punktów okradli nas sędziowie, ale... trzeba pamiętać też, że piłkarze mieli mnóstwo czasu na zdobycie zwycięskiej bramki. Fani gospodarzy także nie byli zbyt zadowoleni z postawy swoich piłkarzy i skandowali w ich kierunku "Raków grać, k... mać". Legioniści usłyszeli z kolei "Walczyć, trenować, Warszawa musi panować" i zawinęli się do szatni. Warto zwrócić uwagę, że Raków tego dnia wyjątkowo rzadko bluzgał na Legię, pod tym względem koncentrując się na ubliżaniu Widzewowi.
Po niespełna 30 minutach od zakończenia meczu mogliśmy opuścić klatkę, później czekaliśmy jeszcze kwadrans na otwarcie kolejnej bramy i ruszyliśmy w stronę parkingu. Droga do Warszawy przebiegała bardzo sprawnie i ok. 2 w nocy wróciliśmy do stolicy. A już w niedzielę udaliśmy się na Łazienkowską na mecz przyjaźni (naszych rezerw) z Olimpią Elbląg. Teraz przed nami środowe, zaległe spotkanie z Jagiellonią, na które białostoczanie wybierają się autokarami i furami w dobrej liczbie.
Frekwencja: 5500
Kibiców gości: 302
Flagi gości: 1
Autor: Bodziach

