Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Jagiellonią

czwartek, 25 września 2025 20:35
Plusy i minusy po meczu z Jagiellonią
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com

W środowy wieczór Legia Warszawa odrobiła część ligowych zaległości. Legioniści jedynie zremisowali z białostocką Jagiellonią 0-0. Mimo braku zwycięstwa, Wojskowi pokazali się z niezłej strony - kontrolowali przebieg meczu, potrafili zdominować rywala, pozwalając mu oddać tylko jeden celny strzał, a sami wykreowali sobie kilka dogodnych sytuacji bramkowych. Warszawiacy mieli jednak ogromne problemy z wykończeniem, co poskutkowało już piątą stratą ligowych punktów w tym sezonie. Zapraszamy na oceny, jakie przyznaliśmy graczom stołecznej drużyny za ten występ.

 

Juergen Elitim  - Kolumbijczyk w spotkaniu z Jagiellonią był na boisku wszędzie. Biegał na całej długości i szerokości boiska, starał się cały czas być pod grą. Jego poruszanie się i branie na siebie odpowiedzialności za rozegranie akcji sprawiało, że był jednym z najaktywniejszych zawodników Legii. Gdy otrzymywał piłkę, momentalnie zabierał się z nią do przodu, starał się zrobić różnicę balansem ciała, szukał bardziej ryzykownych rozwiązań, które napędzałyby ataki warszawskiego zespołu. Nie trzeba było długo czekać na podjęcie przez pomocnika decyzji, często odgrywał do partnerów z pierwszej piłki, co zaskakiwało defensywę Jagiellonii i pozwalało drużynie na przyspieszenie i dojście do sytuacji bramkowych. Elitim w tym meczu zagrał bardzo ofensywnie, często znajdował się przy polu karnym gości i próbował dojść do okazji strzeleckich. Skutecznie udało mu się to zrobić w 63. minucie. Kolumbijczyk zebrał na ok. 25. metrze zgraną przez Miletę Rajovicia piłkę, świetnie zabrał się z nią, wyprzedzając obrońców i wychodząc oko w oko ze Sławomirem Abramowiczem, po czym uderzył po ziemi obok bramkarza, jednak ten zdołał musnąć piłkę stopą i sparował ją na słupek. Pomocnik w tej akcji zrobił wszystko co mógł, by trafić do siatki. Generalnie był to jego bardzo dobry występ, w którym pomógł drużynie osiągnąć przewagę na połowie rywali.

Damian Szymański   - Defensywny pomocnik całkowicie zdominował środek pola. Był kluczową podporą w fazach przejściowych - przy licznych kontratakach wyprowadzanych przez Jagiellonię stanowił zaporę praktycznie nie do przejścia, niszczył szybkie ataki gości już w zarodku, niwelując jakiekolwiek zagrożenie z ich strony. Grał agresywnie, swoim skutecznym doskokiem sprawiał rywalom ogromne problemy i z łatwością przejmował piłkę spod ich nóg. Łącznie wygrał 11 z 16 pojedynków - zdecydowanie najwięcej spośród całego zespołu. Podobnie było w kwestii udanych odbiorów, których wraz z przechwytami futbolówki Szymański zanotował aż 9. Poza świetną, praktycznie bezbłędną pracą w defensywie, był kluczową postacią przy wyprowadzeniu i rozgrywaniu piłki. Pomocnik ochoczo podłączał się do ofensywy i pokazywał w okolicach pola karnego Jagiellonii. Zdecydowanie opłaciło się to w 42. minucie, kiedy Petar Stojanović wystawił mu piłkę na 20. metrze, a Szymański bez zastanowienia huknął ile sił po ziemi w kierunku bramki, zmuszając golkipera gości do nieprzyjemnej interwencji i odbicia futbolówki przed siebie. To był kolejny niezwykle dojrzały, pewny i opanowany mecz w wykonaniu 30-latka.

