W środowy wieczór legioniści zdali swój pierwszy europejski test w tym sezonie, pewnie pokonując mistrza Finlandii, IFK Mariehamn, 3-0. Wynik jest niezły, choć mógł być zdecydowanie bardziej okazały, co zresztą tyczy się gry całego zespołu. Zapraszamy na analizę wyprawy na Wyspy Alandzkie.
Plusy i minusy po meczu z IFK Mariehamn
Łukasz Broź 
Kasper Hamalainen 
Dominik Nagy 
Guilherme 
Krzysztof Mączyński – Pierwszym dobrym przerzutem popisał się już w 9. minucie, później wraz z upływem czasu notował kolejne niezłe podania. Potrafił popracować w defensywie, gdzie notował dobre przejęcia, dużo widział też z przodu, kiedy dostarczał futbolówkę kolegom. Jak na to, że facet z kolegami zgrywał się raptem kilka dni, to występ śmiało można zaliczyć do pozytywów. Czujemy w kościach, że z tej „Mąki” będzie chleb.
Thibault Moulin - Kłopot bogactwa w drugiej linii Jacek Magiera rozwiązał przesunięciem Francuza do przodu i choć jego zadania na boisku trochę się zmieniły, to Moulin wywiązywał się z nich prawidłowo. Być może zabrakło mu spektakularnych podań, niemniej piłki, które rozrzucał kolegom sprawiły sporo kłopotu fińskiej defensywie.
Arkadiusz Malarz – „Arcadio” za bardzo się w Finlandii nie przepracował, jednak robił wszystko to co do niego należało. Największym refleksem musiał wykazać się tuż przed przerwą, kiedy bardzo pewnie obronił uderzenie Briana Spana, dzięki czemu uchronił Legię przed stratą bramki.
Adam Hlousek – Szału nie było, ale Czech absolutnie nie ma się czego wstydzić, zagrał bowiem bardzo poprawny mecz. W defensywie nie miał zbyt wielu okazji do wykazania się, więc zwiększoną aktywność przejawiał w akcjach ofensywnych, gdzie wspomagał kolegów na skrzydle, jednak wobec bardzo dobrej gry Łukasza Brozia, wkład Hlouska w środowe zwycięstwo nie był aż tak widoczny.
Michał Kopczyński – Zagrał niecałą godzinę, ale przez ten czas zdążył pomóc drużynie. Z racji swojej pozycji przez większą część meczu nie był zbytnio widoczny, jednak potrafił pokazać pazur, kiedy znienacka zabierał rywalom futbolówkę. „Kopa” jest jak prąd w gniazdku – nikt go nie docenia, póki nagle go nie zabraknie.
Maciej Dąbrowski – Przerzutem łudząco podobnym do tego w meczu z Lechem na Łazienkowskiej uruchomił Łukasza Brozia, który zdołał wywalczyć rzut karny. Było to bardzo efektowne oraz chyba najlepsze zagranie Maćka z całego meczu, bo później nasz obrońca nie miał zbyt wiele pracy i zdarzało mu się popełniać proste błędy – kiedy zbyt szybko położył się na ziemi przy akcji gospodarzy, ci o mały włos nie doprowadzili do remisu.
Artur Jędrzejczyk – Bez większej pracy i z błędami na koncie, bo to po jego nieudanej interwencji Finowie mieli dobrą okazję na gola. Było to chyba najpoważniejsze i zarazem jedyne przewinienie Jędrzejczyka w spotkaniu z Mariehamn – z racji specyfiki meczu, a także swojej pozycji „Jędza” po prostu nie mógł mieć rąk pełnych roboty.
Zmiennicy:
Łukasz Moneta 
Mateusz Szwoch – Pewnie gdyby zdołał umieścić piłkę w bramce po podaniu Łukasza Monety, wówczas przykryłoby to nieco bezbarwną grę naszego pomocnika i zmiana zostałaby zaliczona na zdecydowany plus. Tak się jednak nie stało, Szwoch nie wniósł w grę zespołu większych konkretów.
Sebastian Szymański – Widać po nim było, że bardzo chce pokazać się trenerowi i kibicom. Być może chciał aż za bardzo, bo pod koniec meczu zmarnował dobrą sytuację strzelając bardzo, bardzo niecelnie.
