W czwartek Legia Warszawa zainaugurowała grę w fazie ligowej Ligi Konferencji. Trener Edward Iordanescu zdecydował się na całkowitą rotację składem, wymienił 10 zawodników, co się nie opłaciło, gdyż legioniści przegrali z tureckim Samsunsporem 0-1. "Wojskowi" stracili decydującą bramkę już w 10. minucie i mimo dominacji w posiadaniu piłki, od tamtej pory nie potrafili wykreować sobie wielu dogodnych sytuacji i doprowadzić choćby do wyrównania. Zapraszamy do zapoznania się z naszymi tradycyjnymi "plusami i minusami" po tym występie.
Plusy i minusy po meczu z Samsunsporem
Wojciech Urbański - Jeden z nielicznych, o ile nie jedyny zawodnik pierwszego składu, który w pełni wykorzystał swoją szansę. Choć był to dla niego pierwszy mecz w wyjściowym składzie w europejskich pucharach, pokazał się z bardzo dojrzałej strony. Nie bał się wziąć na siebie ciężaru gry, ruszyć z piłką, spróbować dryblingu czy wchodzić w liczne pojedynki z rywalami. Wykazywał się przy tym fenomenalną skutecznością - wszystkie z jego 4 dryblingów były udane, wygrał również 6 z 7 starć z rywalami - co pozwoliło Legii skutecznie przechodzić środkiem pola i przedostawać się pod pole karne. Urbański podejmował również próby strzałów z dystansu, a na starcie drugiej połowy był najbliżej zdobyczy bramkowej. W 47. minucie opanował górne zagranie Kacpra Urbańskiego, tuż po przyjęciu uderzył z woleja z okolic 20. metra i choć wydawało się, że ten strzał jest zbyt lekki i nie może zagrozić bramce, pomocnik przycelował idealnie obok bramkarza, lecz piłka uderzyła tylko w zewnętrzną część słupka. Z minuty na minutę Wojtek Urbański na boisku wyglądał coraz lepiej, grał z większą pewnością i dawał zespołowi dużo dobrego. Został zmieniony w 76. minucie.
Radovan Pankov - Dla Serba był to pierwszy występ w wyjściowym składzie od rozegranego 10 sierpnia meczu z GKS-em Katowice. Podobnie jak po wejściu na boisku w ostatnim pojedynku przeciwko Pogoni Szczecin, stanowił dobrą zaporę w defensywie i był jej pewnym punktem przy kontratakach gości. Był nieco zamieszany w stratę bramki - po przejściu do ofensywy nie zdążył wrócić do obrony i w środku pola nie wspomógł walczącego z rywalem Marco Burcha - lecz to był w zasadzie jego jedyny błąd w tym meczu. Ogólnie przeważały pozytywy - dobre czytanie gry, zdecydowana pewność w pojedynkach oraz zaangażowanie w odbiór piłki. Pankov był również czynnie zaangażowany w rozegranie piłki, od niego rozpoczynała się większość akcji "Wojskowych", a Serb nie bał się odważnie wychodzić z piłką środek pola, "połykając" dużo przestrzeni. W 21. minucie defensor podszedł również do wykonania rzutu wolnego z okolic 20. metra, zdecydował się na bezpośrednie uderzenie, a jego dobry strzał powędrował tuż obok słupka. Pankov pokazał, że to on powinien stworzyć parę obrońców wraz ze Steve'm Kapuadim w meczu z Górnikiem Zabrze.
Marco Burch - Szwajcar zagrał po raz pierwszy w barwach Legii jako prawy obrońca. Trzeba przyznać, że całościowo poradził sobie naprawdę nieźle. Podobnie jak Radovan Pankov, mógł zachować się lepiej przy straconej bramce i nie chodzi o pojedynek sprinterski ze strzelcem - skrzydłowy Samsunsporu był po prostu szybszy, Burch nie miał z nim najmniejszych szans - lecz o starcie fizyczne w środku pola, gdzie defensor Legii przegrał ważną przebitkę. Poza tym jednak w defensywie radził sobie bez zarzutów. Wygrał 80% pojedynków naziemnych z rywalami i stanowił pewny punkt przy wysokich zagraniach przeciwników, będąc górą w 6 z 7 pojedynkach powietrznych. W obronie nie miał zresztą łatwego zadania, gdyż bardzo często musiał asekurować Kacpra Chodynę i Kacpra Urbańskiego, którzy na jego flance dopuszczali się licznych strat. Burch starał się również być wartością dodaną w ofensywie - odważnie zabierał się z piłką, schodząc zarówno do środka boiska, jak i do linii bocznej. Z bocznych stref starał się posyłać liczne dośrodkowania i były one naprawdę dobre, kierowane w groźne rejony pola karnego, choć partnerzy rzadko z nich korzystali. Burch na prawej stronie był najgroźniejszą postacią warszawskiej drużyny, nie odstając także w nominalnych zadaniach defensywnych. W spotkaniu z Samsunsporem pokazał, że ma szansę stać się wartościowym zmiennikiem dla Pawła Wszołka.
