Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Koroną

poniedziałek, 28 lipca 2025 20:07
Plusy i minusy po meczu z Koroną
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

Na inaugurację sezonu ligowego Legia Warszawa pewnie pokonała Koronę Kielce 2-0. Trener Edward Iordanescu w tym meczu mocno zamieszał w wyjściowym składzie, ale mimo to spokojnie udawało się kontrolować wydarzenia boiskowe i dzięki szczelnej grze w defensywie i skutecznym kontratakom legioniści zapewnili sobie zwycięstwo. Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy graczom stołecznej drużyny za to spotkanie.


Migouel Alfarela - Pomimo że Francuz w ostatnich meczach nie dostawał zbyt wielu szans, w tym spotkaniu otrzymał możliwość gry od pierwszych minut. Od samego początku było widać, że skrzydłowy chce wykorzystać swój moment i że jest to jego dzień. Uczestniczył w praktycznie każdym wyprowadzonym przez Legię kontrataku, za każdym razem próbował zrobić z piłką coś więcej, nie bojąc się przy tym indywidualnych rozwiązań i wchodzenia w pojedynki z rywalami. Jego dynamika, pewność siebie i determinacja zdecydowanie rzucały się w oczy, widać było, że chce udowodnić swoją wartość. Już w 3. minucie świetnym prostopadłym podaniem wyprowadził Wahana Biczachczjana na sytuację sam na sam, choć Ormianin został złapany pułapką ofsajdową. Sześć minut później dwukrotnie dobrze wyszedł na pozycję na lewej stronie pola karnego - pierwsze podanie Marco Burcha zostało przecięte przez obrońcę, lecz następne zagranie Pawła Wszołka doszło już do Francuza, a ten świetnym, technicznym podaniem z pierwszej piłki asystował przy bramce Jean-Pierre'a Nsame. W 47. minucie fenomenalnym strzałem technicznym z prawej w praktycznie samo okienko zza pola karnego dołożył do asysty przepiękną bramkę. W drugiej połowie był bliski zanotowania jeszcze jednego ostatniego podania, kiedy w 67. minucie idealnie dośrodkował za linię obrony do wbiegającego Burcha, lecz Szwajcar fatalnie spudłował. To był nie tylko efektowny, ale przede wszystkim efektywny występ Alfareli, który dał jasny sygnał, że jest w pełni gotowy do gry.


Jean-Pierre Nsame - Widząc Kameruńczyka w pierwszym składzie, można było mieć obawy, czy aby jest on w pełni gotowy na dłuższą grę, tym bardziej, że był to jego pierwszy mecz w wyjściowej jedenastce od września ubiegłego roku. Jak pokazał przez cały swój występ, Nsame wcale nie odstaje fizycznie od reszty zespołu, a wręcz przez znaczną jego część pracował jak za dwóch. Napastnik był niezwykle aktywny w pressingu, non stop naciskał rywali i przeszkadzał im w swobodnym rozegraniu piłki. Nie trzymał się kurczowo pola karnego i połowy Korony, schodził również nisko, wspomagając własną obronę, dzięki czemu wykazał się kilkoma skutecznymi odbiorami. Poza wsparciem zespołu w tym elemencie, przez cały mecz miał niesamowite parcie na bramkę i, szczególnie w powietrzu, był bardzo trudny do zatrzymania. Już przy pierwszej okazji, w 9. minucie, Nsame pokonał bramkarza rywali - dobrze wyszedł za plecy obrońcy, pokazał się niepilnowany na 8. metrze i pewnym strzałem głową skierował piłkę do siatki, już w drugim meczu z rzędu. Podobne okazje napastnik miał w 17. i 34. minucie, lecz w pierwszym przypadku źle trafił w piłkę, a w drugim świetną interwencją i wybiciem futbolówki ponad bramkę popisał się Xavier Dziekoński. W 51. minucie dostał prostopadłe podanie od Pawła Wszołka i pokazał swoje umiejętności utrzymania się przy piłce, pociągnął z nią przez całą połowę i zakończył rajd mocnym strzałem sprzed pola karnego, lecz w sporym tłoku trafił tylko w bramkarza. Szkoda, że Kameruńczykowi nie udało się zanotować w tym meczu drugiego trafienia, ale cała jego postawa zasłużyła na ogromne wyróżnienie. Zszedł z boiska w 63. minucie.


