Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu z Banikiem Ostrawa

piątek, 25 lipca 2025 18:16
Punkty po meczu z Banikiem Ostrawa
Michal Frydrych i Juergen Elitim - fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com

Wynik gorszy niż gra; śrubokręt; nieporozumienie; sami sobie strzelamy; bieda; ponowne dobre wejścia - to najważniejsze punkty po czwartkowym meczu eliminacji Ligi Europy, w którym Legia zremisowała 2-2 z Banikiem Ostrawa.

1. Wynik gorszy niż gra
Po raz pierwszy w tym sezonie można śmiało napisać, że Legia zagrała naprawdę dobre spotkanie, czego niestety zupełnie nie oddaje końcowy wynik. W starciu z Baníkiem to legioniści dominowali na boisku, często spychając Czechów do defensywy. Niestety zabrakło kilku kluczowych elementów, które zadecydowały o tym, że mecz zakończył się remisem.



Podopieczni trenera Edwarda Iordanescu rozegrali zdecydowanie lepiej niż w dwumeczu z Aktobe. Od początku starali się narzucić swój styl gry i kontrolować przebieg spotkania, zamiast biernie reagować na poczynania rywali i pozwalać im się rozkręcić na własnym stadionie.


Gospodarze również mieli swoje okazje – raz kapitalną interwencją popisał się Kacper Tobiasz, innym razem uratowały nas słupek i poprzeczka. Ale i my stworzyliśmy wiele dogodnych sytuacji podbramkowych. Niestety, nasza nieskuteczność sprawiła, że przed rewanżem optymizm jest umiarkowany.


Pozostaje mieć nadzieję, że mecz w Warszawie od początku ułoży się po naszej myśli, a legioniści wreszcie zaczną wykorzystywać swoje okazje. W przeciwnym razie – z każdą minutą może być coraz trudniej.


2. Śrubokręt


Miałem przeczucie przed meczem, że Rafał Augustyniak coś odwali – i niestety się nie pomyliłem. Jak wiadomo, występy tego doświadczonego zawodnika to istna sinusoida. Zagra jeden dobry mecz, a potem pięć słabych. Z Lechem Poznań było nieźle, więc na kolejny solidny występ będziemy musieli jeszcze poczekać. Skupię się na sytuacji bramkowej dla Baníka, ale trzeba też uczciwie podkreślić, że gdyby nie dokładne zagranie Augustyniaka, nie padłby wyrównująca bramka dla Legii.


fot. Polsat Sport
fot. Polsat Sport


Sytuację bramkową dla Baníka warto rozłożyć na dwie, może trzy części. Na początek – Steve Kapuadi, który nie podszedł do rywala i pozwolił mu spokojnie odegrać piłkę do środka. W pierwszym kadrze warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze: Augustyniak przegrał pojedynek fizyczny z rywalem, a na dodatek był spóźniony. Po drugie: w tej sytuacji za wszelką cenę powinien był albo sfaulować przeciwnika, albo spróbować odebrać mu piłkę – a nie wchodzić w pojedynek biegowy, który nie jest ani jego mocną, ani nawet przeciętną stroną.


fot. Polsat Sport
fot. Polsat Sport


Gdy już przegrał ten biegowy pojedynek, zrobił najgorszą możliwą rzecz. Zamiast dalej naciskać przeciwnika i próbować spychać go do boku, rzucił się z wślizgiem – i to tak czytelnym, że nawet Nostradamus by przewidział, co się wydarzy. Tak doświadczony gracz nie może zachować się w ten sposób w tak kluczowym momencie.
Panie Rafale – podrzucę śrubokręt, żeby mógł się Pan jakoś z tej sytuacji odkręcić.


3. Nieporozumienie


To, że od wielu meczów mamy problem na skrzydłach – zwłaszcza na prawym – wiemy od dawna. Niestety, wygląda na to, że w klubie nadal nikt tego nie zauważa i wszyscy żyją w bańce, w której Chodyna ma przechodzić mocniejszych rywali. Muszę ich zmartwić – nie da rady.


Nie wiem, co się dzieje z Kacprem, ale mam wrażenie, że Legia to dla niego za wysokie progi. I nie chodzi nawet o jego umiejętności, bo Chodyna to zawodnik, który potrafi znaleźć się w sytuacji podbramkowej, czasem ją wykorzysta, czasem nie. Umie minąć rywala, zagrać prosto. Ale pod względem mentalnym – według mnie – to nie jest piłkarz na Legię.


fot. Polsat Sport
fot. Polsat Sport


Nie chcę znęcać się nad nim za jedną konkretną sytuację z pierwszej połowy, ale chciałbym zwrócić uwagę na inną, która – moim zdaniem – lepiej pokazuje, że Chodyna pewnego poziomu w Legii już nie przeskoczy. I niestety, podobnie jak Marc Gual, będzie nas częściej irytował i denerwował swoją grą, niż dawał coś ekstra, za co można go pochwalić.


