Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Stalą

poniedziałek, 26 maja 2025 08:48
Plusy i minusy po meczu z Stalą
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

Na koniec sezonu Legia Warszawa tylko zremisowała 2-2 z jednym ze spadkowiczów - Stalą Mielec. To spotkanie było najlepszym podsumowaniem kończących się rozgrywek. Stołeczna drużyna raziła nieskutecznością i popełniała proste błędy, które po raz kolejny pozbawiły ją trzech punktów. Zapraszamy do zapoznania się z ostatnimi "plusami i minusami", jakie przyznaliśmy w sezonie 2024/25.


Maximillian Oyedele - W sobotnim meczu defensywny pomocnik pokazał, że słabszy występ w Krakowie był tylko wypadkiem przy pracy. Znów był bardzo pewnym i ciężkim do pokonania punktem w środkowej strefie boiska. Imponował skutecznością w odbiorach i przechwytach - łącznie zaliczył ich aż 7, a udawało mu się to poprzez bardzo dobrą asekurację i ustawianie się po stratach. Większością wygranych pojedynków dawał zespołowi sporo stabilizacji. Miał również duży wkład w rozgrywanie akcji, wielokrotnie zabierał się z piłką i próbował przyspieszać poczynania drużyny. Był aktywny w fazach przejściowych, często przejmując odpowiedzialność za pierwsze podania po odbiorze i inicjując ataki. Na koniec sezonu po raz kolejny udowodnił, że mimo młodego wieku, można na nim polegać i budować drużynę w następnych rozgrywkach.


Artur Jędrzejczyk - Jeśli ktokolwiek jeszcze zastanawiał się, czy aby na pewno przedłużyć wygasający kontrakt legijnego weterana, to swoim sobotnim występem rozwiał on wszelkie wątpliwości. Jędrzejczyk pokazał, że gdy dostaje szansę, to jest jeszcze w stanie być wartością dodaną. Był mocny fizycznie, wychodził za przeciwnikami wysoko poza pole karne i swoją agresywnością z łatwością odbierał im piłkę bądź po prostu utrudniał przyjęcie i rozegranie akcji. Był świetny w pojedynkach z rywalami, wygrywając 10 z 15 takowych w tym spotkaniu. Do tego prezentował duży spokój i doświadczenie w ustawieniu oraz kierowaniu defensywą, co miało pozytywny wpływ na cały blok obronny. W zasadzie był to bezbłędny, perfekcyjny występ 37-letniego stopera. Gdy jest w formie, Jędrzejczyk potrafi wykorzystać swoje doświadczenie i jeszcze wnieść wiele do gry Legii.


Juergen Elitim - Kolumbijczyk starał się jak mógł, by udanie i ze zwycięstwem zakończyć sezon. Był cały czas pod grą i starał się zrobić różnicę z piłką przy nodze. To zresztą udawało mu się, bo był w swoim poczynaniach bardzo skuteczny. Ogółem przez cały występ zanotował aż 92-procentową celność podań, a 7 z 8 jego długich podań trafiało pod nogi kolegów z zespołu. W 33. minucie wyłożył piłkę na lewą stronę niepilnowanemu Ryoyi Morishicie, po czym Japończyk uderzył w słupek. W 79. minucie dobrym podaniem znalazł w polu karnym Pawła Wszołka, notując asystę przy drugim trafieniu. Elitim generalnie dobrze dyrygował tempem gry, umiejętnie balansując między spokojnym rozgrywaniem a przyspieszaniem akcji. Był także pomocny w kwestiach defensywnych, starał się wspierać zespół również w tym aspekcie. Zszedł z boiska w 85. minucie.


