W niedzielny wieczór Legia Warszawa przegrała w Płocku z Wisłą 0-1, notując swoją pierwszą ligową porażkę w sezonie 2025/26. Legioniści przez cały mecz grali ospale, bez pomysłu, nie potrafiąc przebić się przez szczelną linię obrony płocczan, a liczne wrzutki nie przynosiły żadnego skutku. W grze "Wojskowych" po raz kolejny pojawiły się również proste błędy i niedokładne podania, które gospodarze skrupulatnie wykorzystali. Zapraszamy na plusy i minusy, które wystawiliśmy podopiecznym trenera Edwarda Iordanescu za to spotkanie.
Plusy i minusy po meczu z Wisłą
Jan Ziółkowski - Po słabszych występach w dwumeczu z AEK Larnaka, Ziółkowski wrócił w tym starciu do pewnej, bardzo dobrej dyspozycji. Był nie tylko mocnym punktem defensywy, ale także realną pomocą w konstruowaniu akcji. Jako stoper dobrze się ustawiał i asekurował własne pole karne. Wiele razy skutecznie przecinał podania rywali, a momentami również wychodził wyżej, by przerwać akcję przeciwnika już w zalążku, co wielokrotnie mu się udawało. Generalnie był bardzo pewnym punktem defensywy przy licznych kontratakach gospodarzy i wykazał się kilkoma ważnymi odbiorami. W szczególności zapamiętać dało się jego kluczowy powrót w samej końcówce pierwszej połowy, kiedy sprintem walczył do końca o nadążenie za szybkim atakiem przeciwników i, z pomocą błędu technicznego Jime, powstrzymał napastnika Wisły przed dojściem do sytuacji sam na sam z Kacprem Tobiaszem. Jeszcze wcześniej, w 27. minucie popisał się równie istotnym wślizgiem na granicy pola karnego, którym powstrzymał atak wiślaków po odbiorze na połowie Legii - była to bardzo ryzykowna decyzja, ale wykonana w skuteczny sposób. Ziółkowski z piłką przy nodze starał się przyspieszać ataki zespołu, szukał niekonwencjonalnych podań, a pod sam koniec meczu, ewidentnie zdegustowany jakością dośrodkowań ofensywnych graczy, sam kilkukrotnie próbował centrować na pole karne Wisły, choć jemu również nie wychodziło to zbyt dobrze. Młody defensor był jednym z nielicznych zawodników Legii, po których było widać w tym spotkaniu ambicje i chęć zwycięstwa.
Kacper Tobiasz - Golkiper już na samym starcie meczu wykazał się świetną interwencją. W 8. minucie świetnie wyciągnął się i zbił ponad bramkę techniczny i mocny strzał Jime z dystansu. Trzy minuty później musiał już kapitulować i wyciągać piłkę z siatki, jednak oglądając tę sytuację, nie można stwierdzić, by Tobiasz mógł zachować się lepiej. Dośrodkowanie było odchodzące, wyjście z bramki nie byłoby skuteczne, a strzał powędrował tuż przy słupku i mimo próby, bramkarz nie był w stanie dosięgnąć piłki. Po za tym gracze Wisły oddali jeszcze dwa celne strzały na bramkę, z którymi Tobiasz na spokojnie sobie poradził, a szczególnie ten z 69. minuty Kevina Custovicia po ziemi na bliższy słupek był naprawdę nieprzyjemny. 22-latek przez cały mecz był czujny, dobrze czytał grę i kontrataki gospodarzy. Dwukrotnie przewidział dalekie zagrania przeciwników za linię obrony, wyszedł wysoko poza własne pole karne, by uratować drużynę i w ostatnich momentach zażegnać zagrożenie. Tobiasz od początku sezonu jest pewnym punktem i nie notuje większych wahań formy.
