Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po rewanżowym meczu z Chelsea FC

sobota, 19 kwietnia 2025 11:53
Plusy i minusy po rewanżowym meczu z Chelsea FC
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W czwartek Legia Warszawa honorowo pożegnała się z rozgrywkami Ligi Konferencji. Legioniści pokonali na Stamford Bridge Chelsea FC 2-1, zostając tym samym pierwszą drużyną w obecnym sezonie, której udało się pokonać "The Blues" w europejskich pucharach i pierwszym polskim zespołem w historii, który pokonał angielski zespół na jego ziemi. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy "Wojskowym" za ten mecz.


Maximillian Oyedele - To był fenomenalny i niezwykle dojrzały występ pomocnika Legii. Po raz pierwszy od przeprowadzki do Polski zagrał w kraju, w którym się wychował. Widać było, że chce udowodnić, że Manchester United pozbył się go zbyt łatwo. Grał z ogromnym zaangażowaniem i determinacją, a każdy jego ruch na boisku miał sens i cel. Był jedną z kluczowych postaci w drodze do zwycięstwa, szczególnie w aspektach defensywnych. Miał stuprocentową skuteczność w pojedynkach i wykazał się 5 skutecznymi odbiorami oraz kilkoma ważnymi interwencjami i wybiciami piłki. Nie tylko zdominował środek pola, ale również fenomenalnie zabezpieczał obronę Legii, schodząc na trzeciego do linii defensywy. Może nie zapędzał się do ofensywy, ale czynnie uczestniczył w rozegraniu akcji i po skutecznych odbiorach, swoimi nietuzinkowymi podaniami, często je napędzał. Jego inteligencja boiskowa oraz znakomite wyczucie czasu sprawiały, że był nie tylko zaporą praktycznie nie do przejścia, ale też kluczowym ogniwem w płynnym przechodzeniu z obrony do ataku.


Claude Goncalves - Kto jeszcze kilka tygodni temu spodziewałby się, że Portugalczyk będzie jednym z najlepszych zawodników zwycięskiego meczu z Chelsea na Stamford Bridge? Nawet teraz, pisząc to zdanie, brzmi to absurdalnie, a jednak - stało się faktem. Goncalves był sercem środka pola, był odważny w rozgrywaniu i pokazał doskonały przegląd pola. To on wielokrotnie uspokajał tempo, przyjmował presję i wychodził z trudnych sytuacji z piłką przy nodze, co pozwalało Legii złapać oddech i przejąć kontrolę choć na chwilę. Wykazał się aż 3 kluczowymi podaniami i wykreował dwie fenomenalne okazje. Pierwsze kluczowe zagranie miało miejsce w 9. minucie, kiedy obsłużył prostopadłym podaniem na pole karne Tomasa Pekharta, a Czech został sfaulowany przez bramkarza i wywalczył rzut karny. Jeszcze w pierwszej połowie Goncalves utrzymał się przy piłce w środku pola, w ostatnim momencie, na wślizgu, obsłużył podaniem Ryoyę Morishitę i wyprowadził Japończyka na sytuację sam na sam z golkiperem, co jednak skrzydłowy zmarnował. Asysta była mu w tym meczu po prostu pisana i przyszła w myśl powiedzenia "do trzech razy sztuka". W 53. minucie do Goncalvesa dotarło dośrodkowanie z rzutu rożnego i choć Portugalczyk raczej strzelał, to z woleja wyszła mu świetna asysta przy zwycięskiej bramce Steve'a Kapuadiego. Zresztą ogólnie zachowanie pomocnika przy tym stałym fragmencie gry - najpierw przyblokował obrońcę, któremu mógł uciec Kapuadi, a później sam znalazł wolną pozycję - było fenomenalne. Goncalves zaczyna dawać coraz większą nadzieję, że może być jeszcze przydatnym zawodnikiem i w końcu udowadnia słowa pochwały wielu dziennikarzy po letnim okresie przygotowawczym. Zszedł z boiska w 86. minucie.