Marco Burch - Dla Szwajcara było to pierwszy mecz w tym sezonie, gdyż wcześniej nie podniósł się z ławki rezerwowych choćby na minutę. Dodatkowo został ustawiony na nienaturalnej dla siebie pozycji defensywnego pomocnika. W pierwszych minutach było widać ogromną tremę, jaka panowała w poczynaniach nominalnego obrońcy, ale trzeba przyznać, że odpowiednio sobie z nią poradził. Przede wszystkim trzeba go pochwalić za ustawianie się i czucie gry. Pod tym aspektem był nieocenionym zawodnikiem w defensywie - często schodził ze swojej pozycji na trzeciego obrońcę i był zawodnikiem, który zdecydowanie najczęściej blokował strzały przeciwników z dystansu. Był również bardzo ważną postacią podczas licznych stałych fragmentów wykonywanych przez gospodarzy, swoim wzrostem robił różnicę i wybijał piłkę poza pole karne. Generalnie bardzo dobrze odczytywał poczynania boiskowe, dzięki czemu wykazał się kilkoma ważnymi odbiorami i przechwytami. Pokazał się też z dość pozytywnej strony w kontekście rozegrania. Choć nie miał wielu okazji, to kilka razy udało mu się dobrze wyprowadzić piłkę z własnej połowy i wyprowadzić skuteczne kontrataki. Burch pokazał, że może wnieść do Legii wartość dodaną i być dobrą opcją na pozycji nr 6.


Radovan Pankov - Profesorski występ serbskiego defensora, który był absolutnym filarem defensywy Legii i jednym z głównych architektów czystego konta. We własnym polu karnym rządził i dzielił, skutecznie gasząc praktycznie każdą próbę ofensywną Korony. Najbardziej imponował w grze powietrznej – był wręcz nie do pokonania przy licznych dośrodkowaniach gospodarzy w tym meczu. Pankov świetnie się ustawiał, wygrywał niemal wszystkie pojedynki główkowe i zanotował aż 9 wybić, co najlepiej świadczy o jego koncentracji i czytaniu gry. Na ziemi również był pewny i skuteczny – wygrywał zdecydowaną większość pojedynków 1 na 1, nie pozwalając przeciwnikom rozwinąć skrzydeł. Kilkukrotnie również znakomicie asekurował kolegów z linii obrony, dobrze reagował po błędach partnerów, cofał się za uciekającymi rywalami i skutecznie odbierał im piłkę. Był spokojny, zdecydowany i niezwykle skoncentrowany przez pełne 90 minut.


Artur Jędrzejczyk - Podobnie jak Radovan Pankov, zachowywał czujność w przestrzeni własnej "szesnastki" i pewność w grze powietrznej. Doświadczony stoper wyjaśnił jeszcze więcej wysokich piłek zagranych przez przeciwników niż Serb - wybijał piłkę poza pole karne aż 11-krotnie. Był skuteczny w indywidualnych starciach z przeciwnikami, twardy i nie dawał rywalom miejsca ani czasu na rozegranie. W większości sytuacji obronnych wykazał się też dużym spokojem i doświadczeniem, uspokajając grę w newralgicznych momentach, a w pierwszej połowie było ich wiele. Niestety, kapitan Legii z powodu obaw o jego zdrowie po jednym ze starć, w którym został trafiony w głowę, musiał przedwcześnie opuścić boisko i nie wrócił na nie po przerwie. 37-latek udowodnił jednak, że nadal może być dobrą i pewną opcją do rotacji.


Kacper Tobiasz - Golkiper w tym meczu nie miał zbyt wielu okazji, by wykazać się swoimi umiejętnościami czysto bramkarskimi, lecz przez pełne 90 minut zachowywał dużą czujność i pomagał drużynie poza linią bramkową. Wielokrotnie dobrze odczytywał górne zagrania przeciwników i przerywał je skutecznym złapaniem piłki bądź piąstkowaniem, w którym, może poza jedną sytuacją, był pewny. W 89. minucie bardzo dobrze zareagował poza własnym polem karnym, przerywając groźne prostopadłe podanie przeciwników za linię obrony. Gracze Korony oddali dwa celne strzały, przy których Tobiasz wykazał się skutecznymi interwencjami. Najpierw w 15. minucie dobrze wybił przed siebie płaskie uderzenie Nikodema Niskiego z prawej strony pola karnego, a w 83. minucie odbił na rzut rożny mocny strzał Antoñína z tego samego miejsca. Kolejny dobry mecz w wykonaniu bramkarza Legii na starcie nowego sezonu i zachowane już trzecie czyste konto.


