Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z AEK

sobota, 9 sierpnia 2025 08:03
Plusy i minusy po meczu z AEK
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W czwartkowy wieczór Legia Warszawa doznała Porażki w Larnace, przegrywając z AEK-iem aż 1-4 i zdecydowanie komplikując sobie drogę do Ligi Europy. Do przerwy gra legionistów nie wyglądała źle, ale po zmianie stron wszystko się posypało - w szeregach "Wojskowych" zaczęło dominować zmęczenie i całkowicie oddali inicjatywę gospodarzom, którzy skrupulatnie ich wypunktowali. Dla Legii była to pierwsza porażka w sezonie 2025/26 i zarazem pierwsza pod wodzą trenera Edwarda Iordanescu. Oto oceny, jakie przyznaliśmy graczom stołecznej drużyny za ten mecz.


Jean-Pierre Nsame - Bezsprzecznie najlepszy zawodnik Legii w meczu w Larnace i jeden z nielicznych, którzy mogą wracać z Cypru z podniesioną głową. Mimo wielu obaw, od pierwszych minut wyglądał tak, jakby w jego płucach było o połowę więcej powietrza niż u kolegów z drużyny – biegał, pressował, naciskał, a gdy trzeba było, cofał się aż pod własne pole karne, by utrudnić rywalom rozegranie. W zadaniach defensywnych pełnił również ważną rolę przy licznych stałych fragmentach gry przeciwnika, niejednokrotnie górując we własnym polu karnym. Przede wszystkim jednak znów miał ogromne parcie na bramkę. Już w 2. minucie świetnie pokazał się do prostopadłego podania, w sytuacji sam na sam ograł Zlatana Alomerovicia i strzałem z ostrego kąta trafił do siatki, niestety w momencie podania był na pozycji spalonej. W 18. minucie bramka Kameruńczyka musiała zostać już zaliczona. Napastnik przy dośrodkowaniu Bartosza Kapustki z rzutu wolnego świetnie odnalazł się na dalszym słupku, wybiegł za obrońców, utrzymując legalną pozycję i pewnym strzałem głową wpakował piłkę do bramki, zapewniając szybkie wyrównanie. Niewiele ponad 10 minut później po udanym wysokim pressingu Nsame odebrał na polu karnym podanie od jednego z rywali, dopadł do piłki i momentalnie oddał strzał, ale golkiper gospodarzy zdążył wyjść wysoko z linii bramkowej i skutecznie interweniować. Kameruńczyk jednak powalczył jeszcze o piłkę i wystawił ją do niepilnowanego Kapustki, który zmarnował dogodną okazję. W pierwszej części, a dokładnie w doliczonym czasie gry, miał jeszcze jedną okazję - chciał sprytnie przelobować bramkarza w zamieszaniu, ale przeniósł futbolówkę minimalnie nad poprzeczką. W ostatniej dogodnej okazji napastnik znalazł się w 57. minucie, kiedy odebrał na dalszym słupku dośrodkowanie z rzutu wolnego Rubena Vinagre, lecz mocnym uderzeniem głową przestrzelił nieznacznie obok celu. Zszedł z boiska w 79. minucie. Nsame znów pokazał się jako nieustępliwy walczak, który stara się ile sił, by zespół osiągnął korzystny wynik.


Claude Goncalves - Podobnie jak Jean-Pierre Nsame, Portugalczyk wykonał bardzo dużo pracy bez piłki. Był najbardziej wybieganym zawodnikiem stołecznej drużyny, pracował na całej długości boiska. Jako pierwszy dawał zespołowi sygnał do intensywnego pressingu, a co ciekawe, mimo to udawało mu się utrzymywać najlepszą wydolność przez cały występ. Poza tym, jako nieliczny, przede wszystkim w pierwszej połowie, potrafił utrzymać się trochę dłużej z piłką przy nodze i próbował napędzać ataki Legii. Już na początku meczu był blisko zanotowania asysty - świetnie wybiegł między obrońców do prostopadłego podania i momentalnie uruchomił na polu karnym kameruńskiego napastnika, ale ten minimalnie spalił akcję. Podobnie do zagrania pokazał się w 61. minucie, kiedy wyprzedził obrońców, opanował górną piłkę od Migouela Alfareli i został faulowany przez rywala tuż przed polem karnym. W drugiej połowie był jednak zdecydowanie mniej efektywny, wraz z całym zespołem cofnął się nisko pod własne pole karne i tam próbował przeszkadzać przeciwnikom w rozgrywaniu akcji. Całościowo był jednak jedynym zawodnikiem środka pola, który próbował przejąć kontrolę w tej strefie i dawał określoną jakość. Zdjęcie go z boiska w 70. minucie było dość zaskakujące i już całkowicie rozsypało grę w centralnej części.