Steve Kapuadi - Podobnie jak Jan Ziółkowski, stanowił pewny punkt obrony. Zdarzało mu się jednak popełniać nieliczne błędy, momentami dekoncentrować. Przykładem jest zachowanie z końcówki pierwszej połowy, kiedy w kontrataku Wisły odpuścił krycie Jime, podwajając pilnowanie zawodnika na skrzydle, co mogło skończyć się sytuacją sam na sam, gdyby nie skuteczna interwencja jego partnera z defensywy. Przez większą część meczu jednak nie pozwalał zawodnikom gospodarzy na zbyt wiele, szczególnie przy dośrodkowaniach, przy których górował we własnym polu karnym, notując 6 skutecznych wybić. Był także zawodnikiem rozpoczynającym rozegranie zespołu w tym meczu. Łącznie zaliczył ponad 100 kontaktów piłką oraz prawie tyle samo celnych podań, choć w większości były one do najbliższego kolegi z zespołu. Kilka razy starał się jednak przyspieszyć ataki górnymi piłkami i 8-krotnie na 12 prób wyszło mu to skutecznie. Kilkakrotnie zawędrował także w "szesnastkę" przeciwników, doszedł zresztą do jednej z najlepszych sytuacji Legii w tym meczu - w 53. minucie odebrał płaskie dośrodkowanie od Arkadiusza Recy, jednak w komfortowej sytuacji głową przestrzelił nieznacznie obok bramki.
Paweł Wszołek - Prawy obrońca tradycyjnie często podłączał się do ofensywy i trudno odmówić mu zaangażowania. W tym spotkaniu nie wszystko mu się jednak udawało – brakowało dokładności w dośrodkowaniach i skuteczności w wykończeniu akcji. Mimo to należał do grona tych bardziej aktywnych zawodników. Szukał gry, wychodził na wolne przestrzenie, pokazywał się do podań i starał się jakkolwiek napędzać ataki swojego zespołu. Jego determinacja przynosiła wymierne efekty choćby w postaci wywalczonych stałych fragmentów. Na plus należy zaliczyć również grę w defensywie. Mało ataków Wisły przechodziło jego stroną, a gdy rywale próbowali tamtędy atakować, Wszołek dobrze asekurował i wspierał kolegów z linii obrony. Próbował wprowadzić do gry jakąś energię i waleczność, ale w zasadzie sam nie mógł nic zrobić, a brakiem precyzji również sobie nie pomógł.
Arkadiusz Reca - Dla lewego obrońcy był to pierwszy występ w wyjściowym składzie Legii odkąd trafił do klubu, ale również sentymentalny powrót do Płocka, z którego odchodził za granicę. Reca jednak ewidentnie zapomniał, którą drużynę teraz reprezentuje. Grał jakby bez zaangażowania, nonszalancko, popełniając bardzo proste, wręcz dziecinne błędy. Do ofensywy przechodził często, ale nic z tego nie wynikało. Nie ryzykował, nie wchodził w pojedynki i dryblingi z rywalami - najczęściej oddawał piłkę do innych lub próbował dośrodkowań, które nie przynosiły żadnych korzyści. W zasadzie poza centrą z 53. minuty na głowę Steve'a Kapuadiego, nie można zapisać na jego konto nic pozytywnego. Można natomiast mieć wiele pretensji o jego grę defensywną. Był niezdecydowany, często spóźniony, pozostawiał przeciwnikom mnóstwo przestrzeni. Wcześniejsze zdanie mogłoby być zresztą dobrym opisem do zachowania Recy przy straconej przez Legię bramce - lewy obrońca nie krył nikogo, na swojej pozycji pozostawił samotnego Ryoyę Morishitę, który musiał poradzić sobie z dwoma przeciwnikami, co, przy spóźnionym doskoku defensora, zakończyło się dopuszczeniem do dośrodkowania i straty gola. W już trzecim meczu z rzędu Reca "popisał się" również zagraniem wprost pod nogi rywala na własnej połowie i sprokurowaniem groźnej okazji. Było to w 24. minucie, kiedy oddał piłkę w posiadanie Jime, co w następstwie doprowadziło do strzału z dystansu Łukasza Sekulskiego, na szczęście w sam środek bramki. Zszedł z boiska w 61. minucie. Niedzielny występ Recy był katastrofalny, podobnie jak jego słowa po meczu. "Nie udało się i po prostu przegraliśmy" brzmi jakby porażka w meczu, w którym nie pokazałeś choć trochę chęci zwycięstwa, była czymś dopuszczalnym i normalnym, a to niezbyt dobrze świadczy o ambicjach tak doświadczonego zawodnika.
