W czwartkowy wieczór w Edynburgu Legia Warszawa wykonała pierwszy krok w stronę awansu do fazy ligowej Ligi Konferencji. Mimo początkowych kłopotów, legioniści szybko się otrząsnęli, przejęli inicjatywę i pokonali Hibernian FC 2-1. "Wojskowi" powinni zakończyć to spotkanie z dużo lepszym rezultatem, lecz, szczególnie w drugiej połowie, nie grzeszyli skutecznością. Niestety, moment dekoncentracji w końcówce sprawił również, że do Warszawy wracają z jedno-, a nie dwubramkową zaliczką. Zapraszamy na oceny, jakie wystawiliśmy podopiecznym trenera Edwarda Iordanescu za ten występ.
Plusy i minusy po meczu z Hibernian FC
Jean-Pierre Nsame - Kolejny mecz, w którym napastnik był kluczową postacią w drodze do zwycięstwa. Choć nie miał wielu kontaktów z piłką, to wykonywał ogromną pracę bez niej - był skuteczny w pojedynkach, wygrywał wiele wysokich piłek i uporczywie naciskał rywali w pressingu. W 35. minucie Nsame pewnym strzałem pod porzeczkę zamienił rzut karny na bramkę "otwierającą" wynik. Najbardziej zaskoczył jednak w doliczonym czasie pierwszej połowy. Napastnik otrzymał piłkę na skraju pola karnego po skutecznym odbiorze i kontrataku, poczekał chwilę z decyzją, wypatrzył na drugim słupku wbiegającego Pawła Wszołka i technicznym, górnym podaniem obsłużył wahadłowego, dokładając do bramki swoją pierwszą asystę w barwach warszawskiego klubu. W 52. minucie Kameruńczyk otrzymał prostopadłe podanie od Rubena Vinagre za linię obrony, mógł oddać piłkę na drugą stronę do niepilnowanego Wszołka, lecz zdecydował się na indywidualną akcję i wyrzucił się za bardzo do skrzydła, co sprawiło, że wywalczył tylko rzut rożny. Trochę ponad 20 minut później w wysokim nacisku na przeciwnika odebrał mu piłkę na jego połowie, popędził w stronę bramki, jednak uderzeniem sprzed pola karnego fatalnie przestrzelił. Udział przy obu bramkach idealnie pokazuje wpływ Nsame na przebieg tego meczu, a zmarnowane sytuacje wskazują, że mógł on być jeszcze większy. Opuścił murawę w 75. minucie.
Paweł Wszołek - Praktycznie perfekcyjny występ prawego wahadłowego. Był wartością dodaną szczególnie w ofensywie, ale nie odstawał również w defensywie, bo jego stroną gospodarzom było naprawdę ciężko się przebić. Większość szybkich ataków Legii w tym meczu było kierowanych na prawą stronę i rozgrywanych właśnie przez Wszołka. W 11. minucie posłał celne, płaskie zagranie na pole karne, po którym Bartosz Kapustka zgrał piłkę do niepilnowanego Jean-Pierre'a Nsame, jednak napastnik został zablokowany. W doliczonym czasie pierwszej połowy wahadłowy wykorzystał to, że nie uczestniczył w rozegraniu ataku, podłączył się do niego na prawej stronie, znalazł swoje miejsce w polu karnym i idealnie wybiegł za linię obrony, wykorzystując świetne podanie Nsame i zdobywając swoją 3. bramkę na starcie sezonu. Nie obniżył lotów również w drugiej połowie, w której wykreował partnerom dwie świetne okazje. Najpierw w 63. minucie wybiegł za obrońców, otrzymał podanie od Wahana Biczachczjana i dograł na pole karne do Juergena Elitima, który wystawił piłkę Kapustce. Niestety, Wszołek w momencie podania był na minimalnym spalonym, gdyby wybiegł dosłownie sekundę później, akcja byłaby idealna. W 75. minucie po raz kolejny pokazał się na prawym skrzydle i znów posłał piłkę w "szesnastkę", dogrywając idealnie na czystą pozycję dla Biczachczjana, jednak Ormianin przestrzelił z najbliższej odległości. Wszołek zakończył ten mecz z golem, ale powinien zanotować na swoje konto przynajmniej jedną "liczbę" więcej.
