Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Radomiakiem

wtorek, 16 września 2025 07:30
Plusy i minusy po meczu z Radomiakiem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W niedzielne popołudnie Legia Warszawa wróciła do zmagań ligowych po przerwie reprezentacyjnej. "Wojskowi" podejmowali Radomiaka Radom i pewnie pokonali gości 4-1. Sam wynik może zmylić, bo spotkanie większość czasu nie grzeszyło atrakcyjnością. Legioniści jednak wykorzystali błędy zawodników z Radomia i ostatecznie zanotowali okazałe, ważne zwycięstwo. Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy podopiecznym trenera Edwarda Iordanescu za ten występ.

 

Juergen Elitim  - Kolumbijczyk był motorem napędowym prowadzącym Legię do zwycięstwa w tym meczu. Od samego początku aktywnie pokazywał się do podań, zabierał za rozegranie i starał się non stop przyspieszać ataki zespołu. Ryzykował, za każdym razem starał się zagrywać piłkę do przodu, a jego prostopadłe podania między zawodnikami rywali robiły dużą różnicę. Elitim uczestniczył przy 3 z 4 zdobytych przez Legię bramek. W 41. minucie zanotował 3. trafienie w tym sezonie, czym już przebił swój dorobek z dwóch poprzednich sezonów w barwach stołecznej drużyny. Kolumbijczyk świetnie zabrał się z piłką po podaniu Bartosza Kapustki, prostymi zwodami pokonał dwóch defensorów radomskiej drużyny i kontrującym strzałem nisko nad ziemią nie dał szans golkiperowi na skuteczną interwencję. Przy drugim trafieniu Elitim wyłożył piłkę do niepilnowanego w polu karnym Damiana Szymańskiego, notując asystę, natomiast przy trzecim golu pomocnik wygrał przebitkę z rywalem w środku pola, podając piłkę do Bartosza Kapustki, co poskutkowało asystą drugiego stopnia. Elitim był w tym meczu królem środka pola, któremu wychodziło praktycznie wszystko. Został zmieniony w 81. minucie.


Kamil Piątkowski  - Dla 25-letniego defensora sprowadzonego do klubu pod koniec sierpnia był to debiutancki mecz w barwach Legii i to od razu w wyjściowym składzie.  Były reprezentant Polski pokazał się z bardzo dobrej strony i dał pierwsze oznaki, że nie tylko będzie dobrym zastępstwem dla Jana Ziółkowskiego, ale swoim doświadczeniem może dać na ten moment znacznie więcej. Był zdecydowanie najpewniejszym punktem legijnej defensywny, unicestwiając praktycznie wszystkie ataki Radomiaka. Wyszedł górą aż z 8 z 10 pojedynków z przeciwnikami, notując również kilka ważnych wybić i pewnych odbiorów. Poza skutecznym ustawianiem się i pewną grą defensywną, Piątkowski wielokrotnie próbował zaskoczyć gości górnymi podaniami za linię obrony, które razy sprawiły defensorom z Radomia sporo problemów i pozwoliły Legii szybko przesunąć ataki do przodu. Piątkowski może być naprawdę zadowolony z tego debiutanckiego meczu i musi na nim oprzeć swoje następne występy.


Damian Szymański  - Defensywny pomocnik sprawiał zawodnikom z Radomia wiele problemów. Był głównym neutralizatorem poczynań gości, w dużej liczbie akcji nie pozwalał im się przedrzeć wyżej pod własne pole karne. Wykonał ważne cztery przechwyty, notując dużą skuteczność w pojedynkach z zawodnikami Radomiaka. Bardzo dobrze czuł grę, przewidywał ruchy przeciwników w środku pola i nie pozwalał im rozwinąć skrzydeł. Równie dobrze wyglądała jego pomoc kolegom z obrony - licznymi zejściami do defensywy dawał opcję i wspomagał stoperów. W większości ataków pozycyjnych był pierwszym zawodnikiem odpowiedzialnym za rozegranie. Przejmował piłkę od obrońców, starając się napędzać ataki zespołu. Podobnie jak Kamil Piątkowski, szukał bardziej niekonwencjonalnych podań, wielokrotnie przerzucał akcję ze strony na stronę i wykazał się przy tym jeszcze lepszą skutecznością niż obrońca. Choć było to rzadkością, w 69. minucie dobrze podłączył się do ofensywy, znalazł swoje miejsce w polu karnym i płaskim strzałem po ziemi wykorzystał drużynową akcję po błędzie bramkarza gości. Dla Szymańskiego było to pierwsze trafienie w barwach stołecznego zespołu. Warto podkreślić też jego wkład w trafienie otwierające wynik, bo to Szymański skutecznym wślizgiem odebrał futbolówkę i rozpoczął akcję bramkową. 30-latek pokazał w tym meczu dużo doświadczenia i jakości, potwierdzając, że może być bardzo pewnym elementem środka pola. Szymański musi tylko uważać na ostrość swoich zagrań defensywnych, bo przy bardziej rygorystycznym arbitrze mógłby skończyć to spotkanie przedwcześnie nie z jedną, a dwoma żółtymi kartkami. Zszedł z murawy w 81. minucie.