Wahan Biczachczjan - Ormianin po udanym występie w rewanżu z AEK Larnaka w środku pola dostał kolejną szansę na tej pozycji. Tym razem nie były to jednak tak udane i efektywne zawody w jego wykonaniu. Nie można powiedzieć, by Biczachczjan unikał gry - szukał piłki, pokazywał się do podań, jednak bardzo mało z tego wychodziło. Zdecydowana większość jego rajdów z piłką kończyła się natychmiastową stratą, w większości przez podejmowane przez pomocnika decyzje i pchanie się w tłok. To doprowadziło łącznie aż do 18 strat - najwięcej z całej drużyny. Również jakość jego rozegrania i dośrodkowań, a przede wszystkim tych ze stałych fragmentów gry, pozostawiała wiele do życzenia. Z 13 takich prób niecałe 40% dotarło do partnerów, a i tak nie przynosiły one żadnego zagrożenia. Ormianin kilka razy spróbował swojego firmowego zagrania, zejścia na lewą nogę i strzału z dystansu, ale również to mu nie wychodziło, w większości był po prostu blokowany. Został zmieniony w 78. minucie.
Bartosz Kapustka - Kolejny raz można było odnieść wrażenie, że pomocnik przechodził obok meczu i nie chciał wziąć na siebie roli lidera, która z racji opaski kapitana w dużej mierze jest mu przypisana. Grał ospale, zbyt długo przetrzymywał piłkę, a przy tym był zachowawczy i przewidywalny. Efekt? Duża liczba strat i niedokładnych podań, które nie wnosiły niczego pozytywnego do gry zespołu. W ofensywie nie dawał drużynie praktycznie żadnych korzyści. Choć oddał kilka strzałów z dystansu – najwięcej w zespole – to poza jednym celnym uderzeniem wprost w bramkarza, reszta prób była blokowana już w początkowej fazie. Równie niegroźne były jego dośrodkowania, pozbawione jakości i precyzji. Często sprawiał wrażenie zagubionego, reagował nerwowo i chaotycznie, zamiast nadawać akcji rytm. Słabo wyglądał również w defensywie – przegrywał większość pojedynków, zdarzało mu się odpuszczać krycie. Niedopuszczalne było jego zachowanie przy straconej bramce. Pomocnik stał w polu karnym na bliższym słupku, obejrzał się za siebie, zauważając wbiegającego na piłkę Marcina Kamińskiego i... kompletnie nie zareagował, stanął w miejscu. Choć zareagować skutecznie mógł jeszcze Marco Burch, jakiś nacisk ze strony Kapustki, pomoc w pokryciu obrońcy, mogłaby utrudnić zdobycie gola lub całkowicie temu zapobiec. Od Kapustki oczekuje się jakości w grze i odpowiedzialności za drużynę, a w tym meczu zabrakło obu tych cech.
Ryoya Morishita - Występ Japończyka można określić słowami: z dużej chmury mały deszcz. Niby skrzydłowy znajdował się często w posiadaniu piłki, pokazywał się do podań na lewej flance, lecz nie potrafił przekuć tego w żadne korzyści. Z piłką przy nodze był niezdecydowany, podejmował próby za wolno, a czasem jego decyzje były całkowicie bezsensowne. W rajdach był powstrzymywany z ogromną łatwością, był czytany jak otwarta księga, nie potrafił niczym zaskoczyć przeciwników. Przez cały swój występ nie posłał również ani jednego celnego dośrodkowania. Zaliczył wiele strat w prostym rozegraniu piłki, wiele jego podań było przewidywanych przez rywali bądź po prostu trafiały wprost pod ich nogi. Nie był także realną pomocą w defensywie, bardzo rzadko schodził niżej niż do linii środkowej i nie asekurował równie słabego w obronie Arkadiusza Recy, co pozwalało gospodarzom na swobodę i liczne rozprowadzanie akcji tą flanką. Zszedł z boiska w 61. minucie. Morishita od początku sezonu jest cieniem samego siebie i coraz mniej aspektów wskazuje na to, by w najbliższym czasie powrócił do dobrej, stabilnej dyspozycji.