Artur Jędrzejczyk - Nie można ocenić w pełni pozytywnie doświadczonego stopera za ten jeden, niezwykle kosztowny błąd. Choć wydawało się, że jest na wygranej pozycji, powinien spokojnie opanować i wybić piłkę, jednak dał sobie ją wybić w ostatniej chwili spod nóg Mariusowi Mouandilmadjiemu, co spowodowało, że Anthony Musaba znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Taki fachowiec, jak Jędrzejczyk, nie powinien dać się wykiwać w tak prosty sposób. W 51. minucie popełnił jeszcze jeden błąd, jednak błyskawicznie i efektownie go naprawił. Defensor dał się wyprzedzić na 5. metrze napastnikowi gości i dopuścił go do strzału z tak bliskiej odległości, lecz zablokował pierwsze jego uderzenie, a chwilę później ofiarną interwencją zablokował praktycznie na linii bramkowej dobitkę atakującego. W 80. minucie był blisko zapracowania na bramkę dla własnej drużyny. Jędrzejczyk dobrze pokazał się na bliższym słupku i uderzył głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, sprawiając masę kłopotów bramkarzowi, który został ostatecznie pokonany przez Miletę Rajovicia, w momencie zagrania głową znajdującego się niestety na pozycji spalonej. Całościowo był to połowicznie udany mecz w wykonaniu kapitana Legii, również pod względem pojedynków z rywalami i skuteczności w interwencjach.
Antonio Čolak - Chorwat zagrał po raz pierwszy w wyjściowej jedenastce stołecznej drużyny. Szczególnie w pierwszej połowie wykazywał się dużą aktywnością - schodził nisko poza pole karne, dobrze grał plecami do bramki i próbował przyspieszyć akcje zespołu odegraniami z pierwszej piłki. Napastnik nie tylko włączał się do rozegrania, lecz po oddaniu piłki od razu starał się przejść jak najbliżej bramki rywali i szukał swojego miejsca w polu karnym. Udawało mu się parokrotnie dojść do strzału, jednak raził nieskutecznością. Szczególnie dwa z nich mogły zdecydowanie bardziej zagrozić bramce Samsunsporu. W 5. minucie dobrze pokazał się tuż przed polem karnym, obrócił się z piłką, przekładając ją na lewą nogę i uderzył technicznie, jednak trafił tylko w boczną siatkę. Drugi raz mógł zagrozić w 49. minucie, kiedy wyprzedził obrońcę i wyskoczył najwyżej do dośrodkowania Rubena Vinagre, ale uderzył głową nieznacznie obok słupka. Čolak dał sygnały, że może coś od siebie dać, choć powinien zakończyć ten mecz z dorobkiem bramkowym. Zszedł z boiska w 64. minucie.
Kacper Urbański - Trzeba to powiedzieć wprost - pomocnik całkowicie zawiódł. Wydawało się, że przy rezerwowym składzie, to właśnie on będzie postacią robiącą największą różnicę, posiadającym największą jakość. Tymczasem Kacper był nie tylko najgorszym z Urbańskich na boisku, ale w zasadzie jednym z najsłabszych legionistów na placu gry. Nie potrafił skutecznie zabrać się z piłką, futbolówka odskakiwała mu od nogi, co powodowało mnóstwo strat. Choć momentami udawało mu się wchodzić w pojedynki i szukać dryblingów, zaliczył fatalną skuteczność - przegrał wszystkie z 8 starć z rywalami i ani jedna jego próba oszukania rywala nie wyszła pozytywnie. Urbański nie tyle nie potrafił zrobić żadnej różnicy, co po prostu w wielu momentach działał wręcz na szkodę drużyny. Jedynym pozytywem, który można zapisać na jego konto po tym meczu było dobre, górne dogranie z 47. minuty do Wojciecha Urbańskiego, którym uwolnił partnera na wolną pozycję i pozwolił mu oddać strzał z dystansu w słupek. Opuścił murawę w 64. minucie. Hitowy letni transfer Legii pokazał, że ma jeszcze dużo mankamentów i brakuje mu bardzo dużo do optymalnej formy.
