W niedzielę Legia Warszawa pokonała w Zabrzu Górnika 2-1, tym samym wygrywając swój pierwszy wyjazdowy mecz w lidze od prawie 4 miesięcy. Choć po pierwszej, beznadziejnej połowie wydawało się, że legioniści zbiorą srogie baty, w drugiej części wzięli się w garść, wykazali wolę walki i z dodatkową dozą szczęścia, udało im się odwrócić wynik. Klasycznie, jak po każdym meczu, przyznaliśmy "Wojskowym" nasze plusy i minusy.
Plusy i minusy po meczu z Górnikiem
Luquinhas - Brazylijczyka można nazwać małym bohaterem tego meczu. W pierwszej połowie, zresztą jak cała drużyna, nie błyszczał, ale był jednym z nielicznych zawodników, którzy angażowali się, popełniając przy tym najmniejszą liczbę błędów. W drugiej części, wraz ze wzrostem ofensywnego podejścia zespołu, skrzydłowy również się rozkręcał. Nadal był jednym z najbardziej aktywnych zawodników, a jego kreatywność, balans i gra ciałem robiły różnice, z którymi rywale momentami sobie nie radzili. Brazylijczyk przede wszystkim często znajdował się w odpowiednim miejscu i próbował. W 58. minucie w beznadziejnej sytuacji, gdy wydawało się, że z akcji już nic nie będzie, Luquinhas zdecydował się na strzał z dystansu i, choć z dużą pomocą rywala, doprowadził do wyrównania. Bez tej próby nie byłoby jednak mowy o pomyłce przeciwnika. Prawie 10 minut później skompletował dublet. Na pewno zły może być Ilja Szkurin, bo Brazylijczyk zabrał mu gola, dobijając piłkę lecącą do bramki. Skrzydłowy mógł jednak nie być pewny czy piłka wpadnie do siatki i może lepiej, że zdecydował się na takie rozwiązanie. Nie był to może jego idealny mecz, ale dzięki jego zaangażowaniu i decyzyjności drużyna dostała impuls do odwrócenia wyniku. Został zmieniony tuż przed końcem spotkania.
Jan Ziółkowski - Młody defensor w tym spotkaniu stanął przed ciężkim zadaniem, musiał zmierzyć się ze zdecydowanie bardziej doświadczonymi rywalami, w tym z Lukasem Podolskim. Ziółkowski przy straconej bramce pokazał, że brakuje mu jeszcze okrzesania, dał się ograć wręcz w dziecinny sposób, jednak udowodnił również, że potrafi szybko uczyć się na błędach. Oprócz tej akcji, nie popełnił praktycznie żadnego błędu, a były mistrz świata kompletnie nie potrafił rozwinąć przy nim skrzydeł. Był zdeterminowany w każdej akcji, twardy, a jego odbiory były agresywne, ale niezwykle skuteczne. Z każdą minutą stawał się filarem defensywy, zapewniając w niej spokój i pewność. Mimo że popełnił karygodny błąd przy straconej bramce, w dalszej części meczu nie raz ratował zespół, dając mu znacznie więcej korzyści. Spotkanie z Górnikiem było świetnym sprawdzianem jego reakcji na niepowodzenia, szybkiej analizy własnych błędów i poprawy, który zdał celująco.
Kacper Tobiasz - Golkiper od powrotu do składu z meczu na mecz pokazuje coraz większą pewność. Przy trafieniu z 8. minuty nie miał praktycznie żadnych szans na skuteczną interwencję, jednak później wybronił wszystko, co leciało w światło bramki. Szczególnie podczas dwóch interwencji z pierwszej połowy przy mocnych uderzeniach Lukasa Podolskiego wykazał się szczególną czujnością i refleksem. W drugiej połowie miał już znacznie mniej do roboty, choć musiał zachować koncentrację, szczególnie przy licznych dośrodkowaniach rywali, co mu się udało. Pod koniec meczu udało mu się również wybronić sytuację sam na sam i mimo że strzelający był wcześniej na pozycji spalonej, golkiper Legii grał do końca i dobrze skrócił mu pole strzału. Forma Tobiasza może cieszyć i dawać nadzieję, że stołeczna drużyna w końcu będzie miała w tym sezonie pewnego bramkarza.
Radovan Pankov - Serb zaprezentował się w Zabrzu solidnie, jednak zdarzały mu się momenty dekoncentracji. Przez większą część spotkania był pewny, skutecznie czytał grę i podejmował dobre decyzje, ale kilka chwilowych rozproszeń skutkowało pozostawieniem zbyt dużej przestrzeni przeciwnikom, czego potem nie potrafił już zbytnio nadrobić. Takie błędy zdarzały mu się głównie w pierwszej części. Po przerwie zdecydowanie ustabilizował swoją grę, zdecydowanie lepiej się organizował w obronie i stał się dużo pewniejszym punktem defensywy. Czynnie angażował się w rozegranie akcji, które stało w jego przypadku na dość wysokim poziomie, gdyż zagrywał celnie i potrafił przyspieszyć poczynania drużyny.