Jan Ziółkowski - Pierwsze minuty były ciężkie dla młodego defensora. Naciskany przez rywali, nie potrafił skutecznie wyjść z piłką i rozegrać jej razem z partnerami. Ziółkowski jednak szybko uspokoił się i powrócił do pewności, do której przyzwyczaił. W obronie stanowił zaporę nie do przejścia, imponując skutecznością w ustawianiu się i zapobieganiu zagrożenia. Był pewny w pojedynkach z przeciwnikami, wygrał znaczną większość starć z rywalami. Ostatecznie wykazał się również największą liczbą odbiorów piłki, wykonując 4 udane przechwyty. Jeden z nich, po wysokim nacisku na rywala przy linii środkowej, był kluczowy i zapoczątkował drugą akcję bramkową Legii. Na pochwałę zasługuje również jego spokój w rozegraniu w późniejszych fazach meczu. Ziółkowski potrafił szybko opanować swoje poczynania w tym elemencie, mądrze rozciągał grę i wybierał bezpieczne, a zarazem progresywne rozwiązania. Choć po ogłoszeniu możliwości jego transferu do Włoch Ziółkowski nieco spuścił z tonu, to trzeba przyznać, że w Edynburgu poradził sobie z presją i pokazał się ze znacznie lepszej strony.
Artur Jędrzejczyk - Początek meczu dla Jędrzejczyka był równie trudny. W 2. minucie przy podaniu Juergena Elitima czekał na piłkę i dał się wyprzedzić jednemu z napastników, na szczęście w ostatnim momencie cofnął nogę i nie sprokurował rzutu karnego. Również w rozegraniu miał problemy i nie mógł poradzić sobie z wysokim pressingiem rywali. Z minuty na minutę powracała jednak profesorska dyspozycja doświadczonego defensora. Przede wszystkim królował w powietrzu. Większość dośrodkowań graczy Hibernian, czy to z gry, czy stałych fragmentów gry, kończyło się na wybiciu Jędrzejczyka. Zanotował ich 9 i znacznie przyczynił się do zneutralizowania tego najgroźniejszego elementu gry szkockiego zespołu. Był także uważny i czujnie reagował przy wysokich próbach zagrania gospodarzy za linię obrony ze środkowych stref lub własnej połowy. Świetnie się ustawiał, czytał grę i jako centralny stoper dyrygował grą całej linii defensywnej, wprowadzając swoje doświadczenie i pewność do formacji obronnej.
Rafał Augustyniak - Bardzo pewny występ defensywnego pomocnika. Nawet na samym starcie dość dobrze radził sobie w rozegraniu piłki, starał się wspierać partnerów i pomagać im z wyjściem spod pressingu. Generalnie przez cały mecz był opcją do ataków, które starał się przyspieszać progresywnymi podaniami do przodu, a łącznie wykazał się aż 92-procentową skutecznością. W pojedynkach z rywalami był waleczny, silny i bardzo ciężko było go przepchnąć, co przyniosło efekty nie tylko w defensywie, ale również licznych podłączeniach do ofensywy. Szczególnie zaowocowało to w 29. minucie, kiedy przed polem karnym Hibernian powalczył o piłkę do końca, przepchnął przeciwnika i oddał bardzo mocny strzał, który bramkarz odbił pod nogi Bartosza Kapustki, a ten następnie wywalczył rzut karny. To zachowanie Augustyniaka było po prostu kluczowe przy tym ataku. Defensywny pomocnik niejednokrotnie podłączał się wyżej i dawał opcję do rozegrania w okolicach "szesnastki" gospodarzy, rozrzucając ataki do boków. Augustyniak ustrzegł się w tym spotkaniu błędów i pokazał z walecznej strony, będąc ważnym punktem zespołu.
Kacper Tobiasz - Już na starcie golkiper pokazał, że można tego dnia na niego liczyć. Od razu po rozpoczęciu meczu gospodarze przejęli piłkę i ruszyli w kierunku bramki strzeżonej przez niego, jeden z atakujących znalazł się niepilnowany w polu karnym, lecz zamiast wykończenia, zdecydował się na próbę przełożenia piłki obok golkipera, ale ten pewnie wyszedł do niego i wyłuskał mu futbolówkę spod nóg. Chwilę później Tobiasz zachował czujność i wybił do boku techniczny strzał z ostrego kąta Kierona Bowie. Podobnie było w 57. minucie, gdy bramkarz odbił mocne wstrzelenie z bocznej strefy boiska. W 86. minucie przy uderzeniu głową Thibault Klidje wykazał się bardzo dobrym refleksem i wyciągnął piłkę do boku, ratując zespół, jednak piłka trafiła wprost pod nogi Josha Mulligana, a przy dobitce bramkarz nie zdążył już interweniować. Przez cały mecz Tobiasz wykazywał się czujnością oraz bardzo dobrą i pewną grą na przedpolu, wielokrotnie wyłapując lub piąstkując liczne dośrodkowania. Jedynym mankamentem w występie golkipera było jego rozegranie piłki pod presją i wybicia, które w większości lądowały pod nogami rywala lub za linią boczną.