Bartosz Kapustka - Kapitan Legii w Larnace wyglądał tak, jakby nie wszedł w mecz ani fizycznie, ani mentalnie. Od pierwszych minut brakowało mu świeżości w nogach, a po przerwie jego problemy kondycyjne były już aż nadto widoczne. Często spóźniał się z reakcją, źle odczytywał sytuacje boiskowe i zostawiał zbyt dużo wolnej przestrzeni w środku pola, co rywale bezlitośnie wykorzystywali do przejęcia kontroli nad tą strefą. W rozegraniu piłki był niemal niewidoczny. Kiedy już miał futbolówkę, wybierał najprostsze rozwiązania, a i one nierzadko kończyły się stratą lub niecelnym podaniem. Jedynym jaśniejszym momentem w jego grze była 18. minuta, kiedy z rzutu wolnego precyzyjnie dośrodkował na głowę Jean-Pierre’a Nsame, notując asystę przy jedynej bramce Legii. W 29. minucie sam mógł wpisać się na listę strzelców – był zupełnie niepilnowany w polu karnym, ale zamiast lepiej przygotować strzał, uderzył z pierwszej piłki prosto w nogi obrońcy. W defensywie jego występ trudno ocenić inaczej niż krytycznie. Przy pierwszych trzech golach dla gospodarzy zawinił swoją pasywnością i brakiem zdecydowania w doskoku do przeciwników w środkowej strefie. Przy czwartym trafieniu to on sprokurował rzut rożny, gdy fatalną próbą przecięcia podania we własnym polu karnym oddał rywalom sytuację sam na sam z Kacprem Tobiaszem. Symbolicznym podsumowaniem jego gry była końcówka meczu. W niecałe dziesięć minut obejrzał dwie kompletnie niepotrzebne żółte kartki, osłabiając drużynę i eliminując się z meczu rewanżowego. Tak słaby występ i tak głupie zachowania nie przystają liderowi drużyny, szczególnie w tak ważnym meczu.


Rafał Augustyniak - Jeśli Bartosz Kapustka nie dojechał na ten mecz fizycznie, to co dopiero można napisać o defensywnym pomocniku. Już od pierwszych minut grał niezwykle ociężale, był spóźniony w praktycznie każdej akcji przeciwników. Druga połowa była dla niego prawdziwą męczarnią, od startu wyglądał, jakby miał ciemno przed oczami. Nie mógł biegać, a właściwie to nawet truchtać i mimo to został na boisku do samego końca spotkania. Przede wszystkim jednak był kompletnie pogubiony w ustawieniu, znajdował się tam, gdzie to nie było potrzebne, zostawiając masę przestrzeni przeciwnikom w środku pola. Fatalna była także jego skuteczność w pojedynkach, pokonanie go było łatwe, a interwencje na wyprostowanych nogach nie kończyły się dla Augustyniaka dobrze. Duża odpowiedzialność spada na niego za stratę drugiego gola - Augustyniak powrócił w kontrataku najszybciej na pole karne, był najbliżej Karola Angielskiego i nawet chwilę przed wbiegnięciem w "szesnastkę" spojrzał na napastnika, niejako korygując swoją pozycję i pokazując Petarowi Stojanoviciowi, by pokrył zawodnika na dalszym słupku, a i tak ustawił się kilka dobrych metrów przed napastnikiem gospodarzy, pozostawiając mu czystą pozycję do oddania strzału, co wywołało u niego ogromne zdziwienie. Dodatkowo zdarzało mu się popełniać bardzo proste błędy w rozegraniu, oddając piłkę wprost pod nogi przeciwników. Bardzo słaby występ na kluczowej pozycji w tym meczu.


