Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po rewanżu z AEK Larnaka

sobota, 16 sierpnia 2025 08:00
Plusy i minusy po rewanżu z AEK Larnaka
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W rewanżowym spotkaniu Legia Warszawa pokonała przy Łazienkowskiej AEK Larnaka 2-1, jednak nie wystarczyło to do odrobienia trzybramkowej straty z pierwszego meczu. Legioniści od początku rzucili się na rywala i w nieco ponad kwadrans zdobyli dwa gole, lecz z biegiem czasu ich gra wyglądała coraz słabiej, a druga połowa była pokazem bezradności. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy "Wojskowym" za ten mecz.


Wahan Biczachczjan - Ormianin został w tym meczu eksperymentalnie ustawiony w środku pola i udowodnił, że głosy mówiące, jakoby to była dla niego najbardziej naturalna pozycja, nie myliły się. Powiedzieć, że Biczachczjan pracował w tym spotkaniu jak za dwóch, to jakby nic nie powiedzieć. Pomocnik był po prostu wszędzie. Przez niego przechodziła większość akcji ofensywnych, był nadzwyczaj aktywny z piłką i przy tym bardzo skuteczny. Przede wszystkim potrafił zrobić z nią znaczącą różnicę - nie bał się wchodzić w pojedynki z rywalami, próbować pokonywać ich dryblingiem, co przynosiło drużynie wymierne korzyści. Był również pierwszą linią nacisku w pressingu na rywala i bardzo aktywny w odbiorze, łącznie wykazując się aż 8 odbiorami i przejęciami piłki, które w większości miały miejsce już na połowie rywala. Ormianin dzięki swojej aktywności miał udział przy obu zdobytych przez Legię golach. Przy pierwszym trafieniu dobrze zabrał się z piłką po wygranej przebitce przez Miletę Rajovicia i momentalnie wyprowadził Pawła Wszołka świetnym prostopadłym podaniem na prawej flance, co tak naprawdę stworzyło całą akcję. Przy drugiej bramce Biczachczjan zanotował asystę, poprawiając się po nieudanym dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zacentrowaniu idealnie na głowę niepilnowanego Rajovicia. W drugiej połowie był tak naprawdę jedynym zawodnikiem z ataku, który nie spuścił z tonu i nadal starał się doprowadzić do odwrócenia losów dwumeczu, dlatego jego zmiana w 71. minucie była bardzo złą decyzją.


Paweł Wszołek - Jako wahadłowy Wszołek mógł zdecydowanie bardziej skupić się w tym spotkaniu na zadaniach ofensywnych, co nie znaczy, że nie był pomocny również w defensywie. Generalnie, gra zespołu w dużej mierze była oparta na nim - większość piłek w ofensywnych akcjach, prędzej czy później, lądowała pod jego nogami. Wszołek zresztą bardzo dobrze odnajdywał się na prawej stronie, skutecznie pokazywał się do podań, szukał wolnych przestrzeni i wybiegał za linię obrony. Tak właśnie powstała pierwsza akcja bramkowa, kiedy prawy wahadłowy w odpowiednim momencie ruszył, wyprzedził defensorów, utrzymując czystą pozycję i świetnym podaniem wzdłuż pola karnego zaliczył już swoją 4. asystę w tym sezonie. Chwilę przed tą akcją Wszołek dobrze znalazł się do dośrodkowania z lewej strony i głową zgrał piłkę do niepilnowanego Jean-Pierre'a Nsame, który zmarnował wyśmienitą okazję. Poza pracą w ataku Wszołek wielokrotnie wspomagał defensywę, wykazując się kilkoma ważnymi interwencjami. Momentami wracał również we własne pole karne, gdzie m.in. w doliczonym czasie pierwszej połowy zablokował piłkę lecącą w światło bramki. W drugiej części nadal był znaczącą postacią, a przez to jak był eksploatowany, coraz bardziej było widać u niego wkradające się zmęczenie. Był to jednak bardzo pozytywny występ 33-latka.