Juergen Elitim - Po Kolumbijczyku było widać zdecydowanie największą reakcję na niepowodzenia w pierwszej połowie, w której był po prostu beznadziejny. Starał się dyrygować grą, ale w ogóle mu to nie wychodziło, poza jednym skutecznym zagraniem za linię obrony do Kacpra Chodyny. Popełniał proste błędy w rozegraniu i przede wszystkim przegrywał większość pojedynków z rywalami. To właśnie po jego nieodpowiedzialnym zachowaniu w środku pola i dziecinnej stracie na własnej połowie Górnik wyszedł z akcją bramkową. To zresztą nie było jedyne takie niepowodzenie Kolumbijczyka, na szczęście tylko to skończyło się w najgorszy sposób. Po przerwie widzieliśmy jednak kompletnie inny obraz jego gry. Był kluczowym elementem rozegrania. Zdecydowanie poprawił swoją decyzyjność, jakość zagrań i skuteczność. Znacznie przyspieszył i urozmaicił akcje zespołu. Elitim zakończył mecz w 75. minucie z asystą przy pierwszej bramce.
Ilja Szkurin - Wobec kontuzji Marca Guala, otrzymał swoją szansę w wyjściowym składzie. Grał dużo poza polem karnym przeciwnika, najczęściej tyłem do bramki, co akurat nieźle mu wychodziło, bo dobrze się zastawiał i odgrywał piłki do kolegów z drużyny. Generalnie dobrze się ustawiał i szukał możliwości do otrzymania piłki. To wszystko jednak daleko od bramki przeciwnika, przez co długimi momentami i w wielu kontrach brakowało go w ofensywie. Mimo wszystko udało mu się znaleźć w kilku dobrych sytuacjach. W 24. minucie mógł wykorzystać nieporozumienie między bramkarzem a obrońcą Górnika, zebrał odbitą piłkę w polu karnym, ale chyba zbyt długo zwlekał ze strzałem, przez co golkiper zdążył skrócić mu pole do oddania strzału i trafił tylko w poprzeczkę. Świetnie zachował się w 67. minucie, kiedy niepilnowany otrzymał zgraną piłkę przez Pawła Wszołka i pewnym strzałem obok Filipa Majchrowicza skierował ją do bramki. Niestety dla napastnika, wyszła z tego tylko asysta, bo Luquinhas zdecydował się na dobitkę z najbliższej odległości. Miał jeszcze szansę na gola w doliczonym czasie drugiej połowy po skutecznym kontrataku, jednak zamiast strzelać, zdecydował się wyłożyć piłkę do Wahana Biczachczjana. Szkurin rzeczywiście zaczyna się rozkręcać, pokazuje, że może być przydatny, jednak zdecydowanie brakuje mu jeszcze pewności i zdecydowania.
Paweł Wszołek - Podobnie jak wielu zawodników Legii w tym meczu, zaprezentował swoje dwie twarze. W pierwszej części praktycznie w ogóle nie podłączał się do ofensywy, był bierny w tym aspekcie, a gdy już, to nie dawał konkretów. Gdy raz zapędził się wyżej, brakowało go w defensywie, a jego stroną poszła akcja bramowa Górnika. Ogólnie miał w tej części duże problemy w obronie - dawał się pokonywać w prosty sposób i często zostawiał sporo wolnych przestrzeni. W drugiej połowie nie tylko zorganizował i poprawił swoją grę w obronie, ale również był zdecydowanie bardziej zaangażowany i konkretny w poczynaniach ofensywnych. Kilkukrotnie wykazał się skutecznymi rajdami na prawej flance, udawało mu się z łatwością pokonywać defensorów Górnika, po czym ścinał do środka i próbował dograć piłkę do kolegów z drużyny, choć ostatecznie nie udało mu się wykreować żadnej stuprocentowej okazji. Swoją przebojowością robił jednak różnicę i wprowadzał sporo zamętu w szeregi obronne przeciwników.
Kacper Chodyna - Wręcz fatalny występ. Skrzydłowy nie potrafił wnieść do drużyny kompletnie nic, miał problemy ze zgraniem, a momentami nawet z podstawowymi piłkarskimi aspektami, jak przyjęcie piłki. Miał kilka szans, by znaleźć się na czystej, strzeleckiej pozycji, jednak właśnie przez momenty zawahania, złe opanowanie czy decyzyjność, niweczył starania drużyny. Gdy już zdołał dojść do piłki, jego ofensywne wejścia były nieprzemyślane, często kończyły się stratą, a dośrodkowania – jeśli już dochodziło do nich – były niedokładne lub bez adresata. Skrzydłowy nawet nie próbował naprawiać swoich błędów, a jedynie zwieszał głowę i powoli wracał na własną połowę. To był kolejny występ Chodyny w barwach Legii, w którym sprawiał wrażenie chaotycznego i kompletnie pozbawionego pewności siebie. Zszedł z boiska w 75. minucie.