Kamil Piątkowski  - Trzeci występ defensora w barwach Legii i trzeci, o którym można mówić w samych superlatywach. Emanował pewnością, świetnie czytał grę i praktycznie w każdej akcji był ustawiony wzorowo. Przy atakach pozycyjnych gości skutecznie ustawiał się blisko atakujących, nie pozwalał im na swobodną grę, przedostanie się bliżej bramki i oddanie strzałów. Często był odpowiedzialny za doskok i krycie gwiazdora Jagiellonii - Jesusa Imaza - całkowicie wyłączając Hiszpana z gry i doprowadzając go do jednego z najgorszych występów w tym sezonie. Przy kontrach białostoczan wychodził wysoko poza własną "szesnastkę", ryzykował, ale z bardzo dużą skutecznością i kiedy piłka przeszła linię środkową, większość akcji kończyło się chwilę później dzięki dobrym reakcjom Piątkowskiego. Ogółem zanotował prawie 70% udanych pojedynków z przeciwnikami, dokładając do tego 5 odbiorów i kilka wybić piłki. Letni nabytek Legii był kluczową postacią w zachowaniu czystego konta i pozwoleniu gościom na oddanie zaledwie jednego celnego strzału. Piątkowski notuje fenomenalne wejście do zespołu i w meczach z czołowymi polskimi drużynami pokazuje, że będzie kluczową postacią w tym sezonie. 

Steve Kapuadi  - Wraz z Kamilem Piątkowskim stanowił bardzo pewną i stabilną parę stoperów. Kapuadi w dużej mierze odpowiedzialny był za indywidualne krycie Afimico Pululu i wywiązywał się ze swojej roli bardzo dobrze. Defensor praktycznie nie odklejał się od napastnika, trzymał go daleko poza polem karnym i nie pozwalał mu się do niego zbliżyć. Agresywnymi doskokami, napieraniem na plecy właściwie ograniczył jego grę do odgrywania piłki partnerom, nie pozwalał mu się obrócić i znajdować się przodem do bramki. Grał zdecydowanie w destrukcji i również udało mu się przerwać kilka groźnych akcji Jagiellonii. Stanowił ważną rolę przy dośrodkowaniach i stałych fragmentach gości - górował we własnym polu karnym oraz zanotował najwięcej wybić z całego zespołu. W grze obronnej był to bardzo udany występ stopera, choć mógł zachowywać się znacznie lepiej w rozegraniu piłki, a jednym błędem był blisko zaprzepaszczenia swoich starań. W 86. minucie przy wyprowadzeniu piłki zagrał wprost pod nogi jednego z atakujących, który prostopadłym podaniem uruchomił Pululu i tylko pozycja spalona napastnika uchroniła Legię przed stratą bramki. Ogółem jednak był to jeden z pewniejszych występów Kapuadiego w ostatnich tygodniach i widać, że współpraca z Piątkowskim wyjdzie mu na dobre.

Arkadiusz Reca  - Lewy obrońca dostał pierwszą szansę na grę od końcówki sierpnia i spotkania z Cracovią. Trzeba przyznać wprost, że zdecydowanie ją wykorzystał. Zaczynając od ofensywy - był jednym z najaktywniejszych zawodników, dającym mnóstwo konkretów. W pierwszej połowie, przy słabszej dyspozycji Petara Stojanovicia, właściwie samodzielnie ciągnął grę w ataku Legii lewą flanką. W 23. minucie dopadł do wybitej po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłki i ze skraju pola karnego uderzył z woleja ile sił, zmuszając Sławomira Abramowicza do interwencji. W tej samej akcji powalczył do końca o futbolówkę z lewej strony, odebrał ją i próbował dograć nisko nad ziemią na pole karne, nabijając Tarasa Romańczuka w rękę, czym powinien wywalczyć rzut karny, jednak sędzia ostatecznie nie zdecydował się go podyktować. W 42. minucie świetnie znalazł się na lewej stronie pola karnego, przyspieszył i próbował dobić odbitą przez bramkarza piłkę po strzale Damiana Szymańskiego, lecz z najbliższej odległości i przy dobrym skróceniu pola do strzału, trafił tylko w golkipera. Poza tym wykonał również kilka skutecznych dośrodkowań. Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy, niepilnowany na lewej stronie wykonał idealną centrę na głowę Wahana Biczachczjana, jednak Ormianin uderzył wprost w środek bramki. W 63. minucie Reca z głębi pola dograł górą futbolówkę do Milety Rajovicia, rozpoczynając atak, po którym w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Juergen Elitim. Oprócz dużego wkładu w ofensywę, wypełniał swoją rolę w grze defensywnej. Z łatwością radził sobie w pojedynkach fizycznych i szybkościowych z rywalami, nie pozwalając graczom Jagiellonii na jakiekolwiek zagrożenie jego stroną. Wykazał się także jedną z kluczowych interwencji w tym meczu. W 52. minucie do końca wracał na własne pole karne i w ostatnim momencie skutecznym wślizgiem w "szesnastce" przeciął podanie Afimico Pululu do niepilnowanego Jesusa Imaza, ratując zespół przed stratą gola. Został zmieniony w 87. minucie. Reca tym występem pokazał, że obecnie znajduje się w zdecydowanie lepszej formie niż Ruben Vinagre i powinien nim obronić swoje miejsce w wyjściowej jedenastce. 

