W spotkaniu finiszującym rozgrywki 2023/24 Legia Warszawa pokonała przy Łazienkowskiej Zagłębie Lubin 2-1. Zapraszamy do ostatnich ocen, jakie wystawiliśmy legionistom w tym spotkaniu.
Plusy i minusy po meczu z Zagłębiem
Josue - Portugalczyk godnie pożegnał się z trybunami na stadionie Legii. Starał się pokazywać to, czym zachwycał kibiców przez trzy lata gry w warszawskim klubie. Jego długie, prostopadłe podania zdecydowanie robiły różnicę i sprawiały problemy defensorom Zagłębia. Właśnie takimi zagraniami dwukrotnie asystował do Marca Guala, a szczególnie górna piłka z własnej połowy przy drugim golu - ciasteczko! W pierwszej połowie starał się brać pełnie rozegrania na swoje barki, by mieć jak największy wkład w grę i wychodziło to bardzo dobrze. Ogółem miał aż 86 kontaktów z piłką i 85-procentową skuteczność podań. W przyszłym sezonie na pewno będzie brakować w Legii wielu piłkarskich aspektów 33-latka. Opuścił murawę w 90. minucie z aplauzem i skandowanym imieniem z trybun.
Marc Gual - Przebłysk umiejętności Hiszpana na sam koniec sezonu. Od początku meczu był niezwykle pazerny, pokazywał się w ofensywie i szukał bramki. Ostatecznie udało się to dwukrotnie w pierwszej połowie. Hiszpan nie tylko skutecznie wykończył świetne podania Josue, ale też wypracował sobie pozycję, by oddać strzał na bramkę. Szczególnie efektownie wyglądało to przy jego drugim trafieniu, gdy świetnie opanował futbolówkę, z łatwością zwodem przełożył obrońcę i pewnie pokonał bezradnego golkipera. W pierwszej części oddał 4 celne strzały, co w tym sezonie było rzadkością. W drugiej połowie wrócił nieco bardziej irytujący i samolubny Gual. Wielokrotnie mógł lepiej bądź ogólnie zagrać do kolegi z drużyny, ale decydował się na indywidualne wykończenie z marnym skutkiem. To można jednak wytłumaczyć chęcią zdobycia pierwszego hat-tricka. Plus dla napastnika za pierwszą połowę w jego wykonaniu.
Jan Ziółkowski - Mimo że do składu wrócił Artur Jędrzejczyk, młody piłkarz wystąpił jako centralny z obrońców i po raz kolejny okazał się najlepszym i najpewniejszym z nich. Wygrywał wiele pojedynków i miał najwięcej odbiorów oraz zablokowanych strzałów. Szczególnie ważne było zablokowanie strzału Juana Munoza z 82. minuty, które mogło zaważyć o utrzymaniu prowadzenia. Równie świetnie funkcjonowało jego wyprowadzenie piłki, miał 97% skuteczności podań, i dalekie wybicia - każde z pięciu było celne. Dodatkowo przez całe spotkanie zanotował tylko jedną stratę na tak newralgicznej pozycji. Bez większego napięcia, ale wygląda na to, że rośnie nam podstawowy zawodnik obrony na przyszły sezon.
Juergen Elitim - Bardzo solidny występ pomocnika, choć w zeszłych spotkaniach wyglądało to nieco lepiej. Kolumbijczyk przez brak klasycznego defensywnego pomocnika miał w tym meczu zdecydowanie więcej zadań obronnych, w których radził sobie świetnie. Bardzo dobrze się ustawiał i radził sobie w pojedynkach z rywalami. To od niego rozpoczynało się również rozegranie większości akcji "Wojskowych". Szkoda, że Kolumbijczyk był ustawiony tak nisko i zdecydowanie rzadziej uczestniczył w akcjach ofensywnych, w których przecież daje tak wiele.
Ryoya Morishita - Występ Japończyka trzeba podzielić na dwa aspekty. Pierwszy, świetny, aspekt ofensywny. W ataku Morishita był niezwykle aktywny, non stop podłączał się na prawym skrzydle, wbiegał w pole karne i starał się zrobić różnicę. Wykonał wiele skutecznych dryblingów a również jakości jego dośrodkowań nie można nic zarzucić. W pierwszej połowie miał dwie dobre okazje na trafienie do siatki, ale obie z nich zmarnował, choć warto pochwalić go za znalezienie się w nich. Mankamentem jest jednak drugi z aspektów, ten defensywny. Prócz świetnego powrotu w 6. minucie, gdy zatrzymał bardzo groźną kontrę Zagłębia i przy okazji napędził akcję bramkową Legii, nie radził sobie w obronie. Często brakowało go w niej, musiał gonić rywala i tylko przez jego słabość nie zostało to wykorzystane. Dodatkowo zawinił przy straconej bramce, gdy zdecydowanie za lekko zagrał do Juergena Elitima i pozwolił Markowi Mrozowi na odebranie piłki. Japończyk będzie miał jeszcze przynajmniej pół roku, by pokazać swoją użyteczność, oby jednak w nowej roli - skrzydłowego, a nie wahadłowego.