Paweł Wszołek - Przed meczem wydawało się, że Wszołek może być jednym z nielicznych zawodników, którego ciężkie warunki pogodowe panujące na Cyprze w ogóle nie ruszą. Niestety, prawy obrońca kompletnie zawiódł. W ofensywie można było go zobaczyć często, ale bez żadnych efektów. W zasadzie jedyny moment, w którym wyróżnił się w ataku miał miejsce w doliczonym czasie pierwszej połowy, kiedy dobrze wybiegł za obrońcę, powalczył z nim o piłkę, ale oko w oko ze Zlatanem Alomeroviciem trafił prosto w bramkarza. Poza tym jego podłączenia do ofensywy były całkowicie bezproduktywne. W obronie niestety podejmował dużo złych decyzji. Kilkukrotnie próbował wysoko wychodzić z własnej pozycji do przeciwników, zostawiając mnóstwo przestrzeni za swoimi plecami, co było m.in. jedną z głównych przyczyn straty pierwszej bramki. Oprócz tego miał ogromne problemy w pojedynkach indywidualnych na swojej stronie z Yersonem Chaconem oraz w późniejszej fazie również Enzo Cabrerą. Obaj wygrywali z nim większość pojedynków szybkościowych, a dryblingiem potrafili wytrącić go z równowagi i zmusić do chaotycznej obrony. Dla Wszołka był to mecz, w którym ani nie dał drużynie impulsu w ataku, ani nie zapewnił stabilności z tyłu – połączenie, które w tak trudnym spotkaniu okazało się kosztowne.


Ruben Vinagre - Występ Portugalczyka niestety nie odbiegał od słabej dyspozycji całej defensywy Legii. W ofensywie Vinagre był praktycznie bezproduktywny – jego podłączenia i próby dośrodkowań nie niosły ze sobą żadnego zagrożenia dla rywali, brakowało im precyzji i wyraźnego celu. Miał chwile przebłysku na początku drugiej połowy - w 54. minucie znalazł się przed polem karnym i oddał minimalnie niecelny strzał z dystansu, a cztery minuty później wywalczył rzut wolny w bocznej strefie i posłał celne dośrodkowanie na dalszy słupek do Jean-Pierre'a Nsame. To jednak zdecydowanie za mało na tak technicznie uzdolnionego zawodnika. W defensywie natomiast był wyraźnie zagubiony. Wielokrotnie tracił krycie, pozostawiając zbyt dużo wolnego miejsca i dając przeciwnikom swobodę w ataku. Jego próby doskoku do przeciwnika kończyły się fiaskiem, a chaotyczne reakcje w obronie były bardzo częstym elementem jego gry. Dodatkowo lewy obrońca prezentował się fatalnie w wyprowadzeniu piłki z własnej połowy, zanotował w tym elemencie mnóstwo błędów i niebezpiecznych strat. W zasadzie można by w jego przypadku zastosować niemalże identyczną diagnozę jak przy Pawle Wszołku – Vinagre nie wniósł ani stabilności, ani kreatywności, a jego gra była kolejnym ogniwem, które zawiodło drużynę w defensywie i nie pomogło w ataku.


Wahan Biczachczjan - Ormianin był w tym meczu jeźdźcem bez głowy. Jego próby dryblingów i indywidualnych rajdów, choć nie były liczne, kończyły się praktycznie za każdym razem prostą stratą. Skrzydłowy w większości z nich pchał się w tłok, między kilku obrońców, jednak nie potrafił wyjść z tego górą. Jedyne dobre zachowanie Biczachczjana w takiej sytuacji można było odnotować w doliczonym czasie pierwszej połowy, kiedy w ostatnim momencie podcinką zdołał dograć piłkę na pole karne do Pawła Wszołka. Ormianin miał w tym meczu kilka okazji na strzał z dystansu, jednak albo był blokowany, albo trafiał w mur czy nawet plecy... Jean-Pierre'a Nsame. Brakowało także jego wspomagania prawej strony w defensywie. Szczególnie źle zachował się przy stracie drugiej bramki - Biczachczjan asekurował stały fragment gry, znalazł się na prawej obronie, jednak zamiast podejść bliżej Jeremiego Gnali, oddał mu mnóstwo przestrzeni i pozwolił na celne dośrodkowanie. Został zmieniony w 70. minucie.


