Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Hibernian FC

sobota, 30 sierpnia 2025 10:14
Plusy i minusy po meczu z Hibernian FC
Legionisci.com
Filip LewandowskiLegionisci.com

Każdy, kto w czwartkowy wieczór postanowił pojawić się na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej 3, doświadczył pełnego wachlarza emocji. Choć legioniści kontrolowali przebieg gry w pierwszej połowie, po przerwie jakby nie wrócili na murawę – w zaledwie 11 minut stracili trzy bramki. Gdy wydawało się, że „mecz o życie” zostanie przegrany, a nad Warszawą zawisną ciemne chmury, piłkarze Legii zrobili to, do czego zdążyli nas przyzwyczaić w europejskich pucharach – doprowadzili do szczęśliwego zakończenia. Zapraszamy do zapoznania się z ocenami poszczególnych zawodników.


Bartosz Kapustka - Rzadko się zdarza, by naszą ocenę „na plus” rozpoczynał kapitan Legii. Dotychczasowe zarzuty, że Bartosz Kapustka nie potwierdza na boisku przypisywanej mu przez ekspertów roli lidera, w tym meczu zupełnie się nie potwierdziły. Od pierwszego gwizdka brał na siebie ciężar rozgrywania, dyktował tempo, wchodził w pojedynki i skutecznie je wygrywał. To on, po podaniu od Kapuadiego, minął rywala balansem ciała i poprowadził akcję przez kilkadziesiąt metrów, by w odpowiednim momencie idealnie zagrać do Wahana Biczachczjana, który zdobył bramkę. Współpracował również z Pawłem Wszołkiem – jak w 16. minucie, gdy wymienili podania, a Kapustka pojawił się na skrzydle, choć ostatecznie przegrał tam pojedynek i nie zdołał dośrodkować.
Warto również odnotować akcję z 41. minuty – po błyskawicznym rozegraniu i świetnym przeglądzie pola obsłużył Juergena Elitima, który miał przed sobą sporo przestrzeni. Taki Kapustka to obraz, który chcielibyśmy oglądać regularnie. Z boiska zszedł w 67. minucie, a jego miejsce zajął Mileta Rajović.


Kacper Tobiasz - Serce rośnie, gdy widzimy Kacpra Tobiasza w tak dobrej dyspozycji. Od debiutu w pierwszym zespole tylko pierwszy sezon był w jego wykonaniu stabilny – później bywało różnie. W rewanżu z Hibernian FC to jednak on kilkukrotnie uratował Legię.
Już w pierwszych minutach spotkania, po strzale rywala z bliskiej odległości, wykazał się refleksem i nie dopuścił do utraty bramki. W 11. minucie przydarzyła mu się niepewna interwencja – po strzale z dystansu „wypluł” piłkę przed siebie, ale obyło się bez konsekwencji. Przy trzech straconych bramkach nie miał większych szans – błędy kolegów z obrony pozostawiły go bezradnym. Kluczowe były jednak jego interwencje w momentach, gdy Legia goniła wynik – szczególnie w 77. minucie, gdy wybronił silny strzał Kierona Bowie’ego. Kulminacją był jego fenomenalny refleks w ostatnich sekundach meczu, gdy końcówkami palców odbił uderzenie głową tego samego zawodnika.
Dobrze też współpracował z obroną, choć gra na przedpolu wciąż wymaga poprawy. Przy pierwszej bramce Jędrzejczyk przegrał walkę o pozycję, ale Tobiasz mógł bardziej aktywnie wyjść do piłki.


Wahan Biczachczjan - Z każdym kolejnym występem Ormianin w środku pola coraz bardziej udowadnia trafność decyzji trenera Iordănescu, by przesunąć go na tę pozycję. Jego obecność to więcej kreatywności w trzeciej tercji boiska i groźne uderzenia z dystansu. Biczachczjan ma dużą swobodę – potrafi zejść głębiej po piłkę, a w innych momentach ustawia się jak fałszywa dziewiątka wspierająca Nsame. Pierwsza bramka dla Legii to jego idealne wykończenie – strzał był tak precyzyjny, że Jordan Smith nie miał szans. Dwukrotnie wypuścił Nsame prostopadłymi podaniami za linię obrony – przy jednym z nich Kameruńczyk trafił w słupek. W 33. minucie zgubił krycie kierunkowym przyjęciem i zmusił rywala do faulu na żółtą kartkę. Z boiska zszedł w 79. minucie, a zastąpił go Petar Stojanović.