Steve Kapuadi - Defensor w końcu zagrał na miarę swoich możliwości, które już wiele razy pokazywał w tym sezonie i nieco zamazał tym samym swój fatalny pierwszy występ przeciwko "The Blues". Był praktycznie bezbłędny zarówno w aspektach defensywnych, jak i w pomocy przy rozegraniu akcji. Pokazał się jako pewny w pojedynkach, skuteczny w odbiorach i świetny w ustawianiu – po prostu dawał drużynie spokój i stabilność z tyłu, co na tle tak renomowanego przeciwnika, było nie lada wyczynem. W 61. minucie dobrze zaasekurował Vladana Kovačevicia i wybił piłkę z linii bramkowej, ratując drużynę przed stratą bramki. Świetnie czytał grę, co pozwalało mu przerywać akcje Chelsea już w zalążku. Jak napisałem wcześniej, nie ograniczał się jedynie do destrukcji – jego precyzyjne, progresywne podania do środka pola często inicjowały szybkie kontry Legii, a jego skuteczność podań stała na poziomie 91%. Udało mu się błysnąć również w ofensywie. Zachowanie przy stałym fragmencie gry w 53. minucie trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze. Najpierw świetnie współpracował z Claudem Goncalvesem, gdyż można powiedzieć, że to Francuz poinstruował, a wręcz ustawił Portugalczyka do blokady jednego z zawodników Chelsea, co pozwoliło mu się uwolnić na wolną pozycję. Obrońca następnie, niczym lis pola karnego, świetnie zapolował na piłkę i wbił ją głową do siatki z bliskiej odległości. Ten gol był nie tylko ukoronowaniem jego świetnego występu, ale także kluczowym momentem w drodze do zwycięstwa.


Jan Ziółkowski - Występ młodego defensora nie był może tak idealny, jak w ostatnim ligowym meczu z Jagiellonią Białystok, jednak trzeba przyznać, że biorąc pod uwagę rangę i poziom rywala, mimo wszystko poradził sobie wyśmienicie. Powiedzmy wprost - Ziółkowski nie najlepiej zachował się przy straconym golu, w zasadzie nie wiedział do końca kogo kryć, a powinien być ustawiony bliżej zdobywcy bramki, Marca Cucurelli. To w zasadzie była jedyna sytuacji, w której można mieć do niego pretensje. Przez większość meczu znakomicie czytał grę, nie bał się wychodzić wysoko poza linię defensywy, często przerywał akcje Chelsea jeszcze zanim te zdążyły nabrać tempa. Jego odwaga, mobilność i zdecydowanie w działaniach defensywnych przeciwko drużynie z Premier League udowodniły, jak duży potencjał w nim drzemie. Został zmieniony w 86. minucie.


Tomas Pekhart - Pierwszy występ w podstawowym składzie od początku października ubiegłego roku. Pół roku musiało minąć, by Czech wybiegł na murawę na dłużej. Nie dość, że po takim czasie, to jeszcze na Stamford Bridge i z opaską kapitana. To wszystko mogłoby nie jednego przytłoczyć, ale nie tak doświadczonego napastnika. Od początku było widać w nim chęć gry, pokazania się z jak najlepszej strony i pomocy drużynie. Już w 9. minucie, mimo że prostopadłe podanie w jego kierunku było nieco za mocne, powalczył o piłkę do końca, wyłuskał ją w polu karnym tuż przed golkiperem, po czym został przez niego faulowany. Poszkodowany sam wykończył tę "jedenastkę", choć trzeba przyznać, że miał nieco szczęścia, bo jego uderzenie nie było zbyt dobre, a bramkarz miał je już na rękawicach. Najważniejsze jednak to, że wpadło. Choć napastnik nie miał już więcej okazji bramkowych w tym meczu, cały czas się starał, jako pierwszy ruszał do pressingu i agresywnie walczył o każdą piłkę z rywalami. Zaangażowanie i oddanie 35-latka dało wiele i pomogło Legii dążyć do zwycięstwa. Pekhart zszedł z boiska w 67. minucie.


Luquinhas - Brazylijczyk może nie był bohaterem tego meczu, nie zapamiętamy go z jakiejś szczególnej sytuacji, jednak praca, jaką wykonywał na przestrzeni całego meczu, zarówno w ofensywie, jak i defensywie, robiła ogromną różnicę i była jednym z czynników odmiany drużyny, względem meczu w Warszawie. Luquinhas był zdecydowanie bardziej pewny siebie, konkretniejszy, nie bał się wchodzić w dryblingi i podejmować ryzyka, przy czym był naprawdę skuteczny. Przegrał tylko 1 z 7 pojedynków z rywalami, miał parę udanych kiwek i potrafił zrobić dobrą robotę swoim balansem ciała. Dodatkowo skrzydłowy przez cały swój występ zanotował stuprocentową celność podań i utracił posiadanie piłki tylko dwukrotnie, co patrząc na to, z kim Legia się mierzyła, sprawia dość duże wrażenie. W 70. minucie, po strzale z dystansu Ryoyi Morishity, który bramkarz Chelsea odbił przed siebie, Brazylijczyk próbował do końca powalczyć o piłkę, wyłuskał ją i wydawało się, że mógł być faulowany przez golkipera, jednak sędziowie nie zdecydowali się na podyktowanie rzutu karnego. Ta sytuacja jednak pokazuje idealnie, jaką walecznością w tym meczu wykazywał się Luquinhas, który był dużym fundamentem końcowego sukcesu. Opuścił murawę w 77. minucie.


