Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z GKS-em

poniedziałek, 11 sierpnia 2025 21:01
Plusy i minusy po meczu z GKS-em
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W niedzielny wieczór, po szalonej końcówce meczu, Legia Warszawa pokonała przy Łazienkowskiej GKS Katowice 3-1. Legioniści przez większą część pierwszej połowy mieli duże problemy i oddali kontrolę nad grą gościom, jednak do szatni schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. Sytuacja odmieniła się po zmianie stron - "Wojskowi" dominowali w posiadaniu piłki, ale w ostatnich minutach nadziali się na kontratak i pozwolili katowiczanom strzelić wyrównującą bramkę. Podopieczni trenera Edwarda Iordanescu walczyli jednak do samego końca, potrafili w doliczonym czasie gry dwukrotnie trafić do siatki rywala i odwrócić losy spotkania na swoją korzyść. Zapraszamy na nasze klasyczne plusy i minusy, które wystawiliśmy graczom stołecznej drużyny po tym meczu.


Artur Jędrzejczyk - Doświadczony stoper stał się niespodziewanym bohaterem Legii w tym meczu, choć pracował na to przez pełne 90 minut. Od początku był niezwykle pewnym punktem w defensywie, a szczególnie w pierwszej połowie pracy miał co niemiara. Był stuprocentowo skoncentrowany i świetnie odczytywał zamiary ofensywne rywali. Królował we własnym polu karnym i nie tylko w rywalizacji powietrznej, ale przede wszystkim w pojedynkach 1 na 1 z rywalami, których wygrał aż 9 z 10. Ofensywni zawodnicy, a w szczególności Maciej Rosołek, mieli z nim ogromne problemy i nie potrafili znaleźć recepty na pokonanie Jędrzejczyka. Obrońca brał udział nie tylko w poczynaniach obronnych, ale czynnie uczestniczył także w rozegraniu i napędzaniu akcji ofensywnych. Zapędzał się wysoko na połowę przeciwnika i przynosiło to efekty. Pod koniec pierwszej połowy Jędrzejczyk urwał się obrońcom w polu karnym i skutecznie zgrał dośrodkowanie Rubena Vingare z rzutu rożnego, notując asystę przy trafieniu Pawła Wszołka "otwierającym" wynik. Po stracie prowadzenia przeszedł do ofensywy, stał się jakby drugim napastnikiem. Najpierw w 92. minucie oddał mocny strzał ze skraju pola karnego, ale został zablokowany. Stoper pozostał jednak przy bramce GKS-u i trzy minuty później wyskoczył najwyżej w polu karnym, skierował dośrodkowaną przez Wszołka piłkę na dalszy słupek, zdobywając swoją pierwszą ligową bramkę od lutego 2019 roku i zapewniając stołecznej drużynie ważne 3 punkty. Gol, asysta, wyśmienita praca w defensywie - to był występ idealny w wykonaniu Artura Jędrzejczyka. Niezaprzeczalna legenda Legii od początku sezonu jest w świetnej formie, przeżywa swoją drugą młodość i oby trwało to jak najdłużej.


Paweł Wszołek - Prawy obrońca od pierwszego gwizdka wyglądał znacznie lepiej niż kilka dni temu w Larnace. Był zdecydowanie najaktywniejszym zawodnikiem Legii w tym spotkaniu, non stop biegał wzdłuż linii bocznej, dając opcję w ofensywie i zabezpieczenie w defensywie, w której jego flanką GKS stwarzał zdecydowanie mniej zagrożenia, dzięki jego skuteczności i dobremu ustawieniu. Wszołek nie tylko robił wiatr na prawej stronie, ale też dawał konkrety. Większość jego dośrodkowań trafiała do celu, kilkukrotnie swoimi wysokimi zagraniami na pole karne wypracował dobrą pozycję strzelecką dla partnerów z drużyny. Choć większość z nich była przez nich marnowana, prawy obrońca nie dawał za wygraną, był konsekwentny i w doliczonym czasie drugiej połowy dograł piłkę idealnie na nos Artura Jędrzejczyka, notując bardzo ważną asystę. Wszołek odwdzięczył się tym podaniem defensorowi za zgranie futbolówki głową pod koniec pierwszej połowy i asystowanie przy jego bramce. Wszołek w tamtej sytuacji zachował się w polu karnym bardzo dobrze i przytomnie, wbiegł w wolną przestrzeń na dalszym słupku i kolanem wbił piłkę do siatki, "otwierając" wynik meczu. Zagrał w tym spotkaniu kompleksowo i z bardzo dużą korzyścią dla drużyny.