Petar Stojanović - Postawienie na Słoweńca w pierwszym składzie było zdecydowanie największym zaskoczeniem. Prawdopodobnie trener Iordanescu chciał tym zabiegiem nieco bardziej zabezpieczyć lewą stronę defensywy i to rzeczywiście przyniosło jakiś skutek, bo Stojanović dobrze wracał do defensywy i wspomagał Rubena Vinagre, a po jego zejściu ta flanka także posypała się defensywnie. Nie dawał jednak kompletnie nic na swojej nominalnej pozycji. W zasadzie gdyby nie interwencje w obronie, można byłoby zapomnieć, że Stojanović w ogóle przebywa na boisku. Nawet jeśli chodzi o pressing, był najmniej aktywnym zawodnikiem. W ofensywie można było dostrzec go tak naprawdę tylko w doliczonym czasie gry, kiedy dopadł do odbitej przez golkipera piłki po strzale Pawła Wszołka, nabiegając w pole karne uderzył z pierwszej piłki, jednak prosto w nogi stojącego kilka metrów dalej obrońcy. Pod względem defensywnym nie wypadł negatywnie, ale pod względem kreacji i aktywności na boisku był niewidoczny i mało efektywny. Zszedł z murawy w 54. minucie.


Steve Kapuadi - Defensor rozpoczął ten mecz wyśmienitym podaniem po ziemi przez wolną przestrzeń, co zapoczątkowało akcję bramkową, która była jednak spalona. To jednak jeden z nielicznych pozytywnych aspektów gry reprezentanta Demokratycznej Republiki Konga. Jako stoper zdecydowanie gubił się w ustawieniu, jego gra była niezwykle chaotyczna i pozbawiona jakiejkolwiek pewności. Kapuadi nie dawał nawet pewności w obronie przy stałych fragmentach gry, co w poprzednich meczach było jego dużym atutem. Nie zagrał odpowiedzialnie również w kwestii rozegrania piłki, do którego generalnie podłączał się znacznie rzadziej, jednak jego nieliczne próby w wielu sytuacjach kończyły się prostą stratą. Szczególnie niebezpiecznie było w 76. minucie, kiedy Kapuadi najpierw popisał się odbiorem w polu karnym, żeby po chwili nonszalancko zagrać wprost pod nogi atakującego go zawodnika i doprowadzić do groźnej sytuacji. To był bardzo niestabilny i niepewny występ obrońcy.


Jan Ziółkowski - Ewidentnie młody obrońca był myślami już w Rzymie, a nie Larnace. Miał zdecydowanie mniejszą skuteczność w pojedynkach z rywalami i odbiorach, a jego agresywne reakcje w tym meczu się nie sprawdzały. Przy skrupulatnym arbitrze głównym tego spotkania większość interwencji Ziółkowskiego kończyło się odgwizdaniem przewinienia, a duża część aż 23 fauli całego zespołu była jego zasługą. Pod koniec meczu z frustracji defensor grał jeszcze agresywniej, co ostatecznie zakończyło się napomnieniem, dziwne, że tak późno. Przy pierwszym trafieniu popełnił serię błędów, które poskutkowały stratą gola. Defensor najpierw wyszedł wysoko, na połowę rywala za wybiegającym do wybitej piłki napastnikiem, czym pozostawił mnóstwo miejsca dla gospodarzy na atak lewą flanką. Ziółkowski jednak dobrze zdołał wrócić na pole karne, ale jego niefortunna interwencja wślizgiem, która całkowicie zmieniła tor lotu piłki, sprawiła, że wpadła ona do siatki. Mógł zachować się również lepiej przy trzecim trafieniu dla gospodarzy. Poza Bartoszem Kapustką, Ziółkowski był najbliżej ustawionym zawodnikiem strzelającego Yersona Chacona, ale zachował się trochę zbyt asekuracyjnie i stał za daleko, by utrudnić oddanie tego strzału czy zablokować go. Jeśli to był ostatni mecz Ziółkowskiego w barwach Legii, to nie był on udanym pożegnaniem.


