W cieniu tragedii związanej ze śmiercią trenera Jacka Magiery Jego pożegnania Legia Warszawa zremisowała przy Łazienkowskiej z Górnikiem Zabrze 1-1. Obie drużyny zagrały uważnie taktycznie, bardzo pragmatycznie i bez parcia na bramkę. Legii udało się wyjść na prowadzenie w samej końcówce po trafieniu z rzutu karnego. Gdy wydawało się, że legioniści sięgną po trzy punkty, goście zdołali wyrównać w ostatnich sekundach, wykorzystując stały fragment gry. Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy graczom stołecznego zespołu za ten mecz.
Plusy i minusy po meczu z Górnikiem
Patryk Kun - O występie lewego wahadłowego można mówić w samych superlatywach. Od początku meczu do ostatnich minut był jednym z najaktywniejszych i najlepiej grających zawodników Legii. Był niezwykle zaangażowany na lewej stronie boiska, pokazywał się do podań, próbował grać na klepkę i przyspieszać ataki własnego zespołu. Wielokrotnie także decydował się na indywidualne akcje, wchodził w pojedynki z defensorami Górnika i nigdy nie był w nich na straconej pozycji. Udawało mu się mijać i wyprzedzać przeciwników, zyskując przewagę w bocznej strefie boiska. Z aspektów ofensywnych do poprawy została mu tylko celność dośrodkowań. Tylko jedna z czterech jego centr dotarła do któregoś z partnerów - w 24. minucie po udanym dryblingu dośrodkowaniem na bliższy słupek obsłużył Rafała Adamskiego, który jednak spudłował głową obok bramki. Reszta jego centr nie była jednak szczególnie zła, a przy lepszym ustawieniu jego kolegów z drużyny mogły zakończyć się zagrożeniem bramki gości. W defensywie także grał bez zarzutu. Był pewny i uważny w asekuracji, a także pojedynkach z przeciwnikami, których wygrał aż siedem z jedenastu. Szczególnie dobrze wyglądał w starciach z Maksymem Chłaniem, któremu nie pozwolił rozwinąć skrzydeł. Kun jak zwykle oddawał zespołowi całego siebie, włożył mnóstwo serca, by pomóc Legii w osiągnięciu jak najlepszego wyniku. Zszedł z boiska w 85. minucie.
Juergen Elitim - Dla Kolumbijczyka był to tylko nieco mniej udany występ niż przed tygodniem w Szczecinie. Ponownie miał ogromny wkład w opanowanie środka pola i przejęcie kontroli w tej strefie boiska. Imponował walecznością, doskokiem do przeciwników i opanowaniem. Odpowiednią agresją i naciskiem na rywali powodował, że plątały im się nogi, a Elitim dzięki temu zanotował sześć udanych odbiorów, trzy na trzy celne wślizgi oraz wygrał pięć z dziewięciu pojedynków siłowych. Po przejęciach futbolówki brał ciężar gry na siebie, starał się jak najszybciej wyprowadzać ataki własnego zespołu i szukał bardziej niekonwencjonalnych rozwiązań. Był przy tym wszystkim bardzo skuteczny, notując celność podań i skuteczność zagrań na połowie rywala na poziomie 94%. Zaangażowanie i bojowość Kolumbijczyka objawiały się także w przebytym przez niego dystansie - pomocnik pokonał w tym meczu ponad 11,5 kilometrów. Elitim miał naprawdę spory wkład zarówno w ofensywę, jak i asekurację w defensywie, a do jego zaangażowania powinna dostosować się reszta drużyny.
