Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Arką

wtorek, 5 sierpnia 2025 09:00
Plusy i minusy po meczu z Arką
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W niedzielę Legia Warszawa rozegrała pierwszy mecz ligowy w sezonie 2025/26 na własnym stadionie, jednak tylko bezbramkowo zremisowała z jednym z beniaminków - Arką Gdynia. Trener Edward Iordanescu zdecydował się w tym meczu na dużą rotację - wymienił aż dziewięciu zawodników w wyjściowym składzie, co tym razem się nie opłaciło. Mimo impulsu z ławki i dobrej końcówki, legioniści razili nieskutecznością i nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zapraszamy na nasze tradycyjne "plusy i minusy", które przyznaliśmy graczom stołecznego zespołu za ten występ.


Claude Goncalves - Portugalczyk w tym meczu był testowany jako defensywny pomocnik i choć nie grał jak typowa "6", to udało mu się przejąć inicjatywę w środku pola. Tak naprawdę pracował na całej długości boiska, co dokładnie pokazuje heatmapa jego występu oraz liczba przebiegniętych kilometrów - 11,4 - najwięcej z całego zespołu. Bardzo dobrze łączył grę defensywną z ofensywną. W obronie skutecznie się ustawiał, był pierwszą linią zabezpieczającą własne pole karne i wykazał się kilkoma ważnymi przechwytami. Bardzo dobrze asekurował nie tylko własną "szesnastkę", ale także ofensywne stałe fragmenty gry - bardzo często zbierał drugie piłki wybijane przez zawodników Arki, co zapobiegało kontratakom, a także pozwalało na szybkie ponowne zagrożenie bramki. Do momentu pojawienia się na murawie Bartosza Kapustki to głównie on brał na siebie ciężar rozegrania piłki, próbował napędzać ataki zespołu z własnej połowy. Generalnie bardzo dobrze czytał grę, miał ogromny wpływ na przejęcie kontroli i robił wszystko, by drużyna wyszła z tego meczu zwycięsko.


Artur Jędrzejczyk - Dla legijnego weterana był to 405. mecz w barwach stołecznej drużyny, dzięki czemu oficjalnie wyprzedził Jacka Zielińskiego i awansował na drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów pod względem liczby występów w Legii Warszawa. Ten imponujący jubileusz podkreślił występem na miarę doświadczonego lidera, który nadal ma wiele do zaoferowania. Od początku emanował pewnością. W polu karnym praktycznie nie dało się go przejść, w większości akcji był ustawiony w odpowiednim miejscu. Był nie do pokonania przy licznie zagrywanych przez graczy Arki górnych piłkach, wygrywał większość pojedynków powietrznych i przerywał tym zagrożenie, zaliczając aż 8 wybić. Dawał jakość defensywną nie tylko w powietrzu, lecz również rywalizacji na murawie - szczególnie pokazał to świetny powrót z 38. minuty, kiedy na sprincie zdołał dojść do piłki przed Dawidem Kocyłą i nie pozwolił skrzydłowemu wyjść sam na sam z bramkarzem. Jędrzejczyk błysnął również w ofensywie. W 6. minucie świetnie powalczył na dalszym słupku i zgrał głową dośrodkowanie Petara Stojanovicia na idealną pozycję strzelecką dla Ilji Szkurina. Brał czynnie udział w rozegraniu piłki od własnej bramki ze skutecznością podań na poziomie 93%. Robił również dużą różnicę i napędzał akcje swoimi przerzutami - według statystyk wykonał ich celnie aż 10 z 11. Jędrzejczyk pokazuje od początku sezonu, że jest w dobrej formie zarówno piłkarskiej, jak i przede wszystkim fizycznej i może stanowić ważny element rotacji w układance trenera Iordanescu.