Radovan Pankov - Wraz z Arturem Jędrzejczykiem Serb stworzył bardzo pewną parę obrońców. Podobnie jak jego partnera, cechowało go dobre czytanie gry i skuteczne ustawianie się w polu karnym. Dobrze czytał wysokie zagrania przeciwników i zażegnywał zagrożenie, notując aż 8 wybić. Był także pewny w pojedynkach indywidualnych z przeciwnikami, wygrał ich znaczną większość. Grał silnie, zdecydowanie i nieustępliwie, choć czasami balansował na granicy faulu, szczególnie w sytuacjach, gdy groziło mu otrzymanie drugiej żółtej kartki. Pełni istotną rolę w rozegraniu piłki, tak naprawdę w większości akcji zaczynało się ono właśnie od niego, przez co był drugim piłkarzem Legii w tym meczu z największa liczbą kontaktów z futbolówką. Swoją solidnością, doświadczeniem i boiskowymi reakcjami wprowadził dużo spokoju do poczynań zespołu i zapewnił pewność w poczynaniach obronnych.


Kacper Tobiasz - Bardzo czujny występ golkipera Legii. Zapewniał w tym meczu pewność i bezpieczeństwo między słupkami, wykazując się kilkoma ważnymi interwencjami. Szczególnie dużo pracy miał w pierwszej połowie, bo w drugiej części, poza akcją bramkową, gracze GKS-u tylko raz zagrozili jego bramce. Już w 6. minucie, kiedy po złym zachowaniu Migouela Alfareli piłkę w polu karnym przejął Mateusz Kowalczyk, bramkarz "Wojskowych" przytomnie skrócił mu pole strzału i skutecznie zablokował jego strzał w sytuacji sam na sam. W 18. minucie zachował skupienie i wybił ponad bramkę zaskakujący centrostrzał Borjy Galana z lewej flanki. Siedem minut później wykazał się podwójną skuteczną interwencją - najpierw odbił kolejne wstrzelenie z bocznej strefy, którym próbował zaskoczyć go Bartosz Nowak, a po chwili, dzięki świetnemu refleksowi, szybko zebrał się z ziemi, wyciągnął i wybronił dobitkę głową Kacpra Łukasiaka. To głównie dzięki niemu Legia po pierwszych 30 minutach meczu nie przegrywała. Na początku drugiej połowy skutecznie interweniował po mocnym strzale Nowaka z rzutu wolnego, nie ryzykując i wybijając piłkę nad poprzeczkę. Przy uderzeniu skrzydłowego z pierwszej piłki w 84. minucie nie miał najmniejszych szans na interwencję i musiał skapitulować. Przez cały mecz funkcjonował również dobrze na przedpolu, zarówno w powietrzu, jak i na murawie, choć jak zwykle jakość jego wybić pozostawiała sporo do życzenia. Szkoda, że Tobiaszowi ostatecznie nie udało się zanotować kolejnego czystego konta, bo swoją postawą na to zasłużył.


Wahan Biczachczjan - Ormianin dobrze funkcjonował w tym meczu, szczególnie w pierwszej połowie, jednak brakowało mu zdecydowania i skuteczności w wykończeniu akcji. Potrafił zrobić różnicę, wchodził w liczne pojedynki z przeciwnikami, z dobrą skutecznością ich wykonania. Swoim dryblingiem, balansem ciała i szybkością sprawiał rywalom sporo problemów. Dobrze wyglądała jego współpraca na prawej flance z Pawłem Wszołkiem - zawodnicy uzupełniali się i pomagali sobie wzajemnie w swoich formacjach, choć szczególnie w ofensywie. Biczachczjan klasycznie często zabierał się z piłką i schodził z nią do środka, szukając uderzenia z dystansu lewą nogą i kilkukrotnie doszedł do sytuacji strzeleckiej. W 22. minucie wykonał właśnie taką akcję i uderzył tuż sprzed pola karnego, jednak zbyt prosto dla bramkarza. Podobnie było dziesięć minut później, kiedy został zablokowany przez jednego z defensorów GKS-u. Najlepszą sytuację bramkową wypracował sobie w 41. minucie - skrzydłowy wbiegł z dryblingiem w pole karne, ograł obrońcę i przełożył sobie piłkę na prawą nogę, jednak z czystej pozycji uderzył tylko prosto w golkipera. Szkoda, bo przynajmniej jedna z tych sytuacji powinna skończyć się większym zagrożeniem dla bramki gości. W drugiej połowie, mimo większego nacisku ofensywnego Legii, Ormianin nie był już tak efektywny i nieco zniknął z radaru. Został zmieniony w 69. minucie.


