Wreszcie Legia wygrała mecz, co nie udało się przecież od spotkania w Wejherowie z faktycznymi czwartoligowcami z Gryfa. Widocznie nadmorski klimat służy naszym zawodnikom. Wynik cieszy, bo w praktyce zapewnia nam awans do finału Pucharu Polski, ale to jedyny pozytyw występu "wojskowych" w Gdyni. Trudno będzie też o plusy dla legionistów, bo przeciwko Arce zagrali bardzo słabo.
Plusy i minusy po meczu z Arką

Przyzwoicie spisał się nasz duet stoperów Michał Żewłakow i Dickson Choto, nie mający większych problemów z piłkarzami Arki. Obaj skutecznie odbierali rywalom piłkę. "Żewłak" próbował również kreować grę zespołu, zwłaszcza w pierwszej połowie. Niestety, jego podania z reguły były bardzo niedokładne, a w 41. minucie głupio stracił piłkę na rzecz Jarzębowskiego i mieliśmy groźną sytuację pod naszą bramką. Natomiast Choto ponownie był aktywny przy stałych fragmentach gry w polu karnym rywali. Miał nawet swoją okazję bramkową, ale jego strzał w 20. minucie został zablokowany.
Danijel Ljuboja grał wprawdzie krótko, ale wywiązał się z powierzonych mu zadań. Przede wszystkim zdobył zwycięskiego i długo oczekiwanego gola. Po drugie wziął na siebie ciężar rozgrywania ataków Legii, przytrzymywał piłkę w ofensywie i czynił to z niezłym skutkiem. Po trzecie wreszcie, trener Skorża chciał go ponownie wypróbować w duecie z Blanco, co już tak różowo nie wyglądało. Poza tym "Ljubo" nie był jednak zbyt dokładny, a jego podania za często nie znajdowały adresata.
Przychylnie należy też spojrzeć na grę Tomasza Kiełbowicza. 36–latek imponował świetnym przygotowaniem kondycyjnym i biegał na całej długości (a przy stałych fragmentach i szerokości) boiska. Właściwie podłączał się do każdego ataku Legii. Zaliczył też asystę przy golu Ljuboji. Niemniej, był bardzo nieefektywny, jego podania rzadko dochodziły do adresatów, a większość okazji ze stałych fragmentów zmarnował (m. in. rzut wolny z 17 metrów w 39. minucie). Do tego to właśnie jego stroną przechodziły najgroźniejsze ataki Arki w tym meczu.
Możemy także z czystym sumieniem dopisać mały plusik przy nazwisku Ismaela Blanco. Argentyńczyk zagrał jak przystało na napastnika. Był ruchliwy, często zmieniał pozycję, wywalczył rzut karny i pewnie go wykorzystał. Wciąż jednak dostaje za mało piłek i chyba brakuje mu pewności siebie w polu karnym. W 68. minucie fatalnie przyjął podanie od Ljuboji, a chwilę wcześniej zamiast strzelać w "szesnastce", szukał jeszcze podania do któregoś z kolegów. Jeśli zagra z Ruchem, to musi się wspiąć o jeden poziom wyżej.
Niezłą zmianę dał Jakub Wawrzyniak, który zagrał na prawej obronie i pewnie tam też rozpocznie spotkanie z Ruchem. Zaraz po wejściu dał się wprawdzie ograć rywalowi, ale potem było lepiej. Wywalczył rzut wolny, po którym strzeliliśmy bramkę, a także zaliczył parę efektownych wejść ofensywnych, m.in. raz dobrze dośrodkował słabszą prawą nogą.
Bardzo dobre spotkanie rozegrał Michał Żyro... ale tylko w pierwszej połowie. Był aktywny, kreatywny, szukał gry i zawzięcie walczył z rywalami. To on stwarzał też największe zagrożenie pod bramką gospodarzy, m.in. w 27. minucie po świetnym prostopadłym podaniu Novo znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale jednak posłał piłkę obok bramki. Po przerwie całkowicie zgasł, był jednym z najgorszych zawodników w obu drużynach. W 47. minucie wyhamował dobry kontratak Legii, a w 77. minucie swym beznadziejnym zagraniem wyprowadził z równowagi Ljuboję.
Znów dobrze na pozycji defensywnego pomocnika spisał się Jakub Rzeźniczak. Odbierał sporo piłek, świetnie asekurował kolegów z obrony i wygrywał większość pojedynków. "Rzeźnik" jednak na razie kompletnie nie daje sobie rady w ofensywie i nic nie zapowiada, by miało się to zmienić. Gdy szukał zagrań za plecy obrońców, to robił to niedokładnie, a gdy strzelał, to tylko niecelnie (w 63. minucie prawie przekopał stadion).

Bardzo aktywny w spotkaniu z Arką był Nacho Novo. Często był pod grą, podawał, strzelał, walczył. Hiszpan wciąż jednak razi nieskutecznością. Brakuje mu spokoju i pewności siebie. Potrzebuje gola na przełamanie. Warto jednak zauważyć, że to on powalczył o piłkę, która w efekcie trafiła w pole karne do Blanco i nasz napastnik został sfaulowany.
Słabo znów zagrał Miroslav Radović i wygląda na to, że tej wiosny nie będziemy mieć z niego wielkiego pożytku. W pierwszej połowie był jeszcze widoczny, ale głównie w sytuacjach, gdy tracił piłkę lub niedokładnie podawał. Raz zdarzyło mu się zagrać klatką piersiową tak, że futbolówkę przejął Radzewicz i stanął oko w oko z Kuciakiem. W drugiej połowie zgasł już całkowicie. Nic nie dał zespołowi.
Na podobnym poziomie zagrał Janusz Gol. Nasz pomocnik w pierwszej połowie próbował jeszcze posyłać prostopadłe piłki za wysoko ustawioną linię obrony Arki, ale zazwyczaj czynił to niedokładnie. W 20. minucie zaś dobrze uderzył na bramkę. Poza tym dno i wodorosty. Odpuszczał (przez niego Novo dostał kartkę), unikał walki. Przedreptał mecz, pozwalając rywalom na zbyt wiele. W drugiej połowie właściwie go nie było.
Najgorszy w Gdyni był jednak Rafał Wolski, który w przerwie zmienił Novo. Nasz młody pomocnik kompletnie zlekceważył sobie ten mecz. Zagrał niechlujnie, od niechcenia. W ogóle nie pomógł kolegom, nie było widać, że gra. Najwyższa pora skończyć gadki o Barcelonie i zaangażować się w treningi. Zdaje się bowiem, że sodowy gejzer wciąż jest aktywny.
Oceny redakcji legionisci.com (skala 1-6)
Dusan Kuciak - 4,0
Danijel Ljuboja – 4,0
Michał Żewłakow – 3,9
Tomasz Kiełbowicz – 3,8
Dickson Choto – 3,6
Jakub Wawrzyniak – 3,5
Michał Żyro – 3,2
Nacho Novo – 3,1
Ismael Blanco – 3,1
Jakub Rzeźniczak – 3,0
Janusz Gol – 3,0
Artur Jędrzejczyk – 2,8
Miroslav Radović – 2,8
Rafał Wolski – 2,1
UWAGA! Średnia ocen wystawionych przez redakcję nie musi być spójna z treścią "Plusów i minusów" i stanowi niezależną część tej publikacji.