Radovan Pankov - Wraz z Arturem Jędrzejczykiem Serb stanowił mocną zaporę defensywną i skutecznie bronił dostępu do pola karnego. W zasadzie występy obu stoperów były na bardzo podobnym, dobrym poziomie, co pomogło w zachowaniu czystego konta. Serbski obrońca wygrał aż 11 z 14 wszystkich górnych i przyziemnych pojedynków z rywalami w tym spotkaniu i wykazał się kilkoma ważnymi przechwytami oraz odbiorami. W 56. minucie wykazał się bardzo ważną interwencją - dobrze asekurował pole karne i w ostatnim momencie zdołał doskoczyć i wybić dośrodkowanie lecące w kierunku niepilnowanego Diego Percana. Pankov wielokrotnie wychodził wysoko nad pole karne, by naciskać od tyłu rozgrywających piłkę rywali i nie pozwalał im na swobodne zbudowanie akcji. Nieco gorzej wyglądał w kwestii rozegrania, popełnił parę prostych błędów, w których zagrał futbolówkę wprost pod nogi rywali, lecz najczęściej dobrą defensywą naprawiał swoje pomyłki. W doliczonym czasie drugiej połowy dobrze ustawił się w polu karnym przeciwnika, zebrał odbitą przez obrońców piłkę, zdołał ją opanować i dograć do niepilnowanego na prawej stronie Pawła Wszołka, ale ten przegrał rywalizację oko w oko z bramkarzem. Bardzo dobry i pewny występ Serba pod wieloma aspektami.


Petar Stojanović - Dla pierwszego letniego nabytku Legii był to premierowy występ w wyjściowym składzie. Szczególnie pierwszy kwadrans był bardzo obiecujący w jego wykonaniu. Słoweniec był cały czas pod grą, zmieniał strony i pokazywał skuteczną grę zarówno w ofensywie, jak i defensywie. W 6. minucie dobrze znalazł się na lewej flance i dograł prawą nogą idealnie na głowę znajdującego się na dalszym słupku Artura Jędrzejczyka, co doprowadziło do świetnej sytuacji Ilji Szkurina. Po tych 15 minutach prawy obrońca mocno zgasł w ofensywie do końca pierwszej połowy i odnalazł się dopiero po przerwie. W 55. minucie wykonał celne dośrodkowanie na głowę Ryoyi Morishity, lecz Japończyk przeniósł piłkę ponad poprzeczką. Niecałe 10 minut później reprezentant Słowenii ponownie wykazał się udaną centrą, tym razem do Milety Rajovcia, jednak napastnik Legii uderzył zbyt lekko i prosto do obrony dla bramkarza. Sam miał szansę na bramkę w 75. minucie - dopadł do piłki odbitej w zamieszaniu na 14. metr, niepilnowany próbował przymierzyć technicznie z pierwszej piłki, lecz posłał futbolówkę wysoko ponad bramką. Poza wcześniej wymienionymi dograniami, Stojnanoviciowi zdarzało się popełniać proste błędy w rozegraniu i zbyt często tracić posiadanie. Miał obiecujące momenty i widać, że może stanowić wartość dodaną dla zespołu, ale musi jeszcze złapać więcej rytmu meczowego.


Kacper Tobiasz - Golkiper Legii miał w tym spotkaniu trochę szczęścia - dwukrotnie przed stratą bramki uchroniły go metalowe obramowania bramki - ale, jak sam powiedział po meczu, szczęściu też trzeba dopomóc. O ile przy sytuacji z pierwszej połowy Tobiasz nie miałby szans na skuteczną interwencję, tak przy trafieniu w słupek Diego Percana z 51. minuty był dobrze ustawiony przy obramowaniu bramki i wydaje się, że gdyby piłka leciała w jej światło, udałoby mu się wybronić strzał. Poza tym gdynianie nie oddali ani jednego celnego uderzenia na strzeżoną przez niego bramkę. Kilka razy po zebraniu piłki próbował szybko uruchomić ataki - czy to wybiciami, czy dalekimi wyrzutami - lecz momentami partnerzy nie orientowali się w jego zamiarach albo nie potrafili skorzystać z tych zagrać. Trzeba jednak przyznać, że przy niektórych z nich szwankowała skuteczność Tobiasza, który dogrywał piłkę pod nogi rywala. Mimo to nie popełnił żadnego szczególnie rażącego błędu.


Kacper Chodyna - Tym występem na tle beniaminka tylko potwierdził, że swoją obecnością na boisku osłabia drużynę. Był po prostu bezproduktywny. W grze ofensywnej był praktycznie niewidoczny, unikał odpowiedzialności za piłkę, rzadko pokazywał się do rozegrania, a gdy już ją otrzymywał, podejmował nietrafione decyzje. Zamiast przyspieszać akcje, zwalniał je lub natychmiast tracił piłkę. Brakowało mu pewności siebie – widać było wyraźne obawy przed wejściem w jakikolwiek pojedynek czy próbę dryblingu. Nieliczne starcia z rywalami kończyły się bardzo prostymi stratami, które mogły narazić zespół na niebezpieczeństwo, ale przede wszystkim niweczyły starania ofensywne. Chodyna zresztą zanotował najwięcej strat piłki z całego zespołu - aż 20 przy 43 kontaktach z piłką. Nieporozumieniem było również desygnowanie Chodyny do wykonywania stałych fragmentów gry, z których skrzydłowy nie potrafił zrobić żadnego użytku. Pochwalić można go jedynie za dośrodkowanie z 30. minuty, które nie dotarło do żadnego kolegi z zespołu, ale powędrowało w światło bramki i zmusiło golkipera gości do interwencji. Opuścił boisko w 78. minucie i dało się zauważyć pewną zależność - nagle Legii w ofensywie zaczęło wychodzić znacznie więcej. Oglądanie poczynań Chodyny w tym meczu było po prostu męczące.