Rafał Augustyniak - Przed rozpoczęciem meczu to właśnie dyspozycja defensywnego pomocnika była największą niewiadomą i obawą. Trzeba jednak przyznać wprost, że Augustyniak zdecydowanie dojechał na ten mecz. Od pierwszych minut wykazywał ogromne zaangażowanie, non stop agresywnie doskakiwał do rywali, chcąc przejąć kontrolę i pokazać, że to on będzie rządzić w środku pola. W końcu zachowywał większą czujność, nie dawał się ogrywać w prosty sposób, ale było widać również, że jest zdecydowanie bardziej dynamiczny i zaangażowany niż w poprzednich spotkaniach. Przez całe spotkanie wygrał łącznie aż 8 z 10 wszystkich pojedynków z rywalami i pięciokrotnie dokonał skutecznego przejęcia futbolówki. Wielokrotnie był po prostu sprytniejszy i szybszy od rywali, co zaowocowało, bo to właśnie na przegranych przebitkach i faulach na Augustyniaku dwie żółte i ostatecznie czerwoną kartkę zarobił Jeremie Gnali. Był również czynnym uczestnikiem rozegrania, choć nie podłączał się zbyt często do ofensywy, grał znacznie bliżej linii środkowej. Pod sam koniec meczu dobrze pokazał się przed polem karnym do rozegrania z rzutu wolnego i z czystej pozycji zdecydował się na uderzenie z dystansu, jednak został wyblokowany. Ogólnie był to bardzo dojrzały, pewny i zaangażowany występ Augustyniaka. Z humorem można powiedzieć, że wystarczyło sprowadzić do klubu konkurencję i Augustyniak od razu zaczął prezentować się lepiej.


Kacper Tobiasz - W pierwszej połowie golkiper Legii nie miał zbyt wiele do roboty, bo gracze z Cypru nie oddali ani jednego celnego strzału na jego bramkę. Zachowywał jednak czujność na przedpolu przy sporadycznych kontratakach i dośrodkowaniach gości, po czym próbował przyspieszyć ataki własnego zespołu. Celnie udało mu się to zrobić w 43. minucie, kiedy długim podaniem idealnie dograł piłkę do niepilnowanego na lewej flance Rubena Vinagre, co doprowadziło do stuprocentowej sytuacji zmarnowanej przez Miletę Rajovicia. Pod koniec pierwszej części Karol Angielski pokonał bramkarza, jednak wcześniej dotknął piłki ręką, a Tobiasz, zmylony rykoszetem od Steve'a Kapuadiego, był bezradny w swojej interwencji. Podobnie było zresztą w 52. minucie przy uderzeniu Đorđe Ivanovicia - skrzydłowy skierował piłkę idealnie na dalszy słupek, trafiając w boczną część siatki i mimo że golkiper wyciągnął się jak struna, to nie dosięgnął futbolówki. W 59. minucie Tobiasz wykazał się pierwszą interwencją, skutecznie wybraniając techniczny, choć słaby strzał z dystansu Yersona Chacona. Najważniejszą obronę wykonał jednak 15 minut później. Po fatalnym błędzie Artura Jędrzejczyka na własnej połowie sam na sam z bramkarzem znalazł się Enzo Cabrera, jednak Tobiasz najpierw dobrze skontrolował swoją pozycję, po czym skrócił pole strzelającemu, czekał do końca nisko na nogach i "pajacykiem" uratował zespół przed stratą drugiego gola. To właśnie takich interwencji oczekuje się od bramkarza takiej drużyny jak Legia. Tobiasz przez cały mecz był pewnym punktem zespołu, starał się wlewać optymizm w partnerów, podpowiadać im i wspierać ich.


