Legia Warszawa pokonała wicelidera Ekstraklasy, Zagłębie Lubin, co dało jej bardzo ważne 3 punkty. Choć w pierwszym kwadransie legioniści mieli spore problemy z odnalezieniem się na boisku, z czasem weszli w dobry rytm i przejęli kontrolę nad meczem. "Wojskowi" wyszli na prowadzenie jeszcze w pierwszej połowie i dzięki pragmatyzmowi oraz konsekwencji, utrzymali je do samego końca. Zapraszamy na tradycyjne plusy i minusy, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Marka Papszuna.
Plusy i minusy po meczu z Zagłębiem
Kamil Piątkowski - Mając w pamięci występ Piątkowskiego przeciwko Zagłębiu w rundzie jesiennej, w którym zdobył bramkę samobójczą i wyleciał z boiska z powodu czerwonej kartki jeszcze przed końcem pierwszej połowy, prokurując dodatkowo rzut karny dla przeciwników, można było mieć pewne obawy, jak tym razem zaprezentuje się w pojedynku ze swoją byłą drużyną. Defensor odpowiedział na nie jednak w najlepszy możliwy sposób. Poza kilkoma nerwowymi ruchami z pierwszych minut, rozegrał praktycznie bezbłędny mecz w obronie, będąc przy tym również niezwykle zaangażowany w działania ofensywne. Można wręcz powiedzieć, że był najgroźniejszym zawodnikiem Legii z prawej strony boiska. Piątkowski grał odważnie, potrafił utrzymać się z piłką przy nodze, połykać z nią przestrzenie i robić różnicę. Świetnie współpracował z Pawłem Wszołkiem, z którym wymieniał się pozycjami i podaniami, co rozmontowywało obronę gości. W ataku zapracował w 29. minucie, uciekając jednemu z defensorów w polu karnym przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego i uderzając piłkę głową na bliższym słupku. Choć do siatki futbolówkę ostatecznie wbił Rafał Adamski, to w zasadzie gola należy przypisać Piątkowskiemu, który wykonał najcięższą pracę przy tym trafieniu, skutecznie uderzając głową. W zadaniach obronnych był pewny i skuteczny. Nawet gdy popełniał błąd, to momentalnie go naprawiał, jak w 59. minucie, gdy przegrał pojedynek z Adamem Radwańskim, jednak dogonił jeszcze pomocnika Zagłębia i w ostatnim momencie ofiarnym wślizgiem zablokował jego strzał. Miło patrzy się na jego rosnącą formę i wyraźny wkład zarówno w atak, jak i obronę.
Radovan Pankov - Jako jedyny obrońca Legii zachował w tym meczu chłodną głowę od samego początku do końca spotkania. Serb w większości naprawiał błędy partnerów z drużyny w pierwszych minutach tego meczu. Od pierwszego gwizdka grał z dużą pewnością i determinacją. Wykazywał się także świetnym czuciem gry oraz dobrym ustawieniem. Górował nad swoimi przeciwnikami siłą i agresją, która pozwalała mu zwyciężać pojedynki z nimi i przerywać praktycznie każdą akcję Zagłębia. Często grał 1 na 1 z Marcelem Regułą i często wychodził z tych pojedynków zwycięsko. Serb był także aktywnie zaangażowany w budowanie akcji i choć rzadziej niż Kamil Piątkowski, także podłączał się do ofensywy po swojej stronie boiska. Pankov swoją postawą znacznie przyczynił się do osiągnięcia pozytywnego wyniku i zachowania już ósmego czystego konta w lidze w tym sezonie.