Migouel Alfarela - Po dobrym meczu w Kielcach przyszedł niestety słaby z Arką. Pod względem widoczności na boisku Alfarela przypominał Kacpra Chodynę po przeciwnej stronie – często znikał z gry i nie potrafił utrzymać się przy piłce w kluczowych momentach. Trzeba jednak zaznaczyć, że Francuz wnosił nieco więcej jakości – potrafił przyjąć piłkę pod presją, zrobić tzw. „wiatr” w bocznej strefie, czasem mijając rywala w pierwszym kontakcie lub dobrze uwalniając się z krycia. Niestety, wszystko to rozbijało się o brak konkretów. Mimo kilku prób, nie oddał ani jednego strzału na bramkę, a wszystkie jego dośrodkowania były niedokładne lub łatwe do przeczytania przez obrońców Arki. Zabrakło mu w tym meczu dokładności, wykończenia i jakiegokolwiek zagrożenia z jego strony w fazie finalizacji. Został zmieniony w 68. minucie. Po jego występie spodziewaliśmy się znacznie więcej i liczyliśmy, że znów wspomoże zespół w drodze do zwycięstwa, tymczasem całkowicie zawiódł. To pokazuje, że jedna jaskółka wiosny nie czyni i jeszcze musimy poczekać z realną oceną początku sezonu w wykonaniu Alfareli.


Ilja Szkurin - Można powiedzieć - do trzech razy sztuka - bo Białorusin, podobnie jak jego współtowarzysze w linii ofensywnej, był graczem widmo. Zaliczył zatrważającą liczbę kontaktów z piłką, bo był przy niej tylko 15-krotnie. Początkowo wydawało się, że to może być pozytywny mecz w jego wykonaniu. W 5. minucie dobrze odnalazł się w polu karnym, dostał niepilnowany piłkę na 5. metrze, ale fatalnie wykończył tę okazję. Szkurin zamiast składać się do dziwnego uderzenia głową, miał piłkę na wysokości strzału z woleja i wydaje się, że właśnie tak powinien skończyć ten atak. Tymczasem wyszedł mu strzał wprost w interweniującego bramkarza. Można go jednak pochwalić za to, że odnalazł się w tym miejscu i w tamtym momencie można było mieć pewność, że jeszcze nie raz się znajdzie. Niestety, Białorusin w dalszej części meczu wyglądał na kompletnie pogubionego, za każdym razem ustawiał się nie tam, gdzie lądowała zagrana przez partnerów piłka i przez to nie miał już żadnej szansy na zdobycie gola. W zasadzie poza aktywacją pressingu był kompletnie nieprzydatny. Można było również zauważyć zalążek podobnych zachowań, jak w przypadku Marca Guala - atakujący dużo gestykulował, miał wiele pretensji do kolegów z drużyny czy nawet arbitra, ale nie do samego siebie. Zszedł z boiska w 58. minucie. Być może to tylko dyspozycja dnia, ale wygląda na to, że Białorusin jest zdecydowanie pod formą.