Bartosz Kapustka - To był bardzo szarpany występ pomocnika Legii. Z jednej strony popełniał błędy, tracił piłki w głupi sposób, a z drugiej znajdował się w niektórych momentach w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. W kwestii rozegrania był raczej pasywny, zdecydowana większość jego podań była asekuracyjna. Nawet kiedy próbował przyspieszyć, i tak kończyło się to ostatecznym zagraniem piłki do tyłu. Mimo to zdarzało mu się popełniać proste błędy techniczne, kilka razy zagrać prosto pod nogi rywala. Był także nieskuteczny w pojedynkach z przeciwnikami, dawał się z łatwością przepychać i wychodził z nich w większości na tarczy. Mimo to miał swój wkład w to zwycięstwo, bo miał udział przy obu trafieniach. W 29. minucie Kapustka przytomnie wbiegł w pole karne, zebrał odbitą przez bramkarza piłkę i uderzył na bramkę, trafiając w rękę gracza Hibernian. Choć to uderzenie nie było perfekcyjne, wydaje się, że powinien skierować piłkę na bliższy, a nie dalszy słupek, to przyniósł on skutek. Przy drugim trafieniu to pomocnik rozprowadził atak po odbiorze Jana Ziółkowskiego, wykorzystał wolną przestrzeń, przez którą zagrał piłkę wyżej pod pole karne. W 62. minucie Kapustka sam trafił do siatki - dobrze ustawił się na skraju pola karnego, uderzył technicznie z pierwszej piłki po odegraniu Juergena Elitima i pewnie pokonał bramkarza, jednak wcześniejszy minimalny spalony Pawła Wszołka spowodował anulowanie tego gola. Opuścił boisko w 88. minucie, pozostawiając po swoim występie bardzo mieszane uczucia.
Juergen Elitim - Dla Kolumbijczyka był to pierwszy występ w wyjściowym składzie od rewanżowego starcia z Banikiem Ostrawa. Szczególnie pierwsze 30 minut nie było jednak udane w jego wykonaniu. Pomocnik nie potrafił odnaleźć się na boisku, rzadko był pod grą, a gdy już, to zdarzało mu się popełniać proste błędy. Widać było, że nie czuje jeszcze rytmu. Z czasem jednak Elitim zaczynał się rozkręcać, co pokazał już pod koniec pierwszej połowy przy akcji bramkowej. Kolumbijczyk dostał piłkę przed polem karnym i dograł ją do Jean-Pierre'a Nsame, notując asystę drugiego stopnia. Kluczowe było jednak dalsze zachowanie pomocnika, który po podaniu piłki do Kameruńczyka poszedł dalej za akcją, wbiegł w pole karne i absorbował uwagę obrońców od wbiegającego Pawła Wszołka. W drugiej połowie Elitim był aktywniejszy, rozprowadzał większość kontrataków Legii, próbując dalekich podań na połowę rywala. W 63. minucie dobrze odnalazł się w polu karnym i choć początkowo miał problemy z opanowaniem piłki po podaniu Pawła Wszołka, ostatecznie udało mu się ją przyjąć i wystawić do strzału Bartoszowi Kapustce, jednak trafienie pomocnika musiało być anulowane z powodu pozycji spalonej. Całościowo był to więc trochę chaotyczny występ Elitima, lecz pokazał, że z nim w składzie środek pola Legii wygląda stabilniej i daje więcej korzyści.
Ruben Vinagre - Lewy wahadłowy Legii był widoczny na swojej flance i często angażował się w ofensywę, lecz jego aktywność nie przynosiła wymiernych efektów. Otrzymywał sporo piłek na skrzydle, lecz zamiast napędzać akcje, w większości przypadków je spowalniał. Brał futbolówkę, ruszał z nią do przodu, by ostatecznie zwlekać i wycofywać grę do partnerów. Gdy już decydował się na dośrodkowania, były one niedokładne i nie znajdowały adresatów w polu karnym. Portugalczyk popełnił również najwięcej błędów indywidualnych w drużynie. W rozegraniu od własnej bramki kilkukrotnie zagrywał piłkę wprost pod nogi rywala, co stwarzało realne zagrożenie pod bramką Legii. Miał także duże problemy z utrzymywaniem pozycji – pozostawiał po swojej stronie sporo wolnej przestrzeni, którą rywale wykorzystywali, a w pojedynkach obronnych dawał się ogrywać i wyprzedzać z dziecinną łatwością. W 86. minucie próbował ofiarnie interweniować przy dobitce Josha Mulligana i wślizgiem udało mu się zablokować pierwszy strzał pomocnika, jednak piłka odbiła się od niego prosto pod nogi gracza Hibernian, co pozwoliło mu na oddanie drugiego strzału. Był to jeden ze słabszych punktów Legii tego dnia, a jego gra pozostawiła wiele do życzenia, zarówno w defensywie, jak i w ofensywnych akcjach zespołu.