Rafał Augustyniak - Mecz z Górnikiem jeszcze bardziej zbudował Augustyniaka jako lidera, lecz nie tylko defensywy, ale całej drużyny. Ustawiony na środku obrony zawodnik po raz kolejny działał na całej długości boiska. W defensywie emanował pewnością, skutecznie czytał grę i dobrze ustawiał się przy podaniach gości na pole karne. Dzięki temu oraz pewnym i twardym interwencjom zanotował pięć skutecznych wybić i wygrał wszystkie z czterech pojedynków powietrznych z przeciwnikami. Wychodził także wysoko do środka pola, by wspomagać pomocników w nacisku na rywali i rozegraniu, dzięki czemu zaliczył najwięcej kontaktów z piłką z całego zespołu. Był agresywny, twardy, przy czym bardzo pewny. Wielokrotnie podłączał się także na pole karne przeciwników, nie tylko przy stałych fragmentach gry. Ponownie starał się również dorzucać piłkę do "szesnastki" z autu, lecz tym razem Legii nie udało się zagrozić po tym elemencie gry. W 82. minucie Augustyniak wziął na siebie ciężar wykonania rzutu karnego. Obrońca fenomenalnym, mocnym strzałem tuż pod poprzeczkę nie dał najmniejszych szans golkiperowi, dając zespołowi prowadzenie. Augustyniak w ostatnich tygodniach wszedł na naprawdę wysoki poziom i oby utrzymał go do końca sezonu.
Radovan Pankov - Serb również był bardzo pewnym punktem defensywy. Poza jedną obcinką z 73. minuty, przy której dał się ograć Maksymowi Chłaniowi i założyć sobie "dziurkę", był praktycznie nie do przejścia. Dobrze czytał grę i asekurował ataki Górnika z lewej strony boiska. Również świetnie reagował przy dograniach gości na pole karne, dzięki czemu zanotował pięć skutecznych wybić. Był także twardy i pewny w pojedynkach z przeciwnikami, wygrywając siedem ze wszystkich jedenastu starć i notując do tego trzy odbiory i dwie celne próby wślizgów. Brał także czynny udział w rozegraniu piłki, wychodził wysoko, wspomagając zespół w wyprowadzaniu szybkich i koronkowych ataków. Stanowił także zagrożenie przy ofensywnych stałych fragmentach gry. W 52. minucie, uwalniając się na czystą pozycję przy dalekim wyrzucie z autu, miał szanse na wykończenie akcji po zgraniu głową Rafała Adamskiego, jednak z dość ostrego kąta, strzałem z pierwszej piłki Pankov skierował futbolówkę jedynie w boczną siatkę. Serb może swój występ zaliczyć do udanych.
Kamil Piątkowski - Były reprezentant Polski był nieco mniej pewnym punktem obrony. Jego stroną pojawiało się najwięcej zagrożenia ze strony gości, choć nie można powiedzieć, by było ono częste. Piątkowski prezentował połowiczną skuteczność, szczególnie mowa tu o pojedynkach z przeciwnikami. Zdarzały mu się momenty zawahania, które gracze Górnika starali się wykorzystać, mijając go w okolicach pola karnego. Choć był aktywny w budowaniu akcji, Piątkowski również popełniał drobne błędy w tym elemencie. Na własnej połowie zanotował celność podań zaledwie na poziomie 67%. Defensor klasycznie już podłączał się wysoko do ofensywy, starał się być opcją do gry, jednak również w ataku nie dokładał od siebie zbyt wiele i nie popisywał się skutecznością. Nie można powiedzieć, by Piątkowski zaliczył słaby występ, ale widzieliśmy już znacznie lepszą, pewniejszą i bardziej skoncentrowaną grę w jego wykonaniu.
Damian Szymański - Szczególnie pierwsze pół godziny było udane w wykonaniu pomocnika. Był niezwykle aktywny, uczestniczył praktycznie w każdej akcji i brał na siebie ciężar rozegrania. Pokazywał się nie tylko w środku pola, ale także wspomagał drużynę na lewym skrzydle, gdzie próbował przyspieszać koronkowe akcje odegraniami z pierwszej piłki bądź dośrodkowywać na pole karne przeciwników. Centry wykonywane przez Szymańskiego, również te ze stałych fragmentów gry nie były jednak szczególnie celne i nie stwarzały większego zagrożenia. Z biegiem meczu zaangażowanie w grę ofensywną zespołu ze strony Szymańskiego spadało. Zdecydowanie częściej pozostawał bliżej linii środkowej i starał się asekurować ewentualne kontrataki gości. W 54. minucie udało mu się podłączyć do takowej ze strony Legii, znaleźć wolne miejsce na 10. metrze i dojść do strzału ze swobodnej pozycji i nie można powiedzieć, by Szymański uderzył źle, ale w ostatnim momencie został zablokowany przez jednego z obrońców. W aspektach defensywnych także miał swoje lepsze i gorsze momenty. Wykonał pięć ważnych odbiorów, przy czym jednak wygrał zaledwie dwa z ośmiu pojedynków z rywalami. Po średnim występie został zmieniony w 85. minucie.
