W tym sezonie, nie licząc Banika, w europejskich pucharach trafiły nam się same kosztowne wyjazdy. Rywala znów poznaliśmy dopiero na 7 dni przed wyjazdowym spotkaniem, co zawsze podnosi koszty, a na dodatek ceny noclegów w okolicach Edynburga były kosmiczne. Wszystko za sprawą koncertu AC/DC (na Murrayfield Stadium, na którym Legia grała z Celtikiem w 2014 r.) tego samego dnia, którego grała Legia, nie wspominając o trwającym międzynarodowym festiwalu muzycznym w tym mieście.
Relacja z trybun: Droga szkocka z lodem
Jeszcze pod koniec meczu rewanżowego z AEK-iem Larnaka nie było wiadomo, z kim przyjdzie nam się mierzyć w 4. rundzie kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Jako że przegraliśmy z Cypryjczykami, odpadł wyjazd do Bergen, za to możliwości były dwie: Partizan lub Hibernian. W rozgrywanym równolegle spotkaniu w Edynburgu konieczna była dogrywka i ostatecznie do kolejnej rundy awansowali Szkoci. Loty do Edynburga w różnych kombinacjach kosztowały od 750 do 1500 złotych. Niektórzy kombinowali z przesiadkami w Anglii (m.in. Newcastle), by dalej podróżować koleją, bądź rejsowymi autobusami. Tak, czy siak, tanio nie było, bo na miejscu wybór miejsc noclegowych był mocno ograniczony.
Wysokie koszty z pewnością miały wpływ na naszą liczbę, która była na pewno poniżej naszych możliwości. Szczególnie gdy porównamy to z wyjazdem sprzed paru lat w bardzo podobnym okresie (również IV runda) do Glasgow, leżącego rzut beretem od Edynburga. Ale okoliczności były jakie były. Najważniejsze, że ci, którzy pojechali, pokazali się z dobrej strony na miejscu. Na ok. 2 godziny przed meczem zebraliśmy się całą grupą nieopodal statuy Królowej Victorii. We wszystkich okolicznych parkach i uliczkach obecne były spore ilości policji, które jednak były wyjątkowo spokojne. Przemarsz w stronę stadionu Easter Road zajął nam około 20 minut. Po drodze sporadycznie pośpiewaliśmy, mijając kilka pubów miejscowych, którzy oczywiście na nasz widok wyszli przed swoje puby i zza policji coś tam pokrzyczeli. Oczywiście do Szkocji przylecieli spottersi z Warszawy, którzy myśleli, że będą incognito, ale szybko smutni panowie zostali rozkminieni i usłyszeli co nieco na swój temat.

W Edynburgu są dwie ekipy kibicowskie i nie można mówić o dominacji którejkolwiek z nich. Hibernian posiada stadion bliżej centrum, Hearts of Midlothian kilka kilometrów na zachód. "Hibs" to ekipa katolików, która sympatyzuje, zaś ich lokalni rywale - w dużej mierze protestanci, jak można się domyślać są zapatrzeni w Rangersów. Na meczu z Legią po raz trzeci z rzędu na stadionie wyprzedano wszystkie bilety, co jest związane z niespodziewanie dobrymi wynikami tamtejszych piłkarzy, którzy dotychczas w Europie nie błyszczeli i nigdy dotąd nie grali w fazie grupowej/ligowej. Na trybunach zebrało się ostatecznie blisko 19 tys. kibiców.

Posiadają stadion w typowo brytyjskim stylu, tj. cztery trybuny stojące zupełnie osobno, bez narożników. Nam przypadła trybuna południowa, a dokładniej Upper Tier. Wejście na trybuny było sprawne. Najpierw wewnętrzna dystrybucja wejściówek, później przeszukanie i skanowanie biletów na bramkach. Bez żadnego szukania dziury w całym. Jedyny minus, że gospodarze nie przewidzieli depozytów, co na Wyspach wydaje się standardem. Gospodarze utworzyli młyn na drugiej trybunie za bramką. Jak na brytyjskie standardy prezentowali się nadspodziewanie dobrze. Tj. prowadzili doping przez całe spotkanie. Na dole młyna wywiesili płótno swojej ekipy "Block Seven". Na wyjście piłkarzy zaprezentowali folie w barwach oraz nad nimi transparent "There is a Bonnie Fitbaw Team" - tekst ten pochodzi z klubowej pieśni Hibernianu "Glory, glory to the Hibees", a "Fitbaw" to potoczne określenie piłki nożnej.

