To miał być trudny mecz, w którym, ze względu na stan boiska i charakterystykę rywala, na plan drugi schodziła gra w piłkę, a na czoło wysuwała się walka i kopanina. Trener Urban uczulał na to przez parę dni, a zawodnicy i tak wiedzieli swoje. Przyjechali, zostali stłamszeni przez gospodarzy, nie podjęli walki i w żenującym stylu przegrali z antyfutbolem "Scyzoryków". Oceny będą więc słabiutkie.
Plusy i minusy po meczu z Koroną Kielce

Natomiast Jakub Kosecki zanotował bardzo nierówny występ. Grał zrywami, na długie okresy znikał zupełnie z pola widzenia. Kielczanie dobrze go też pilnowali. Urwał się im właściwie tylko raz, gdy zdobył bramkę, po ładnej akcji indywidualnej.
Niczego dobrego nie można powiedzieć o grze Dusana Kuciaka, bo Korona strzeliła z 5 razy na jego bramkę i zdobyła 3 gole. Słowak niczego wprawdzie nie zawalił, ale i nie pomógł drużynie. Jak to zresztą zwykle bywa, bo kiedy ostatnio "Kucio" uratował nam mecz?
Słabiutko zagrał Daniel Łukasik, który nie nadążał za akcjami gospodarzy, odpuszczał krycie i był całkowicie bezproduktywny w ofensywie. Linia obronna nie miała właściwie żadnego wsparcia z jego strony, a już szczytem nieporadności "Miłka" była akcja, po której padł trzeci gol dla Korony.
Niczego wielkiego nie pokazał debiutant Bartosz Bereszyński. "Bereś" próbował nawiązać walkę, ale głównie miotał się na prawej pomocy. Raz udało mu się przedrzeć w pole karne, ale tam zabrakło mu pomysłu na rozegranie akcji. Kiepsko.

Katastrofalnie zagrali obrońcy. Wszyscy maczali palce przy każdej bramce dla rywali. Artur Jędrzejczyk miał jeszcze z nich najlepszy początek, gdy aktywnie włączał się do akcji ofensywnych, potem zwalił i przy golu nr 1, nr 2 i nr 3. Fatalny bilans. Słabiuteńko wypadł Jakub Wawrzyniak, który w drugiej połowie grał już jako lewoskrzydłowy. Nie stanowił żadnej przeszkody dla Michała Janoty, który kręcił nim jak dzieckiem. Całkowicie zawalił przy trzecim golu, gdy, jak zwykle, był spóźniony z kryciem i nie upilnował Kijanskasa. Dobrze, że wypadł za kartki. Miejmy nadzieję, że Tomasz Brzyski wykorzysta swą szansę.
Na sabotaż zakrawa postawa duetu środkowych defensorów. Inakiego Astiza nie ratuje nawet zdobyta bramka, bo bilans i tak ma niekorzystny – zawalił przy dwóch pierwszych trafieniach, a do tego w niezrozumiały sposób dawał się ogrywać właściwie każdemu. Michał Żewłakow natomiast był niczym Andrzej Gołota w walce z Przemysławem Saletą. Przykro to mówić, choć jeszcze bardziej przykro było na to patrzeć, ale naprawdę najwyższy czas skończyć karierę. "Żewłak" cały sezon gra marnie i nie zanosi się na poprawę.
Jeżeli występ defensorów był katastrofą, to brakuje słów, by określić postawę Ivicy Vrdoljaka. Właściwie Legia do 55. minuty grała w dziesięciu.
Rezerwowi
Dominik Furman - wszedł za Vrdoljaka i na pewno zagrał lepiej, bo gorzej się nie dało. Próbował szarpać, uderzał z dystansu, ale jakość tych strzałów nakazuje wątpić, by gol w Zabrzu był czymś więcej niż tylko przypadkiem.
Jorge Salinas - zagrał krótko, niczego nie pokazał i został obwołany współwinnym utraty trzeciej bramki. Tymczasem trudno mieć do niego wielkie pretensje – był ustawiony jako jednoosobowy mur, nikt nie asekurował prawej strony, został obiegnięty przez Lisowskiego, a robił co mógł, choć od początku był na straconej pozycji.
Wladimer Dwaliszwili - 10 minut na boisku, nic nie dał drużynie, ale i nie zdążył wejść w mecz.
Średnia ocen redakcji legioniści.com (skala 1-6)
Jakub Kosecki – 3,2
Miroslav Radović – 3,1
Bartosz Bereszyński – 2,8
Daniel Łukasik – 2,8
Dusan Kuciak – 2,4
Ivica Vrdoljak – 1,9
Artur Jędrzejczyk – 1,8
Inaki Astiz – 1,8
Michał Żewłakow – 1,7
Jakub Wawrzyniak – 1,7
Danijel Ljuboja – 1,7
Rezerwowi:
Dominik Furman – 2,9
Jorge Salinas – 1,8
Wladimer Dwaliszwili – 3,0
UWAGA! Średnia ocen wystawionych przez redakcję nie musi być spójna z treścią "Plusów i minusów" i stanowi niezależną część tej publikacji.