Yuri Ribeiro - Dla 27-latka to również było pożegnanie z Łazienkowską. W przeciwieństwie do występu swojego starszego rodaka, nie wyglądało ono zbyt imponująco. Podobnie jak Ryoya Morishita, wyglądał nieco lepiej w ofensywie niż w defensywie, choć zagrał w niej dużo pewniej niż Japończyk. Podejmował jednak mniej ryzyka, nie wykonał ani jednego dryblingu, a również miał zdecydowanie mniej dośrodkowań. To sprawiło, że Portugalczykowi udało się nie popełnić większego błędu. Wyglądał trochę na zgaszonego i chcącego grać po prostu bezpiecznie, co się udało.
Artur Jędrzejczyk - Doświadczony stoper był dość pewny, ale zdecydowanie zbyt agresywny. Sporą liczbą ostrych zagrań wiele ryzykował, na szczęście sędzia tego dnia pozwalał na wiele. Był najczęściej faulującym z legionistów, gdyż zatrzymał rywali nieprzepisowo aż 6 razy. W drugiej połowie był bliski sprokurowania rzutu karnego, choć napastnik Zagłębia w tej sytuacji wiele od siebie dodał. "Jędza" ryzykował, ale ryzyko było skuteczne, a graczom rywala ciężko było go minąć. Można nazwać go również najlepszym lotnikiem. Nie było dośrodkowania Zagłębia, którego Jędrzejczyk by nie wybił, a łącznie zebrało się ich 8. W ofensywnie również mógł zrobić różnicę w powietrzu, a dokładnie w 13. minucie był bliski wykończenia głową dośrodkowania z rzutu wolnego, ale golkiperowi gości udało się celnie interweniować.
Kacper Tobiasz - Drugi występ z rzędu, w którym golkiper nie miał zbyt wiele do roboty. W 30. minucie dwukrotnie interweniował przy strzałach Zagłębia z bocznych stref, ale robił to w bardzo dziwny sposób, jakby piąstkując piłkę, na szczęście do boku, a nie przed siebie, choć gdyby wykonał pewniejszą obronę przy pierwszym strzale, nie doprowadziłby do drugiego uderzenia. Spokojnie i pewnie radził sobie na przedpolu i z wysokimi piłkami, choć te częściej wyjaśniali obrońcy. Bramkowy strzał Marka Mroza był na tyle dobry, że Tobiasz nie miał przy nim nic do powiedzenia.
Maciej Rosołek - Ocena występu napastnika jest niestety niemożliwa. 22-latek musiał opuścić murawę już w 10. minucie z powodu drobnego urazu.
Bartosz Kapustka - Bardzo dyskretny powrót pomocnika do gry po zawieszeniu za czerwoną kartkę. Zdecydowanie najrzadziej z linii pomocy zabierał się za kreację akcji, a w zasadzie było go widać tylko przez pierwsze 15 minut. W porównaniu do liczby kontaktów z piłką, Kapustka zaliczył sporą liczbę strat. Generalnie był dość niepewny, nie dał zbytnio nic ani w defensywie, a przede wszystkim w ofensywie. Widać, że w tym kolejnym ciężkim zdrowotnie sezonie dla pomocnika nie udało mu się do końca ustabilizować swojej formy. Zszedł z boiska w 61. minucie.
Steve Kapuadi - Francuz chyba myślami zbyt szybko wybiegał na wakacje. Sporo, a w zasadzie większość groźnych akcji Zagłębia przechodziło przez jego strefę, która była niespecjalnie dobrze zabezpieczona. Kapuadiemu zdarzało się popełnić parę głupich błędów w rozegraniu i wyprowadzeniu piłki, które mogły skończyć się dla Legii źle. Obrońca kompletnie przeszedł obok meczu, skutecznie brał udział praktycznie tylko w rozpoczynaniu akcji, a miał sporo szczęścia, że gracze Zagłębia nie potrafili wykorzystać przestrzeni zostawionej przez niego na lewej stronie defensywy.
Zmiennicy
Wojciech Urbański - 19-latek wszedł na boisko w 10. minucie za kontuzjowanego Macieja Rosołka. Od początku grał bez kompleksów, pokazywał się do gry, którą w ofensywie starał się brać na siebie. Próbował grać nie tylko efektywnie, ale również efektownie, co pokazał np. w jednej z ostatnich akcji meczu, gdy z łatwością przyjęciem kiwnął rywala, a potem plasowaną górną piłką uruchomił Marca Guala. W 27. minucie sprytnie wyprzedził obrońcę przy dośrodkowaniu Ryoyi Morishity, ale uderzył zbyt lekko, by zaskoczyć golkipera. Czasami zdarzały mu się głupie straty piłki, ale skrzydłowy starał się wrócić i odzyskać futbolówkę. Urbański pokazał, że wcale nie daje mniej, a nawet więcej niż inni zawodnicy, którzy występują w wyjściowej jedenastce.
Filip Rejczyk - Pojawił się na murawie w 61. minucie. Pomocnik w końcu dostał sporo czasu, by pokazać, że rzeczywiście posiada taki talent, o jakim tak głośno się mówi. Młodzieżowiec jednak niekoniecznie mógł to zrobić, gdyż Legia w drugiej połowie grała zdecydowanie defensywnie. Rejczyk jednak wyglądał jakby nie chciał wykorzystać tej szansy, nie pokazywał się zbytnio do gry. W obronie był solidnym zabezpieczeniem i pewnym zawodnikiem. Niedługo przekonamy się czy ten występ był prologiem do jego częstszej gry przy Łazienkowskiej, czy pożegnaniem z Legią.
Qendrim Zyba - Grał za krótko, by ocenić jego występ.