Jean-Pierre Nsame - Kameruńczyk przerwał swoją passę czterech kolejnych meczów z bramką z rzędu. Napastnik starał się i dochodził do sytuacji bramkowych, jednak w pojedynku z GKS-em zawiodło jego wykończenie. Duże wrażenie w tym meczu robiła jego jakość gry w powietrzu, a bardziej to, jak dochodził do sytuacji i wygrywał pojedynki powietrzne. Nsame zdecydowanie górował nad wszystkimi, przeskakiwał rywali o dobrych kilka centymetrów, dzięki czemu doszedł do trzech sytuacji bramkowych, w których za każdym razem główkował zdecydowanie niecelnie. Szczególne pretensje można mieć o zmarnowanie okazji z 42. minuty, kiedy otrzymał idealne dośrodkowanie na 5. metr od Pawła Wszołka, jednak z bliskiej odległości uderzył dość wysoko nad poprzeczką. Nsame przyzwyczaił w ostatnich tygodniach, że takie sytuacje, a wręcz zdecydowanie trudniejsze, wykańcza bez problemu. To nie znaczy jednak, że przez nieskuteczność był w tym meczu nieprzydatny. Atakujący bardzo dużo pracował w pressingu, naciskał na rywali przez cały swój występ i nie było widać w nim przy tym wahań fizycznych. Wchodził i wygrywał liczne pojedynki z rywalami, potrafił utrzymać się z piłką przy nodze oraz tyłem do bramki. Pokazywał się też czasami poza polem karnym, starając się wspomóc zespół w rozegraniu, choć akurat w tych momentach ostatecznie brakowało jego obecności bliżej bramki przeciwnika. Nsame wykonał w tym meczu dużo brudnej roboty, ale powinien go skończyć z chociaż jednym celnym uderzeniem. Zszedł z boiska w 85. minucie.


Claude Goncalves - Portugalczyk wykonał ogromną pracę, której nie zawsze widać w statystykach, ale która miała istotne znaczenie dla funkcjonowania zespołu. Bez piłki był bardzo aktywny – skutecznie zamykał przestrzenie, asekurował kolegów z formacji defensywnej i uczestniczył w wysokim pressingu, często zmuszając rywali do błędów przy wyprowadzaniu akcji. Potrafił błyskawicznie doskoczyć do przeciwnika, odcinać linie podań i niwelować ich pomysły na rozegranie, co pozwalało legionistom odzyskiwać piłkę w korzystnych sektorach boiska. Stanowił ważny element w utrzymaniu balansu między formacjami. Wspomagał defensywę w momentach zagrożenia, a przy okazji starał się włączać w akcje ofensywne, choć z mniejszą intensywnością niż zwykle. To jednak w grze z piłką ujawniły się jego mankamenty w tym spotkaniu. Rzadko podejmował inicjatywę w rozegraniu, a gdy już decydował się na podania, zdarzały mu się proste straty, niedokładności czy zbyt czytelne zagrania. Generalnie Goncalves nieco unikał gry w tym elemencie, wolał wspomagać zespół bez czynnego uczestnictwa w rozegraniu ataków. W 67. minucie przejął na połowie rywala słabe wybicie golkipera gości i zdecydował się na indywidualne rozwiązanie, co niestety było dla niego fatalne w skutkach. Nie dość, że pomocnik nie zdołał zagrozić bramce - zbyt mocno wypuścił sobie piłkę i ze sporego kąta, w tłoku uderzył tylko w boczną siatkę - to niefortunnie postawił prawą nogę i podkręcił sobie kostkę. Portugalczyk ostatecznie kulejąc samodzielnie opuścił boisko, choć początkowo nie mógł nawet wstać z murawy. To bardzo niedobra informacja nie tylko zawodnika, ale całej drużyny, bo sytuacja w środku pola przez ten uraz komplikuje się jeszcze bardziej.


