Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Lechem

poniedziałek, 14 lipca 2025 19:34
Plusy i minusy po meczu z Lechem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W niedzielny wieczór Legia Warszawa pokonała w Poznaniu Lecha 2-1 i sięgnęła po trofeum Superpucharu Polski. Legioniści, szczególnie w pierwszej połowie, imponowali dużą intensywnością, kompaktowością, agresją i skutecznością. W poczynaniach stołecznej drużyny widać było ambicję i chęć dążenia do zwycięstwa, co ostatecznie się udało. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Edwarda Iordanescu za ten występ.


Juergen Elitim - W tym meczu był prawdziwym liderem i dyrygentem w drodze do zwycięstwa. Brał na siebie pełny ciężar rozgrywania akcji i wychodziło mu to wręcz perfekcyjnie, zaliczył zresztą aż 90-procentową skuteczność podań. Pracował przez cały mecz nad przyspieszaniem ataków zespołu, imponował wizją, przerzucał ciężar gry przez całą szerokość boiska. Elitim nie tylko dyktował rytm gry, ale też świetnie współpracował z kolegami, szukając prostopadłych podań i otwierających podań między liniami. Jakość jego zagrań, również tych górą, robiła bardzo dużą różnicę, co zaowocowało świetną asystą przy drugim trafieniu. Był obecny tam, gdzie drużyna najbardziej go potrzebowała – zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Czynnie uczestniczył w pressingu w drugiej linii, naciskał rywali i wielokrotnie współuczestniczył w licznych odbiorach piłki po stracie. Opuścił murawę w 85. minucie. Ten występ potwierdza, że Kolumbijczyk jest jednym z kluczowych ogniw drużyny i zawodnikiem, który potrafi wziąć odpowiedzialność za wynik.


Paweł Wszołek - Prawy obrońca dobrze przepracował okres przygotowawczy i pokazuje wysoką formę od początku sezonu. W spotkaniu z Lechem zaliczył najwięcej kontaktów z piłką z całej drużyny, starał się być non stop pod grą, skutecznie łącząc atak z obroną i oferując kolegom z zespołu ciągłe wsparcie na skrzydle. Potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, umiejętnie uwalniając się spod krycia, czym otwierał przestrzenie i stwarzał możliwości do przerzutów oraz rozciągania gry. Jego dynamika i wyczucie momentu przy włączaniu się do ofensywy robiły różnicę, a do tego nie unikał pracy w defensywie – regularnie wracał za akcją, skutecznie odbierał piłki i asekurował wysokie piłki grane przez przeciwników. W 33. minucie dobrze odnalazł się w polu karnym, powalczył na dalszym słupku o wysokie zagranie Patryka Kuna i sprytnym strzałem głową pod poprzeczkę zaskoczył Bartosza Mrozka, tym samym zdobywając swoją pierwszą bramkę w tym sezonie i "otwierając" wynik spotkania. Bliski bramki był zresztą już wcześniej, w 11. minucie, kiedy główkował po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Juergena Elitima, ale dobrą interwencją wykazał się golkiper Lecha. Wszołek naprawdę dobrze rozpoczyna sezon 2025/26 i oby był w stanie utrzymać taką dyspozycję jak najdłużej.


Rafał Augustyniak - Ogromna odmiana nastąpiła w poczynaniach defensywnego pomocnika przez trzy dni od meczu Z FK Aktobe. Ociężały, spóźniony Augustyniak z tamtego meczu w pojedynku z Lechem był najintensywniej grającym zawodnikiem, piłkarzem, w dużej mierze dzięki któremu udało się przejąć inicjatywę i zdominować mistrza Polski. Grał bardzo agresywnie, doskakiwał do przeciwników, nie pozwalając im na swobodne rozgrywanie piłki i poza jedną sytuacją, w której "dziurkę" założył mu Afonso Sousa, był w tych momentach niezwykle skuteczny. Doskonale czytał grę, zaliczał udane odbiory i skutecznie przerywał akcje rywala. Co więcej, jego rola nie ograniczała się wyłącznie do destrukcji – po odbiorze pewnie rozprowadzał piłkę, często cofając się między stoperów i pełniąc rolę głębokiego rozgrywającego. Widać było u niego nie tylko większą świeżość fizyczną, ale też pełne skupienie i odpowiedzialność w działaniach. Dzięki takiej postawie Augustyniak nie tylko zneutralizował wielu groźnych zawodników Lecha, ale też nadawał ton grze Legii w fazie budowania ataku.