Bartosz Kapustka - W pierwszej połowie można było odbierać występ kapitana Legii dość pozytywnie. Widać było w nim wolę walki i chęć do gry. Przede wszystkim pomocnik dużo pracował w pressingu - wychodził wysoko na połowę gości, doskakiwał zarówno do obrońców, jak i bramkarza, kilkukrotnie dokonując przechwytów lub zmuszając białostoczan do błędów. Dobrze funkcjonował na prawej stronie, rozgrywał piłkę na małej przestrzeni do skrzydłowych, przerzucając również ciężar gry na drugą flankę. W 25. minucie dobrze napędził kontratak, poczekał do końca i dograł futbolówkę na prawą stronę do niepilnowanego Wahana Biczachczjana, który oddał strzał na bramkę, doprowadzając do dużego zamętu w polu karnym Jagiellonii. Po przerwie jednak zaangażowanie i przede wszystkim jakość pomocnika znacząco spadły. Kapustka zabierał się z piłką, próbował przenieść ją wyżej, ale wiele razy kończyło się to przegranym pojedynkiem i prostą stratą. Z biegiem czasu coraz rzadziej decydował się na takie rozwiązania, powrócił do swojej prostej gry, wybierając najczęściej podania do tyłu i zwalnianie akcji, a z minuty na minutę znikał z pola gry i nie angażował się w rozegranie. Szkoda, że "Kapi" nie podtrzymał dość dobrej dyspozycji z pierwszej połowy, bo mógł pomóc zespołowi przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i zdobyć trzy punkty.

Kacper Tobiasz - Kolejny mecz, w którym bramkarz Legii mógł zanudzić się na śmierć. Gracze Jagiellonii przez długi czas nie byli w stanie oddać strzału na jego bramkę, jednak Tobiasz musiał zachować koncentrację do samego końca i udało mu się to. Goście celnie uderzyli tylko raz - w 88. minucie mocno, zza zasłony w światło bramki huknął Kamil Jóźwiak, piłka odbiła się jeszcze od nogi Steve'a Kapuadiego, nieco myląc bramkarza, ale ten dobrze wyciągnął się i odbił ją przed siebie. Poza tym przy dośrodkowaniach przyjezdnych zanotował stuprocentową skuteczność wyjść, zażegnując zagrożenie. Kilka razy dobrze reagował poza własnym polem karnym, wychodząc wysoko i wybijając górne zagrania gości. Zdecydowanie najwięcej mankamentów miał w grze nogami - niewiele jego dalekich wybić było celnych i w zasadzie nie dawały one żadnych pozytywnych skutków. 