Marco Burch - Szwajcar otrzymał kolejną szansę na pozycji defensywnego pomocnika i nie był to ani negatywny, ani pozytywny występ. Burch przeplatał lepsze momenty z gorszymi. Generalnie wykazywał się dobrym ustawianiem i wspieraniem szyków obronnych, choć bywały też sytuacje, w których spóźniał się i pozostawiał rywalom sporo przestrzeni. Jego skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami, patrząc na statystyki, również była dokładnie połowiczna. Wykazał się jednak także kilkoma skutecznymi przechwytami, w których grał dość czysto i przez cały mecz nie wykazał się choćby jednym faulem, co na tej pozycji jest sporym wyczynem. Podobnie jak Radovan Pankov, czynnie uczestniczył w rozegraniu piłki od tyłu, jego liczne podania, choć raczej asekuracyjne, były bardzo dokładne. Nie wychodził wyżej niż tuż za własną połowę. Do ofensywy podłączył się w zasadzie raz - w 58. minucie zdecydował się na zaskakujący strzał z dość dużego dystansu, jednak posłał piłkę wysoko w trybuny. Był to raczej anonimowy występ Burcha, choć zastanawiam się, czy na pozycji nr 6 nie jest to przypadkiem dobrą oznaką. Na pewno nie można było doszukać się w jego grze jakiegoś poważnego błędu czy większych kłopotów z rywalami, co już jest sporym pozytywem.


Migouel Alfarela - To zdecydowanie nie był dzień Francuza. Przede wszystkim grał bardzo nonszalancko, popełniał bardzo proste błędy techniczne, które doprowadzały do dużego zagrożenia. Już w 6. minucie zaliczył podwójną stratę na własnej połowie - najpierw podał wprost pod nogi rywala, a później fatalnym przyjęciem doprowadził do sytuacji sam na sam Mateusza Kowalczyka. Podobnie było w 23. minucie, gdy w spokojnym rozegraniu zagrał piłkę idealnie do Adriana Błąda, który indywidualnie popędził w kierunku bramki i zagroził Kacprowi Tobiaszowi mocnym strzałem z dystansu. To były najgroźniejsze z licznych strat piłki skrzydłowego. Poza tym w ofensywie brakowało mu jakiejkolwiek efektywności, a w zasadzie mało było momentów, w których mógłby się nią wykazać, bo nie pokazywał się w ataku zbyt często. W 36. minucie otrzymał futbolówkę tuż przed polem karnym na lewej flance, zszedł do środka i próbował uderzyć technicznie, lecz po nogach defensorów. Jedyną świetną okazję miał siedem minut później - Alfarela skorzystał z wolnej przestrzeni i wbiegł do podania Bartosza Kapustki, strzelając z pierwszej piłki, skierował futbolówkę w światło bramki, jednak dobrą interwencją popisał się Dawid Kudła. Całościowo był to występ pełen niepewnych decyzji i braku energii w grze ofensywnej, a Alfarela nie przypominał zawodnika, który potrafi ożywić ataki Legii. Zszedł z murawy w 58. minucie.


Bartosz Kapustka - Choć pomocnik miał w tym meczu najwięcej kontaktów z piłką spośród wszystkich zawodników Legii, nie potrafił przełożyć tego na realne korzyści dla drużyny. Jego 69 podań w dużej mierze było asekuracyjnych, granych w poprzek lub do tyłu, co spowalniało tempo ataków. Co gorsza, mimo tak ostrożnego stylu gry, zanotował tylko 77-procentową skuteczność podań i aż 22 straty, z których część mogła skończyć się bardzo groźnie. Najpoważniejszy błąd popełnił w 29. minucie, gdy fatalnym podaniem w centralnej strefie boiska oddał piłkę rywalom. Tylko szybka i odważna interwencja wysoko ustawionego Kacpra Tobiasza uchroniła Legię przed stratą bramki. W ofensywie jego dorobek również nie wyglądał lepiej – poza dośrodkowaniem z 43. minuty, które dało Alfareli okazję strzelecką, trudno wskazać akcję, w której realnie zaskoczyłby obronę przeciwnika. W drugiej połowie jeszcze wyraźniej widać było, że zamiast być kreatorem i napędzać ataki, stawał się hamulcowym, wybierając najbezpieczniejsze opcje i unikając ryzyka. Paradoksalnie, mimo że często brał na siebie ciężar rozegrania, jego wpływ na dynamikę meczu był minimalny, a momentami wręcz negatywny.