Jean-Pierre Nsame - W pierwszej połowie zobaczyliśmy takiego Nsame, do którego przyzwyczaił w ostatnim czasie - głodnego gry i bramek, naciskającego na rywala i walczącego o każdą piłkę. Starał się w pressingu, biegał za rywalami i nie odstępował ich na krok. Był także pazerny w polu karnym, pokazując się do sytuacji bramkowych. Pierwszą miał już w 10. minucie. Napastnik dobrze uwolnił się od krycia w "szesnastce" i otrzymał piłkę zgraną głową przez Pawła Wszołka, ale źle trafił w nią z woleja i przez to fatalnie spudłował. Kameruńczyk potrzebował jednak tylko minuty, by naprawić swój błąd. Nsame dobrze poszedł za akcją oraz prostopadłym podaniem do Wszołka wyprzedził obrońców i tuż przed bramkarzem dziubnął piłkę, wbijając ją do siatki i "otwierając" wynik spotkania. W 21. minucie Nsame odebrał na skraju pola karnego podanie od Ryoyi Morishity, poprawił sobie piłkę na lewą nogę i dobrze, mocno skierował ją po ziemi w kierunku dalszego słupka, ale świetną interwencją wykazał się Zlatan Alomerović. Od tamtego momentu napastnika w grze zespołu było coraz mniej, a w drugiej części praktycznie całkowicie znikł z radarów. Można było sobie o nim przypomnieć dopiero w 83. minucie, kiedy głową próbował skierować piłkę do bramki po dośrodkowaniu Migouela Alfareli, lecz przestrzelił minimalnie nad poprzeczką. Pierwsze pół godziny Nsame w tym meczu były naprawdę obiecujące, ale potem było go w grze po prostu za mało, choć mogło być to związane również z wyborami jego kolegów z drużyny.


Mileta Rajović - Dla Rajovicia był to premierowy występ w wyjściowej jedenastce w barwach Legii. Duńczyk był może mniej aktywny w grze zespołowej od Jean-Pierre'a Nsame, ale podobnie, a może nawet częściej niż Kameruńczyk, znajdował się w sytuacjach bramkowych. Przy pierwszej możliwej okazji, w 16. minucie od razu udało mu się pokonać bramkarza rywali. Atakujący dobrze odnalazł sobie wolne miejsce w polu karnym i celnym uderzeniem wykorzystał dośrodkowanie Wahana Biczachczjana. W pierwszej części miał jeszcze jedną okazję na gola, która zostanie zapamiętana mu na pewno na długo. W 43. minucie Rajović był ustawiony za linią obrony i niepilnowany otrzymał podanie od Rubena Vinagre w okolice 7. metra, ale uderzeniem z pierwszej piłki zamiast do siatki, posłał ją wysoko w trybuny. W zasadzie nic nie broni i nie usprawiedliwia takiego wykończenia w wykonaniu Duńczyka - to po prostu musiało skończyć się golem i trzybramkowym prowadzeniem, które mogło ten mecz ułożyć zupełnie inaczej. Rajović jednak nie podłamał się i po zmianie stron nadal był aktywny. W 58. minucie wyskoczył najwyżej do dośrodkowania Jana Ziółkowskiego, ale strzelił, już opadając i nie udało mu się skierować futbolówki w światło bramki. Zdecydowanie lepiej zachował się trzy minuty później, gdy skontrował centrę Vinagre z lewej strony, jednak chybił minimalnie obok słupka. Zszedł z boiska chwilę po tym ataku. Do Rajovicia można mieć pretensje za niewykorzystanie którejś z tych sytuacji, jednak mam wrażenie, że gdyby został na boisku, to na pewno miałby jeszcze okazję do ponownego wpisania się na listę strzelców, a zdjęcie go z boiska nie było trafną decyzją. Na pewno na plus można zapisać mu dobre ustawianie się, szukanie gola, a również współpracę z JP.