Ryoya Morishita - Mimo słabej formy, Japończyk jako jedyny zawodnik z pola utrzymał miejsce w wyjściowej jedenastce. Niestety, również w tym meczu podtrzymał słabą dyspozycję. Liczyliśmy, że jako środkowy pomocnik, mając w parze mniej doświadczonego Wojciecha Urbańskiego, przejmie ciężar rozegrania, będzie głównodowodzącym atakami Legii i rozprowadzał piłkę między formacjami. Tymczasem zawiódł właśnie w aspekcie, który powinien być jego głównym atutem – w kreowaniu gry. Zamiast przejąć odpowiedzialność za kreowanie i prowadzenie akcji drużyny, był praktycznie niewidoczny w środkowej strefie. Zamiast schodzić po piłkę i łączyć formacje, zbyt często biegał bezproduktywnie w okolicach pola karnego rywala, nie oferując realnej opcji do rozegrania. Jego pozycjonowanie było chaotyczne, a obecność w kluczowych momentach minimalna. Przede wszystkim można było zauważyć, jakby Morishita czuł duże zmęczenie. Często dawał się wyprzedzać rywalom, był spóźniony w wielu swoich reakcjach i w pojedynku z dobrze dysponowanym tego dnia Alassaną Sidibe wypadł naprawdę blado. Był zdecydowanie za mało dokładny, aż prawie połowa jego kontaktów z piłką kończyła się stratą, a celność podań oscylowała zaledwie w okolicach 60%. Opuścił boisko w 58. minucie. Forma Japończyka jest bardzo martwiąca, a posadzenie na ławce rezerwowych i chwila oddechu mogłaby mu zrobić dobrze.


Wojciech Urbański - Młody pomocnik otrzymał szansę gry w pierwszym składzie po raz pierwszy od nieco ponad pół roku. Była to dosyć zaskakująca decyzja trenera Iordanescu, gdyż wcześniej nie dawał Urbańskiemu zbyt wielu okazji do gry. Ten jednak pokazał, czym było to spowodowane. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że pomocnik nie do końca wie, co dzieje się na boisku. Był zagubiony, unikał gry, grał całkowicie bezbarwnie. Większość podań, które docierały do Urbańskiego, chwilę później kończyło się przegranym pojedynkiem, niecelnym oddaniem piłki - po prostu bardzo prostą stratą. Nie potrafił dobrze funkcjonować z resztą zawodników, często decydował się na bezsensowne indywidualne rajdy, które miały skutek wcześniej wymieniony. Dopiero w końcówce meczu, gdy na boisku pojawili się bardziej doświadczeni zawodnicy, jego gra nieco się poprawiła. Zaczął grać odrobinę szybciej i dokładniej, lepiej się ustawiał, a niektóre zagrania miały już większy sens i kierunek. Jednak ten krótki fragment nie był w stanie zrównoważyć ogólnego, bardzo słabego wrażenia z całego meczu.


Patryk Kun - Jak zwykle, nie można odmówić mu waleczności i zaangażowania, ale to niestety tyle. Całkowicie brakowało go w ofensywie, a i w poczynaniach obronnych miał bardzo duże problemy. Do ataków podłączał się właściwie do wysokości 30. metra, a jego nieliczne próby dośrodkowań z głębi pola były całkowicie bezsensowne. W obronie był często kompletnie zagubiony, można było ograć go najprostszymi środkami. W bezpośrednich pojedynkach z rywalami również nie górował, przegrywał znaczną część fizycznych starć. Najlepszy podsumowaniem jego poczynań defensywnych niech będzie akcja z 37. minuty, kiedy Kun ustawił się zbyt blisko środkowej strefy boiska, nie skontrolował pozycji Dawida Kocyły, a po podaniu prostopadłym Sebastiana Kerka w kierunku skrzydłowego kompletnie się zagubił - nie wiedział, czy próbować przecinać to zagranie, czy gonić atakującego Arki. Ostatecznie, moment zawahania kosztował go zbyt dużą stratę do Kocyły, którego nie był już w stanie dogonić i tylko skuteczna interwencja Artura Jędrzejczyka uchroniła drużynę przed stratą bramki. Został zdjęty z boiska w 58. minucie.


Zmiennicy


Paweł Wszołek - Wszedł na boisko w 68. minucie i momentalnie rozkręcił prawą flankę Legii. Licznymi podłączeniami do ofensywy dawał skuteczną opcję do rozegrania. Swoją aktywnością robił wszystko, by drużyna wyszła z tego meczu zwycięsko. Sam miał dwie szanse, by przechylić szalę wygranej na stronę Legii. W 83. minucie dobrze znalazł się na dalszym słupku, powalczył i zdołał uprzedzić obrońcę przy dośrodkowaniu Arkadiusza Recy, jednak głową przestrzelił nad bramkę. Drugą okazję miał w doliczonym czasie gry - również przytomnie ustawił się po prawej stronie pola karnego, niepilnowany otrzymał podanie od Radovana Pankova, ale z ostrego kąta trafił tylko w dobrze skracającego mu pole do strzału bramkarza. To także po jego zablokowanym uderzeniu do sytuacji strzeleckiej doszedł Petar Stojanović. To była naprawdę jakościowa zmiana Wszołka, która powinna skończyć się przynajmniej jedną bramką.