Otto Hindrich - Bramkarz po raz kolejny nie miał zbyt wielu okazji do pokazania swoich umiejętności między słupkami. W zasadzie interwencją musiał wykazać się dopiero w doliczonym czasie drugiej połowy. Hindrich pokazał dobry refleks i skutecznie sparował na rzut rożny mocny strzał z dystansu Michała Rakoczego w ostatnich minutach meczu. Choć to uderzenie mogło być minimalnie niecelne, nie można mieć do Rumuna pretensji, że zdecydował się podjąć interwencję. Niestety, po tym stałym fragmencie gry golkiper musiał wyciągać piłkę z siatki. Sam nie mógł jednak zrobić nic więcej, by zapobiec tej bramce - ani nie miał szansy na interwencję przy świetnym strzale głową Pawła Bochniewicza, ani nie mógł reagować na przedpolu, gdyż był zbyt duży tłok w polu karnym Legii. Szkoda, że golkiperowi nie udało się zachować czystego konta, bo znów pokazał, że potrafi zachować koncentrację do samego końca, mimo że przez większą część meczu nie jest zapracowany. Czujnością Hindrich wykazywał się także przy niektórych zagraniach gości na pole karne, a także przy rozegraniu piłki i długich podaniach, które miał w tym meczu dość celne.
Rafał Adamski - To był chyba dotychczas najgorszy występ napastnika w barwach Legii. Nie potrafił odnaleźć się na boisku, znaleźć dogodnej dla siebie pozycji, przez co był całkowicie schowany i mało było go w grze warszawskiego zespołu. Przez pełne 90 minut miał w tym meczu zaledwie 29 kontaktów z piłką, co jest fatalną statystyką, jak na charakterystykę gry Adamskiego. Przy tym wszystkim był jeszcze bardzo nieskuteczny - tylko dwanaście jego podań okazało się celnych, zanotował także aż 10 strat. Zdecydowanie brakowało Legii jego odwagi, indywidualnych i przede wszystkim skutecznych rajdów z piłką. Z futbolówką przy nodze był praktycznie bezbronny, nie miał większego pomysłu co z nią zrobić, a wchodząc w pojedynki z rywalami, był na straconej pozycji, przez co jedno ze wszystkich ośmiu naziemnych starć z przeciwnikami, a wszystkie z trzech dryblingów były nieudane. Adamski po prostu nie potrafił znaleźć dla siebie odpowiedniej roli w tym meczu, przez co kompletnie się pogubił. Niestety, poza dwoma zgraniami piłki głową, po których szansę bramkową miał Radovan Pankov, a rzut karny wywalczył Kacper Urbański, nie zapamiętamy Adamskiego z tego meczu z niczego dobrego.
Mileta Rajović - Przy słabszej dyspozycji Rafała Adamskiego, jeszcze gorzej wyglądała gra Duńczyka. Napastnik nie miał odpowiedniego wsparcia i dogrania, przez co jego wkład w grę Legii był znikomy. Rajović nie potrafił odnaleźć się na murawie przy Łazienkowskiej, w większości akcji był tam, gdzie akurat go nie potrzebowano. Gdy już dochodził do piłki, nie potrafił z nią nic zrobić, przede wszystkim rażąc nieskutecznością przy próbach momentalnych odegrań i przyspieszenia akcji. W całym meczu doszedł do trzech sytuacji strzeleckich, jednak żadne z tych uderzeń nie było celne i w żadnym stopniu nie zagrażało bramce Górnika. Jedyne, za co Rajovicia można pochwalić po tym meczu, to element gry z przeciwnikiem na plecach. Duńczyk często wygrywał w takich sytuacjach pojedynki o piłkę, a jego zgranie piłki w polu karnym przyczyniło się do zdobycia rzutu karnego. Poza tym jednak był to bardzo słaby i mało zaangażowany występ w wykonaniu duńskiego atakującego. Zszedł z boiska w 85. minucie.