Petar Stojanović - Słoweniec tak naprawdę po raz pierwszy otrzymał szansę występu na jednej ze swoich nominalnych pozycji, czyli prawym skrzydle. Stojanović nie może jednak tego występu zaliczyć do udanych. Poza pojedynczymi, bardzo nielicznymi przebłyskami, był kompletnie niewidocznym, wyłączonym z gry zawodnikiem. Było to widoczne szczególnie w pierwszej połowie, gdy można było sobie przypomnieć o jego obecności na boisku tylko i wyłącznie w 28. minucie, kiedy popisał się dobrym dryblingiem na prawej flance, założył rywalowi "dziurkę" i odegrał piętą do Pawła Wszołka, co wypracowało akcję, po której strzał głową oddał Mileta Rajović. Poza tym epizodem Stojanović był mało aktywny, nie stwarzał przewagi, nie inicjował rajdów ani kombinacji, a jego próby włączenia się w grę były spowolnione i przewidywalne. Nieco włączył się do gry w drugiej części, zdecydował się nawet na dwa strzały, lecz jeden z łatwością wybronił bramkarz gospodarzy, a drugi prawdopodobnie wyleciał nawet poza stadion. Jego aktywność nie była jednak większa, przez co został zmieniony już w 61. minucie. Można stwierdzić, że Stojanović niekoniecznie wykorzystał swoją szansę i nie przekonał, by to właśnie na niego stawiać na tej pozycji.
Mileta Rajović - Napastnik miał w tym meczu bardzo trudne zadanie, któremu nie sprostał. Duńczyk był ściśle kryty, wielokrotnie przez kilku, podobnych wzrostem przeciwników. Rajović jednak kompletnie nie potrafił się od nich uwolnić, znaleźć wolnego miejsca w polu karnym, a również w większości pojedynków z nimi przegrywał z kretesem. To sprawiło, że napastnik doszedł tylko do jednej sytuacji strzeleckiej - w 27. minucie dobrze wyskoczył do przypadkowo odbitej przez Bartosza Kapustki piłki i głową skierował ją w światło bramki, lecz dobrą interwencją popisał się Rafał Leszczyński. Kilka minut wcześniej, po wysokim odbiorze kapitana Legii na połowie rywala, mógł niepilnowany zabrać się z piłką, lecz za daleko ją sobie wypuścił i ostatecznie został wyblokowany. Poza słabym poruszaniem w polu karnym, Rajović również znacznie mniej pracował w pressingu, nie poruszał się z taką determinacją i szybkością, jak chociażby Jean-Pierre Nsame. Pokazał w tym meczu, że jest typem atakującego jedynie okupującego pole karne i czekającego na celne podania, których, trzeba przyznać, w tym meczu również nie było, co na pewno nie ułatwiło mu pracy. Został zmieniony w 72. minucie.
Marco Burch - To był pierwszy gorszy występ Szwajcara na pozycji defensywnego pomocnika. Szczególnie w pierwszej połowie był bardzo pogubiony, w wielu momentach brakowało mu odpowiedniej koncentracji i decyzyjności. To przekładało się na brak precyzji i proste błędy zarówno w rozegraniu, jak i pojedynkach z rywalami. Szczególnie dwa jego błędy mogły skończyć się fatalnie. W 27. minucie w zbyt łatwy sposób stracił piłkę przed własnym polem karnym, co zmusiło Jana Ziółkowskiego do ryzykownej interwencji wślizgiem. W 37. minucie zachował się fatalnie już w "szesnastce", w pojedynku z Jime - wydawało się, że Burch jest bliski odbioru, jednak dał się ograć Hiszpanowi na 14. metrze i dopuścił go do czystej sytuacji strzeleckiej, której nie był już w stanie naprawić. W drugiej połowie grał już znacznie bardziej asekuracyjnie, w większości akcji pozostawał wręcz przy linii środkowej bądź nawet na własnej połowie, by zabezpieczać drużynę przed kontratakami rywali. To ograniczyło liczbę błędów Szwajcara, ale także znacznie jego wkład w grę. Na plus można mu zapisać kilka momentów, w których swoimi prostopadłymi podaniami próbował przyspieszyć ataki zespołu, lecz brakowało mu dokładności. Burch pokazał w Płocku, że ma jeszcze braki na tej pozycji i nie wyzbył się do końca demonów z przeszłości.