Bartosz Kapustka  - Pomocnik chyba wrócił odmieniony z kadry narodowej. Od pierwszych minut był bardzo aktywny, schodził do linii środkowej, by zabierać się z piłką i czynnie uczestniczyć w rozegraniu. Przede wszystkim jednak nie grał na alibi, nie zagrywał w większości tylko do tyłu, a wykazywał się wizją, szukał gry do przodu i przyspieszenia ataków zespołu. Był aktywnym zawodnikiem również w pressingu, naciskał na rywali na ich połowie, a w połączeniu z dobrą pracą w defensywie wykazał się 8 wygranymi pojedynkami i aż 6 odbiorami piłki. Podobnie jak Juergen Elitim, brał udział przy trzech trafieniach. Przy golu Kolumbijczyka Kapustka skutecznie zastawił się z przeciwnikiem na plecach i przytomnie odegrał piłkę do Elitima, który następnie zrobił swoje i dał kapitanowi Legii asystę. W drugiej akcji bramkowej pomocnik zebrał wypiąstkowaną przez Filipa Majchrowicza piłkę na skraju pola karnego, rozpoczynając atak. Trzecie trafienie rozpoczęło jego górne podanie za linię obrony, choć było ono nieco za mocne, to przez kolejną pomyłkę golkipera futbolówka trafiła pod nogi Milety Rajovicia. Kapustka także chciał zanotować swoje trafienie. Dwukrotnie próbował zaskoczyć Majchrowicza technicznymi strzałami - w 10. minucie uderzeniem z prawej strony pola karnego lewą nogą przestrzelił minimalnie nad poprzeczką, natomiast w doliczonym czasie drugiej połowy strzałem sprzed "szesnastki" zmusił golkipera do robinsonady. Kapustka był w tym meczu naprawdę zaangażowany i miał duży wkład w ostateczny wynik.
 
Paweł Wszołek - Nie był to w pełni udany mecz dla prawego obrońcy, szczególnie jeśli chodzi o aspekty ofensywne. Wszołek wielokrotnie podłączał się do ataków, szukał wolnych przestrzeni i pokazywał wysoko na prawym skrzydle, podłączając się do rozegrania. Wielokrotnie wychodził za linię obrony, gdzie otrzymywał prostopadłe podania, jednak mało z tego wychodziło. Boczny defensor nie grzeszył w tym spotkaniu jakością i celnością swoich podań, podejmował złe decyzje, zagrywał w miejsca, w których nie było jego kolegów z drużyny. Choć w niektórych z tych sytuacji mógł mieć pretensje do partnerów, to jednak w większości to on popełniał błędy i marnował ataki. Mimo to, udało mu się zanotować kolejną "liczbę" - wykorzystał rzut karny strzałem w lewy dolny róg, choć to uderzenie nie było najlepsze, bo bramkarz miał je na palcach, jednak na tyle mocne, że przełamało mu dłoń. Znacznie lepiej zagrał w defensywie, gdzie bardzo dobrze zabezpieczał prawą stronę, z łatwością pokonywał biegowo przeciwników i dokonał kilku wartościowych przechwytów. Oprócz tego wykazywał się również dobrą asekuracją przy dośrodkowaniach rywali z prawej strony. 