Paweł Wszołek  - W poczynaniach bocznego obrońcy widać coraz więcej wyczerpania materiału. Nie można powiedzieć, by Wszołek nie angażował się w ofensywne akcje drużyny, jednak nie dawał od siebie żadnych konkretów. Brakowało mu zdecydowania, podejmował praktycznie same złe wybory. Większość jego akcji można było opisać tak - Wszołek zabierał się z piłką, biegł praktycznie do samej linii końcowej, po czym cofał się i oddawał futbolówkę do tyłu. Dopiero w drugiej połowie podejmował więcej prób dośrodkowań, jednak z marnym skutkiem - zanotował tylko 28% celności. Jak na Wszołka, zanotował on zatrważającą liczbę strat i przegranych pojedynków - wygrał zaledwie 6 z 14 potyczek z przeciwnikami, a posiadanie utracił aż 17-krotnie. W defensywie także miał ciężką przeprawę z Oskarem Pietuszewskim i kilkukrotnie dał się mu zaskoczyć. Młody skrzydłowy kilka razy wykorzystał jego brak koncentracji i zaskakiwał go szybkością oraz odwagą w dryblingu. Wszołek nie zawsze zdążał z asekuracją, zdarzały mu się też proste błędy w ustawieniu, które musiał naprawiać licznymi faulami. Jak napisałem na początku - Wszołek wygląda na coraz bardziej zmęczonego zawodnika, któremu przydałoby się trochę odpoczynku. 

Mileta Rajović - Naprawdę ciężko ocenić występ Duńczyka w tym meczu. Nie można powiedzieć, by był całkowicie nieprzydatny - pracował w pressingu, walczył z rywalami i wygrał 9 z 11 pojedynków z przeciwnikami, z czego aż 7 w powietrzu. Co jednak z tego, jeśli większość z nich kończyła się zagraniem prosto pod nogi przeciwnika. Rajović w tym meczu zanotował 11 strat, co przy 30 kontaktach z piłką daje naprawdę fatalną skuteczność. Poza tym podejmował wiele złych wyborów w ustawianiu - w polu karnym chował się za przeciwnikami, co rzadko pozwalało mu dojść do sytuacji strzeleckich. Gdy już udawało mu się wywalczyć swoje miejsce i znaleźć w dobrej okazji na zdobycie gola, nie grzeszył skutecznością. W 56. minucie otrzymał na dalszym słupku idealne dośrodkowanie od Kacpra Urbańskiego, jednak uderzając głową zza zasłony, trafił wprost w nogi bramkarza. W podobnej, choć gorszej sytuacji znalazł się również w doliczonym czasie drugiej połowy, lecz jego strzał powędrował ponad poprzeczką. Na plus zapisać można mu zgranie z 63. minuty, przy którym dobrze zastawił się z obrońcą na plecach i pozwolił Juergenowi Elitimowi na wyjście oko w oko z bramkarzem. Kolejny nieskuteczny i mało efektywny występ Rajovicia.

Petar Stojanović  - Po udanym występie przeciwko Rakowowi, przyszedł bardzo słaby w pojedynku z Jagiellonią. Słoweniec kompletnie nie potrafił utrzymać się przy piłce, większość jego rajdów kończyło się prostymi stratami. Miał również duże problemy z opanowaniem futbolówki, która przy podaniach w jego kierunku odskakiwała mu od stopy i powodowała kolejne utraty posiadania. Brakowało mu spokoju, opanowania i jakiejkolwiek jakości w ofensywie. Zamiast napędzać grę zespołu na lewej stronie, często spowalniał akcje lub wręcz oddawał piłkę przeciwnikom. Po pewnym czasie skrzydłowy zauważył swoje braki i zostawił więcej przestrzeni z przodu Arkadiuszowi Recy, cofając się do defensywy, co było bardzo dobrą decyzją. W zasadzie poza skutecznym zgraniem piłki do Damiana Szymańskiego w 42. minucie nie można zapisać na jego konto nic pozytywnego. Zauważył to również trener Edward Iordanescu, który nie wystawił Słoweńca na drugą połowę.