Rúben Vinagre - Choć do tej pory jego występy często rozczarowywały, tym razem Portugalczyk zaprezentował się z lepszej strony. Legia częściej atakowała prawą stroną, co dawało Vinagre więcej przestrzeni na lewej flance. Często otrzymywał długie podania od Tobiasza i próbował zejść do środka w swoim stylu, choć z tych akcji nie wynikały konkrety. Niestety – przy drugim golu dla Hibernian zawiódł. Zrezygnował z walki o piłkę w powietrzu, a jego bierna postawa wyglądała jak sabotaż. Zrehabilitował się jednak w samej końcówce – był bardzo aktywny, posłał znakomite dośrodkowanie do Elitima, które zakończyło się golem. W dogrywce znów próbował brać odpowiedzialność za rozgrywanie. Gdyby jeszcze zaczął grać grać prościej i skuteczniej w defensywie…


Juergen Elitim – Mieliśmy spory problem z oceną występu Kolumbijczyka. Zawodnik, w którym pokładamy największe nadzieje, zdobył bramkę podającą Legii tlen, a także w 1. połowie posłał przepiękne crossowe, prostopadłe zagranie do Nsame, który był jednak wtedy na spalonym. Sporą rysą na odbiorze jego występu pozostanie jednak fatalna strata piłki w okolicach środka boiska, po której padł gol dla rywali – w przypadku Elitima to już recydywa – sytuację z pierwszego meczu z Banikiem Ostrawa wszyscy pamiętamy. Do tego dołożył udział przy trzecim straconym golu, gdy nie potrafił pomóc Augustyniakowi w odbiorze piłki Miguelowi Chaiwie. W 1. połowie irytowały również jego próby efektownego zgrania piłki w ekwilibrystyczny sposób w powietrzu, gdy można było pokusić się o bardziej standardowe sposoby rozegrania. Te wydarzenia sprawiają, że przy jego nazwisku nie widnieje ani minus, ani plus – to spotkanie było odzwierciedleniem gry Kolumbijczyka, pokazując jego fantastyczne możliwości w kreacji, jak i nawet wykończeniu, przy jednoczesnych wielominutowych przestojach czy głupich błędach na własnej połowie.


Jean Pierre Nsame – Kameruńczyk zaliczył neutralny występ. Dwukrotnie wbiegł za plecy obrońców, otrzymując prostopadłe podanie, jednak za każdym razem był na spalonym. Najbliżej strzelenia bramki był w drugiej połowie, gdy po podaniu Biczachczjana uderzył mocno w słupek. Pochwalić należy go za zachowanie przy zdobytej bramce, gdy wbiegnięciem w pole karne przyciągnął uwagę obrońców i ułatwił zadanie Ormianinowi. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z klasowym napastnikiem i pojedyncze mecze przestoju o niczym nie świadczą.


Paweł Wszołek – Ciężko powiedzieć coś więcej o występie Wszołka w tym spotkaniu. Nasz wahadłowy nie miał za dużo przestrzeni na swojej stronie boiska, by uwidocznić atuty motoryczne. Dośrodkowywał dużo rzadziej niż zwykle, ale jego mniejsza aktywność wynikała z faktu, że tego dnia większość akcji rozgrywana była albo przez środek, albo przeciwne wahadło, gdzie dobrze dysponowany był Ruben Vinagre. W defensywie spisał się jednak bez zarzutu, nie można mieć do niego pretensji o stratę przy żadnej z bramek. Zganić go można za nieporozumienie w rozegraniu akcji z Bartoszem Kapustką w 39. minucie, co naraziło gospodarzy na kontrę. Mamy tutaj podobny casus jak u Nsame – ci zawodnicy przyzwyczaili nas, kibiców, do tak dobrego poziomu gry, że solidne występy mogą budzić niepokój, choć oczywistym jest, że na przestrzeni całego sezonu nawet liderom zespołu przytrafiają się mecze, w których się nie wyróżniają.


Jan Ziółkowski – Najlepszy tego dnia wśród stoperów, choć to żaden komplement. Nie brał udziału przy żadnej bramce, obszar, w którym był odpowiedzialny za krycie rywali, nie był tym, z którego padały gole. W charakterystyczny dla siebie sposób wchodził agresywnie w pojedynki, często jego wślizgi były na granicy faulu. Dwukrotnie ukarany został żółtą kartką, po tej drugiej naraził zespół na kłopoty i utratę prowadzenia, co mogłoby mieć fatalne skutki. Na przestrzeni całego spotkania prezentował jednak solidny poziom, choć brakowało go przy wyprowadzeniu piłki – do tej pory udowadniał jakość na tym polu. Plus za wyłożenie piłki Rajoviciowi, ale sumarycznie ostatni występ Jana Ziółkowskiego w barwach „Wojskowych” był daleki od najlepszych w jego wykonaniu, lecz mimo to mógł świętować z zespołem awans do Ligi Konferencji.


