Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po rewanżu z FK Aktobe

sobota, 19 lipca 2025 08:40
Plusy i minusy po rewanżu z FK Aktobe
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W czwartkowy wieczór po ogromnych męczarniach i bramce w doliczonym czasie drugiej połowy Legia Warszawa pokonała w Kazachstanie FK Aktobe 1-0 i przypieczętowała awans do 2. rundy el. Ligi Europy. Legionistom w tym meczu zdecydowanie brakowało pomysłu na grę oraz odpowiedniej intensywności, co powodowało drżenie o wynik do ostatnich minut. Mimo końcowego zwycięstwa, niewielu z graczy Legii mogło otrzymać pozytywne oceny.


Kacper Tobiasz - Tym występem udowodnił, że wiara w niego i postawienie jako golkipera nr 1 w tym sezonie nie jest bezzasadna. Przy ciągłym parciu gospodarzy na bramkę Tobiasz wielokrotnie wykazywał się dobrym ustawieniem między słupkami i skutecznymi interwencjami na linii. Kilka strzałów do obrony było łatwych, ale były również takie uderzenia, przy których bramkarz musiał wykazać się wzmożoną czujnością. W 39. minucie dobrze przesunął się wraz z zgraniem głową i wyłapał strzał głową z bliskiej odległości Artura Szuszenaczewa. W 79. minucie wyciągnął się jak struna i wybił ponad poprzeczkę mocne uderzenie z główki Nemanji Anđelkovicia po wrzucie z rzutu rożnego. Zdecydowanie największą czujność musiał wykazać w doliczonym czasie gry drugiej połowy, kiedy centra niespodziewanie przeszła do osamotnionego Orałchana Omirtajewa, napastnik uderzył mocno z woleja tuż przy lewym słupku, lecz Tobiasz nie tylko świetnie wyczuł intencje strzelca i odbił piłkę, ale od razu zebrał się z ziemi i zdążył ją jeszcze złapać. Poza tymi ważnymi interwencjami był także ważnym ogniwem w grze na przedpolu, wychodził pewnie z bramki i reagował na piłki zagrywane na pole karne przez rywali, a bywały też sytuacje, w których musiał pomagać kolegom z zespołu poza "szesnastką". Początek sezonu w wykonaniu Tobiasza jest bardzo obiecujący, zobaczymy, czy uda mu się utrzymać tę pewność i formę przez dłuższy czas.


Juergen Elitim - Wszystko, co dobre w ofensywie, działo się w tym meczu tylko i wyłącznie za sprawą Kolumbijczyka. Od pierwszych minut widać było, że ma znaczną przewagę techniczną nad zawodnikami kazachskiej drużyny i potrafi ją wykorzystać. Choć w pierwszej połowie miał moment, w którym kompletnie zniknął z radarów, to mimo wszystko potrafił posyłać podania, które otwierały przestrzenie i tworzyły sytuacje, których partnerzy z drużyny często nie potrafili wykorzystać. W drugiej części był bardziej aktywny - schodził głęboko po piłkę i próbował wyprowadzać szybkie akcje w środkowej strefie, a kiedy trzeba było to zrobić, umiejętnie zwalniał kontrataki, by uspokoić poczynania zespołu. Jego fenomenalne zachowanie w polu karnym w doliczonym czasie drugiej połowy zapewniło Legii zwycięstwo - pomocnik pokazał się do podania, przyjęciem położył jednego z defensorów, drugiego zwiódł przełożeniem piłki na prawą nogę, którą przytomnie uderzył po ziemi na dalszy słupek, myląc bramkarza ustawionego bliżej strzelca. Elitim zachował się w tamtym momencie świetnie i dał znak, że w tym sezonie do świetnej gry może dołożyć oczekiwane od niego liczby.


Paweł Wszołek - Prawy obrońca w rewanżu miał bardzo ciężką przeprawę przeciwko Danielowi Sosahowi i wychodził z pojedynków z szybkim skrzydłowym różnie, choć zazwyczaj skutecznie. Nawet jeśli początkowo gracz FK Aktobe radził sobie z Wszołkiem, ten robił wszystko, by jak najbardziej przeszkodzić mu w dalszym rozegraniu ataku. Pokazał więc spore zaangażowanie i determinację w defensywie, lecz kilkakrotnie w zbyt prosty sposób dał się pokonać w walce fizycznej. Nie był to najpewniejszy występ Wszołka w defensywie, ale na jego korzyść przemawia fakt, że nie odpuszczał żadnej akcji i starał się być obecny przy każdej próbie rywali, a także dobrze reagował na ich próby przerzutów piłki na lewą stronę. Starał się wspomóc zespół również w ataku, dobrze rozgrywał piłkę na prawej flance, ale nie stwarzał tym zbyt dużego zagrożenia. Nie dało się również zapamiętać jakiegokolwiek dośrodkowania z jego strony, które sprawiłoby kłopoty gospodarzom. Pod względem produktywności w ofensywie był to średni występ Wszołka, ale warto docenić jego zaangażowanie w grze obronnej.