Ilja Szkurin - Białorusin pokazał, dlaczego to on na starcie rozgrywek zasługuje na miejsce w pierwszym składzie na pozycji napastnika. Pracował bardzo dużo bez piłki - przede wszystkim w wysokim i intensywnym pressingu, ale także poszukiwał miejsca i przestrzeni nie na 40-30 metrze, a w okolicach pola karnego przeciwnika i za plecami defensorów. Pokazywał się do podań, starał się wykorzystywać swoją przewagę fizyczną nad obrońcami i to wszystko zaowocowało golem na 2-0. Napastnik w odpowiedni sposób uciekł stoperowi, utrzymał linię spalonego, fenomenalnie opanował wysoką piłkę zagraną przez Juergena Elitima i zwieńczył akcję świetnym wykończeniem podcinką nad bramkarzem. To wymagało od Szkurina wiele sprytu, ale też pokazał, że ma wysokie umiejętności i potrafi zachować się odpowiednio w "szesnastce". To zresztą nie była jedyna sytuacja, w której Białorusin się znalazł. W 80. minucie otrzymał górne podanie od Petara Stojanovicia, również dobrze zabrał się z piłką, ale został tuż przed strzałem powstrzymany przez Mateusza Skrzypczaka. Trzy minuty później atakujący powinien zdobyć swojego drugiego gola - również Stojanović świetnie uruchomił go zagraniem piętką, Szkurin był sam na sam z bramkarzem, ale fatalnie trafił w piłkę i spudłował. Generalnie był to jednak bardzo obiecujący występ napastnika, którym dał sygnał, że będzie mocną rywalizacją dla przychodzącego Mileta Rajovicia. Został zmieniony w 85. minucie.


Jan Ziółkowski - Niezwykle dojrzały i, szczególnie w drugiej połowie, odpowiedzialny występ defensora. Był praktycznie nie do przejścia, bardzo dobrze czytał grę i wysokimi, agresywnymi wyjściami do atakujących, przeważnie czysto, niweczył ich poczynania ofensywne. Jego znakomite ustawienie potwierdza aż 9 udanych wybić, co świadczy o czuciu przestrzeni i odpowiedzialności w kluczowych momentach. Poza świetną grą w defensywie i wysoką skutecznością w pojedynkach z rywalami, Ziółkowski zaimponował w tym meczu również jakością rozegrania, a przede wszystkim długich piłek zagrywanych z własnej połowy. Miał w tym meczu bardzo dużą wizję, a szczególnie udowadnia to podanie z 85. minuty do Wahana Biczachczjana, które minęło wszystkich zawodników Lecha i doprowadziło Ormianina do czystej sytuacji bramkowej. Mimo że trener Edward Iordanescu lubi stawiać na bardziej doświadczonych zawodników, Ziółkowski dał mu sygnał, że w jego przypadku wiek nie ma znaczenia i zasługuje na regularną grę.


Steve Kapuadi - Podobnie jak Jan Ziółkowski, był pewnym i stabilnym elementem legijnej defensywy. Od początku spotkania imponował spokojem, opanowaniem i odpowiedzialnością w działaniach pod własną bramką. Kapuadi był w dużej mierze odpowiedzialny za krycie Mikaela Ishaka i poza jedną sytuacją w pierwszej połowie, skutecznie ograniczył jego wpływ na grę ofensywną Lecha, głównie dzięki dobremu poruszaniu się, ścisłym kryciu i zwycięstwach w fizycznych starciach z napastnikiem. Reprezentant Demokratycznej Republiki Konga wygrywał większość pojedynków główkowych, a przy stałych fragmentach gry, których w drugiej połowie było mnóstwo, zachowywał pełną koncentrację. Wyglądał nieco gorzej od Polaka w kwestii wyprowadzenia piłki, bo kilka z jego podań lądowało łupem przeciwników, lecz wielokrotnie także pomagał w wyprowadzaniu piłki od własnej bramki.