Paweł Wszołek - Nie był to tak produktywny mecz w wykonaniu prawego obrońcy jak poprzednie. Wielokrotnie na boisku zamieniał się pozycjami z Rubenem Vinagre, jednak mimo wszystko więcej czasu spędził na prawej stronie. Był mniej aktywny w ofensywie, choć i tak udało mu się zanotować asystę drugiego stopnia, bo to on podawał piłkę do asystującego Migouela Alfareli przy pierwszej bramce. Pozytywnie wyglądał w kwestii rozegrania piłki z własnej połowy - kilkukrotnie udało mu się celnymi prostopadłymi podaniami wyprowadzić szybką akcję, jak m.in. w 51. minucie, kiedy dograł piłkę do wybiegającego Jean-Pierre'a Nsame. Nie był do końca pewny w defensywie. Szczególnie w pierwszej połowie gracze Korony przeprowadzali wiele akcji jego stroną, a Wszołek zostawiał im zbyt wiele przestrzeni, pozwalał na liczne dośrodkowania i nie zawsze odpowiednio szybko wracał za akcją, co narażało drużynę na niebezpieczne sytuacje. Miał szczególnie problemy z Dawidem Błanikiem, skrzydłowemu Korony wielokrotnie udawało się wygrywać indywidualne pojedynki z bocznym obrońcą Legii. Doświadczenie i jakość Wszołka momentami nadal były widoczne, ale szczególnie w defensywie zabrakło mu nieco koncentracji i agresji.


Ruben Vinagre - W porównaniu do spotkania z Banikiem Ostrawa, gra Portugalczyka była znacznie bardziej dokładniejsza, lecz nadal bez większego błysku. Grał z nieco większym spokojem i opanowaniem, starał się unikać prostych strat, choć te również się przydarzyły. Lepiej dobierał momenty do włączenia się do akcji ofensywnej i starał się utrzymać balans pomiędzy atakiem a defensywą. Często rotował pozycjami z Pawłem Wszołkiem, momentami pojawiając się nawet po prawej stronie boiska, co mogło być elementem zaplanowanej taktyki, która mogła zaskoczyć zawodników z Kielc. W ofensywie brakowało mu jednak konkretów – nie podejmował zbyt wielu ryzykownych decyzji, rzadko decydował się na pojedynki jeden na jeden czy agresywne wejścia w pole karne. Mimo to, w 34. minucie można było przypomnieć sobie najlepsze czasy Portugalczyka w Legii, kiedy przy polu karnym przeciwnika z łatwością, na obieg ograł Dawida Błanika, który musiał uciec się do faulu. Oby więcej takich prób dryblingu w wykonaniu Vinagre w następnych meczach. Generalnie, jego obecność w ataku ograniczała się raczej do bezpiecznego rozegrania i podtrzymania posiadania piłki. Można pochwalić go za grę defensywną. Nie popełniał w niej rażących błędów, dobrze asekurował przestrzenie na skrzydle i skutecznie utrzymywał pozycje.


Ryoya Morishita - Mimo przestawienia na pozycję środkowego pomocnika, Japończyk kontynuował w tym meczu serię bardzo słabych występów. Dobrze rozpoczął mecz w Kielcach - w 9. minucie był czujny w polu karnym, zebrał odbitą piłkę, co pozwoliło za kontynuowanie pierwszej akcji bramkowej. To jednak jedyna sytuacja, za którą można go wyróżnić pozytywnie. Miał duże problemy z opanowaniem i wyprowadzeniem piłki, zdecydowana większość jego podań była niedokładna lub zbyt czytelna, przez co często padały łupem rywali. Brakowało mu pewności siebie i precyzji. Morishita mało ryzykował z futbolówką przy nodze, choć może i dobrze, bo większość jego prób pojedynków z zawodnikami Korony kończyło się porażką i stratą. Najlepszym podsumowaniem jego występu była sytuacja z 62. minuty. Morishita zebrał piłkę na połowie kielczan, miał przed sobą wolną przestrzeń, wbiegł w pole karne, ale z ostrego kąta uderzył prosto w bramkarza. Japończyk miał jeszcze szansę na powtórkę, bo piłka odbiła się pod jego nogi. Był w znacznie lepszej sytuacji i mógł zrobić wszystko, a przede wszystkim oddać futbolówkę do któregoś z dwóch lepiej ustawionych, kompletnie niepilnowanych kolegów z drużyny, lecz zdecydował się na uderzenie z pierwszej piłki i posłał ją wysoko w trybuny. Chwilę później Japończyk został zmieniony, a jego forma na początku sezonu jest bardzo daleka od optymalnej i niezwykle martwiąca.


Wahan Biczachczjan - Mimo że Ormianin zanotował w tym spotkaniu asystę przy drugim trafieniu, jego efektywność była znikoma. Już w 3. minucie skrzydłowy wyszedł sam na sam z bramkarzem, ale fatalnie spudłował obok niego, a i tak wcześniej nie zdołał utrzymać linii spalonego. Gdy otrzymywał piłkę, wielokrotnie zwalniał ataki bądź kończył je bardzo nieudanymi dośrodkowaniami. Był także wykonawcą dużej liczby stałych fragmentów gry Legii, z których drużyna kompletnie nie zagroziła bramce rywala. Wygrał tylko 3 z 13 pojedynków z rywalami i był drugim zawodnikiem warszawskiego zespołu w tym spotkaniu z największą liczbą strat. Starał się także wspomagać w defensywie Pawła Wszołka, lecz nie wychodziło mu to najlepiej, a jego próby asekuracji nie były pewne. Zszedł z boiska w 78. minucie. Takim występem Biczachczjan na pewno nie udowodnił, że bardziej zasługuje na pierwszy skład.