W naszym sektorze zawisły trzy flagi - Legia Fans, Legijna Emigracja, Olimpia Elbląg. Niestety wyspiarskim zwyczajem nie można było wnieść megafonu i bębnów, więc kierujący dopingiem "Staruch" miał utrudnione zadanie. Ale potrafił zmobilizować wszystkich do maksymalnego wysiłku. Przed rozpoczęciem meczu z sektora wyproszone zostały przypadkowe osoby, które nie wiedzieć w jaki sposób zostały wpuszczone przez ochronę na nasz sektor.

Gospodarze całkiem nieźle rozpoczęli doping, machali flagami na kijach (do czterech sztuk). Spore ożywienie w ich szeregach wywołał intensywny początek w wykonaniu ich piłkarzy. Już w pierwszej minucie Szkoci powinni wyjść na prowadzenie, a parę minut później zmarnowali kolejną setkę. W pierwszej fazie spotkania najgłośniej z naszej strony niosło się "Do boju Legio marsz...". Nie mogło zabraknąć "pozdrowień" dla policji - "Zawsze i wszędzie...". Doskonale niosło się po trybunach głośne "Ceeeeee". Niespodziewanie po jednej z akcji arbiter długo nie wznawiał gry, przyznając wcześniej legionistom rzut rożny. Jak się okazało, ostatecznie po analizie VAR przyznał Legii rzut karny, który został zamieniony na bramkę przez niezawodnego ostatnio Nsame. Pod koniec pierwszej połowy ruszyliśmy z głośnym "Gdybym jeszcze raz...". Bez bębnów pieśń ta nie brzmi może tak samo, ale tego dnia naprawdę dawaliśmy radę. Biorąc pod uwagę naszą liczbę, zaangażowanie było podwójne. Nikt nie żałował gardeł, a chyba w nagrodę za nasz wysiłek, Wszołek tuż przed przerwą zdobył gola na 2-0.

Przed meczem nie można było być pewnym korzystnego wyniku, wobec słabej dyspozycji piłkarzy ostatnimi czasy. Wychodzących na drugą część gry zawodników staraliśmy się zmobilizować do dalszych ataków okrzykami "Hej Legio jazda z k...i!". I legioniści zdobyli trzecią bramkę po koronkowej akcji. "Trójka do zera, trafiła Legia frajera" - niosło się z naszego sektora, kiedy tylko Hibernian ustawił piłkę na środku boiska. Tyle, że niebawem sędzia gola anulował, co wywołało entuzjazm po stronie miejscowych. Ten, który wyraźnie zgasł po drugim straconym golu. Widać było, że przy stanie 0-2, Hibs nie mają już tej wiary i zapału co na początku meczu. My zaś robiliśmy swoje i naprawdę było godnie. Pod względem wokalnym pokazaliśmy się zdecydowanie lepiej niż dwa tygodnie wcześniej w Larnace.
W 80. minucie gry zaśpiewaliśmy hymn. Później, kiedy w końcówce Szkoci strzelili gola kontaktowego, ruszyliśmy z pieśnią "Nie poddawaj się...". Końcowy wynik, tj. wygraną jedną bramką można przyjąć - biorąc pod uwagę przebieg spotkania i setkę Biczachczjana na 3-0 - z lekkim niedosytem. Mimo wszystko nie jest źle i szansa na grę jesienią w Europie jest niemała. Kiedy zawodnicy podeszli pod nasz sektor, znajdujący się bardzo blisko murawy, podziękowaliśmy im za wygraną, a także wspólnie zaśpiewaliśmy "Warszawę".
Około 20 minut po zakończeniu spotkania mogliśmy już opuszczać trybuny. Do centrum dotarliśmy przed 23 lokalnego czasu i każdy mógł udać się jeszcze na zasłużonego browara. Większość z nas już w piątek opuszczała Szkocję, choć oczywiście nie brakowało i takich, którzy przedłużyli sobie pobyt na Wyspach do końca weekendu. Tym bardziej, że zaplanowany na niedzielę mecz ligowy z Jagiellonią, został przełożony na drugą połowę września. Przed nami rewanż z Hibernianem, który będzie miał miejsce już w najbliższy czwartek o 21 przy Ł3. Szkoci przylatują do Warszawy w bardzo dobrej liczbie. Ekipa ze szkockiej stolicy wykupiła wszystkie 1722 bilety, które otrzymali na sektor gości, a jak przekonują fani Hibs, do Warszawy zamierza przybyć ich nawet więcej, bowiem nie wszyscy chętni załapali się na wejściówki. Tego dnia nasz stadion musi wypełnić się do ostatniego miejsca, a my musimy ponieść Legię do awansu.
Frekwencja: 18 958
Kibiców gości: 290
Flagi gości: 3
Autor: Bodziach