Juergen Elitim - Podobnie jak przed dwoma tygodniami w Szczecinie, również w meczu przeciwko Zagłębiu Kolumbijczyk wykonał bardzo ciężką pracę i był kluczową postacią w przejęciu kontroli nad przeciwnikiem. Rządził i dzielił w środku pola zarówno pod względem podań, jak i w kwestiach czytania gry oraz pojedynków z graczami gości. Przede wszystkim stanowił zaporę nie do przejścia w środkowej strefie boiska. Z odwagą podchodził do przeciwników i agresywnymi naciskami niweczył ich akcje. Dzięki tej stanowczości zanotował aż 8 skutecznych odbiorów oraz przechwytów i wygrał 6 z 8 starć z graczami Zagłębia. Zbierał drugie piłki, co pozwoliło mu całkowicie zdominować środek pola, a po nich starał się napędzać ataki własnego zespołu - czy to odważnymi rajdami z piłką, czy progresywnymi podaniami, które otwierały defensywę gości. Elitim robił to z niezwykłym spokojem i precyzją, kończąc mecz z prawie 90-procentową skutecznością zagrań i aż 5 kluczowymi podaniami na koncie. To zresztą dzięki piłce zagranej przez niego legionistom udało się wyjść na prowadzenie. Elitim świetnym dośrodkowaniem z rzutu rożnego obsłużył w 29. minucie Kamila Piątkowskiego, kreując akcję bramkową. Był to bardzo dojrzały, ale też kreatywny występ Elitima - jak przystało na lidera środka pola.
Rafał Adamski - Dla napastnika Legii był to na pewno emocjonalny mecz. Adamski chciał jak najlepiej pokazać się przeciwko drużynie, w której debiutował i rozgrywał swoje pierwsze mecze w Ekstraklasie, lecz nigdy nie stał się jej kluczową postacią. Po atakującym nie było jednak widać jakichkolwiek oznak stresu czy dekoncentracji. Grał bardzo odważnie, był chętny do gry i szukał swoich możliwości w ataku. Najczęściej z zespołu wchodził w pojedynki z przeciwnikami, choć wygrywał je połowicznie, zanotował najwięcej udanych dryblingów. Potrafił utrzymać się z piłką przy nodze, zastawić się i przechytrzyć rywali, co było szczególnie pomocne dla zespołu w samej końcówce meczu i utrzymaniu korzystnego wyniku, lecz również w wykreowaniu kilku skutecznych akcji pod bramką Zagłębia. Pracował także bardzo ciężko w pressingu. Nieustępliwie naciskał na rywali, ograniczając im możliwości rozegrania i wielokrotnie zmuszając ich do błędów. Choć przez swoją charakterystykę gry nie miał zbyt wielu sytuacji bramkowych, udało mu się zakończyć to spotkanie z trafieniem na koncie. W 29. minucie przytomnie zachował się przy stałym fragmencie gry, odklejając się od obrońcy i atakując dalszy słupek, gdzie z najbliższej odległości dobił strzał głową Kamila Piątkowskiego, poniekąd zabierając mu gola. Adamski wykazał się jednak w tej sytuacji instynktem napastnika i pokazał, że potrafi się znaleźć w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Napastnik zaliczył nie tylko udany, pracowity występ, ale także przypieczętował go ważną bramką.
Damian Szymański - Pomocnik w piątkowy wieczór był niezwykle zaangażowany, pokazując swoje umiejętności na praktycznie każdym centymetrze boiska. Po raz kolejny udowodnił, że nie jest zawodnikiem odpowiedzialnym jedynie za destrukcję, lecz potrafi pomóc zespołowi także w wielu innych aspektach gry. Szymański aktywnie wybiegał do ofensywy, szczególnie próbując wspomagać lewą flankę. Uczestniczył w budowaniu praktycznie każdej akcji gospodarzy, nie bał się wziąć odpowiedzialności i skutecznie rozprowadzać piłki. Próbował także dośrodkowań, również ze stałych fragmentów gry, choć one nie wychodziły mu akurat zbyt dobrze. W 67. minucie od razu po przyjęciu podjął decyzję o uderzeniu i huknął silnie, ale także technicznie, z okolic 25. metra trafiając niestety jedynie w poprzeczkę. To była bardzo dobra decyzja i próba w wykonaniu Szymańskiego. Był twardy, nieustępliwy i wraz z Juergenem Elitimem stworzył parę, która była praktycznie nie do przejścia i skutecznie zablokowała oraz przejęła środkową tercję boiska. Choć nie był główną gwiazdą w tym meczu, wykonał wiele pracy, za którą należy go pochwalić. Zszedł z murawy w doliczonym czasie drugiej połowy.