Claude Goncalves - Dla Portugalczyka był to pierwszy występ w wyjściowym składzie w tym sezonie. Nie można jednak napisać o nim zbyt dużo, bo był kompletnie niewidoczny. Przez 86 minut gry, jako pomocnik, kreator akcji, zaliczył tylko 34 kontakty z piłką - mniej miał tylko Jean-Pierre Nsame, który był zdecydowanie bardziej produktywny. Był zbyt bierny, unikał odpowiedzialności za rozegranie i rzadko pokazywał się do gry. W ofensywie i fazach przejściowych po prostu praktycznie nie istniał, a jego podania były najczęściej zachowawcze, bez próby przyspieszenia gry czy szukania otwierających rozwiązań. Równie rzadko angażował się w pomoc defensywną i odbiory - raczej tylko bieganiem za przeciwnikiem starał się utrudniać mu rozegranie. Goncalves w Kielcach wyglądał na niepewnego, wycofanego i niezbyt gotowego do gry na pełnej intensywności, co w jego przypadku może być jeszcze wytłumaczalne.


Zmiennicy


Jan Ziółkowski - Młody defensor pojawił się na boisku po przerwie i zdecydowanie nie zniżył jakości w obronie. Świetnie czytał grę, umiejętnie się ustawiał i przerywał ataki przeciwników, notując ostatecznie 2 wybicia, 2 przechwyty i skuteczny odbiór wślizgiem. Jak zwykle imponował skuteczną agresywnością, zawężaniem pola gry i przeszkadzaniem tym rywalom. Miał także swój wkład w ofensywę - to od jego przyspieszenia ataku dalekim wybiciem rozpoczęła się druga akcja bramkowa. W 75. minucie wyskoczył najwyżej na dalszym słupku i po dośrodkowaniu z rzutu rożnego minimalnie spudłował głową obok słupka. Ziółkowski pokazał, że nawet nie grając od początku, potrafi wejść na boisko i zapewnić odpowiednią jakość.


Wojciech Urbański - Wszedł na murawę w 63. minucie. Może nie wychodziło młodemu pomocnikowi za wiele, ale trzeba przyznać, że był bardzo aktywny i starał się wziąć na siebie ciężar gry w końcówce meczu. Wielokrotnie próbował indywidualnych rajdów, choć tak, jak napisałem, z różnym skutkiem. Ostatecznie udało mu się zanotować stuprocentową skuteczność dryblingów. Wygrał również 7 z 11 pojedynków z rywalami. Wykazywał się dobrą reakcją po stratach, wracał się nisko do defensywy i starał się odzyskać posiadanie, co zakończyło się czterema skutecznymi odbiorami. Nie był to może bardzo efektywny występ Urbańskiego, ale na pewno warto docenić jego starania i zaangażowanie.


Mileta Rajović - Dla Duńczyka wejście na boisko w 63. minucie było oficjalnym debiutem w barwach Legii Warszawa. Generalnie, trzeba ocenić ten występ kiepsko, ale patrząc, jakim typem napastnika jest Rajović, na takim etapie meczu nie można było oczekiwać więcej. Legia grała bardzo defensywie, broniła wyniku, a nie atakowała, więc atakujący nie miał szans na pokazanie swoich umiejętności strzeleckich. Kilkukrotnie jednak dobrze utrzymał się z piłką, wygrywał pojedynki o futbolówkę z rywalami i dobrze odgrywał ją do lepiej ustawionych rywali. Szczególnie dobrze zachował się w 85. minucie, kiedy zgrał piłkę do Wojciecha Urbańskiego i poszedł za akcją na pole karne, ale przed dojściem do sytuacji bramkowej zdołał uprzedzić go bramkarz. Na pewno 26-latek potrzebuje jeszcze więcej ogrania i zgrania z zespołem.


Petar Stojanović - Wszedł na murawę w 78. minucie. Nie była to tak efektowa zmiana jak poprzednie. Kilka razy dobrze pokazał się do kontrataków na prawej stronie, jednak nie udawało mu się zrobić z piłką nic specjalnego. W 85. minucie próbował dograć futbolówkę za linię obrony do dobrze ustawionego Milety Rajovicia, ale podanie zostało wyłapane przez bramkarza.


Bartosz Kapustka - Został wprowadzony na boisko w 86. minucie. Grał zbyt krótko, aby go ocenić.

Udostępnij