Radovan Pankov - Defensor był znacznie pewniejszym z duetu stoperów, jednak także zdarzało mu się przysnąć i pozostawić zbyt wiele przestrzeni przeciwnikom, co stwarzało groźne sytuacje pod własną bramką, choć były one nieliczne. Serb przez większość meczu prezentował się solidnie – dobrze czytał grę, potrafił wyprzedzać lub doganiać rywali. Dobrze doskakiwał do przeciwników, nie bał się wchodzić w fizyczne starcia, choć momentami grał aż nazbyt agresywnie. Jako filar defensywy spisał się więc poprawnie. Niekoniecznie dobrze było w kwestii rozegrania. Przy bardziej wysublimowanych podaniach Pankov popełniał sporo błędów, duża część jego prostopadłych zagrań padała łupem przeciwników, a nie dochodziła do kolegów z zespołu. Całościowo nie można powiedzieć jednak, że był to słaby występ.


Wahan Biczachczjan - Był najbardziej efektywnym zawodnikiem legijnej ofensywy, choć to najlepiej pokazuje, jak słaba w tym meczu ona była. Ormianin dużo pracował zarówno bez piłki, jak i z piłką, z którą często musiał być powstrzymywany faulem. Szukając swojego miejsca z przodu, wielokrotnie pokazywał się do podań w polu karnym, tworząc rolę jakby fałszywego napastnika, który potrafił zachować się lepiej w "szesnastce" niż nominalny atakujący. Dość zaskakująco dwukrotnie uprzedził obrońców i wyskoczył najwyżej do dośrodkowanej piłki, jednak widać było, że na co dzień nie ma zbyt wielu takich okazji i nie jest w nich skuteczny, gdyż trafił prosto w środek bramki. Miał także dwie okazje do groźnego uderzenia z ustawionego tuż za polem karnym rzutu wolnego i szczególnie za pierwsze uderzenie można skrzydłowego pochwalić, bo strzał w poprzeczkę z 69. minuty był tak naprawdę pierwszym zagrożeniem bramki w wykonaniu Legii. Biczachczjan był jednym z niewielu graczy, którzy potrafili utrzymać piłkę pod presją i zrobić z nią coś sensownego, choć nie w przypadku dośrodkowań, które były kompletnie bezcelowe. Skrzydłowy może ten występ zaliczyć sobie bardziej do udanych niż słabych. Został zmieniony w 74. minucie.


Marc Gual - Poziom irytacji poczynaniami Hiszpana w tym meczu wychodził poza skalę. W zasadzie można byłoby go ubrać w koszulkę zespołu z Aktobe, bo to właśnie tej drużynie zapewniał więcej korzyści niż własnej. Był całkowicie poza grą, w wielu sytuacjach ofensywnych kompletnie nie czytał gry, fatalnie się ustawiał, licząc że to piłka znajdzie jego, a nie on musi poszukać jej. W wysokim pressingu uczestniczył jakby od niechcenia, a defensorzy wyprowadzający piłkę nie mieli najmniejszych problemów, by z łatwością ograć napastnika. Oczywiście, pretensji w tych sytuacjach Gual nie kierował do siebie, a do kolegów z zespołu, którzy przecież powinni jego błędy jak najszybciej naprawiać. Nie potrafił się utrzymać przy piłce choćby przez sekundę, przegrywał praktycznie wszystkie pojedynki z rywalami. W tym meczu nie funkcjonował nawet jego najsprawniejszy element - gra tyłem do bramki - gdyż dawał się z łatwością przepychać, co nie pomagało w wprowadzeniu większej ilości spokoju do gry. Zszedł z boiska w 62. minucie. Gual pokazał to już w pierwszym meczu, ale w rewanżu także udowodnił, że nie zasługuje w tym momencie na grę w pierwszym składzie.