Paweł Wszołek - Występ prawego obrońcy nie był jednoznaczny. Szczególnie w pierwszej połowie było go nieco zbyt mało w ofensywie, bo w obronie nie miał większych problemów przez cały mecz, a szczególnie dominował w pojedynkach powietrznych. W 55. minucie popełnił jednak kosztowny błąd. W polu karnym zablokował dośrodkowanie z lewej strony nienaturalnie ułożoną ręką i sprokurował rzut karny, po których goście wyszli na prowadzenie. Od tamtego momentu gra Wszołka się odmieniła. Widać było, że chce zrehabilitować się za swoją niefortunną interwencję. Momentalnie częściej można było go zobaczyć na połowie rywala, brał większy ciężar gry na siebie i próbował zrobić różnicę. To udało mu się w 79. minucie, kiedy dobrze znalazł się w polu karnym, z łatwością przełożył rywala i piłkę na lewą nogę, po czym świetnym, technicznym strzałem umieścił piłkę w siatce. Dla Polaka należą się brawa za odpowiednią reakcję i gola dającego chociaż remis, ale przez sporą część meczu grał po prostu przeciętnie.


Ryoya Morishita - Japończyk starał się, był aktywny, może nawet dawał od siebie najwięcej z całej linii ofensywnej, ale albo nie wychodziło jemu, albo jego kolegom z zespołu, którzy marnowali wykreowane przez niego okazje. W pierwszej połowie grał zdecydowanie pozytywnie. Już w 6. minucie, pod dużym kątem, stanął oko w oko z Konradem Jałochą, jednak prostym strzałem trafił wprost w bramkarza. Po 20 minutach posłał bardzo dobre, cięte podanie na pole karne z prawej strony, ale w ostatnim momencie, tuż przed Ilją Szkurinem, wślizgiem zdołał interweniować jeden z defensorów Stali. Sześć minut później znów wyłożył piłkę, tym razem do Luquinhasa, który piętką uderzył w golkipera. Zanotował również trzecie kluczowe podanie - w 32. minucie zagrał po ziemi na 4. metr, a jeden z defensorów Stali wślizgiem prawie wbił piłkę do własnej bramki. Niedługo później sam znów stanął przed szansą na gola, kiedy w polu karnym najpierw zawahał się, ale ostatecznie przełożył futbolówkę na prawą nogę i huknął mocno tylko w słupek. Ta część napawała nadzieją i wydawało się, że Japończyk czegoś w tym meczu dokona. Niestety, skrzydłowy w drugiej połowie zgasł i nie był już tak efektywny, więc ostatecznie zakończył mecz bez żadnej "liczby".


Ruben Vinagre - Portugalczyk na zakończenie sezonu dał lekką nadzieję na poprawę. Nie był to występ na miarę tych, z których był znany w rundzie jesiennej, ale znacznie efektywniejszy, dokładniejszy i z mniejszą liczbą błędów niż większość z wiosennych spotkań. Błysnął kilkoma efektownymi podaniami, a szczególnie zagranie z 12. minuty, kiedy z własnej połowy świetną, techniczną piłką za linię obrony uruchomił Ilję Szkurina. Generalnie był produktywny, potrafił zrobić różnicę balansem ciała, choć ostatecznie nie przyniosło to konkretów. Był również pewniejszy w ofensywie, nie dawał się tak łatwo pokonywać i był skuteczniejszy w pojedynkach z rywalami, ale mimo wszystko nie obyło się bez momentów, w których lewy obrońca był zbyt pasywny bądź pozostawiał zbyt dużo wolnej przestrzeni. Mimo to był to krok w dobrą stronę, sugerujący, że Vinagre może jeszcze wrócić do dobrej formy, a zapowiada się, że jest jakaś szansa na to, by prezentował ją w przyszłym sezonie jeszcze w Warszawie.