Wahan Biczachczjan  - W trakcie tego spotkania można by nadać Ormianinowi nową ksywkę: Wahan „nie podaję do kolegów” Biczachczjan. Skrzydłowy od pierwszych minut sprawiał wrażenie zawodnika, który gra wyłącznie na siebie, całkowicie ignorując kolegów z drużyny. Każde jego dojście do piłki kończyło się próbą indywidualnego rajdu, lecz te działania przynosiły więcej szkody niż pożytku. Zamiast prostej wymiany podań i szukania kombinacyjnych rozwiązań, Biczachczjan uparcie starał się samodzielnie rozwiązywać akcje, co było wodą na młyn dla defensywy rywali. Jego skuteczność w pojedynkach była dramatyczna – na 8 starć wygrał jedynie 2. Statystyka ta mówi właściwie wszystko o jakości jego występu. Do tego dochodzi fatalna liczba strat – aż 14 razy oddał futbolówkę przeciwnikom, a wiele z tych sytuacji kończyło się groźnymi kontrami Jagiellonii. Zamiast napędzać ofensywę gospodarzy, stawał się pierwszym źródłem problemów i chaotycznych powrotów do obrony. Decydował się również na kilka uderzeń z dystansu, z których tylko jeden sprawił problemy bramkarzowi, a trzy były blokowane przez obrońców. W 55. minucie dobrze wbiegł w środek pola karnego i niepilnowany doskoczył do dośrodkowania Arkadiusza Recy, jednak fatalnie uderzył w piłkę, wprost w golkipera gości. To był naprawdę słaby, arogancki i nieefektywny występ Biczachczjana. Opuścił boisko w 62. minucie.

Zmiennicy

Kacper Urbański  - Najbardziej zaskakujący letni transfer Legii w końcu dostał więcej czasu na pokazanie swoich umiejętności. Pomocnik pojawił się na boisku już po przerwie i został ustawiony jako lewoskrzydłowy. Od początku rozkręcił ofensywną stronę tej flanki. Brał na siebie piłkę, szukał indywidualnych rozwiązań, ale w porównaniu np. do Wahana Biczachczjana, robił to z dużą skutecznością. Zaskakiwał rywali swoim balansem ciała i opanowaniem futbolówki, co szczególnie potwierdził w 56. minucie. Urbański najpierw wygrał przy linii bocznej przebitkę z Oskarem Pietuszewskim, po czym z łatwością ograł dryblingiem Norberta Wojtuszka, wyprowadzając się na czystą pozycję. Skrzydłowy wykorzystał wolną przestrzeń i lewą nogą posłał idealne dośrodkowanie na dalszy słupek wprost na głowę Milety Rajovicia, jednak napastnik niestety nie wykorzystał tej sytuacji. Z czasem Urbański nieco zgasł i zaczął popełniać błędy, lecz nadal starał się napędzać ofensywę Legii i doprowadzić do zwycięstwa. Jak na to, że był to dla niego pierwszy dłuższy występ od początku kwietnia, pokazał się z naprawdę pozytywnej strony i dał nadzieję, że może być ważną postacią w ofensywie Legii.

Ermal Krasniqi, Ruben Vinagre  - Weszli na boisko w 87. minucie. Grali zbyt krótko, by ocenić ich występ.

Noah Weisshaput  - Pojawił się na murawie w 62. minucie. Choć liczyliśmy, że wraz z Kacprem Urbańskim jeszcze bardziej rozkręci skrzydła Legii, Niemiec po prostu zawiódł. Był całkowicie niewidoczny, grał praktycznie tylko przy linii bocznej, nie pokazując się do podań. Można było nieco odnieść wrażenie, że Weisshaput unika gry. Jego wejście nie wniosło żadnego impulsu, ani w aspekcie technicznym, ani fizycznym. Brakowało mu odwagi, by wejść w pojedynek, zaskoczyć dryblingiem czy spróbować bardziej nieszablonowego zagrania. Widać, że Niemiec nie jest jeszcze w pełni zgrany z zespołem, ale liczyliśmy, że pokaże choć trochę więcej swoich indywidualnych umiejętności, które pomogą zespołowi w walce o zwycięstwo. 

Udostępnij