Zmiennicy
Ruben Vinagre - Został wprowadzony na boisko w 61. minucie. Początkowo jego wejście było bardzo obiecujące - przyspieszał ataki na lewej flance, decydował się na indywidualne rozwiązania i dryblingi. Z czasem jednak jego efektowność i efektywność spadała. Portugalczyk wybierał liczne dośrodkowania, które były albo blokowane, albo lądowały łupem przeciwnika w polu karnym. Jakość jego rajdów spadła, był znacznie bardziej przewidywalny, choć kilka razy udało mu się przedrzeć przez szczelnie ustawionych defensorów. Ostatecznie nie udało mu się wykreować żadnej dogodnej sytuacji dla partnerów z drużyny, lecz dawał znacznie więcej jakości niż Arkadiusz Reca.
Juergen Elitim - Kolumbijczyk w 61. minucie wrócił do gry po nieco ponad dwóch tygodniach nieobecności spowodowanej urazem i zaliczył swój pierwszy ekstraklasowy występ. Widać było, że gra jeszcze asekuracyjnie i nie bierze pełnej odpowiedzialności za grę. Z czasem jednak rozkręcał się i dochodził coraz częściej do głosu. Pokazywał się do podań w okolicach pola karnego przeciwników i próbował strzałów z dystansu lub wysokich dograń na "szesnastkę", lecz nie były one zbyt celne. W doliczonym czasie gry udało mu się dośrodkować na głowę Jean-Pierre'a Nsame, lecz napastnik był ustawiony tyłem do bramki i uderzył tylko obok niej. Dobrze, że Elitim dostał kilka minut przed ważnym dwumeczem z Hibernian FC.
Jean-Pierre Nsame - Wszedł na boisko w 61. minucie. Tak jak przyzwyczaił w ostatnich spotkaniach, napastnik dzielnie walczył o piłkę, starał się naciskać rywali po stracie, a gdy drużyna była przy piłce, szukał swojego miejsca w polu karnym. Momentami schodził również na skraj "szesnastki", by wspomagać zespół w rozegraniu i przełamaniu defensywy gospodarzy. W doliczonym czasie gry miał szansę na uderzenie głową na bramkę, lecz był ustawiony tyłem i skierował piłkę obok słupka. Chwilę później do końca powalczył o futbolówkę przy linii bocznej, odebrał ją skutecznie rywalowi, jednak zdecydował się na indywidualne rozwiązanie i ostatecznie zagrywał piłkę już zza linii końcowej.
Ilja Szkurin - Wszedł na murawę w 72. minucie. Początkowo zaskoczył swoją determinacją, powrotem na własną połowę i odbiorem piłki po stracie Bartosza Kapustki. Trzy minuty po wejściu napastnik próbował przyspieszyć atak po prostopadłym podaniu i był bliski wyprzedzenia rywala, który wypchnął go za linię boczną, choć według sędziego zrobił to czysto. Z minuty na minutę aktywność Szkurina malała i ostatecznie nie miał większego wkładu w grę.
Jakub Żewłakow - Pojawił się na murawie w 79. minucie. Dla młodego pomocnika był to ekstraklasowy debiut oraz pierwszy występ w seniorskiej drużynie Legii od ponad roku i rewanżowego spotkania z Caernarfon Town FC. Żewłakow był odważny, nie unikał gry i starał się wykorzystać swoją szansę. Pokazywał się do podań, wchodził z piłką w pole karne i próbował wykreować jakieś okazje. W 80. minucie dobrze zebrał piłkę odbitą przez rywala i wystawił ją do strzału Juergenowi Elitimowi, jednak Kolumbijczyk został zablokowany. Choć krótka, była to obiecująca zmiana młodzieżowca. Być może w najbliższej przyszłości 18-latek będzie miał szansę na dłuższe pokazanie swoich umiejętności.