Mileta Rajović - Naprawdę ciężko jest ocenić występ duńskiego napastnika. Nie można odmówić mu pracy i walki o pozycję. Rajović poruszał się w ataku w poszukiwaniu wolnych przestrzeni, starał się odklejać od defensorów i dawać opcję do wysokich podań. Kilka razy legionistom dzięki takim akcjom, przy zgraniach głową napastnika, udało się zaskoczyć graczy Radomiaka. Działał w wysokim pressingu, naciskał rywali i starał się walczyć o każdą piłkę. To pozwoliło mu na wykreowanie jednej dogodnej okazji i zdobycz bramkową. W 40. minucie dobrze wybiegł za defensorów i mimo złego opanowania piłki, powalczył o nią do samego końca, wysokim zagraniem dograł futbolówkę na głowę Ermala Krasniqiego, który jednak przestrzelił. W 72. minucie, choć nie miał szans dojść do zbyt mocnego podania Bartosza Kapustki, postanowił nacisnąć na bramkarza, co zaowocowało jego błędem, który Duńczyk skrupulatnie wykorzystał, pakując piłkę do pustej bramki i ciesząc się z gola w trzecim meczu  z rzędu jeszcze przed oddaniem strzału. Poza tymi pozytywami bywały momenty, w których Rajovicia brakowało. Przy niektórych akcjach podejmował złe decyzje, ustawiał się w niekorzystnych miejscach. Przy niektórych wysokich dograniach atakujący mógł zachować się zdecydowanie lepiej, odpuszczał zbyt łatwo i nawet nie wyskakiwał, by spróbować dojść do piłki. Całościowo można uznać ten mecz w jego wykonaniu jako średnio udany, ale fajnie, że Rajović przełamał się strzelecko. Opuścił murawę w 81. minucie.


Steve Kapuadi - Przez znaczną część występu defensor, który podpisał z Legią w ostatnich dniach nowy kontrakt, prezentował się dość solidnie i pewnie, choć miał znacznie mniej możliwości do pokazania swoich umiejętności niż Kamil Piątkowski. Przy większości ataków kierowanych jego stroną zachowywał jednak czujność, dobrze ustawiał się i był skuteczny w pojedynkach z rywalami, szczególnie tych powietrznych, oraz odbiorach. Niestety, nie udało mu się zachować koncentracji do samego końca. Kapuadi zaspał w ostatniej akcji meczu - źle zareagował na wydarzenia boiskowe, nie zauważył, że jego partnerzy wyszli wyżej i próbowali złapać zawodników Radomiaka w pułapkę ofsajdową, przez co złamał linię spalonego i zaprzepaścił starania drużyny o czyste konto. To zresztą nie pierwszy raz, kiedy Kapuadi przy dobrym wyniku odpuszcza końcówki meczów, co na pewno musi przeanalizować i poprawić. Poza tym wspomagał jeszcze zespół w rozegraniu akcji, rozpoczynając ataki pozycyjne.


Kacper Tobiasz - Golkiper generalnie był bezrobotny w tym meczu. Wykazał się jednak dwiema bardzo ładnymi interwencjami. W 14. minucie zachował czujność w bramce i wybronił płaski strzał z dystansu po ziemi na dalszy słupek, parując piłkę do boku. Jeszcze lepszą obroną wykazał się w 88. minucie, choć sam sprokurował uderzenie, po którym musiał interweniować. Tobiasz zbił dośrodkowanie z prawej strony przed siebie wprost pod nogi Elvesa Baldé, napastnik złożył się szybko do strzału z 10. metra, jednak golkiper Legii równie szybko zebrał się z ziemi i zdążył rzucić do robinsonady. Choć w tej sytuacji to bardziej jakość strzału atakującego zaszwankowała, to warto pochwalić Tobiasza za starania i grę do samego końca. Przy straconym golu bramkarz stołecznej drużyny zaryzykował w sytuacji sam na sam, rzucił się na ziemię i został przelobowany, jednak nie można zbytnio winić go za stratę tej bramki, która zresztą niezwykle go rozzłościła, a upust jego emocji poczuły rzucone rękawice i kopany słupek. Poza tym Tobiasz dość pewnie funkcjonował w grze na przedpolu i zanotował kilka celnych dalekich podań.


Ruben Vinagre  - Lewy obrońca pokazał w spotkaniu z Radomiakiem gorszą wersję samego siebie. W ofensywie nie dawał zbyt wiele, choć zabierał się z piłką do ataku dość często. W większości tych akcji zachowywał się jednak jak jeździec bez głowy i mimo podniesionej głowy, podejmował wiele złych decyzji, doprowadzając do wielu niedokładnych podań i aż 17 strat piłki. W zasadzie poza kilkoma wyjściami z kontrą, przy których zyskiwał przestrzeń i wielokrotnie zostawał faulowany oraz dośrodkowaniu z rzutu rożnego, po którym rzut karny zagraniem ręką sprokurował Jan Grzesik, nie udało mu się niczym zaskoczyć rywali. W obronie po raz kolejny popełniał dziecinne błędy w ustawaniu, nie trzymał pozycji i to jego flanką gracze gości sprawiali Legii najwięcej zagrożenia. Vinagre nie radził sobie z przyspieszeniami przeciwników, zostawiał im zbyt wiele przestrzeni i dopuszczał do groźnych dośrodkowań. Ponadto już na starcie pierwszej połowy, przy stanie 1-0 dla "Wojskowych", mógł popełnić, a w zasadzie popełnił błąd, których na szczęście nie kosztował zespołu drogo. Portugalczyk w stykowej sytuacji dał się wyprzedzić Romário Baró i przy walce o piłkę został uprzedzony przez rywala, następując na jego stopę w polu karnym. Lewemu obrońcy upiekło się, bo zarówno arbiter główny, jak i sędziowie VAR, nie zdecydowali się podyktować rzutu karnego. Mimo dość słabej dyspozycji przeciwników, Vinagre nie wypadł na ich tle lepiej.