Bartosz Kapustka - Występ kapitana można określić jednym słowem - słabość. Był po prostu słabszy od przeciwników w każdym elemencie. Kapustka praktycznie ani razu nie zasygnalizował podczas tego spotkania, że potrafi przejąć inicjatywę czy pociągnąć zespół w trudnym momencie. Przez większą część meczu był kompletnie niewidoczny – unikał pojedynków, nie podejmował ryzyka, a jego decyzje były zachowawcze, mało kreatywne i hamowały ataki zespołu. Co więcej, mimo zachowawczości zaliczył mnóstwo strat i niedokładnych zagrań, które mogły i kończyły się sporym zagrożeniem. Brakowało mu intensywności, dynamiki oraz jakiegokolwiek pozytywnego wpływu na tempo gry, a jako środkowy pomocnik i kapitan, właśnie tego należałoby od niego oczekiwać. W grze defensywnej również nie spełnił swojej roli – był spóźniony w doskoku, przegrywał większość pojedynków fizycznych i dawał się przepychać rywalom z ogromną łatwością. W zasadzie pozytywnie wyróżnił się tylko w 83. minucie, kiedy po odbiorze Juergena Elitima ruszył niepilnowany z piłką środkiem pola i uderzył celnie z dystansu w prawy górny róg, lecz świetną interwencją popisał się golkiper FK Aktobe. Generalnie był to kolejny rozczarowujący występ w wykonaniu Kapustki. Opuścił boisko w 93. minucie.


Rafał Augustyniak - Defensywny pomocnik, podobnie jak w pierwszym meczu, grał ociężale, ze zdecydowanie mniejszą intensywnością oraz agresywnością. Nie potrafił narzucić swojego rytmu ani w odbiorze, ani w rozegraniu, przez co jego wkład w zabezpieczanie środka pola i defensywy był znikomy. Grał jakby na sztywnych nogach, nie nadążał za dynamiczniejszymi rywalami i często ograniczał się do asekuracyjnego biegu obok przeciwnika, zamiast próbować skutecznie przerwać akcję. Przez to również niejednokrotnie dawał się ogrywać w najprostszy, momentami wręcz dziecinny sposób. Jego brak reakcji i zbyt wolne tempo podejmowania decyzji tylko pogłębiały problemy Legii w środku pola. Gdy zespół próbował się organizować po stracie, Augustyniak był często spóźniony lub ustawiony zbyt daleko od wydarzeń, przez co rywale bez większego oporu wchodzili w strefę między liniami. Brak odpowiedniej agresji i asekuracji skutkował większą presją na stoperów, którzy zostawali z przeciwnikami bez wsparcia. W rozegraniu także nie błyszczał, miał spore problemy z celnością podań. Augustyniak, po odejściu Maximilliana Oyedele, jak najszybciej potrzebuje zawodnika do rywalizacji, bo na początku sezonu jest chimeryczny.


Ryoya Morishita - W pierwszej połowie Japończyka było dużo, wychodził na lewej stronie i pokazywał się do podań, jednak co z tego, kiedy nic mu nie wychodziło. Po otrzymaniu podania nie miał kompletnie pomysłu na to co zrobić z piłką. W większości sytuacji holował ją do samej linii końcowej i liczył, że jego nieprzygotowane zagranie w głąb pola karnego dojdzie do któregoś z kolegów z zespołu albo wywalczy rzut rożny. Najczęściej kończyło się to jednak zaprzepaszczeniem szansy na zagrożenie bramce rywala. Kilkukrotnie skrzydłowy próbował wchodzić w drybling z przeciwnikiem, lecz to również nie wychodziło mu za dobrze, był z łatwością powstrzymywany. Choć aktywność Morishity mogła dawać złudne wrażenie pozytywnego zaangażowania, to niestety z każdą kolejną nieudaną akcją rósł chaos i frustracja. W drugiej połowie jego wpływ na grę i dokładność jeszcze bardziej się zmniejszyły, jakby sam stracił wiarę w swoje działania. Został zmieniony w 62. minucie.