Ruben Vinagre - To był po prostu występ Portugalczyka na miarę jego obecnej formy. Vinagre niby robił sporo wiatru, pokazywał się na lewej stronie, jednak nie dawał praktycznie żadnych konkretów. Poza dośrodkowaniem z 49. minuty na głowę Antonio Čolaka, po którym napastnik oddał niecelny strzał, nie można zapisać na jego konto nic pozytywnego. Grał zbyt nonszalancko, tracił posiadanie piłki w bardzo prosty sposób i z łatwością przegrywał pojedynki z rywalami. Wielokrotnie po stratach w ofensywie odpuszczał sobie powroty na własną połowę, zostawiając rywalom zbyt dużo wolnej przestrzeni i pozycje do szybkich kontrataków. W starciach defensywnych również miał masę problemów z szybszym Tanguy'em Coulibalym, który wielokrotnie potrafił z łatwością pokonać i wyprzedzić Portugalczyka. Zdecydowanie udowodnił, że zasługuje, by posiedzieć jeszcze trochę na ławce rezerwowych.
Rafał Augustyniak - Ospałość defensywnego pomocnika sprawiała, że Legia w wielu fragmentach spotkania traciła kontrolę w środku pola. Augustyniak poruszał się po boisku niczym wóz z węglem – wolno, ciężko i przewidywalnie – co kompletnie pozbawiło go skuteczności w starciach z rywalami. Brak dynamiki i spóźnione reakcje były widoczne zarówno w defensywie, jak i w próbach odbioru. Statystyki tylko potwierdzają kiepską dyspozycję. Pomocnik Legii wygrał zaledwie 1 z 6 pojedynków z przeciwnikami, co jak na zawodnika mającego zabezpieczać drugą linię jest wynikiem wręcz fatalnym. Zbyt często dawał się wyprzedzać, nie nadążał za szybkimi wymianami podań rywali i nie wnosił należytej agresji w odbiór. Dodatkowo, w fazie budowania gry jego wkład był mocno ograniczony – rzadko decydował się na progresywne podania, a większość zagrań miała charakter zachowawczy, przez co tempo ofensywy Legii wyraźnie spadało. Jego obecność na boisku spowodowała w Legii znaczną obniżkę jakości w środku pola zarówno w defensywie, jak i ofensywie.
Kacper Chodyna - Skrzydłowy przez uraz nie grał już tak długo, że dało się zapomnieć, jak bardzo irytujące są jego występy. W czwartkowym meczu jednak dobitnie o tym przypomniał. Najlepiej świadczy o tym jedna statystyka - Chodyna zanotował w tym meczu 22 straty. Nie dość, że było to najwięcej z całej drużyny, to przy 50 kontaktach z piłką daje stratę posiadania w prawie co drugiej akcji. Jego występ był pasmem nieudanych dryblingów, przegranych pojedynków, złych decyzji i niecelnych dośrodkowań. Chodyna, zamiast dać zespołowi energię i dynamikę na skrzydle, wielokrotnie stawał się źródłem kontrataków przeciwnika. Brakowało mu dokładności, determinacji i jakości, a każda próba podjęcia inicjatywy kończyła się stratą albo nieudaną próbą minięcia rywala. Co gorsza, momentami można było odnieść wrażenie, że prawoskrzydłowy zwyczajnie odpuszcza. W kilku sytuacjach rezygnował z walki w kluczowych momentach, nie doskakiwał do rywali i zbyt łatwo godził się z utratą piłki. To postawa, która na tym poziomie jest absolutnie nie do zaakceptowania. Zawodnik w wywiadzie pomeczowym, choć nie był do końca zadowolony, uznał jednak, że wywiązał się ze swoich zadań i to jest najważniejsze...
Petar Stojanović - Słoweniec w tym meczu był całkowicie bezproduktywny. Przez większość 64-minutowego występu można było odnieść wrażenie, jakby nie było go w ogóle na boisku. Rzadko brał udział w akcjach ofensywnych, unikał gry i ograniczał się do sporadycznych pokazów do piłki przy linii bocznej. Zamiast odważnych wejść czy prób tworzenia przewagi w bocznych sektorach, Stojanović często cofał się bardzo głęboko, zostawiając przestrzeń innym zawodnikom, bez realnego wsparcia w ofensywie. Brakowało mu jakiejkolwiek inicjatywy, przez co jego rola w tym meczu była marginalna. Zszedł z boiska w 64. minucie.