Patryk Kun - Pozytywne występy lewego wahadłowego zaczynają się już chyba stawać normą. Po raz kolejny harował na boisku jak za dwóch, a może i nawet trzech. Biegał po lewej stronie murawy, angażując się i emanując pewnością zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W atakach był bardzo odważny. Brał piłkę na siebie, chciał zrobić z nią różnicę, wchodząc w pojedynki i podejmując próby dryblingów. Pracował także bez piłki, szukając swojego miejsca, wybiegając za obrońców i pokazując się na wolnych pozycjach, co pozwalało osiągać zespołowi korzyści. Jedyne co pozostawiało do życzenia, to wykończenie akcji w jego wykonaniu - mógł podejmować trochę bardziej odważne decyzje i częściej kończyć swoje ataki centrami. Był nieustępliwy w kryciu rywali, udawało mu się pewnie wygrywać pojedynki z nimi i dokonać ważnych odbiorów aż 5 razy. Kun w kolejnym meczu z rzędu był oddanym i niezawodzącym zawodnikiem Legii. Został zmieniony w 89. minucie.
Rafał Augustyniak - Stoper bardzo źle wszedł w ten mecz. W pierwszych minutach wykazał się brakiem koncentracji, a pod naciskiem przeciwników kompletnie się pogubił. Popełnił proste błędy, szczególnie w rozegraniu, które mogły mieć fatalne skutki. Na szczęście jego partnerzy z obrony zachowali nieco więcej chłodnej głowy i pomagali mu w naprawie pomyłek. Z czasem jednak Augustyniak powrócił do lepszej, znacznie pewniejszej gry, choć nie udało mu się wyzbyć błędów, zanotował aż 16 strat piłki. Przede wszystkim jednak prezentował się solidnie w zadaniach defensywnych. Był pewny w pojedynkach z przeciwnikami - wygrał 7 z 11. Zanotował także kilka ważnych odbiorów i przechwytów, które pozwalały Legii opanować zagrożenie pod własną bramką. Augustyniak nie może zaliczyć swojego występu do w pełni udanych, choć należy go pochwalić za dobrą reakcję i powrót do pewności w tym meczu.
Kacper Urbański - Ofensywny pomocnik pod nieobecność Wahana Biczachczjana i Wojciecha Urbańskiego otrzymał szansę w wyjściowej jedenastce. 21-latek miał w tym meczu lepsze i gorsze momenty. Szczególnie w pierwszej połowie był dość skryty - chował się za rywalami, nie potrafił znaleźć dla siebie odpowiedniej pozycji i podłączyć się do akcji. W 21. minucie, zbierając piłkę w polu karnym i po indywidualnej akcji wykładając ją w głąb "szesnastki" do Milety Rajovicia, pokazał jednak, że może jeszcze włączyć się w ten mecz. W drugiej części był już znacznie aktywniejszy. Pracował dla dobra zespołu zarówno w rozegraniu, starając się rozprowadzać i przyspieszać ataki, jak i niweczeniu akcji przeciwników, notując przy tym aż 6 skutecznych odbiorów. Trzykrotnie podejmował decyzje o strzałach z dystansu, choć ani jeden z nich nie okazał się celny. Początkowo brakowało mu trochę odwagi, ale potem udało mu się jej nabrać i częściowo pokazać przydatność dla zespołu. Nie można powiedzieć, by w pełni wykorzystał swoją szansę. Zszedł z murawy w 80. minucie.