Patryk Kun - Zdecydowanie największa obawa przed tym meczem dotyczyła Patryka Kuna, szczególnie po jego przeciętnym występie przeciwko FK Aktobe. Trzeba jednak przyznać, że Kun poradził sobie z presją tego pojedynku, pokazał dużą wolę walki i ambicję. Podobnie jak Paweł Wszołek na przeciwnej flance, lewy defensor pracował na całej długości boiska, znacznie częściej można było zobaczyć go w ofensywie niż ostatnio, a również w defensywie nie dawał się pokonywać w prosty sposób, lepiej wyczuwał przestrzenie i to, co się wokół niego dzieje. Potrafił skutecznie asekurować i dobrze współpracował z partnerami z linii obrony, co ograniczyło liczbę niebezpiecznych sytuacji gospodarzy po jego stronie. Kun posyłał w tym meczu dużo więcej dośrodkowań i choć jego centra z 33. minuty nie była idealna, to dzięki tej próbie i sprycie Pawła Wszołka udało mu się zanotować piątą asystę w barwach Legii.


Kacper Tobiasz - Golkiper miał w tym meczu momenty, w których można powiedzieć, że zrobił coś więcej dla drużyny. Przede wszystkim wykazał się dwiema bardzo ważnymi interwencjami. W 39. minucie był czujny, dobrze zaasekurował bliższy słupek i wybronił strzał głową z najbliższej odległości Bryana Fiabemy. Trudniejszą obronę musiał wykonać w 60. minucie, kiedy wyciągnął się jak struna i zbił ponad poprzeczkę uderzenie po rzucie rożnym Antonio Milicia. Przy straconym golu wydaje się, że mógł nieco szybciej przesunąć się w swoją prawą stronę, lecz trzeba przyznać, że strzał Filipa Szymczaka był bardzo dobry i trudny do obrony. Tobiasz dobrze pilnował własnego pola karnego, przy dośrodkowaniach z gry w większości dobrze reagował w powietrzu, lecz podczas stałych fragmentów trochę zbyt często trzymał się linii bramkowej. Golkiper kilka razy próbował zaskoczyć rywala dłuższymi podaniami na połowę Lecha i kilka z nich rzeczywiście mogło stworzyć zagrożenie, choć Tobiasz musi jeszcze dokładnie popracować nad celnością tych zagrań.


Migouel Alfarela - Francuz otrzymał szansę na pozycji skrzydłowego, na której sam siebie nie widzi. Pierwsza połowa pokazała jednak, że Alfarela ma odpowiednie umiejętności, by występować w tym miejscu boiska. Był dynamiczny, robił różnicę swoim przyspieszeniem i umiejętnościami gry z piłką przy nodze. Dobrze połykał przestrzenie i dryblingiem próbował wymijać przeciwników. Podobać się mogła również jego decyzyjność, szczególnie o strzałach z zaskakujących pozycji. Szczególnie strzał nisko nad ziemią z 32. minuty, z okolic 30. metra, zaskoczył Bartosza Mrozka i zmusił golkipera Lecha do interwencji. W 38. minucie popełnił fatalny błąd przed własnym polem karnym, w dziecinny sposób stracił piłkę na rzecz Mikaela Ishaka, którzy uderzył w poprzeczkę. Od tamtego momentu pewność siebie Alfareli mocno spadła. W drugiej części Francuz wielokrotnie miał szansę zabrać się z kontratakiem, lecz z biegiem minut coraz bardziej brakowało mu sił. Został zmieniony w 67. minucie. Skrzydłowy dał sygnał, że może być wartościową postacią w zespole, jednak jeszcze brakuje mu w pełni utrzymania koncentracji i formy fizycznej.


Kacper Chodyna - Nie wszystko było złe w wykonaniu prawego skrzydłowego, ale dał zdecydowanie zbyt mało konkretów. W zasadzie na plus zapisać mu można pracę w zespołowym pressingu i pozostawianie przestrzeni dla Pawła Wszołka, który był w znacznie lepszej dyspozycji. Przez to był jednak najbardziej skrytym zawodnikiem z ofensywy – rzadko brał udział w kluczowych akcjach, a kiedy już znajdował się przy piłce w sytuacjach wymagających przebojowości, zazwyczaj przegrywał pojedynki z obrońcami. Szczególnie niepokojący był fakt, że przez cały mecz nie podjął ani jednej próby dryblingu, co przy jego pozycji i zadaniach ofensywnych jest wyraźnym sygnałem braku pewności siebie lub odwagi. Zamiast ryzykować i szukać przewag indywidualnych, zazwyczaj decydował się na najprostsze rozwiązania, czyli podania do najbliższego kolegi. Również jego dośrodkowania pozostawiały wiele do życzenia, w większości przypadków były niecelne i nie przynosiły zagrożenia. Występ Chodyny był zbyt zachowawczy, pozbawiony energii i konkretów. Zszedł z murawy w 75. minucie.