Ryoya Morishita - Japończykowi, podobnie jak Luquinhasowi, nie można odmówić waleczności, chęci pokazania się z jak najlepszej strony, jednak był nieco mniej efektywny, trochę bardziej nieporadny. Morishita miał dobre momenty, zwłaszcza w pressingu i walce o piłkę, ale brakowało mu czasami precyzji i chłodnej głowy przy podejmowaniu decyzji. Tak było m.in. w 21. minucie, kiedy skrzydłowy dostał otwierające podanie za linie obrony, doszedł do sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale przestrzelił obok bramki. Japończyk popełnił w tej sytuacji błąd zarówno przy zabraniu się z piłką, bo mimo wygrania pozycji z obrońcami, wyrzucił się z nią za bardzo do boku, jak i przy samym wykończeniu, które pozostawiało wiele do życzenia. Zdarzało się także, że za bardzo się spieszył, gubił rytm akcji, niepotrzebnie tracił piłkę w prostych sytuacjach, niecelnie podawał, bądź strzelał nieco na oślep. Mimo wszystko, jego motoryka, zaangażowanie i intensywność dają podstawy do ostrożnego optymizmu.


Juergen Elitim - Kolumbijczyk był najmniej wyróżniającym się z zawodników środka pola Legii, jednak nie można powiedzieć, by nie miał wkładu w zwycięstwo. Choć jego gra była mniej efektowna niż partnerów z linii pomocy, wykonywał wiele tzw. „czarnej roboty”, szczególnie w aspektach defensywnych i trzymania środkowej strefy w ryzach. Elitim dobrze utrzymywał pozycję, asekurował innych zawodników, nie unikał fizycznych starć z zawodnikami Chelsea i wykazał się kilkoma skutecznymi odbiorami, czasem nawet na połowie rywala. Rzadko tracił piłkę, choć to dlatego, że grał bezpiecznie, czasem aż zbyt zachowawczo i to może być największym zarzutem w jego kierunku. Był to po prostu solidny występ, zakończony w 78. minucie.


Vladan Kovačević - Postawienie na bośniackiego golkipera w tym meczu było ogromnym zaskoczeniem. Generalnie Kovačević obronił tę decyzję, jednak miał też parę sytuacji, w których powinien zachować się lepiej. Już w 5. minucie musiał interweniować po raz pierwszy przy uderzeniu z pola karnego Christophera Nkunku, Bośniak zrobi to skutecznie, ale przy tym jakoś nieporadnie, odbijając piłkę nieco do boku, ale bardziej przed siebie, na szczęście dobitka Cole'a Palmera głową była zbyt lekka i golkiper mógł ją wyłapać. Poza tym w pierwszej połowie nie miał więcej do roboty, a przy straconej bramce nie mógł nic zrobić. Więcej wokół strzeżonej przez niego bramki działo się w drugiej części. Już po niecałych 10 minutach musiał wybronić mocny strzał Jadona Sancho, lecz lecący wprost w niego. Ogromne zamieszanie miało miejsce w 61. minucie, przy którym golkipera wspomogło dwóch obrońców. O ile przy pierwszym uderzeniu Noniego Madueke Kovačević ustawił się w bramce dość dobrze i interwencja Rubena Vinagre mogła okazać się niepotrzebna, tak przy dobitce Tyrique George'a bramkarz źle interweniował, dał przelecieć piłce pod pachą i asekuracja Steve'a Kapuadiego po tym błędzie była kluczowa. Za niecałą minutę bramkarz znów musiał się wykazać, po technicznym strzale z linii pola karnego, jednak tym razem poradził sobie bez zarzutów. Kovačević kilka razy uratował drużynę, ale w niektórych momentach miał również sporo szczęścia.