Kacper Tobiasz - Dla golkipera to szczególnie nie był udany wieczór, bo musiał wyciągać piłkę z bramki czterokrotnie i przy każdej z bramek nie miał najmniejszych szans na interwencję. Pierwszy gol - rykoszet, drugi gol - idealne wykończenie z wolnej pozycji, trzeci gol - strzał życia i czwarty gol - samobój. To nie znaczy jednak, że Tobiasz w tym meczu był bezbłędny. Jego gra na przedpolu przy wysokich zagraniach przeciwników z gry i stałych fragmentów była bardzo niepewna. Również jakość jego podań pozostawiała wiele do życzenia. Szczególnie zawinił przy trzecim straconym golu, kiedy mając na wolnej, dobrej pozycji m.in. Pawła Wszołka, niepotrzebnie wybił daleko piłkę w kierunku Kacpra Chodyny i zapoczątkował tym akcję bramkową przeciwnika. To nie jedyna taka sytuacja, w której golkiper zamiast dłużej utrzymać się przy futbolówce bądź poszukać bliższego rozegrania decydował się na bezsensowne dalekie wybicia, które kończyły się stratą. Takie momenty nie zapewniały drużynie pewności. Tobiasza na pewno można pochwalić za interwencję z 84. minuty - bramkarz do końca zachował czujność i po fatalnym błędzie Bartosza Kapustki, wybronił strzał Enzo Cabrery z najbliższej odległości. To jednak był na pewno najmniej pewny i najsłabszy występ Tobiasza w tym sezonie.


Zmiennicy


Migouel Alfarela - Francuz wszedł na boisko w 54. minucie. Początkowo rozruszał lewą stronę ofensywy, zapewnił więcej dynamiki i napędzał ataki. Próbował dośrodkowań i górnych piłek, które w większości były bezcelowe, ale np. w 61. minucie dograł świetnie za linię obrony do Claude'a Gonclavesa, który był faulowany tuż przed polem karnym. Po jakichś 10 minutach Alfarela jednak całkowicie zgasł. Nie dość, że nie zapewniał nic w ofensywie, to jeszcze nie był żadną wartością dodaną w defensywie. W zasadzie nie można było w niej zobaczyć Francuza w ogóle. Trzymał się cały czas linii środkowej, nie schodził niżej na własną połowę i zostawiał kompletnie osamotnionego Rubena Vinagre. Można więc powiedzieć, że poza pierwszymi chwilami, był bardziej osłabieniem niż wzmocnieniem względem Petara Stojanovicia.


Ryoya Morishita - Pojawił się na murawie w 70. minucie. Co do Japończyka, przytoczę tylko jedną statystykę, która wyjaśni ocenę negatywną: kontakty z piłką - 4. Japończyk miał za zadanie ożywić grę i podjąć więcej inicjatywy z piłką, jednak kompletnie nie wykazał zaangażowania. Mimo świeżości, na boisku praktycznie nie istniał w akcjach zespołu i nie wniósł nic pozytywnego do gry. Zamiast wnieść ożywienie, pokazać swoją dynamikę, osłabił drużynę. Japończyka można jedynie pochwalić za świetny powrót i heroiczną interwencję wślizgiem w polu karnym, która mogła uratować przed startą piątej bramki.


Kacper Chodyna - Wszedł na murawę w 70. minucie. Podobnie jak Ryoya Morishita, pokazał zerowe zaangażowanie - zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Kilka razy udało mu się dojść do piłki, jednak kończyło się to czy to przegranym pojedynkiem i nieudaną próbą dryblingu, czy niedokładnym podaniem. W 78. minucie z łatwością przegrał walkę o górne zagranie Kacpra Tobiasza, co zapoczątkowało stratę trzeciej bramki. Tak, jak w meczu z Arką Gdynia, skrzydłowy wszedł na boisko z ławki i znacznie zmniejszył jakość zespołu.


Mileta Rajović - Został wprowadzony na boisko w 79. minucie. Można powiedzieć, że zaliczył prawdziwe wejście smoka, bo trafił do bramki już sześć minut po pojawieniu się na murawie. Szkoda tylko, że do własnej bramki. Zachowania napastnika w swoim polu karnym nie da się niczym wytłumaczyć. To nie była kwestia nieszczęścia, przypadkowego odbicia - Rajović po prostu zamiast w przeciwnym kierunku, był odwrócony w stronę bramki i dokładając głowę, dobił własny zespół. Poza tym, może oprócz jednego utrzymania się z piłką na polu karnym rywala i wywalczeniu wrzutu z autu, nie wniósł nic pozytywnego do gry Legii. Duński napastnik zalicza bardzo ciężkie wejście do nowego zespołu, ale oby to się szybko odmieniło.

Udostępnij