Ryoya Morishita - Japończyk został w tym spotkaniu przesunięty ze skrzydła do linii pomocy. Widać jednak, że brakuje mu jeszcze sporo do optymalnej formy fizycznej i mentalnej, a jego wpływ na grę zespołu był minimalny. Morishita rzadko brał na siebie odpowiedzialność za kreowanie akcji – unikał trudniejszych rozwiązań, grał zachowawczo i zbyt często ograniczał się do bezpiecznych, wszerz lub w tył kierowanych podań. Mimo bezpieczniejszej gry, kilka razy zdarzyło mu się popełnić proste błędy w rozegraniu lub opanowaniu piłki, dopuścił się kilku zbyt prostych strat. Podobnie jak Kacper Chodyna, dawał od siebie coś jedynie, albo aż, w pressingu - był w tym niezmordowany, często ruszał jako pierwszy do ataku. To jest jednak znacznie za mało, jak na umiejętności i to, co zapewniał Japończyk w poprzednim sezonie. Jako pomocnik musiał pracować więcej w defensywie, gdzie również miał problemy - często gubił krycie, szczególnie przy stałych fragmentach gry, a gdy nie dawał rady zatrzymać przepisowo rywali, to uciekał się do przewinień, których dopuścił się najwięcej z całej drużyny. Opuścił boisko w 75. minucie.


Zmiennicy


Petar Stojanović - Słoweniec w 75. minucie oficjalnie zadebiutował w barwach Legii Warszawa. Był ustawiony wyżej niż w linii obrony. Widać było, że chciał się pokazać z jak najlepszej strony i udało mu się to. Przede wszystkim wyróżnił się swoją wizją i przeglądem pola. Pięć minut po wejściu na boisko posłał świetną górną piłkę za linię obrony do Ilji Szkurina i tylko czujne zachowanie w defensywie Mateusza Skrzypczaka pozbawiło go szansy na asystę. W 83. minucie wykorzystał prostopadłe podanie Bartosza Kapustki i fenomenalnym zagraniem piętką z pierwszej piłki wykiwał obrońców, wyprowadzając białoruskiego napastnika na pozycję sam na sam. W 89. minucie wykonał indywidualny rajd środkiem pola, połykając kolejne metry boiska i chciał zagrać po ziemi do wybiegającego Wahana Biczachczjana, lecz to zagranie w ostatnim momencie zostało przecięte przez obrońcę. Warto też pochwalić jego zachowanie z 86. minuty, kiedy taktycznym faulem przerwał groźnie zapowiadający się kontratak Lecha, po czym jeszcze zrobił wszystko, by gospodarze jak najpóźniej wznowili grę. To był naprawdę obiecujący debiut Stojanovicia, tym bardziej, że trenuje z zespołem dopiero od tygodnia.


Bartosz Kapustka - Pojawił się na murawie w 67. minucie, w momencie gdy Legia potrzebowała zawodnika potrafiącego połączyć zadania defensywne z szybkim przejściem do kontrataku. Choć jego rola była bardziej defensywna niż ofensywna, Kapustka wywiązywał się z niej bardzo solidnie. Po przejęciach piłki zachowywał spokój i dobrze oceniając sytuację, starał się przerzucać grę wyżej, przyspieszając tempo i pozwalając drużynie płynnie wychodzić spod pressingu Lecha. Zdecydowanie warto wyróżnić jego udział w jednej z najlepszych akcji drugiej połowy – w 83. minucie przeprowadził indywidualną akcję na prawej stronie i posłał prostopadłe podanie do Petara Stojanovicia, który piętką zagrał do Ilji Szkurina, tworząc bardzo groźną sytuację.


Wahan Biczachczjan - Wszedł na boisko w 75. minucie. Nie był zbyt aktywny, bo Legia zdecydowanie bardziej broniła wyniku niż atakowała. Kilkukrotnie pokazał się jednak do kontrataków i próbował znaleźć swoje miejsce za plecami obrońców. W 85. minucie otrzymał fenomenalne prostopadłe podanie od Jana Ziółkowskiego, początkowo dobrze wyprzedził defensora, ale ostatecznie dał się dogonić i mimo że poradził sobie z nim, przekładając piłkę na lewą nogę, to ten zdołał zablokować jego strzał.


Jean-Pierre Nsame, Wojciech Urbański - Weszli na boisko w 85. minucie. Grali za krótko, by wystawić im ocenę.

Udostępnij