Steve Kapuadi - Na przestrzeni całego spotkania był najstabilniejszym z trójki obrońców. Ustawiony po lewej stronie, miał sporo pracy, bo AEK wykazywał dużą aktywność ofensywną tamtą flanką, a też reprezentant Demokratycznej Republiki Konga nie miał zbyt dużego wsparcia od wahadłowego. Przez znaczną część meczu, jak na nakład pracy, radził sobie z przeciwnikami naprawdę dobrze. W 27. minucie dobrze przypilnował Karola Angielskiego w polu karnym i przy dośrodkowaniu z lewej strony stał blisko napastnika i nie pozwolił mu na swobodne oddanie strzału. W 44. minucie wykazał się niefortunną interwencją przy strzale polskiego napastnika AEK-u, piłka odbita od jego nogi zmyliła Kacpra Tobiasza i wpadła do siatki, ale na szczęście gol nie mógł zostać uznany. Warto też przeanalizować zachowanie Kapuadiego przy prawidłowo zdobytej bramce przez Cypryjczyków. Defensor został wrzucony na minę przez stratę Rubena Vinagre, miał do krycia dwóch przeciwników - strzelca i zawodnika wybiegającego na skrzydle - z których musiał wybrać jednego. Kapuadi próbował zachować się asekuracyjnie, utrzymywać pozycję, która pomogłaby mu pokryć obu piłkarzy, jednak przez przyspieszenie i zejście do środka Đorđe Ivanovicia sprawiło, że stoper nie miał szans zablokować kończącego uderzenia. Ogółem jednak Kapuadi w obronie nie prezentował się źle, a dodatkowo był przydatny w rozegraniu - wykonał najwięcej celnych podań z całej drużyny - i niejednokrotnie próbował przyspieszyć akcje długimi zagraniami.


Jan Ziółkowski - Dla młodego obrońcy rewanżowy występ przeciwko zespołowi z Larnaki był średnio udany, choć nieco lepszy niż ten na Cyprze. Bywały momenty, w których Ziółkowski zachowywał się chaotycznie, nie wyczuwał dobrze sytuacji, wychodził zbyt wysoko poza linię obrony i pozostawiał sporo przestrzeni na prawej stronie defensywy. W takich sytuacjach jego partnerzy musieli asekurować go kosztem własnego ustawienia, co nieco zaburzało organizację defensywy. Nie można jednak odmówić mu kilku udanych interwencji – szczególnie wtedy, gdy grał blisko przeciwnika, wchodził z nimi w pojedynki, które w większości wygrywał. Ziółkowski kilkukrotnie próbował podłączyć się wysoko do ofensywy i posyłać piłki na pole karne przeciwników. Właśnie taka indywidualna akcja i dobra centra obrońcy przyczyniła się w w 59. minucie do sytuacji strzeleckiej dla Milety Rajovicia. Mimo wszystko nie był to pewny występ Ziółkowskiego, który zbyt łatwo tracił koncentrację i w kilku momentach wyglądał, jakby głową był gdzie indziej.


Ruben Vinagre - Występ Portugalczyka trzeba podzielić na dwa aspekty. Pozytywem początkowo na pewno była jego gra do przodu. Widać było, że pozycja wahadłowego zdecydowanie bardziej mu odpowiada niż gdy jest ustawiony niżej. Vinagre decydował się na indywidualne rajdy, przyspieszenia z piłką, które momentami robiły spustoszenie w obronie AEK. Już w 10. minucie właśnie po takiej akcji skutecznie dośrodkował na dalszy słupek, gdzie Paweł Wszołek zgrał piłkę do niepilnowanego Jean-Pierre'a Nsame. W 43. minucie po kolejnym przyspieszeniu i wybiegnięciu na wolną pozycję pokazał się do długiego podania od Kacpra Tobiasza i odegraniem z pierwszej piłki, wystawił ją na pole karne do niepilnowanego Milety Rajovicia. Pierwsza połowa naprawdę napawała optymizmem i powoli przypominała Vinagre z początków przygody w Legii Warszawa. W drugiej części jednak Portugalczyk zniknął i poza jednym dośrodkowaniem na głowę Rajovicia, znów stał się całkowicie nieefektywny. Oprócz tego w defensywie swoją nonszalancją po raz kolejny popełnił błędy, które słono kosztowały drużynę. W 52. minucie najpierw po wybiciu piłki niepilnowany zgrał ją głową wprost pod nogi przeciwnika, by następnie dziwną interwencją wślizgiem na raz przegrać pojedynek z Đorđe Ivanoviciem i doprowadzić do sytuacji bramkowej dla gości. To było bardzo naiwne i dziecinne zachowanie ze strony Vinagre. W obronie przez cały mecz nie był zbytnio pomocny, pozostawiał sporo przestrzeni i pracy dla Steve'a Kapuadiego. Widać było, że ten błąd, który spowodował stratę bramki, szczególnie w nim zabił zaangażowanie. Zszedł z boiska w 79. minucie.


