Komu w drogę, temu czas - to powiedzenie idealnie można dopasować do naszej środowej wycieczki. Z uwagi na wczesną godzinę meczu i odległość dzielącą Warszawę i Sanok, na pucharowy mecz Legii trzeba było wyruszyć skoro świt, albo nawet i wcześniej. Tak więc warszawscy wyjazdowcy opuszczali stolicę o 4 i 5 rano. Niektórzy połączyli pasję piłkarską z turystyczną i udali się w Bieszczady już we wtorek, po to by wypocząć nad Jeziorem Solińskim. I pomyśleć, że zaledwie cztery dni wcześniej wspieraliśmy naszych piłkarzy w nadmorskiej Gdyni. Relacja z trybun
Relacja z trybun: Wiosenny piknik w Sanoku
czwartek, 9 kwietnia 2009 13:34
Marta