Tuż po przerwie dostał bardzo dobre podanie za linię obrony. Świetnie do tej piłki doszedł – trzeba to przyznać – ale przy wyjściu na pozycję całkowicie się pogubił. Piłka mu odskoczyła, a on sam wyglądał, jakby nie wiedział, co zrobić. I to jest właśnie ten problem.
Mamy dwóch prawych skrzydłowych i żaden z nich już pewnego poziomu nie przeskoczy.


4. Sami sobie strzelamy
Jesteśmy już chyba przyzwyczajeni, że w Legii, jeśli chodzi o tracenie bramek, wiele się nie zmienia. Nadal to my strzelamy sobie gole, zamiast pozwolić robić to rywalom. Pierwsza bramka została już tutaj opisana, więc czas na drugą – a tam w rolach głównych: bohater punktu trzeciego oraz Juergen Elitim.


fot. Polsat Sport
fot. Polsat Sport


Musimy zacząć od Kacpra Chodyny. Piłkę przejęli nasi defensorzy i – jak widać na załączonym obrazku – nasz prawoskrzydłowy miał naprawdę bardzo dużo miejsca, by zagrać ją do przodu i rozpocząć kontratak. Zamiast tego zdecydował się na podanie do Elitima. OK, Kolumbijczyk nie był w tym momencie pilnowany, ale jego ruch został bardzo szybko przeczytany przez rywala ustawionego w środku pola, który natychmiast doskoczył do niego z pressingiem.


fot. Polsat Sport
fot. Polsat Sport


Powyżej widać konsekwencje tej decyzji. Do Elitima momentalnie doskoczyło dwóch zawodników Baníka, odbierają mu piłkę – i tyle z tej akcji. Nie chcę całkowicie zrzucać winy z Elitima, bo mógł zachować się lepiej, ale Chodyna musi zacząć myśleć o konsekwencjach swoich podań. Tego po prostu nie można robić na tym poziomie.


Na koniec warto zwrócić uwagę na pozycję Vinagre. Zamiast zabezpieczać defensywę, bezmyślnie popędził do przodu. Gdyby trzymał linię i krył swojego zawodnika, Frydrych nie miałby tyle czasu i miejsca na oddanie strzału.


5. Bieda


O prawej stronie już było – tam przynajmniej widać było jakąś jakość, głównie za sprawą Pawła Wszołka i Bartosza Kapustki. Czas jednak skupić się na lewej flance, która w meczu z Baníkiem wyglądała bardzo biednie. Wiem, może to zaskoczenie – w końcu zagrali tam Morishita i Vinagre – ale mam wrażenie, że obaj zupełnie się na boisku nie rozumieli.


Gdy grali Kun i Alfarela, ten pierwszy schodził do środka, robiąc Kunowi miejsce na skrzydle. Tutaj mieliśmy odwrotną sytuację – to Vinagre wchodził do środka, a Morishita, choć miał nieco wolnej przestrzeni na skrzydle, wyglądał na kompletnie zagubionego i nie wiedział, co z nią zrobić. Japończyk od początku sezonu prezentuje się bardzo słabo – ani w środku pola, ani na skrzydle nie potrafi się odnaleźć.


W czwartek lewa strona nie stworzyła praktycznie żadnego realnego zagrożenia pod bramką rywala – poza jedną sytuacją, gdy Chodyna z kilku metrów nie trafił do siatki. Vinagre odpuszczał grę defensywną i – szczerze mówiąc – coraz mniej dziwi mnie fakt, że do klubu przyszedł Arkadiusz Reca. Choć liczyłem na kogoś młodszego, to trudno nie zauważyć, że Portugalczyk po prostu nie potrafi bronić – i wiemy to nie od dziś.


Może pojawi się pomysł, żeby Vinagre grał wyżej – na pozycji Morishity – a Japończyk przesunie się na „ósemkę”? To wszystko wciąż jednak wygląda bardzo biednie. Lewa strona w meczu z Baníkiem była po prostu ciężka do oglądania.


6. Ponowne dobre wejścia


Trzeba pochwalić zarówno Petara Stojanovicia, jak i Jeana-Pierre’a Nsame za to, co wnieśli po wejściu na murawę. Obaj dali Legii potrzebną świeżość i realnie poprawili jakość gry.


Wiem, że w przypadku napastnika może to brzmieć dziwnie, ale Nsame naprawdę walczył o każdą piłkę. Wygrał kilka pojedynków główkowych, miał dwie dobre sytuacje – jedną wykorzystał, w drugiej był bardzo blisko zdobycia bramki. Widać było, że mu zależy, żeby dobrze wejść w mecz – podobnie jak w spotkaniu z Aktobe – i pokazać się z jak najlepszej strony. Udało mu się to. Tego właśnie oczekujemy od zawodników wchodzących z ławki: by za wszelką cenę chcieli udowodnić, że zasługują na więcej minut.


Podobnie było z Petarem Stojanoviciem – zanotował asystę drugiego stopnia, kiedy świetnie wypatrzył Elitima i zagrał mu bardzo dokładną piłkę. To już drugie dobre wejście Słoweńca w ostatnich meczach – wnosi świeżość, dynamikę i konkrety do gry Legii.


Oby w kolejnych spotkaniach było podobnie – bo taka rywalizacja może tylko pomóc drużynie.


Kamil Dumała

Udostępnij