Wahan Biczachczjan - Ormianin za wszelka cenę chciał w tym meczu zdobyć gola z dystansu. Przez to był indywidualistą, gdy dostawał piłkę pod nogi, praktycznie nie rozstawał się z nią, no chyba że zatrzymywali go przeciwnicy, co zdarzało się bardzo często. Większość z jego prób dryblingu i pojedynków z rywalami kończyło się fiaskiem, a lepiej ustawieni partnerzy tylko irytowali się na poczynania Ormianina. A co ze strzałami z dystansu? Nie udało mu się oddać ani jednego celnego uderzenia - w dwóch sytuacjach był blokowany, a jeden techniczny strzał przeleciał daleko obok bramki. Poza dobrym, prostopadłym podaniem do Pawła Wszołka przy trzeciej akcji bramkowej, przy którym wahadłowy i tak był na pozycji spalonej, nie udało mu się w tym meczu zrobić nic efektywnego. Najlepszym podsumowaniem jego występu była sytuacja z 72. minuty. Biczachczjan dobrze poszedł za akcją, znalazł się na dalszym słupku, gdzie niepilnowany otrzymał podanie od Pawła Wszołka, jednak w komfortowej sytuacji z najbliższej odległości przeniósł piłkę wysoko ponad poprzeczką. Ta sytuacja po prostu musiała skończyć się bramką, która praktycznie zamknęłaby ten dwumecz. Ormianin opuścił murawę chwilę po tym pudle. Można go pochwalić za aktywność i ruchliwość, ale nic z niej nie wynikało. Dodatkowo Biczachczjan został ukarany żółtą kartką za bezsensowne przerwanie akcji pociągnięciem przeciwnika za koszulkę, która eliminuje go z gry w rewanżowym starciu.
Steve Kapuadi - Reprezentant Demokratycznej Republiki Konga był zdecydowanie najmniej pewnym z trójki defensorów. Popełniał największą liczbę pomyłek, zanotował bardzo dużo błędów w rozegraniu na własnej połowie, które mogły skończyć się źle. Często grał na raz, wychodził ryzykownie do rywali i przegrywał te pojedynki. W 13. minucie dał się z łatwością wyprzedzić w bocznej strefie Chrisowi Caddenowi, który po rajdzie wyłożył piłkę na pole karne do niepilnowanego Kierona Bowie, który na szczęście przestrzelił obok bramki. W 55. minucie zastosował indywidualne krycie napastnika, jednak, nie wiadomo czemu, nagle odpuścił i dopuścił go do oddania strzału z dystansu. Zawinił także przy straconej bramce. Przy dośrodkowaniu z lewej flanki spóźnił się z interwencją i dał się wyprzedzić oraz przeskoczyć niższemu od siebie Thibaultowi Klidje, który oddał strzał na bramkę z bliskiej odległości wybroniony przez Kacpra Tobiasza. Kilka chwil wcześniej atakujący dał zresztą Kapuadiemu ostrzeżenie, uciekając mu od krycia w polu karnym i uderzając głową z czystej pozycji na bliższym słupku. Defensor wyglądał w tym meczu na zdekoncentrowanego i dość niepewnego.
Zmiennicy
Mileta Rajović - Pojawił się na boisku w 78. minucie. Choć nie miał żadnych okazji bramkowych, to jego wejście wniosło sporo wartości w końcowej fazie spotkania. Duńczyk znakomicie radził sobie w walce o górne piłki. Wygrał większość przebitek, skutecznie utrudniając życie defensorom Hibernian. Grając plecami do bramki, potrafił się dobrze zastawić, utrzymać piłkę i odegrać ją do partnerów, co pozwalało Legii uspokoić tempo i złapać chwilę kontroli na połowie rywala. W doliczonym czasie gry po jednym z takich wybić Rajović opanował piłkę i wystawił ją przed pole karne do strzału dla Petara Stojanovicia, który mocnym uderzeniem próbował zaskoczyć bramkarza. Choć jego rola ostatecznie ograniczyła się głównie do fizycznej walki, to wywiązał się z niej bardzo dobrze.
Damian Szymański, Petar Stojanović - Weszli na boisko w 88. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.
Ryoya Morishita - Został wprowadzony na murawę w 73. minucie. Wydawało się, że Japończyk będzie dobrą opcją do kontrataków i dobicia przeciwnika. Stało się jednak odwrotnie – jego wejście nie wniosło ożywienia, a wręcz osłabiło ofensywne poczynania zespołu. Praktycznie połowa kontaktów z piłką skrzydłowego kończyła się stratą. Podejmował głupie decyzje, pchał się w tłok i nie potrafił utrzymać się z piłką na połowie rywala, co tylko napędzało następne akcje gospodarzy. Oczekiwaliśmy od niego świeżości, dynamiki i jakichś konkretów, lecz jego zmiana nie przyniosła tych korzyści.