Steve Kapuadi - Był mniej pewnym z duetu stoperów, choć przez większość meczu unikał poważniejszych błędów i starał się utrzymywać koncentrację. Niemniej, jego występ nie był pozbawiony nerwowych momentów. Bliski poważnej wpadki był w 35. minucie, gdy Fryderyk Gerbowski zdobył bramkę – Kapuadi był o włos od złamania dobrze ustawionej przez Artura Jędrzejczyka pułapki ofsajdowej. Ostatecznie pomocnik Stali znajdował się minimalnie na spalonym, ale sytuacja mogła zakończyć się zdecydowanie gorzej. Również przy drugiej bramce dla rywali jego zachowanie pozostawiło sporo do życzenia. To właśnie Kapuadi odpowiadał za krycie Mateusza Matrasa przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Stracił czujność i choć próbował jeszcze interweniować, to zabrakło mu zdecydowania i timingu, by skutecznie zatrzymać rywala. Poza tymi sytuacjami nie prezentował się tragicznie – notował poprawne wybicia, kilka udanych interwencji i wygranych pojedynków, szczególnie tych przy górnych piłkach, a starał się także rozgrywać piłkę z tyłu.


Kacper Tobiasz - Golkiperowi po raz kolejny w tym sezonie nie udało się utrzymać czystego konta. Trzeba powiedzieć, że przez znaczną część meczu nie miał zbyt wiele pracy. W pierwszej połowie gracze Stali zagrozili jego bramce raz. W 43. minucie z ostrego kąta z lewej strony na bramkę uderzał Karol Knap, a bramkarz Legii wykazał się skuteczną robinsonadą, zbijając piłkę na rzut rożny. W drugiej części goście oddali dwa strzały i w obu przypadka Tobiasz musiał wyciągać piłkę z siatki. O ile przy rzucie karnym nie miał zbyt wiele do powiedzenia - golkiper wyczuł intencje strzelca, rzucił się w swój prawy dolny róg, ale nie sięgnął piłki - tak przy drugiej bramce mógł zachować się nieco lepiej. Tobiasz przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego, podobnie jak w wielu innych takich sytuacjach, był przyspawany do linii, nawet nie zawahał się z interwencją na przedpolu, a nie zdecydował się nawet choćby rzucić do strzału głową na dalszy słupek. Golkiper raczej nie miałby szans na wybronienie tego uderzenia, ale mógł chociaż stworzyć pozory, że próbuje.


Ilja Szkurin - Widać było, że białoruski napastnik chce pokazać się w pojedynku przeciwko swojemu byłemu klubowi. Nie można powiedzieć, by nie dochodził w ogóle do sytuacji bramkowych, bo było ich kilka, ale marnował je na potęgę. W 12. minucie zachował się dobrze, powalczył do końca o piłkę zagraną przez Rubena Vinagre z własnej połowy i ofiarnym wślizgiem trafił w bramkarza. Trochę ponad 8 minut później już odpuścił walkę o podanie Ryoyi Morishity, które zdołał jeszcze lekko odbić jeden z defensorów. W 29. minucie otrzymał w polu karnym piłkę zgraną głową przez Steve'a Kapuadiego, ale źle przyjął ją na klatkę, musiał się inaczej zbierać do strzału i ostatecznie został wyblokowany. Ostatnie, najlepsze dwie okazje miał w okolicach 50. minuty. Najpierw napastnik w zamieszaniu wyłuskał piłkę i uderzył obok bramkarza, ale jeden z defensorów Stali wybił piłkę z linii bramkowej. Po chwili uderzył mocno z 11. metra, jednak jego strzał tylko minimalnie otarł się o boczną siatkę. Można chyba stwierdzić, że Szkurin był zbyt mocno przemotywowany w tym meczu, przez co mało co mu wychodziło. Został zmieniony w 60. minucie.


Luquinhas - Dla Brazylijczyka był to pożegnalny mecz w barwach Legii - klub nie zdecydował się na jego wykup po wypożyczeniu. Tym niezbyt udanym występem potwierdził, dlaczego warszawska drużyna nie chciała wyłożyć za niego dość sporych pieniędzy. W sobotnim meczu Luquinhas był przygaszony, rzadko brał na siebie ciężar gry, jakby jej kompletnie unikał. Tak naprawdę jedynym szczególnym momentem, w którym się wyróżnił, była sytuacja z 27. minuty. Skrzydłowy najpierw wyrzucił podaniem Ryoyę Morishitę, jednak Japończyk zdołał opanować piłkę i dograć ją do Brazylijczyka, który próbował pokonać golkipera Stali piętką, ale trafił wprost w niego. Poza tą próbą było jednak zbyt wiele anonimowych minut, by ten pożegnalny mecz mógł zostać zapamiętany pozytywnie. Oklaskiwany, zszedł z boiska w 88. minucie.


