Legia już jest właściwie w półfinale Pucharu Polski. W pierwszym pojedynku rozbiła pierwszoligową Olimpię Grudziądz 4-1. Dziwny był to mecz. Niby "wojskowi" nie grali źle, mieli przewagę, ale też sprawiali wrażenie niezaangażowanych w pełni w spotkanie. Legioniści znów zawiedli w defensywie i do szatni schodzili przy wyniku 0-1. Potem jednak strzelili 4 gole, a przez to trudno się ich czepiać. My jednak spróbujemy racjonalnie ocenić występ poszczególnych zawodników.
Plusy i minusy po meczu z Olimpią Grudziądz

Pochwały należą się także Markowi Saganowskiemu. Był to pierwszy oficjalny mecz Marka od września i z przyjemnością można odnotować, że wrócił stary, dobry "Sagan". Nasz napastnik przede wszystkim był skuteczny, zdobył dwa gole, asystował przy trafieniu Dwaliszwilego. Do tego jednak dorzucił to, za co kochają go kibice – niezwykłą ambicję i pracowitość. Od początku meczu szukał gry, dochodził do sytuacji. W 14. minucie świetnie przyjął piłkę z obrońcą na plecach, błyskawicznie się obrócił i dobrze uderzył na bramkę, gdzie jednak na posterunku był Michał Wróbel. W 43. minucie jeszcze zmarnował "setkę", ale po przerwie udowodnił, że wciąż jest klasyczną "dziewiątką". Oby ten występ był zwiastunem wielu bramek w Ekstraklasie.
Na niezłe noty zapracował też Artur Jędrzejczyk - wzorowo wypełniał swe obowiązki obronne, a także śmiało poczynał sobie w ofensywie, gdzie grał niemal jako skrzydłowy. Efektem tego była bramka po dośrodkowaniu Brzyskiego. Niestety, jakość jego dośrodkowań pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli "Jędza" chce coś jeszcze w piłce osiągnąć, to musi o niebo lepiej podawać w pole karne.
Motorem napędowym wielu akcji "wojskowych" był kapitan Miroslav Radović, ale widać było, że choć ten silnik jest dobrze naoliwiony i pracuje na dobrym paliwie, to jednak często się zacina. "Rado" grał wprawdzie z fantazją, szukał niekonwencjonalnych rozwiązań, strzelał, czasem nawet groźnie, ale też zbyt często podejmował złe decyzje, zwłaszcza przed przerwą (np. w 3. minucie zagapił się w środku pola i stracił piłkę, w 8. min. źle się z nią zabrał, a w 12. min. nieporadnie dryblował w polu karnym). II połowę Miro zaczął jeszcze tak sobie, ale przez ostatnie pół godziny grał jak natchniony. W 65. min. genialnie rozegrał akcję i podał w pole karne, gdzie sędzia niesłusznie odgwizdał spalonego "Sagana". Wreszcie w 89. minucie zaliczył asystę przy bramce na 3-1. Niewątpliwie Legia potrzebuje bardziej efektywnego Radovicia, ale też cieszy jego aktywność, dynamika i głód piłki.
Tomasz Brzyski przez całe spotkanie nie błyszczał, ale swoje zrobił – zaliczył asystę, parokrotnie posłał świetne podania w pole karne, jak np. w 10. min., gdy precyzyjnie z rzutu rożnego zagrał na głowę Jodłowca, ale nasz obrońca strzelił bardzo niedokładnie. Wydaje się, że "Brzytwa", który zaczynał spotkanie na lewej pomocy, lepiej czuje się na lewej obronie i na tej pozycji grał przez ostatnie 20 minut.
Trudno się przyczepić do postawy Wojciecha Skaby. Nie miał właściwie żadnej pracy, ani jednej trudnej interwencji, ale za to był szybki, czujny i pewny. Mimo to chyba się nieco zdrzemnął przy akcji bramkowej Olimpii.
Niczego tym razem nie zepsuł Inaki Astiz, ale parę razy próbował. Największy błąd popełnił w 53. min., gdy źle się ustawił i przez to łatwo przegrał pojedynek z napastnikiem. Na szczęście goście nie zmusili go do większego wysiłku. Wciąż jednak nie sposób powiedzieć, by Hiszpan był pewnym punktem naszego zespołu.
Przeciętnie zagrał znowu Jakub Wawrzyniak. Wprawdzie na tle słabego przeciwnika mógł się podobać jego luz w operowaniu piłką, płynnie podłączał się do akcji ofensywnych, ale poza tym nie da się powiedzieć wiele dobrego o jego postawie. W 4. minucie dał się ograć Frańczakowi w sposób niegodny kadrowicza. Chwilę potem zmarnował doskonałą okazję strzelecką po sprytnym podaniu Furmana z rzutu wolnego (takie rozegranie było ćwiczone na zgrupowaniu w Costa Ballena), a w 21. kiepsko uderzył z dystansu. Podobnie jak "Jędza", Wawrzyniak miał duży problem z precyzyjnym dośrodkowaniem piłki ze skrzydła.

W Legii, oprócz Brzyskiego, zadebiutował Tomasz Jodłowiec. "Jodła" zagrał słabo. Popełnił parę drobnych błędów, nie wykorzystał świetnego podania od "Brzytwy", a przede wszystkim zawalił przy akcji bramkowej dla gości, gdy źle wyprowadził piłkę. Zmieniony w przerwie z powodu urazu.
Rezerwowi
Michał Żewłakow zagrał całą drugą połowę i chyba się nawet nie spocił. Nie miał praktycznie pracy, również dzięki temu, że bardzo rozsądnie się ustawiał.
Daniel Łukasik zmienił słabiutkiego Gola i uporządkował grę Legii w środku pola (a może to bardziej bramka na 2-1 ją usprawniła?). Niestety, ktoś mu pozwolił zagrywać piłkę ze stałych fragmentów, a to "Miłkowi" po prostu nie wychodzi. Na uwagę zasługuje też jego strzał w 88. minucie na wysokość 6 piętra.
Jakub Kosecki przez 20 minut parę razy się rozpędził, jak choćby w 79. minucie, ale bez efektów.
Średnia ocen redakcji legioniści.com (skala 1-6)
Marek Saganowski – 4,1
Wladimer Dwaliszwili – 4,0
Artur Jędrzejczyk – 3,8
Tomasz Brzyski – 3,8
Miroslav Radović – 3,7
Inaki Astiz – 3,6
Wojciech Skaba – 3,4
Dominik Furman – 3,0
Jakub Wawrzyniak – 2,9
Tomasz Jodłowiec – 2,8
Janusz Gol – 1,9
Rezerwowi:
Michał Żewłakow – 3,4
Daniel Łukasik – 3,5
Jakub Kosecki – 3,2
UWAGA! Średnia ocen wystawionych przez redakcję nie musi być spójna z treścią "Plusów i minusów" i stanowi niezależną część tej publikacji.