Bez bramek zakończyło się niedzielne stracie pomiędzy Legią a Lechem, które przez wielu zapowiadane było jako prawdziwy hit tej serii spotkań. Pomimo pustej rubryki strzelców, nie można powiedzieć, że spotkanie nie obfitowało w sytuacje podbramkowe, ponieważ zarówno gospodarze, jak i goście mogli tego wieczora wielokrotnie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Analiza: Lech za łatwo dochodził do sytuacji
Bohaterem spotkania został bez wątpienia słowacki bramkarz warszawskiego zespołu, Dušan Kuciak, który w sobie tylko wiadomy sposób wielokrotnie ratował swoich kolegów z opresji. Ci nie odwdzięczyli mu się jednak skutecznymi akcjami w ofensywie, bowiem przez 90 minut nie potrafili ani razu celnie przymierzyć w bramkę strzeżoną przez Jasmina Buricia. Był to pierwszy remis Legii w tym sezonie ekstraklasy, lecz trzeba również zaznaczyć, iż były to pierwsze punkty wywiezione z Bułgarskiej od 5 października 2008 roku, kiedy również padł bezbramkowy wynik.
Warszawianie najlepszej okazji do wyjścia na prowadzenie w pierwszej odsłonie gry nie wykorzystali w 30. minucie. Miroslav Radović podał piłkę do znajdującego się przed polem karnym Danijela Ljuboji, serbski napastnik natychmiast dostrzegł wbiegającego w szesnastkę rywala Janusza Gola i obsłużył go dokładnym dograniem. Defensywny pomocnik legionistów nie popisał się jednak finalizując całą akcję i w sytuacji sam na sam posłał futbolówkę obok lewego słupka. Można tutaj zaobserwować jak ważnym ogniwem w akcjach ofensywnych jest postać Ljuboji. Doświadczony napastnik spokojnie opanował podanie i ściągając na siebie uwagę Huberta Wołąkiewicza umożliwił Golowi swobodne wybiegnięcie na dogodną pozycję. Samo dogranie do 25-latka również było wykonane z chirurgiczną precyzją, gdyż nie musiał on piłki ani przyjmować, ani specjalnie poprawiać, zostało mu tylko skierować ją do siatki.
Wielu zastanawia się, gdzie w tej akcji był drugi ze stoperów Lecha - Marcin Kamiński. Otóż młody defensor "Kolejorza" przegrał kilka chwil wcześniej przebitkę o futbolówkę w środku pola właśnie z Januszem Golem, dzięki czemu w obronie powstała luka, którą Legia mogła sprytnie wykorzystać.

Przeważający Lech po godzinie gry zdołał skonstruować kolejną tego wieczoru składną akcję przed polem karnym Legii. Rafał Murawski prostopadle podał do wychodzącego na czystą pozycję Semira Štilicia, Bośniak wpadł w pole karne, jednak jego podania wzdłuż bramki nie zdołał zamknąć żaden z kolegów. We wcześniejszej fazie akcji wydawało się, że podopiecznym Macieja Skorży zupełnie nic nie grozi - holujący futbolówkę Štilić miał przed sobą Michała Żewłakowa, Ariela Borysiuka i Artura Jędrzejczyka, więc było jasne, że filigranowy zawodnik nie zdoła przedrzeć się przez trójkę legionistów.
Pomocnik lechitów sprytnie jednak rozegrał akcję do Murawskiego, który siłą rzeczy zaabsorbował uwagę Michała Żewłakowa i stworzył wolną przestrzeń dla swojego kolegi z zespołu. Urodzony w Sarejewie 24-latek nie mógł z takiego prezentu nie skorzystać i lekko przyspieszając zostawił w tyle niedokładnie go kryjących Ariela Borysiuka i Ivicę Vrdoljaka. Jak się więc okazało, wystarczyły trzy składne podania, aby wywieźć trzech doświadczonych piłkarzy rywala w przysłowie pole.

Ostatnia opisywana sytuacja miała miejsce pod sam koniec meczu. Rafał Murawski wyprowadził groźną kontrę jeszcze z własnej połowy boiska, w szarży na bramkę Legii nie potrafili mu przeszkodzić ani Michał Żewłakow, ani Ariel Borysiuk, z którymi z łatwością sobie poradził. Następnie pomocnik reprezentacji Polski popisał się dobrym krosowym przerzutem na drugą stronę do Artjomsa Rudņevsa, lecz dobry strzał Łotysza z półwoleja zdołał z najwyższym trudem odbić Dušan Kuciak.
Legioniści zostali skarceni za zbytnie odkrycie się już w doliczonym czasie pojedynku i tylko zbytni pośpiech przy uderzeniu napastnika gospodarzy niejako uratował warszawian. Warto prześledzić tę akcję od początku, kiedy Murawski dopiero co zostawił za swoimi plecami Michała Żewłakowa, gdyż już wtedy po drugiej stronie boiska sprint przez całą długość połowy gości wykonał Rudņevs. Najlepszy obecnie snajper ekstraklasy nieatakowany przebiegł ponad 50 metrów, a przy samym strzale również na próżno było szukać defensora, który by mu w tej sztuce przeszkadzał. Ponadto należy zwrócić uwagę na Borysiuka i Żewłakowa, ponieważ pomimo tego że Murawski miał podwójne krycie, zdołał bardzo dokładnie posłać futbolówkę do kolegi z zespołu.