Claude Goncalves - W samej końcówce sezonu Portugalczyk znów powrócił do przeciętnego poziomu. Podobnie było w meczu ze Stalą, w którym Goncalves praktycznie nie istniał. Był pasywny, bardzo rzadko można było go zobaczyć z piłką przy nodze. Zrobił z nią tylko jeden pożytek - w 6. minucie wypuścił Ryoyę Morishitę do dogodnej okazji. Na początku drugiej połowy mógł wyjść sam na sam z bramkarzem, ale nie zdołał dobrze opanować klatką piersiową górnej piłki od Ilji Szkurina. Poza tym momentem jego wkład w ofensywę był niemal zerowy. W środku pola nie dawał zespołowi ani dynamiki, ani zabezpieczenia w defensywie, bo przegrał wszystkie z pojedynków toczonych z rywalami, a posiadanie piłki stracił aż 10 razy. Został zmieniony w 60. minucie.


Zmiennicy


Tomas Pekhart - Czech pojawił się na boisku w 60. minucie. Dla napastnika było to ostatnie pół godziny w barwach stołecznej drużyny. Pekhart wszedł na boisko jak po swoje, chcąc godnie pożegnać się z klubem, jak sam mówi, który kocha. Od początku było widać to zaangażowanie i próbę zamknięcia swojej przygody z warszawską drużyną przynajmniej jedną bramką. Ta sztuka udała się już 4 minuty po wejściu na murawę, a zachowanie 35-latka w tej sytuacji było fenomenalne. Najpierw rozpoczął akcję w środku pola podaniem do Marca Guala, momentalnie podłączył się do niej, ruszając sprintem w kierunku pola karnego, co pozwoliło mu odebrać prostopadłe podanie Hiszpana i pewnie, strzałem obok bramkarza, wykorzystać sytuację sam na sam. Jeden z najlepszych obcokrajowców w historii Legii nie mógł wymarzyć sobie lepszego pożegnania ze stołecznym zespołem.


Marc Gual - Wszedł na murawę w 60. minucie. Może nie grzeszył dokładnością, ale wniósł do poczynań ofensywnych zespołu sporo ożywienia. Próbował brać na siebie grę i klasycznie robić coś niekonwencjonalnego, co wychodziło z różnym skutkiem. W 64. minucie udało mu się zagrać fenomenalną piłkę między obrońcami, która wyprowadziła Tomasa Pekharta do sytuacji sam na sam z bramkarzem, a Gualowi ostatecznie dała asystę. Dwukrotnie pokusił się o strzały z dystansu, jednak w obu przypadkach skutecznymi interwencjami popisał się Konrad Jałocha. Na zakończenie sezonu Gual mógł pozostawić po sobie nieco pozytywniejsze wrażenie niż odbiór jego osoby przez większą część sezonu.


Michał Kucharczyk - Wchodząc na boisko w 88. minucie, zaliczył swój symboliczny, 350. występ w barwach Legii, a zarazem pożegnalny ze stołecznym klubem. Cieszy, że popularny "Kuchy King" mógł w godny i piękny sposób pożegnać się z Legią. Plus za symbolikę i całokształt kariery skrzydłowego w warszawskim zespole.


Aleksander Wyganowski - Wchodząc na murawę w 85. minucie, 15-latek stał się najmłodszym debiutantem w historii Legii Warszawa. Młodemu pomocnikowi serdecznie gratulujemy, życzymy dalszego rozwoju i większej liczby występów w barwach "Wojskowych".

Udostępnij