Ryoya Morishita - Po Japończyku można było spodziewać się zdecydowanie więcej. Przez cały swój występ w środku pola był nieefektywny, zaliczył mnóstwo strat, nieudanych dryblingów i przegrywał większość pojedynków z rywalami. Długimi momentami grał zbyt zachowawczo, jakby brakowało mu odwagi, bał się wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Nie podejmował ryzyka, brakowało jego błyskotliwości czy nawet prób dośrodkowań. W spotkaniu z Górnikiem w grze Morishity zabrakło wszystkiego: charakteru, odwagi, skuteczności.
Ruben Vinagre - Słaba forma bocznego obrońcy w tym roku w zasadzie nie jest już niczym zaskakującym, a jedynie po raz kolejny rozczarowującym. Był często pod grą, ale nie potrafił zrobić z piłką konkretów. Większość jego prób dryblingów i wyjścia wyżej z akcją kończyło się albo niepowodzeniem i stratą, albo brakiem ryzyka i wycofaniem piłki. Ogólnie Portugalczyk bardzo rzadko w tym meczu angażował się w ofensywę, rzadko pojawiał się pod polem karnym Górnika, zdecydowanie częściej było go widać w środkowej strefie. W defensywie znów miał sporo problemów, szczególnie z utrzymaniem krycia. Przy akcji bramkowej Górnika w pewnym momencie stracił z pola widzenia Taofeeka Ismaheela, którego krył w polu karnym, a który uciekł mu na wolną pozycję i zdobył gola. Spóźniony Vinagre próbował jeszcze zablokować strzał skrzydłowego, ale był już bezradny. To zresztą nie była jedyna sytuacja, w której graczom Górnika udawało się wykiwać Portugalczyka, oderwać od krycia bądź wygrać z nim pojedynek szybkościowy. Portugalczyk wiosną zawodzi po całości i nie widać żadnych symptomów poprawy.
Rafał Augustyniak - Defensywny pomocnik miał duże problemy z odnalezieniem się na boisku i utrzymaniem odpowiedniego rytmu gry. W pierwszej połowie zdecydowanie brakowało jego intensywności, zdecydowania, agresji i przejęcia środka pola. Był wyraźnie przygaszony, grał jakby na pół gwizdka, brakowało mu energii. Może nie popełnił większych błędów, ale też poza jednym przejęciem, po którym poszła akcja, którą mógł wykończyć Kacper Chodyna, nie miał większego wkładu w grę. Często schodził na trzeciego do defensywy, ale w niej także brakowało jego skutecznych interwencji i umiejętnego ustawiania się. Jego postawa w dużej mierze wpłynęła na przegranie środka pola w pierwszej połowie. Nie miał szansy na poprawę w drugiej części, bo został zmieniony już w 54. minucie.
Zmiennicy
Claude Goncalves - Pojawił się na murawie w 54. minucie i była to zdecydowanie pozytywna zmiana. Portugalczyk pokazał się z bardzo dobrej strony jeśli chodzi o umiejętności techniczne, utrzymanie się przy piłce i przyspieszanie akcji drużyny. W przeciwieństwie do wcześniejszych występów, tym razem zagrał dojrzale, odpowiedzialnie i z dużym spokojem. Był bardziej dynamiczny i starał się w stu procentach. Pozwolił po części opanować środek pola, uspokoić grę i nadać jej rytm. W defensywie też zrobił swoje - dobrze odcinał podania, przesuwał się i kilka razy skutecznie wchodził w odbiór. Goncalves zdecydowanie zaskoczył w pozytywnym sensie.
Patryk Kun - Mimo że przebywał na boisku przez trochę ponad kwadrans, to dał dobry impuls i pokazał się z lepszej strony niż Ruben Vingre. Był dynamiczny, pokazał dużą chęć do ofensywnej gry i wniesienia do drużyny czegoś więcej, a kilka jego rajdów zrobiło sporą różnicę. Dobrze czytał grę, kilkukrotnie skutecznie wyprzedzał rywali i radził sobie w pojedynkach z nimi. Podobnie jak Claude Goncalves, pozytywnie zaskoczył i patrząc na dyspozycję Vinagre, może niegłupim pomysłem byłoby danie mu szansy od pierwszych minut.
Maximillian Oyedele - Pojawił się na boisku w 75. minucie. Dobrze wspomógł defensywę próbującą utrzymać korzystny wynik. Wykazał się kilkoma skutecznymi odbiorami i interwencjami przy lub we własnym polu karnym, dobrze ustawiał się, pilnował rywali i nie pozwalał im na dotarcie do bramki. Uczestniczył również w wyprowadzeniu kontr, jednak sam za bardzo nie zapędzał się poza połowę Legii.
Wahan Biczachczjan Wszedł na murawę w 75. minucie. Po jego wejściu drużyna już mniej atakowała, ale miał okazję brać udział w kilku kontratakach. Był jednak nieskuteczny, jego próby dryblingów nie robiły na przeciwnikach żadnego wrażenia i przegrywał z nimi większość pojedynków. Miał także kilka okazji na dośrodkowanie ze stałego fragmentu gry, co wychodziło mu bardzo niecelnie. W doliczonym czasie gry otrzymał w polu karnym piłkę wyłożoną przez Ilję Szkurina, jednak z dogodnej pozycji lewą nogą trafił prosto w obrońcę.
Wojciech Urbański - Wszedł na boisko w 87. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.
