Prezes Leśnodorski po meczu napisał na Twitterze, że brawo, że tak mamy grać. Otóż jeśli taki poziom zadowala władze klubu, to można tylko zapłakać i zastanowić się, dlaczego za małolata człowiek zainteresował się piłką nożną, a nie na przykład grą w bierki. O gustach się nie dyskutuje, ale białe jest białe, czarne jest czarne, a Legia ze Śląskiem zagrała słabo. Zapraszamy na lekturę ocen tego niegustownego spotkania.
Plusy i minusy po meczu ze Śląskiem
Michał Pazdan 
Igor Lewczuk 
Tomasz Jodłowiec - Zaczął kapitalnie, bo po jego zagraniu z 28 minuty Kucharczyk miał obowiązek umieścić piłkę w bramce. Michał za bardzo obowiązkowy nie jest i Jodłowiec plany o asyście musiał odłożyć na później. Odłożył je chyba aż na kolejne spotkania, bo do końca niedzielnego meczu raczej już nie błyszczał. Miał swoje momenty, potrafił zabrać się z piłką, ale zaraz potem albo ją tracił, albo niedokładnie zagrywał. Może po prostu tym razem „Jodła” nie chciał krzywdzić byłych kolegów.
Guilherme – Samby może i nie potańczył, ale na jakiegoś poloneza to się zdobył. Na boisku pokazywał się tylko momentami, które wystarczyły jednak do wyprowadzenia kontrataku. Koledzy obdarzyli go dużo większym zaufaniem niż Kucharczyka na drugim skrzydle, bo właśnie przez Guilherme przechodziła akcja za akcją. „Gui” umiał błysnąć niezłym rajdem, albo kreatywnym podaniem, ale stanowczo zbyt często tracił futbolówkę, albo niedokładnie zagrywał do kolegów. Był jednak bardzo zaangażowany, czego dowodem jest jego reakcja na gola Prijovicia. Obejrzyjcie tę bramkę jeszcze raz choćby dla tego widoku. Serducho rośnie.
Arkadiusz Malarz – No stał w tej bramce i co można powiedzieć więcej? Śląsk niby jakieś tam strzały oddawał, a Arek z ich łapaniem nie miał najmniejszych problemów. Raz musiał wykazać się swoimi umiejętnościami, ale szczęśliwie dla niego, Kiełb posłał piłkę tuż obok bramki. Kolejny mecz Malarza, o którym można napisać, że po prostu był na boisku. Paradoksalnie nie jest to żadna ujma – po prostu nareszcie zaczęła funkcjonować obrona.
Nemanja Nikolić – Węgier wychodzi z założenia, że do bramki trafia tylko wtedy, kiedy Legia ową traci. Skoro „Wojskowym” udało się zachować czyste konto, to „Niko” nie miał powodu szaleć z trafieniami. W ogóle jakoś tak mało szalał z czymkolwiek. Nie trzymał linii spalonego (Danijel Ljuboja z pewnością jest dumny), tracił piłkę i nie rozumiał się z kolegami. Od czasu do czasu błysnął dobrym podaniem (po zagraniu do Kucharczyka w drugiej połowie powinien zanotować asystę), albo umiejętnościami technicznymi. Jak grał, tak został oceniony – wyszedł na zero.
Tomasz Brzyski – Dobrze, że zagrał przeciętnie, bo gdyby kilka dni po meczu z Chojniczanką powtórzył wyczyny z tamtego spotkania, to równowaga we Wszechświecie mogłaby zostać znacząco zachwiana. Na szczęście Tomek był typowym Tomkiem – tutaj jakieś ładne zagranie, tutaj niezły przerzut, a tutaj z kolei strata i posłanie piłki do wymyślonego przyjaciela. Bilans przeciętny, na zachodzie bez zmian.
Łukasz Broź – Może minus nie jest największą konsekwencją jaka mogła spotkać Brozia po błędzie z 36 minuty, kiedy postanowił wycofać piłkę prosto do wybiegającego sam na sam Jacka Kiełba, ale obrońca Legii może dziękować Bogu, że napastnik Śląska powtórzył swój wyczyn sprzed roku, gdy po błędzie Bereszyńskiego i Wieteski biegł przez pół boiska tylko po to, aby uderzyć obok celu. Oprócz tej kompromitującej straty niczym się nie wyróżnił. Do wykazania się w obronie potrzeba ataków przeciwnika, a skoro tych nie było, to Łukasz aktywnie uczestniczył w akcjach ofensywnych. Zbyt wiele pożytku z tego jednak nie było. Bilans zerowy, choć gdyby Kiełb nie lubił kopać piłką w banery reklamowe, to ocena byłaby dużo niższa.
Ondrej Duda 
Stojan Vranjes 
Michał Kucharczyk 
Zmiennicy:
Aleksandar Prijović – Nie rozumiem tego zachwytu nad jego postawą w tym meczu. Wszedł, postał na boisku i strzelił bramkę, której nie strzelić po prostu nie miał prawa. Fakt, że uderzając z metra zdołał obić słupek o jego ostatnich występach mówi chyba wszystko.
Ivan Trickovski – Zagrał 10 minut, zanotował słabe podanie, ale to i tak za mało, by sprawiedliwie ocenić jego występ.
Bartosz Bereszyński – Grał zdecydowanie za krótko by go ocenić.