Wahan Biczachczjan  - Ormianin był w tym meczu całkowicie nieefektywny. Dochodził do głosu często, pokazywał się do podań na prawej stronie i dostawał piłkę, jednak z nią przy nodze podejmował bardzo wiele złych prób. W większości pchał się w tłok i nie potrafił poradzić sobie z podwojonym lub potrojonym kryciem. Robił to bez większego pomysłu, co nie mogło przynieść powodzenia, ale liczne straty już tak. Większość akcji przeprowadzanych przez Ormianina kończyło się więc fiaskiem i bezsensownym, egoistycznym zachowaniem skrzydłowego. Jego brak wkładu w efektywną grę drużyny został szybko zauważony i Biczachczjan opuścił murawę już w 59. minucie.

Ermal Krasniqi  - Dla reprezentanta Kosowa był to pierwszy występ w barwach Legii w wyjściowym składzie. Pierwsze minuty zwiastowały, że skrzydłowy może mieć spory wkład w ten mecz. Dobrze funkcjonował na lewej stronie, zabierał się z piłką i odebrał kilka wysokich podań. W  5. minucie po takiej akcji wyłożył piłkę na pole karne do Rubena Vinagre, którego mocny strzał z lewej strony został zablokowany przez obrońcę. Z czasem jednak Krasniqi zaczynał coraz bardziej znikać. Gdy był w posiadaniu futbolówki, nie potrafił zrobić z nią nic specjalnego. Kosowianin wygrał tylko 2 z 11 pojedynków z rywalami i w aż 13 sytuacjach oddawał im posiadanie piłki. W 40. minucie dobrze powalczył w polu karnym o zagraną górą piłkę przez Miletę Rajovicia, jednak jego strzał głową pozostawiał bardzo dużo do życzenia - był zdecydowanie zbyt lekki i przeleciał daleko obok bramki. W zasadzie po tej sytuacji, oprócz przy jednym zablokowanym strzale z dystansu, nie można było już wspomnieć o graczu z Kosowa. Zakończył swój występ w 68. minucie.

Zmiennicy



Petar Stojanović - Otrzymał od trenera Iordanescu ponad pół godziny. W zasadzie jego zmiana specjalnie nie odmieniła gry zespołu. Słoweniec był wszędzie, choć momentami wydawało się, jakby nie było go nigdzie. Kilka razy pokazał się jednak na prawej stronie i próbował przyspieszyć ataki zespołu tą flanką. W 69. minucie Stojanović posłał wysokie dośrodkowanie na pole karne w kierunku Milety Rajovicia, którym sprawił spore problemy bramkarzowi Radomiaka, a ten wypiąstkował piłkę wprost pod nogi Bartosza Kapustki i stworzył Legii okazję do zdobycia drugiej bramki. To była neutralna zmiana reprezentanta Słowenii.


Noah Weisshaupt - Zadebiutował w barwach Legii w 68. minucie. Z przekąsem można powiedzieć, że kiedy pojawił się na murawie, Legia od razu zaczęła strzelać kolejne bramki. Czy to był efekt Weisshaputa? Raczej nie. Niemiec nie miał większego wkładu w żadną z trzech zdobytych bramek, generalnie był to anonimowy występ. Kilka razy otrzymał piłkę na lewej stronie, potrafił się z nią zabrać i utrzymać przy niej, ale nie stworzył z futbolówką nic specjalnego. Liczyliśmy na nieco więcej po wejściu Niemca, ale pamiętajmy, że to dopiero jego pierwsze kroki w stołecznej drużynie.


Rafał Augustyniak, Antonio Čolak, Kacper Urbański - Pojawili się na murawie w 81. minucie. Dla Čolaka i Urbańskiego był to pierwszy występ w barwach Legii. Cała trójka grała jednak zbyt krótko, by ocenić ich występ. 

Udostępnij