Kacper Tobiasz - Choć gracze z Turcji oddali na jego bramkę tylko dwa celne strzały, wydaje się, że szczególnie przy trafieniu bramkowym, mógł zachować się lepiej. W sytuacji sam na sam był teoretycznie na przegranej pozycji, jednak nie zrobił zbytnio nic, by sobie ją poprawić. Stał jak wryty w ziemię na 2. metrze od bramki, po oddaniu strzału praktycznie nie drgnął. Można mieć wrażenie, że golkiper Legii mógł wyjść wyżej do strzelającego, skrócić mu pole do strzału i choć trochę utrudnić oddanie uderzenia. W 51. minucie próbował wyjść do zagrania z lewej strony po ziemi, jednak został uprzedzony przez napastnika gości i tylko ofiarna interwencja Artura Jędrzejczyka uratowała go przed stratą drugiej bramki. Poza tym był mniej aktywny w rozegraniu piłki niż zazwyczaj i nie zaliczył ani jednego celnego wybicia.
Zmiennicy
Mileta Rajović - Wszedł na boisko w 64. minucie. Nie dał zespołowi zbyt wiele - średnio radził sobie w pojedynkach z rywalami i wywalczeniem jakiejś korzyści, lecz kilka razy udało mu się dojść do strzału. W 68. minucie wyskoczył najwyżej do wysokiego dośrodkowania Noaha Weisshaupta, wyprzedził skaczącego do piłki bramkarza, jednak nie udało mu się skierować piłki do bramki, a minimalnie ponad nią. Dwanaście minut później udało mu się trafić do siatki. Po zgraniu głową przez Artura Jędrzejczyka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego powalczył z golkiperem o piłkę do końca, wyłuskał ją tuż sprzed jego rąk i wpakował ją do bramki, jednak Duńczyk znajdował się na pozycji spalonej i gol musiał być anulowany. W 89. minucie Rajović obrócił się z piłką w polu karnym i próbował oddać mocny strzał na bramkę, jednak skierował futbolówkę wysoko ponad celem.
Noah Weisshaupt - Pojawił się na murawie w 64. minucie. Niemiec zaliczył bardzo dobre wejście. Rozkręcił lewą flankę i sprawiał zagrożenie pod bramką rywali. W 68. minucie wrzucił z głębi pola idealnie na głowę Milety Rajovicia, jednak napastnik nieskutecznym strzałem pozbawił go ładnej asysty. Chwilę później sam skrzydłowy był blisko do doskoczenia do górnego podania, lecz minął się z piłką na centymetry. Z czasem Niemiec trochę zgasł, ale nie można odmówić mu starania i odwagi.
Juergen Elitim - Pojawił się na boisku w miejsce Kacpra Urbańskiego i od pierwszych minut próbował przejąć kontrolę nad środkiem pola. Starał się uspokoić grę i rozprowadzać piłkę, lecz jego próby rozgrywania były mocno ograniczone przez intensywny pressing rywali. W sytuacjach, gdy miał nieco więcej przestrzeni, pokazywał dobrą wizję i technikę, jednak zbyt często brakowało mu tempa w decyzjach, co skutkowało stratami lub zagraniami do najbliższego partnera. W efekcie niezbyt potrafił wnieść oczekiwany impuls, choć na pewno się starał.
Wahan Biczachczjan - Wszedł na ostatni kwadrans meczu. Próbował zabierać się z piłką i wchodzić w pojedynki z rywalami na prawej stronie, napędzając ataki. Odpowiadał również za rozegranie stałych fragmentów gry. W 80. minucie posłał dobre dośrodkowanie ze stałego fragmentu gry na bliższy słupek, które dotarło na głowę Artura Jędrzejczyka i spowodowało duże zagrożenie bramce rywala. Poza tym, bez szału.
Jakub Żewłakow - Pojawił się na boisku w 82. minucie. Gratulacje dla młodzieżowca za debiut w fazie głównej europejskich pucharów, lecz zagrał zbyt krótko, by ocenić jego występ. W doliczonym czasie gry miał dwukrotnie szanse na uderzenie z dystansu - zgarnął wybita piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przed polem karnym i uderzył z woleja. Pierwszy strzał był naprawdę dobry, lecz został zablokowany, a przy drugim, w lepszej pozycji, całkowicie się podpalił i uderzył wysoko nad bramką.