Rafał Augustyniak - To nie był dobry mecz w jego wykonaniu. Formacja z trzema obrońcami obnażyła deficyty motoryczne”Augusta”. Pomysł na grę w pierwszych minutach meczu uwarunkowany był profilem zawodnika na pozycji nr „6” – długie piłki omijały wysoki pressing Szkotów, a krótkie rozegranie od bramki było ryzykowne właśnie z uwagi na to, że to Augustyniak musiałby ten ciężar rozegrania wziąć na swoje barki. Mimo dobrych uderzeń sprzed szesnastki – w 31. i 44. minucie – które skończyły się rzutami rożnymi, nie ustrzegł się błędów mając piłkę przy nodze. Najbardziej irytowały takie zachowania jak strata wynikająca z błędu technicznego – złego przyjęcia piłki – tak jak to miało miejsce w 54. minucie. Zaledwie 4 minuty później Augustyniak popełnił katastrofalny błąd w środku boiska, który zakończył się groźną centrą w pole karne Legii. Z przodu potrafił zaoferować ciekawe rozwiązania nawet w rozegraniu, gdy w 34. minucie inteligentnym podaniem obsłużył Jana Ziółkowskiego. Pozytywne epizody na połowie przeciwnika nie wymażą jednak faktu, że Augustyniak w tym meczu zawiódł w obszarach, za które jest odpowiedzialny. Wisienką na tym niesmacznym torcie pozostaje udział przy ostatniej bramce, gdy wespół z Elitimem pozwolił się minąć Miguelowi Chaiwie w sposób kuriozalnie łatwy.


Artur Jędrzejczyk - Pierwsza połowa w wykonaniu grającej legendy naszego klubu nie zwiastowała tego, co miało nadejść. „Jędza” wygrywał pojedynki, brylował w powietrzu. To, w jaki łatwy sposób obchodził się z napastnikiem Hibernian – Bowie’m – mogło się szczególnie podobać. Druga połowa przyniosła niestety totalne zaburzenie odbioru jego występu. Przy pierwszej bramce dał się przestawić Rocky’emu Bushiriemu, co było widokiem przedziwnym mając w głowie to, jak mocny w tego typu pojedynkach jest „Jędza”. Nie zareagował odpowiednio również przy stracie drugiego gola, gdy pozwolił Bushiriemu zgrać piłkę na 5. metr do wbiegającego Martina Boyle’a. Przy zagrożeniu bramki Tobiasza z 70. minuty to właśnie Jędrzejczyk przegrał fizyczny pojedynek z Bowie’m, który w 1. połowie wyglądał przy nim jak junior. Można śmiało stwierdzić, że w drugiej połowie indywidualna gra Jędrzejczyka posypała się tak samo jak całej drużyny.


Steve Kapuadi - W odróżnieniu od Artura Jędrzejczyka Kapuadi obu połów nie zaliczy do udanych. O ile w pierwszej takie nieodpowiedzialne zachowania na własnej połowie jak sytuacja z 2. minuty i brak komunikacji w polu karnym z partnerami z drużyny, czy kiksy przy wybiciu piłki, nie spowodowały żadnych konsekwencji dla zespołu, to jednak Kapuadi miał udział przy drugim i trzecim straconym golu, a to, co wydarzyło się przy drugim, woła o pomstę do nieba – najpierw pozwolił, aby piłka przeleciała nad jego głową, po czym za moment dał się przepchnąć napastnikowi Hibernian. W 77. minucie przegrał kolejny pojedynek w walce o piłkę i umożliwił oddanie groźnego strzału na bramkę Tobiasza, jednak jego kolega między słupkami spisał się bez zarzutu. Pozytywny akcent w jego występie to dobre rozegranie piłki przy zdobytej bramce, gdzie szybkim, górnym podaniem przeniósł ciężar gry na drugą stronę boiska. Powtarza się dobrze znany nam schemat – o ile Kapuadi w każdym meczu wnosi jakość w ataku pozycyjnym, o tyle jego nieregularna gra w defensywie irytuje. Nie trzeba dodawać, że ze względu na to, na jakiej pozycji gra, jego występy w defensywie będą wpływały na ocenę całego występu.