Steve Kapuadi - Defensor miał ogromne problemy z powstrzymaniem Artura Szuszenaczewa, za którego krycie był odpowiedzialny. Kapuadi wielokrotnie tracił napastnika FK Aktobe z radarów, pozwalając mu na dochodzenie do różnych okazji, również stuprocentowych. Szczególnie niepokojące było to, jak łatwo Szuszenaczew znajdował sobie miejsce w polu karnym – bez asysty Kapuadiego i bez żadnej presji przy oddawaniu strzałów. W wielu sytuacjach Francuz gubił ustawienie, nie kontrolując ani przestrzeni, ani przeciwnika. Jego gra obronna była dłuższymi momentami po prostu bardzo nerwowa i chaotyczna – zamiast panować nad sytuacją, sprawiał wrażenie zagubionego i spóźnionego. W tym meczu Kapuadi nie nadrabiał swoich błędów również ani pewnością w grze w powietrzu, ani w wyprowadzeniu piłki. W kilku przypadkach jego niechlujne zagrania czy niezdecydowanie tylko pogłębiały chaos w grze Legii. Wyglądał w tym spotkaniu na zdekoncentrowanego i dość niepewnego.


Patryk Kun - Początkowe minuty w wykonaniu lewego obrońcy były jeszcze dość obiecujące - dobrze ustawiał się w obronie, podłączał do ofensywy i dawał dodatkową opcję do rozegrania. Wraz z biegiem meczu jego wkład w grę był jednak coraz mniejszy, a prawa strona defensywy Legii zaczynała przeciekać. Szczególnie w drugiej połowie bardzo szwankowała jakość jego podań, praktycznie każde prostopadłe zagranie, które miało przyspieszyć atak, padało łupem przeciwników. Miał też ogromny problem z czuciem przestrzeni przy wysokich dośrodkowaniach gracz FK Aktobe. Ostrzeżenie w takiej sytuacji otrzymał już w 13. minucie, kiedy źle oszacował tor lotu piłki i dał się przeskoczyć, na jego szczęście przeciwnik oddał niecelny strzał. Kun jednak nie nauczył się na błędach i w 39. minucie zachował się identycznie, jednak Daniel Sosah zgrał piłkę w głąb pola karnego i doprowadził Artura Szuszenaczewa do klarownej sytuacji. W jego występie brakowało zarówno koncentracji, jak i fizycznej przewagi, by skutecznie rywalizować z agresywnymi i dynamicznymi zawodnikami gospodarzy.


Zmiennicy


Kacper Chodyna - Wszedł na boisko w 62. minucie. Dopiero po zmianie strony na prawą zaczął dawać jakiś impuls i podłączać się częściej do gry, a szczególnie w doliczonym czasie gry. W 69. minucie miał szansę na dobitkę po uderzeniu w poprzeczkę z rzutu wolnego Wahana Biczachczjana, ale nie potrafił dobrze opanować futbolówki i ostatecznie trafił w obrońcę, a piłka uderzyła w słupek. W 91. minucie dobrze pokazał się na skrzydle i zagrał dobrą, płaską piłkę w pole karne, jednak żaden z napastników nie zamknął tego podania. Kilka sekund później dograł już piłkę wprost do nóg Juergena Elitima, który poczarował i trafił do siatki, dając Chodynie asystę. Skrzydłowy może nie był nadzwyczaj aktywny, ale miał swoje pozytywne momenty.


Jean-Pierre Nsame Pojawił się na murawie w 62. minucie. Nie robił dużo więcej niż Marc Gual, ale wystarczająco, by bardziej wspomóc drużynę. Przede wszystkim dobrze funkcjonował w nacisku na rywala, a także potrafił opanować piłkę i utrzymać się z nią, kradnąc cenny czas. W porównaniu do swojego poprzednika był zdecydowanie bardziej aktywny bez piłki i wykazywał większe zaangażowanie w grę defensywną już od pierwszej linii. Mimo to brakowało jego zaangażowania w ofensywnych atakach, rzadko znajdował się w polu karnym, a gdy już, to zazwyczaj był źle ustawiony i nie dochodził do podań.


Migouel Alfarela - Zmienił na murawie Wahana Biczachczjana. Próbował poderwać zespół do ataku, brał się za indywidualne ataki i próby dryblingu. Niestety, z różną skutecznością, bo niektóre z nich kończyły się głupimi stratami i napędzały przeciwnika oraz mogły doprowadzić do groźnych kontrataków. W jednej z ostatnich akcji meczu dobrze pokazał się w polu karnym i odebrał zgraną przez Kacpra Chodynę piłkę, ale nie zdołał jej opanować. Ta jeszcze jakoś odbiła się do skrzydłowego, który pokusił się o próbę przewrotki, ale minimalnie chybił obok bramki. Nieco więcej celności i zaliczyłby piękne trafienie.


Wojciech Urbański - Wszedł na murawę w doliczonym czasie drugiej połowy. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.

Udostępnij