Paweł Wszołek - 33-latek miał w tym meczu problemy. Wykazywał się aktywnością na prawej stronie, pokazywał się do podań i starał przyspieszać ataki koronkowymi rozegraniami piłki. Wybiegał także na pozycje, współpracując w tym elemencie z partnerami z zespołu, ale miał kłopoty z wykończeniem ataków. Choć wielokrotnie otrzymywał podania i podejmował udane, indywidualne próby rajdów, nie potrafił ich wykończyć. Bał się podjąć odważniejsze decyzje, niepotrzebnie holował piłkę i często ją wycofywał, co spowalniało i w zasadzie niweczyło wiele akcji Legii. Gdy już decydował się na centry, był w nich niezwykle nieskuteczny. Dwukrotnie udało mu się jednak wykreować sytuacje bramkowe. W 16. minucie dośrodkował idealnie do niepilnowanego w polu karnym Milety Rajovicia, jednak Duńczyk fatalnie uderzył głową. W 41. minucie podaniem w głąb pola karnego wyłożył piłkę do napastnika Legii, lecz tym razem jego strzał został zablokowany. Dwa udane zagrania na mecz to zdecydowanie za mało. Trzeba też wspomnieć, że Wszołek miał sporo potknięć w defensywie. Choć generalnie prezentował się dość pewnie, w kilku akcjach zabrakło mu koncentracji, dawał się wyprzedzać przeciwnikom, co powodowało realne zagrożenie bramki. Momentami też odpuszczał doskok do rywali i pozwalał im na swobodne dogrania piłki na pole karne, których na szczęście gracze gości nie potrafili wykorzystać. Zagrał nieco lepiej niż w poprzednich meczach, jednak nadal dużo brakuje mu do pełni dyspozycji.
Otto Hindrich - Po raz kolejny golkiper nie miał praktycznie żadnej pracy, ale początek meczu był dla niego nieco nerwowy, bo przy wysokim nacisku rywali musiał często decydować się na dalekie wybicia, które mu nie wychodziły, a po jednym z nich, wprost pod nogi przeciwnika, przyszło największe zagrożenie strzeżonej przez niego bramce. Hindrich jednak poradził sobie z uderzeniem Adama Radwańskiego ze skraju pola karnego, a nie był to wcale łatwy strzał, bo piłka odbiła się od murawy tuż przed golkiperem. Poza tym zawodnicy Zagłębia nie oddali innego celnego strzału. Hindrich jednak zachowywał czujność przy dośrodkowaniach, czy to z gry, czy stałych fragmentów gry i kilka razy udało mu się dobrze wyłapać piłkę. Trzeba wspomnieć jeszcze o symulowaniu przez niego kontuzji. Choć wiadomo, że to nie jego wymysł, te nagminne sytuacje są po prostu niesmaczne.
Mileta Rajović - Pożytku z napastnika nie było żadnego. Nie wspomagał drużyny w rozegraniu ani pressingu. Nie był także wartością dodaną w starciach z rywalami - wygrał zaledwie 1 z 8 pojedynków z przeciwnikami, nie potrafił choćby raz skutecznie zgrać górnej piłki zagranej w jego kierunku. Notował fatalną skuteczność w odegraniach - na 30 kontaktów zanotował aż 10 strat i zaledwie nieco ponad 50-procentową skuteczność podań. Dochodził w tym meczu aż do 5 sytuacji strzeleckich, które marnował w fatalny sposób. Szczególnie mowa tu o trzech szansach z pierwszej połowy po podaniach Pawła Wszołka i Kacpra Urbańskiego, przy których miał swobodną pozycję. To był kolejny fatalny, bezproduktywny mecz w jego wykonaniu.
Zmiennicy
Ermal Krasniqi - Wszedł na murawę w 80. minucie. Od razu faulował rywala w okolicach własnego pola karnego i sprokurował groźny rzut wolny. Ogólnie jednak był dość aktywny, pomagał zespołowi w wyprowadzeniu ataków i obronie pozytywnego wyniku. W doliczonym czasie drugiej połowy wykazał się bardzo dobrym, prostopadłym podaniem między obrońcami na pole karne w kierunku Juergena Elitima, lecz Kolumbijczyk nie skorzystał z tego dogrania.
Arkadiusz Reca, Bartosz Kapustka - Lewy obrońca pojawił się na boisku w 89. minucie, natomiast pomocnik dopiero w szóstej minucie doliczonego czasu drugiej połowy. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.