Wahan Biczachczjan - Został wprowadzony na murawę w 78. minucie. Trzeba powiedzieć wprost, że przez te niecałe 20 minut na boisku, zrobił znacznie więcej niż Kacper Chodyna i Migouel Alfarela razem wzięci. Non stop pokazywał się do podań, brał piłkę i odważnie szukał indywidualnych rozwiązań. Udowadniają to statystyki, które pokazują, że Ormianin zanotował stuprocentową skuteczność w pojedynkach i próbach dryblingu. W 83. minucie właśnie takim rajdem, między kilkoma obrońcami, wbiegł w pole karne i uderzył mocno w światło bramki, jednak skierował piłkę zbyt blisko środka, by zaskoczyć nią bramkarza. W 93. minucie dobrze zszedł ze skrzydła do środka, huknął ile sił ze skraju pola karnego i wydaje się, że gdyby nie szczęśliwa blokada obrońcy, mógłby zerwać pajęczynę w okienku. Biczachczjan już w ostatnim meczu przeciwko Banikowi Ostrawa pokazał, że jego forma jest zwyżkowa, a tym krótkim, ale napakowanym konkretami wejściem, tylko to udowodnił.


Bartosz Kapustka - Pojawił się na boisku w 58. minucie. Choć potrzebował trochę czasu, by wprowadzić się w rytm gry, próbował wziąć na siebie rozegranie piłki i przyspieszać ataki zespołu. Ostatecznie był zdecydowanie bardziej aktywny niż Ryoya Morishita, którego zamienił na murawie, jednak również zabrakło w jego wykonaniu większych konkretów. Jak zawsze, pozytywnie wyglądała jego współpraca na prawej stronie z Pawłem Wszołkiem, gdzie razem próbowali przebić się przez defensywę Arki, jednak to było trochę za mało na ocenę pozytywną. W doliczonym czasie gry próbował uderzyć z dystansu, po ziemi, ale został zblokowany przez jednego z gości i wywalczył tylko rzut rożny. Na pewno Kapustka starał się odmienić obraz gry, jednak brakowało mu skuteczności i chyba również pomysłu.


Arkadiusz Reca - W 58. minucie lewy obrońca oficjalnie zadebiutował w barwach Legii. Początkowo nie mógł odnaleźć się na murawie, popełniał proste błędy w rozegraniu piłki czy pojedynkach z rywalami, za co otrzymał nawet żółty kartonik. Z minuty na minutę łapał jednak rytm i rozkręcał się. Skutecznie podłączał się do ofensywy i podobnie jak Paweł Wszołek z prawej strony, przyspieszał ataki na lewej flance. W 83. minucie przejął odbitą przez bramkarza piłkę i posłał bardzo dobre dośrodkowanie na dalszy słupek, po którym Wszołek niestety główkował tylko nad bramką. Poza pierwszymi minutami wypadł w tym debiucie dość obiecująco. Potwierdza się to, że jak dojdzie do optymalnej dyspozycji, będzie zdecydowanie lepszą opcją na lewą stronę defensywy niż Patryk Kun.


Mileta Rajović - Wszedł na boisko w 58. minucie. O ile w meczu z Koroną Kielce można było bronić jego średni występ grą defensywną drużyny, tak w tym meczu nie ma już żadnych wymówek. Drużyna atakowała, starała się o zwycięstwo, a napastnik kompletnie nie istniał. Nie potrafił ustawić się w polu karnym, znaleźć się w dogodnej sytuacji. Przy większości bardzo dobrych dośrodkowań z bocznych stref boiska Duńczyk wyskakiwał zbyt nisko nad ziemię, jakby ospale, przez co mijał się z piłką. Gdy w 64. minucie doskoczył do zagrania Petara Stojanovicia, uderzył, a w zasadzie tylko musnął piłkę, kierując ją w stronę bramki, ale prosto do rąk bramkarza. Potwierdziło się również to, że Rajović nie daje zbytnio opcji w rozegraniu, trzyma się praktycznie tylko pola karego, a jak już wspomniałem, także to mu nie wychodziło w tym spotkaniu. Początek nowego napastnika w Legii jest bardzo trudny i oby jak najszybciej udało mu się odnaleźć formę i udowodnić swoją wartość.

Udostępnij