Ryoya Morishita - Poza pojedynczymi, a wręcz tylko jednym przebłyskiem, można było odnieść wrażenie, że Japończyka nie ma na boisku. Jedynie w 21. minucie dobrze pokazał się do podania na lewej stronie, wybiegł za obrońców i odebrał prostopadłe dogranie Rafała Augustyniaka, po czym przytomnie wycofał piłkę na skraj pola karnego do Jean-Pierre'a Nsame. Poza tym pozostawał w cieniu, nie wchodził w pojedynki, rzadko angażował się w akcje ofensywne i często wybierał najprostsze, asekuracyjne zagrania. Brakowało mu odwagi, dynamiki i determinacji, które mogłyby ożywić grę zespołu, szczególnie w ciężkim momencie w drugiej połowie. Momentami wyglądał tak, jakby unikał gry, chowając się za rywalami i nie szukając przestrzeni, a gdy już miał piłkę, nie potrafił jej wykorzystać do stworzenia zagrożenia. W efekcie jego obecność była praktycznie niezauważalna, a zespół mógł liczyć na niego jedynie w minimalnym stopniu. Kolejny bardzo rozczarowujący występ Morishity na starcie tego sezonu. Opuścił murawę w 71. minucie.


Artur Jędrzejczyk - Kapitan Legii w katastrofalny sposób rozpoczął to spotkanie. Już w pierwszych sekundach zobaczył żółtą kartkę, co ustawiło jego poczynania na resztę meczu – każdy kolejny kontakt z rywalem musiał być bardziej ostrożny, co ograniczało agresję w grze defensywnej. Mimo to Jędrzejczykowi zdarzało się ryzykować, niestety głównie w sposób chaotyczny i nieprzemyślany, co często kończyło się prostymi, a momentami wręcz szkolnymi błędami. Pierwszy poważny miał miejsce w 44. minucie, kiedy kryjąc Karola Angielskiego, wyskoczył do dośrodkowania, ale minął się z piłką. W efekcie napastnik znalazł się w dogodnej sytuacji – tylko jego kiepskie przyjęcie i zagranie ręką uratowały Legię przed stratą gola. Jeszcze w doliczonym czasie pierwszej połowy kapitan znowu się spóźnił, przepuszczając piłkę w głąb pola karnego. Tym razem uratował go Paweł Wszołek, który wybił futbolówkę zmierzającą do bramki po strzale rywala. Najpoważniejszy błąd popełnił jednak w 74. minucie. Mając piłkę pod kontrolą, przy próbie wybicia nabił Enzo Cabrerę, po czym przewrócił się, otwierając rywalowi drogę do sytuacji sam na sam z Kacprem Tobiaszem. Na szczęście dla Jędrzejczyka bramkarz Legii wyszedł z niej zwycięsko, ale ta pomyłka mogła już wtedy "zamknąć" mecz i pozbawić Legii szansy na odrobienie wyniku dwumeczu. Wydaje się również, że "Jędza" mógł nieco lepiej zachować się przy straconej bramce - obrońca stał na środku pola karnego, nie pilnując kompletnie nikogo, a mógł albo spróbować wspomóc osamotnionego Steve'a Kapuadiego lub spróbować wbiec w pole strzału - jego zachowanie było jednak raczej bierne. Cały występ doświadczonego obrońcy był mieszanką nerwowości i złych decyzji. Opuścił murawę w 79. minucie.