Ruben Vinagre - Pomimo że drużyna weszła na wyżyny swoich umiejętności, Portugalczyk po raz kolejny był jednym z nielicznych zawodników, których nie da się pochwalić. Vinagre miał w tym spotkaniu bardzo ofensywne podejście, przez co często zapomniał, że jest lewym obrońcą i ma również wiele zadań defensywnych. Nawet kiedy już był w obronie, miał sporo problemów z szybkimi zawodnikami Chelsea, nie potrafił utrzymać swojej pozycji i był przez nich często pokonywany w dość prosty sposób. Tak wydarzyło się też przy straconej bramce. Lewy defensor zostawił zdecydowanie za dużo miejsca Jadonowi Sancho, pozwolił mu na zgranie piłki w pole karne i to między jego nogami, co skończyło się stratą bramki. W dużej części bramka ta idzie więc na jego konto. Byłoby mu to jednak wybaczone, gdyby w ataku wnosił od siebie coś więcej. Niestety w tym aspekcie również brakowało mu jakości. Tak, jak wspomniałem, często podłączał się do ofensywy, ale był niedokładny i przewidywalny, co zakończyło się 25% skutecznością w pojedynkach z rywalami i próbach dryblingu, a także aż 16 stratami piłki. Poza udanym dośrodkowaniem z rzutu rożnego przy drugiej zdobytej bramce, nie wyróżnił się niczym. Vinagre przed meczem przyznał, że nie jest obecnie w najlepszej formie, ale obiecał, że ona wróci. W spotkaniu z Chelsea nie dał jednak chociażby małej iskierki, by rozpalić ogień wiary w te słowa.


Radovan Pankov - Po Serbie spodziewaliśmy się dużo więcej, szczególnie w organizacji swojej gry i pewności w poczynaniach defensywnych. Tymczasem już w 3. minucie meczu prawy obrońca w głupi sposób stracił posiadanie na własnej połowie i doprowadził do sytuacji Cole'a Palmera sam na sam z bramkarzem, w której ofensywny pomocnik, na jego szczęście, przestrzelił. Podobną stratę zanotował zresztą również pod koniec spotkania, w 84. minucie, po której Noni Madueke uderzył tuż ponad poprzeczką. Na przestrzeni całego spotkania Serb miał widoczne problemy nie tylko z dokładnością podań i utrzymaniem piłki, ale też z szybkością reakcji i kontrolą nad zdecydowanie bardziej dynamicznymi zawodnikami Chelsea. Często spóźniony, niepewny, zostawiał zbyt dużo miejsca rywalom, co destabilizowało linię obrony. Jego występ niestety kontrastował z dobrą postawą kolegów z formacji defensywnej i pozostawił spory niedosyt.


Zmiennicy


Artur Jędrzejczyk - Wejściem w 86. minucie zanotował swoje 400. spotkanie w barwach Legii i jest trzecim zawodnikiem w historii stołecznego klubu, który przekroczył tę granicę. Mimo że grał bardzo krótko, to w 90. minucie udało mu się zanotować bardzo ważną interwencję, kiedy w ostatnim momencie wybił wślizgiem zgraną piłkę w pole karne po kontrataku gospodarzy, co tylko pokazuje, że mimo wieku nadal może stanowić wartość dodaną dla zespołu. Ocena pozytywna może nie tylko za samo wejście w tym meczu, ale za to niesamowite osiągnięcie.


Kacper Chodyna - Wszedł na boisko w 67. minucie. Przez te kilkadziesiąt minut na murawie Stamford Bridge był znacznie aktywniejszy, niż kilka dni temu w dłuższym występie przy Łazienkowskiej przeciwko Jagiellonii Białystok. Nie zmieniło się jednak to, że nadal tak samo mało efektywny. Dwukrotnie zdecydował się na uderzenie na bramkę. Z pierwszym strzałem z 82. minuty spokojnie poradził sobie bramkarz gospodarzy, natomiast po następnym, oddanym 5 minut później, nadal poszukują piłki, a obszar sięga daleko poza stadion. Kilka razy dobrze pokazał się na skrzydle i próbował zgrać piłkę w głąb, jednak udało mu się to tylko w doliczonym czasie gry, kiedy skutecznie wyłożył futbolówkę na skraj pola karnego do Ryoyi Morishity. W zasadzie więc, nie wniósł do gry "Wojskowych" zbyt wiele.


Mateusz Szczepaniak - Młody skrzydłowy dostał swoją szansę w 77. minucie. Nie było widać w nim żadnych kompleksów, ewidentnie chciał bawić się występem przeciwko tak utytułowanej drużynie, na tak znanym stadionie i pokazać z pozytywnej strony. Jego występ był dość treściwy, kilka razy dobrze zabrał się z futbolówką, wchodził w pojedynki z rywalami, a nawet zanotował jedno kluczowe podanie. Oby więcej takich szans dla Szczepaniaka w końcówce sezonu.


Rafał Augustyniak - Pojawił się na murawie w 78. minucie. Pozwolił uszczelnić defensywę w końcówce spotkania, dobrze ustawiał się i nie pozwalał zawodnikom gospodarzy na przedarcie się do pola karnego. Skutecznie pomógł zespołowi utrzymać pozytywny wynik.


Wahan Biczachczjan - Wszedł na murawę w 86. minucie. Grał zbyt krótko, by go ocenić.

Udostępnij