Paweł Wszołek - Prawy wahadłowy ewidentnie nadal nie potrafi dojść do odpowiedniej formy po kontuzji. Choć nie można odmówić mu aktywności i licznych podłączeń do ofensywy, to zachowywał się w nich jak jeździec bez głowy. Niby miał jakiś pomysł, niby potrafił zwieść i oszukać przeciwników, jednak wykończenie w jego wykonaniu wołało o pomstę do nieba. Praktycznie wszystkie jego decyzje były błędne, a dośrodkowania padały tylko i wyłącznie łupem defensorów gości. Jedno z nich przyniosło jednak pozytywne efekty i zaowocowało wywalczonym rzutem karnym, choć i tak przy pomocy kilku jego partnerów, a nie bezpośrednio. W defensywie także miał liczne momenty dekoncentracji, nie był szczególnie pewny w pojedynkach z przeciwnikami, którzy starali się wykorzystywać jego potknięcia. Obecna dyspozycja Wszołka naprawdę wygląda źle, co martwi.
Wojciech Urbański - Choć dwa ostatnie mecze spędził na ławce rezerwowych, tym razem młody pomocnik skorzystał na kontuzji Wahana Biczachczjana i zastąpił go w wyjściowym składzie. Nie potrafił jednak w żadnym stopniu wykorzystać swojej szansy. Był zagubiony, w zasadzie przez cały jego występ nie dało się określić, na jakiej pozycji występuje. Niby był na boisku wszędzie, a grał tak, jakby nie było go nigdzie. Krył się za przeciwnikami, a gdy już otrzymywał piłkę, to jak najszybciej pozbywał jej się, byleby nie wziąć na siebie ciężaru gry. Gdy już jednak podejmował indywidualne próby, pokazywał, dlaczego tak rzadko się za nie zabierał. Był w nich bezradny, nie miał żadnego pomysłu, przez co zanotował tylko dwa z siedmiu prób dryblingów i przegrał aż 7 ze wszystkich 11 starć z rywalami. Urbański po prostu nie potrafił, a chyba nawet nie próbował odnaleźć swojej optymalnej pozycji. Jedyny pozytyw, jaki może wyciągnąć z tego meczu, to jego indywidualny atak z 54. minuty. Młody pomocnik w kontrze odważnie wszedł między dwóch obrońców, ze sporą pomocą szczęścia i przypadku minął ich, po czym dograł piłkę na wolną pozycję do Damiana Szymańskiego, który jednak nie skorzystał z tej okazji. Poza tym był w tym meczu bardzo nieskuteczny i nieporadny. Dodatkowo w 61. minucie, nieprzepisowo zatrzymując kontratak gości, otrzymał żółtą kartkę, która eliminuje go z następnego meczu. Został zmieniony sześć minut później.
Zmiennicy
Kacper Urbański - Tak, jak myśleliśmy, zmianą w Szczecinie starszy z Urbańskich zaprzepaścił swoją szansę na występ z Górnikiem od pierwszej minuty. Został jednak wprowadzony na boisko w 67. minucie. Także nie pokazywał szczególnej chęci do gry. Przez cały swój występ zanotował zaledwie 9 kontaktów z piłką i rzadko angażował się w rozegranie. Strzałem z 79. minuty uratował się jednak od minusa. Urbański dobrze podłączył się w akcji na pole karne, poczekał na zgranie futbolówki i uderzył mocno z woleja z pierwszej piłki, trafiając w rękę Rafała Janickiego i wywalczając rzut karny, co mogło pozwolić Legii w zdobyciu trzech punktów. Poza tym jednak trzeba jego zmianę po raz kolejny nazwać raczej rozczarowującą, szczególnie przy nadziejach, jakie były z nim wiązane w momencie podpisania kontraktu z Legią. Być może przeciwko Zagłębiu Lubin dostanie szansę od pierwszej minuty i w końcu pokaże choć zalążek powracającej formy.
Artur Jędrzejczyk, Ermal Krasniqi, Arkadiusz Reca - Cała trójka została wprowadzona na boisko w 85. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.