Zmiennicy


Migouel Alfarela - Francuz pojawił się na murawie w 61. minucie z jasnym zadaniem: ożywić grę Legii i wziąć na siebie ciężar kreowania akcji. Rzeczywiście starał się być aktywny, często pokazywał się do piłki i szukał gry, ale jego wysiłki były zupełnie nieefektywne. Aktywność nie szła w parze z jakością, a niemal każda próba indywidualnej akcji kończyła się stratą lub podjęciem złej decyzji. Nie sposób uciec od wrażenia, że słowa Kacpra Tobiasza o nadmiernym indywidualizmie w drugiej połowie były w dużej mierze właśnie pod adresem Alfareli. Francuz grał z przesadną pewnością siebie, momentami wręcz arogancko, próbując samodzielnie rozstrzygać sytuacje, w których współpraca z partnerami mogła przynieść znacznie lepszy efekt. Zamiast prostego zagrania wybierał ryzykowne dryblingi w najmniej odpowiednich momentach, często pod presją kilku rywali i w strefach boiska, gdzie strata piłki była szczególnie groźna. W praktyce jedynym realnym pożytkiem z jego wejścia była dobra centra z 83. minuty, po której Jean-Pierre Nsame oddał groźny strzał głową. Poza tym Alfarela bardziej dokładał drużynie problemów niż rozwiązań – spowalniał akcje, wprowadzał chaos i psuł płynność gry ofensywnej.


Wojciech Urbański - Pojawił się na boisku w 71. minucie i... właściwie trudno byłoby znaleźć moment, w którym realnie wpłynął na przebieg meczu. Statystyka zaledwie 13 kontaktów z piłką w ciągu ponad 20 minut gry mówi sama za siebie i najlepiej oddaje jego aktywność oraz przydatność po wejściu. Młody pomocnik sprawiał wrażenie, jakby po prostu chciał unikać gry – rzadko pokazywał się do podań, a jak już, to wybierał najprostsze, często asekuracyjne zagrania. Jego obecność miała być impulsem i odświeżeniem środka pola, ale w praktyce sprowadziła się do biernego uczestnictwa w wydarzeniach na murawie.


Petar Stojanović - Wszedł na boisko w 71. minucie. Jego aktywność nie była dużo większa niż w przypadku Wojciecha Urbańskiego. Tym bardziej można było czuć zawód, bo Słoweniec potrafił w poprzednich spotkaniach wchodzić z ławki i robić różnicę. Zabrakło jego błysku w grze do przodu i determinacji. Sporadycznie angażował się w akcje ofensywne, rzadko szukał gry do przodu, a jego wejścia na połowę rywala były łatwe do przewidzenia i szybko neutralizowane przez obrońców. Pod koniec doliczonego czasu nieco się uaktywnił, posyłając dośrodkowanie na głowę Ilji Szkurina, a chwilę później przytomnie rozgrywając rzut wolny do niepilnowanego Rafała Augustyniaka, jednak nie przyniosło to żadnego zagrożenia.


Arkadiusz Reca - Pojawił się na boisku w 79. minucie. Jego wkład w rozegraniu gry zespołu był minimalny, a dodatkowo, w drugim meczu z rzędu, popełnił fatalny błąd na własnej połowie, który mógł skończyć się bardzo źle. W 89. minucie, próbując odegrać piłkę do tyłu, podał ją wprost pod nogi Enzo Cabrery, a ten, widząc wysoko wysuniętego Kacpra Tobiasza, spróbował lobem z ok. 40. metra, ale na szczęście posłał futbolówkę w trybuny. Reca po raz kolejny wszedł na boisko nieskoncentrowany i zamiast pomóc zespołowi, mógł go jeszcze dobić, co nie wypada tak doświadczonemu zawodnikowi.


Ilja Szkurin - Wszedł na murawę w 79. minucie. Można było oczekiwać, że podczas gry w przewadze świeży napastnik będzie próbować wykorzystywać więcej wolnych przestrzeni, szukać i pokazywać się do podań. Tymczasem Szkurin wręcz chował się za obrońcami, unikał jakiejkolwiek gry. Nie było widać u niego ani determinacji w pressingu, ani chęci do walki o pozycję w polu karnym. Rzadko podejmował próby zejścia po piłkę, by stworzyć sobie lub drużynie lepszą sytuację. W doliczonym czasie gry udało mu się uderzyć piłkę "szczupakiem", jednak zbyt lekko i daleko obok bramki. W ogólnym rezultacie jego wejście praktycznie nie wpłynęło na obraz gry i ofensywnych poczynań Legii.

Udostępnij