Zmiennicy:
Mileta Rajović – (Teoretycznie) najdroższy transfer przychodzący w historii Legii Warszawa być może spłacił się już jedną bramką – tą zdobytą w 98. minucie spotkania ze Szkotami. Choć oczywiście nie można stwierdzić z pełnym przekonaniem, że bez niego gola by nie było, to jednak jego zachowanie w polu karnym świadczy o instynkcie rasowego napastnika. Po dośrodkowaniu Szymańskiego i zgraniu piłki przez Ziółkowskiego, futbolówka nie spadła mu idealnie pod nogi. Mimo to Duńczyk bez wahania ruszył na nią i potężnym uderzeniem pod poprzeczkę doprowadził do remisu.
W dogrywce był nie do zatrzymania w walce o górne piłki. Kibicom szczególnie mogła zapaść w pamięć sytuacja, w której przyjął piłkę na klatkę piersiową, obrócił się z nią mimo asysty obrońcy i stworzył zagrożenie.
Wyraźnie było widać, jak wielkiego "kopa" psychicznego dała mu zdobyta bramka. Z niecierpliwością czekamy na jego kolejne występy. Jeśli koledzy z zespołu będą dostarczać mu jakościowe podania, Rajović może zdobyć wiele bramek z „eLką” na piersi.


Damian Szymański - Szymański pojawił się na boisku w 67. minucie spotkania i od początku można było zauważyć jego obecność na boisku. W obliczu wielu zmian - tych osobowych jak i strukturalnych - to on odpowiadał za wyprowadzenie piłki z własnej połowy boiska. W jednej z akcji nawet znalazł się w sytuacji bramkowej, w której w ekwilibrystyczny sposób uderzył na bramkę - był wtedy on jednak na spalonym. Dołożył także konkrety - asysta drugiego stopnia przy trzecim golu dla Legii. Widać było jego cechy przywódcze i potencjał na bycie liderem zespołu. Wielokrotnie podrygiwał on swoich kolegów do zmasowanych ataków, czy gdy wynik był korzystny - zorganizowanej i kompleksowej obrony. Ten mecz pokazał, że atutami Szymańskiego jest to, czego brakuje Augustyniakowj - mobilności i motoryki. Wady tego drugiego obnażane są przy wysokim pressingu rywala, gdy zawodnik na pozycji nr „6” musi zejść po piłkę i po jej otrzymaniu szybko się z nią obrócić - w przypadku Augustyniaka kończy się to często stratą. Damian Szymański wydaje się być godnym rywalem do walki o pierwszy skład, a być może już niedługo na stałe w nim zagości.


Petar Stojanović – Stojanović przez 42 minuty meczu zagrał solidne zawody. Wygrał 2 z 2 pojedynków w powietrzu, był pewnym punktem defensywy. Jego cechy wolicjonalne uwidaczniały się w momentach, gdy swoją postawą zachęcał partnerów do jeszcze większego zaangażowania.


Wojciech Urbański – W dogrywce powstawały duże przestrzenie między liniami, co dobrze wykorzystywał wprowadzony za Nsame zawodnik. Legia na początku dodatkowych trzydziestu minut gry przeprowadziła kilka szybkich ataków, w które mocno zaangażowany był Urbański, operujący jako półskrzydłowy. Należy go wyróżnić za jedną z ostatnich akcji spotkania, gdy dał się sfaulować pod bramką Tobiasza, za co nie omieszkał go pochwalić Damian Szymański.


Ilja Szkurin, Miguel Alfarela - Nie bez przyczyny umieściliśmy tych dwóch zawodników obok siebie. Każdy z nich przez stosunkowo krótki okres pobytu na boisku zdążył „wyróżnić się” jedynie głupimi stratami, błędami technicznymi czy fatalnymi decyzjami, co zrobić z piłką w danym momencie. Zachowania Szkurina z drugiej połowy dogrywki, gdy tracił piłkę w momentach, gdy grę trzeba było uspokoić, to było czyste kuriozum. Alfarela swoimi poczynaniami zasłużył jedynie na określenie „jeźdźca bez głowy”, jego wejścia w pojedynki czy dośrodkowania kończyły się tym samym, czyli oddaniem piłki rywalowi. Patrząc na hierarchię w zespole i adaptujących się czy dopiero transferowanych nowych zawodników, wysuwa się prosty i logiczny wniosek, że rola tych piłkarzy w zespole spadnie lada moment do marginalnej.


Udostępnij