Ruben Vinagre - Oprócz dośrodkowania z rzutu rożnego w 43. minucie, po którym Artur Jędrzejczyk asystował Pawłowi Wszołkowi, był to bardzo słaby i niedokładny występ lewego obrońcy. To zresztą było jedyne celne dośrodkowanie Portugalczyka z 12, a dodatkowo prawie połowa jego kontaktów z piłką kończyła się bezsensowną stratą. Vinagre był również wręcz fatalny w pojedynkach z przeciwnikami - wyszedł górą tylko w 20% z 10 starć, jakie odbył z zawodnikami GKS-u. W defensywie miał wyraźne problemy z odpowiednim ustawieniem i kryciem rywali, pozostawiając im dużo przestrzeni na lewej stronie, a większość zagrożenia bramce Legii w tym meczu przychodziło właśnie jego flanką. Brakowało mu w tym meczu koncentracji, pewności siebie, precyzji i jakiegokolwiek pomysłu. Vinagre przez cały występ sprawiał wrażenie nerwowego, a błędy zarówno w ataku, jak i w obronie, czyniły go jednym z najsłabszych punktów drużyny w tym meczu. Został ściągnięty z boiska w 85. minucie.


Zmiennicy


Ryoya Morishita - Dla Japończyka był to drugi mecz z rzędu, który rozpoczął na ławce rezerwowych, a na boisko wszedł w 58. minucie. Od początku swojej zmiany brał na siebie większą odpowiedzialność i pokazywał wzmożoną chęć do gry względem Migouela Alfareli. Pokazywał się często do podań, a gdy otrzymywał piłkę, próbował pokonać rywali dryblingiem. Wchodził z przeciwnikami w pojedynki, w których był dość skuteczny. Jego zachowanie w ostatniej akcji meczu było dobrym zwieńczeniem jego udanej zmiany. Japończyk świetnie opanował niełatwe, górne zagranie Petara Stojanovicia, prostym zwodem wykiwał dwóch obrońców, jeszcze jednym kontaktem z futbolówką poprawił swoją pozycję strzelecką i świetnym, kontrującym uderzeniem trafił do bramki, nie dając najmniejszych szans bramkarzowi i dobijając przeciwnika. Oby to wejście dodało skrzydłowemu wiatru w żagle i pozwoliło odzyskać dobrą formę.


Petar Stojanović - Pojawił się na murawie w 69. minucie. W aspektach ofensywnych była to bardzo udana zmiana. Próbował zrobić różnicę na prawej stronie, nie bał się indywidualnych rajdów, które kilka razy wyszły mu bardzo dobrze. Wykazał się kilkoma skutecznymi dryblingami oraz dobrą jakością podań. Niestety, w 84. minucie zachował się nierozważnie w defensywie i to mogło słono kosztować zespół. To właśnie Słoweniec krył i kompletnie stracił z radaru wbiegającego na pole karne Bartosza Nowaka, nie był już w stanie dogonić skrzydłowego, co poskutkowało wolną pozycją i stratą bramki. Stojanović jednak w ostatniej akcji meczu nieco odpłacił się za ten błąd, dogrywając piłkę do Ryoyi Morishity i notując pierwszą asystę w barwach Legii.


Arkadiusz Reca - Wszedł na murawę w 69. minucie i niestety nie pokazał się z dobrej strony. Mimo że licznie podłączał się do ofensywy, poza jednym dośrodkowaniem do Bartosza Kapustki, który uderzył po nim z woleja, był całkowicie nieefektywny i niedokładny w swoich zagraniach. Poza tym jego rolą było zabezpieczenie lewej flanki w defensywie, co nie do końca mu się udało. W 84. minucie był ustawiony dość blisko Marcina Wasielewskiego, a i tak dał się z łatwością wyprzedzić wahadłowemu GKS-u, który zresztą wybiegał w tym meczu znacznie więcej kilometrów niż on i teoretycznie powinien mieć mniej sił. Tak doświadczony obrońca powinien zachować większą uwagę i odpowiedzialność w newralgicznym momencie, lecz niestety rozczarował.


Ilja Szkurin, Wojciech Urbański - Pojawili się na boisku w 85. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.

Udostępnij